Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (23)

Nowi autorzy:
- K5722
- Tod
- izydorkuba
- niewidomaMilosc
więcej...

Ostatnie komentarze:
zimowy dzień
- Anna z
Dwie fazy
- Markus55
Zadbam o Twoje słowa
- Markus55
Odgłos śnieżnej lawiny
- Markus55
więcej...

Dziś napisano 124 komentarzy.

Słoneczna nie tylko z zewnątrz

Słoneczna nie tylko z zewnątrz

Zygmunt Jan Prusiński


SŁONECZNA NIE TYLKO Z ZEWNĄTRZ

Oliwii Roksanie Guzowskiej


Jest naprawdę piękna.
Morze spokojne na jej widok
jeszcze bardziej łagodnieje.

Co innego ja, wieczny wędrownik myśli.
Staczam się kamieniem do jej stóp -
kolorowe zaklęcia wysuszam...

Jeśli morze mówi do Roksany o mnie,
to powinna zrozumieć mój wiersz.
Słoneczna kobieta stoi jak posąg...,
śpiewa o miłości ukrytej w sobie.

Odbędę z nią spacer po plaży.
Wymyślę dla niej specjalną rozkosz,
wystarczy że posłucha tych dotknięć
w dźwięku rozkwitającej ciszy.

Bo erotyzm nie musi być głośny,
wystarczy grać palcami jak pianista
po wybranych celach podróży.

- Roksana już nie milczy...
Otwiera się - odbiera mój kolor!


8.10.2010 - Ustka
Piątek 8:58


Wiersz z książki „Niebieski blues”


autor ZJP
https://m.salon24.pl/71848ff97a5cece4e2cd2605d9d2ee1d,860,0,0,0.jpg


Muza
http://static.jpg.pl/static/photos/556/556846/55c2186e627af78d1950291378e64193_normal.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1839 / 2716) następny »

zygpru1948

dodany: 2020-12-16, 00:08:12
typ: przyroda
wyświetleń (286)
głosuj (93)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2020.12.16; 00:27:50
Kobieta mówi o swoim życiu
Autorem wiersza jest Anna Świrszczyńska


Wiatr mnie pę­dzi po dro­gach,
wiatr, bó­stwo od­mia­ny
o dmu­cha­ją­cych po­licz­kach.
Ko­cham ten wiatr,
cie­szę się
od­mia­nom.

Cho­dzę po świe­cie
we dwo­je albo sama
i miłe są jed­na­ko­wo
tę­sk­no­ta i śmierć tę­sk­no­ty,
któ­ra na­zy­wa się speł­nie­nie.

Cze­goś jest we mnie za dużo.
Prze­le­wam się przez brze­gi
jak droż­dże. Droż­dże mają
swój wła­sny ro­dzaj szczę­ścia.

Idę, cią­gle idę,
cza­sem przy­łą­cza się do mnie męż­czy­zna.

Idzie­my ra­zem,
on mówi, że to do śmier­ci,
po­tem gubi się o zmro­ku
jak rzecz nie­waż­na.

Idę sama,
po­tem znów na za­krę­cie
zja­wia się nowy to­wa­rzysz.

Idę, cią­gle idę,
wiatr pę­dzi po dro­gach.
Na mo­ich dro­gach
za­wsze wie­je wiatr.

zygpru1948 2020.12.16; 00:18:33
Dziękuję!


Wiersze na topie:

1. Mistrz i uczennica miłości (32)
2. Nie rozpuszczę dla ciebie chmur... (32)
3. Tak jak teraz, ale z tęczą na łąkach (31)
4. Na tym kocyku i wietrze... (31)
5. W tej roślinności, my w miłości (30)

zygpru1948 2020.12.16; 00:15:15
NIEBIESKI BLUES - część piąta
Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński
NA PÓŁ DROGI STĄD OD WIERSZA

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/1098220,niebieski-blues-czesc-v

zygpru1948 2020.12.16; 00:14:29
Krzątanina.
Elizabeth Bishop na setne urodziny

Elżbieta Wójcik-Leese


Elizabeth Bishop to nie tylko pisarka dla pisarzy, nie tylko poetka trzech narodów, ale również autorka, której utwory można podarować cioci. Jej poezja rodzi się z przeświadczenia, że język stanowi formę wiedzy – podkreślał irlandzki pisarz, Colm Tóibín podczas sympozjum w Halifaxie.


Stróżom opublikowanej spuścizny Bishop odpowiada Robert Giroux, jej wydawca w Farrar, Straus and Giroux oraz redaktor wyboru listów „One Art” z 1994 roku: nikt nie twierdzi, że pojawiające się po śmierci poetki utwory są ukończone; natomiast takie publikacje pozwalają pokazać bogactwo archiwów Elizabeth Bishop. O bogactwie tym mogę sama zaświadczyć, ponieważ przez sześć miesięcy studiowałam ponad 3500 stron rękopisów poetki zdeponowanych w archiwum Vassar College. Zebrane są tam nie tylko kolejne wersje wierszy, ale również notatniki, dzienniki, eseje, recenzje oraz listy, a nawet obrazy autorstwa Bishop. W pewnym sensie przygotowany przez Giroux wybór z obfitej korespondencji miał także wpłynąć na nasze wyobrażenie o jej „skromnej” spuściźnie. Jak słusznie zauważył Lowell (jego przepowiednię przywołuje w swoim wstępie Barańczak): „Gdy zostaną kiedyś ogłoszone (a zostaną) listy Elizabeth Bishop, objawi nam się ona jako nie tylko jeden z najlepszych, ale także jako jeden z najpłodniejszych pisarzy naszego stulecia”. Lowell dobrze wiedział, co mówi: jego korespondencja z Bishop obejmuje ponad 900 stron – czytelnicy dostali ją do rąk w 2008 roku dzięki Tomasowi Travisano i Saskii Hamilton.

Motywując swoją decyzję ogłoszenia drukiem niepublikowanych wcześniej utworów Bishop, Alice Quinn pisze oczywiście o perfekcjonizmie poetki i zastrzega, że większość zebranych przez nią wierszy nie dorównuje tym opublikowanym. Quinn przekonuje nas jednak, że taka publikacja jest interesująca pod względem biograficznym, tym bardziej, że sama Bishop nie zniszczyła tych tekstów. „Edgar Allan Poe & the Juke-Box” pokazuje także, jak może się narodzić wiersz – stąd niepublikowanym utworom towarzyszą fragmenty listów i dzienników Bishop, które mają za zadanie przybliżyć nam proces myślowy poetki, wskazując na powinowactwo tematu lub frazowania. (Na uwagę zasługuje fakt, że co najmniej połowa utworów z książki Quinn pojawiła się już drukiem w prestiżowych pismach literackich.)

Oczywiście, każda twórczość ma swoje uwarunkowania biograficzne, jednak w przypadku Elizabeth Bishop należy zachować wyjątkową ostrożność interpretatorską w odczytywaniu utworów poprzez pryzmat życia. W przeciwnym razie łatwo osunąć się w sensacjonalizm zbyt prostych kategorii i wkrótce każdy wiersz zaczyna odkrywać znane fakty z życia sieroty, alkoholiczki, lesbijki, podróżniczki... A przecież Bishop nie opublikowała wielu wierszy „miłosnych”; prostowała w liście do znajomego, że owszem, ma utwór zatytułowany „Sestyna”, ale nie „Wczesny smutek”; narzekała, że postrzega się ją jako poetkę „opisu” i egzotycznych scenerii; nie wyrażała zgody na to, aby jej wiersze pojawiały się w tzw. antologiach kobiecych (co tłumaczyć musi polskiemu czytelnikowi Julia Hartwig, która nie mogła przedstawić Bishop w swoim wyborze poetek amerykańskich „Dzikie brzoskwinie” z 2003 roku).

Do biografii można podejść na różne sposoby. Można, jak Marta Góes (dziennikarka i pisarka z São Paolo), napisać sztukę o brazylijskich latach amerykańskiej poetki. Monodram „Przystań dla Elizabeth Bishop” pokazuje, jak ważną osobistością w świadomości kulturowej i literackiej tego kraju stała się „obca” autorka. Oglądając podczas sympozjum w Halifaxie fragmenty przedstawienia z 2001 roku, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że ta początkowa obcość przedzierzgnęła się w swojskość do tego stopnia, że nawet język gestów Bishop stał się południowo-amerykański. Energicznie rozentuzjazmowana gestykulacja i dykcja przeczyły wstrzemięźliwości północno-amerykańskiej Bishop. Jako tłumaczka mogłam sobie tę przemianę zdroworozsądkowo wytłumaczyć (potwierdził ją zresztą w rozmowie ze mną tłumacz Bishop na hiszpański), ale brazylijska Bishop nagle stała się dziwnie obca. Wolałam przywołać wyciszoną Bishop rodem z Nowej Anglii, a także z Nowej Szkocji.

tablica pamiątkowa
https://www.dwutygodnik.com/public/media/image/0f61308c-thumb.jpg


Trajektoria Brazylia-Nowa Szkocja w rozmyślaniu o Bishop nie jest niczym nowym. Sama poetka komentowała tajemniczy związek między tymi dwoma miejscami: „Tak naprawdę zajmuję tu się odtwarzaniem sobie na nowo w Brazylii czegoś w rodzaju Nowej Szkocji deluxe”. W Brazylii powstały utwory osadzone na drugiej półkuli, w miejscu drogim dla Bishop: tam się wychowała u rodziny ze strony matki; tam też nieustannie wracała – z Brazylii, czy wcześniej z Key West, a później z Bostonu.

Jej peregrynacje przebiegały również wzdłuż trasy pomiędzy Nową Anglią a Nową Szkocją, którą pokonywali emigranci, wśród nich także rodzice Bishop – dowodzi Sandra Barry, historyczka i współzałożycielka Stowarzyszenia Elizabeth Bishop w Nowej Szkocji. Na setne urodziny Bishop pojawiła się w Halifaxie nowa książka, wyimek większej całości, gdzie Barry przypomina, że sama poetka lubiła się określać jako „w trzech czwartych Kanadyjka”, oraz że Nowa Szkocja (a w szczególności Great Village) stanowi prawdziwy dom poetki. Poza domem metaforycznym, znajduje się tu dom rzeczywisty – w 2004 roku grupa miłośników Bishop zakupiła dom dziadków poetki i przekształciła go w dom gościnny dla artystów. (W 1997 roku władze prowincji Nowej Szkocji włączyły go na listę zabytków tego regionu.)

W symblicznym geście uczestnicy sympozjum zaproszeni zostali na wycieczkę do Great Village, a część prezentacji – w tym wykład Tomasa Travisano o Bishop jako poetce trzech narodów – wygłoszona została w kościele obok domu poetki. Przy drzwiach kościoła wisi zawieszona w 1992 roku przez członków Stowarzyszenia tabliczka upamiętniająca związki Bishop z Nową Szkocją. Na tablicy widnieje cytat z „Crusoe w Anglii”: „Domowa robota. Domowa robota. Wszyscyśmy wszak domowej roboty?”.

Przytaczam tu – dla porządku i schludności w mojej krzątaninie – wersję Andrzeja Sosnowskiego, aby zaznaczyć, że wybór Stanisława Barańczaka nie jest jedyną próbą przybliżenia Elizabeth Bishop polskiemu czytelnikowi. W roku 1994 „Literatura na Świecie” wydrukowała 5 przekładów Barańczaka (jako zapowiedź książki wydanej w następnym roku) oraz 2 tłumaczenia Andrzeja Sosnowskiego. Przekładom towarzyszył esej „Druga prezentacja Elizabeth Bishop”, w którym John Ashbery komplementuje Bishop jako „pisarkę dla pisarzy dla pisarzy”. Sześć lat później, również w „Literaturze na Świecie”, Sosnowski zaproponował 11 tłumaczeń (wśród nich „Crusoe w Anglii”), a także esej „Końce poezji: «druga prezentacja» Elizabeth Bishop” – odpowiedź na przemyślenia Ashbery’ego. (Ten zestaw stanowi drugą polską prezentację amerykańskiej poetki.)

Obchody setnych urodzin Elizabeth Bishop

Od lutego do października 2011 roku stowarzyszenie miłośników i badaczy Elizabeth Bishop w Nowej Szkocji organizuje spotkania poetyckie, koncerty, wystawy, wykłady, pokazy filmów inspirowane twórczością poetki. Informacje o wszystkich wydarzeniach można znaleźć na specjalnym blogu, gdzie prezentowane są również wspomnienia o pierwszych kontaktach z poezją Bishop, filmy video inspirowane jej tekstami, recenzje najnowszych publikacji, mini-eseje o związkach poetki z Nową Szkocją i nie tylko. Swoisty kalendarz „Today in Bishop” wita każdy dzień cytatem z Bishop lub o Bishop.

Podczas wykładu gościnnego w Halifaxie, Colm Tóibín dorzucił swój głos do tej wymiany. Irlandzki pisarz zataczał jeszcze szersze kręgi: wbrew pozorom, Elizabeth Bishop to nie tylko pisarka dla pisarzy, nie tylko poetka trzech narodów, ale również autorka, której utwory można podarować cioci. Jej poezja rodzi się z przeświadczenia, że język stanowi formę wiedzy i że tę wiedzę można przekazać, ponieważ w poezji nie da się uniknąć prawdy.

Rosnące zainteresowanie poezją Bishop można również wytłumaczyć zabiegami jej miłośników. W Nowej Szkocji czyta się jej wiersze, a na setne urodziny także słucha. Ja mogłam usłyszeć i zobaczyć „Brazylię, 1 stycznia 1502” z elementami brazylijskiej capoeira – połączenia sztuki walki z tańcem i akrobatyką – która wywodzi się z kolonialnej historii tego kraju i stanowi formę samoobrony afrykańskich niewolników. Bosa sopranistka w czerwonej „jak rozżarzony drut” sukni prowadziła nas wśród rytmów brazylijskich bębnów, pośród zaczepnych gestów tancerzy capoeira, melodią renesansowej „L’Homme armé” (służącą w swoim czasie nie tylko za kanwę wielu mszy, ale także jako nawoływanie do krucjat) tak, abyśmy w końcu, w ostatniej linijce wiersza, dostrzegli paradoksalne podobieństwo i zatrzymali się na frazie „always retreating”.

Zawsze oddalająca się – taka na setne urodziny Elizabeth Bishop jest jej poezja. Oddalająca się nie bezpowrotnie (jak chce polski przekład końcówki „Brazylii, 1 stycznia 1502”), ale coraz głębiej. Tą głębią nas wabi. Nawet jeśli próbujemy sobie wyjaśnić jej twórczy nieład. Nawet jeśli w naszych interpretacyjnych zapędach czytamy na marginesach i w rękopisach, śledząc paralele pomiędzy opisem bałaganu na biurku – który poetka przywołuje w liście do Lowella, przedstawiając mu niechlujny widok portu w Key West – a późniejszym wierszem zatutułowanym „Zatoka”. Pozostaje nam zatem powtarzać za solenizantką, że trzy najważniejsze cechy dobrej poezji to „Dokładność, Spontaniczność, Tajemnica”.

Autor
Elżbieta Wójcik-Leese

Tłumaczka poezji polskiej na język angielski, jest autorką książki zawierającej osiem studiów nad rękopisami ośmiu wierszy Elizabeth Bishop – „Cognitive Poetic Readings in Elizabeth Bishop: Portrait of a Mind Thinking” (Mouton de Gruyter 2010).


Wiersze na topie:
1. Zawsze... (26)
2. Napewno... (26)
3. odpoczynek dla lalek (26)
4. nasz raj (26)
5. z Bogiem nie z kościołem (26)

Autorzy na topie:
1. kaja-maja (344)
2. darek407 (330)
3. zygpru1948 (327)
4. adamm1 (225)
5. Czarek Płatak (58)
więcej...