|
w niedzielę jest bliżej do nieba
w niedzielę jest bliżej do nieba |
to nie ja podeptałam śnieg
brudną podeszwą buta
ulicą czołgi szły a przy mnie
pierś pełna matczynego mleka
tkała mój wdech i wydech
łapczywie z niej ssałam
pierwsze uśmiechnięte kłamstwo
mleczne zęby z czasem
krnąbrna mina w zaułku ust
wyschnie milczeniem na szybie
w osieroconej krainie nielotów
wyznaczy własne sacrum |
|
|
|
|
|
-->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.
Odyseja |
2011.01.30; 18:48:42 |
| tytuł fajny, ale tekstem jestem troszkę zawiedziona, potrafisz lepiej:) |
amnezja |
2011.01.30; 13:46:42 |
a z drugiej strony, co mi tam , żelazny- podejdę choć raz ja do Twojego z szatkownicą "dalida"
jest tam:noc, księżyc, miłość, gwiazdy, dusza, złamane serce- właściwie szatkownica nie potrzebna, cały wiersz dobrym przykładem na szczyt grafo :))) |
amnezja |
2011.01.30; 13:33:06 |
re: amasztybrutalu
a masz- dziękuję, skorzystałam :)
re: żelazny
czołgi były w czasie wojen, stanu wojennego i pełno ich do dziś na ulicach;
tyle, że to nie dotyczy stanu wojennego, ale pamiętam go na pewno nie z okresu pieluch... ;)
nie znoszę szatkowania wierszy;
kocie- dziękuję
pozdrawiam czytelników
:) |
|
|