|
S E K R E T Y część III
S E K R E T Y część III |
tuż obok piekarnika
otwierają się
drzwiczki do innego wymiaru
mikrofalówka
zaczyna swój taniec
szklany talerz
kręci się w kółko
hipnotyczna karuzela potępieńców
czas odlicza wstecz
czerwone cyfry na wyświetlaczu
płoną jak oczy polującego drapieżnika
niewidzialne fale magnetyczne
przebijają przestrzeń bezgłośnie
nie ma tu ognia ani grzałki
a jednak materia zaczyna krzyczeć
cząsteczki wody
wpadają w amok
ocierają się o siebie
z wściekłością
rotują miliony razy na sekundę
wytwarzając
wewnętrzne piekło
które rozrywa tkanki od środka
parówka
w plastikowym naczyniu
puchnie od nadmiaru samotności
jej różowa skóra napręża się
jak balon napełniany strachem
aż w końcu
pęka z głośnym hukiem
odsłaniając gorące
mięsne wnętrze
to mała katastrofa Hindenburga
na obrotowym ringu ze szkła
kubek z wczorajszą kawą
przechodzi gwałtowną mutację
płyn nie paruje normalnie
lecz kipi nagle
zdradziecko wzburzona
czarna ciecz
wylewa się na szklany dysk
tworząc lepką ciemną plamę
w której toną resztki minionego dnia
kawałek pizzy z lodówki
próbuje odzyskać dawną młodość
ale fale są bezlitosne
ser zamienia się w gumową lawę
podczas gdy brzegi ciasta
twardnieją na kamień
stając się niejadalnym fragmentem
porzuconego zamku
całe wnętrze pulsuje energią
której nie widać gołym okiem
metalowe ściany
odbijają fale
tworząc
zamknięty kosmos przemocy
gdzie jedzenie traci swoją strukturę
w rytm monotonnego buczenia
które świdruje w uszach
i paraliżuje zmysły
buczenie nagle cichnie
trzykrotny pisk
rozrywa ciszę kuchni
talerz zatrzymuje się
w miejscu
w samym środku martwej strefy
gdzie gęsta gorąca para
skrapla się
na plastikowej obudowie
odsłaniając ostateczną tajemnicę
w rogu
za perforowaną siatką drzwiczek
tam gdzie światło żarówki
mruga złowrogo
siedzi
ON
kot zrodzony z czystego promieniowania
jego futro iskrzy się od mikrofal
wąsy falują jak anteny 5G
a zamiast oczu ma dwa zielone ekrany
odliczają sekundy do końca świata
to on
napędza
ten szklany talerz
swoim magnetycznym wzrokiem
patrzy
na ciebie
przez szybę
unieczulony na ciepło i chłód
otwiera
pyszczek
pełen światła
rzuca
w twoją stronę
ostatnie
drgające
miau
a potem
znów
serdelki w plastiku
zaczynają swój taniec śmierci
ich różowe ciała
puchną od wściekłych fal
skóra napręża się
do granic możliwości
aż rozrywa ciszę
krzyk serdelków
niemy i kiełbasiany skowyt
gdy pękają
wzdłuż tłustych grzbietów
wylewając na talerz
swoje gorące mięsne wnętrza
w białym kubku
mleko
podnosi bunt
podgrzewane
bezlitosnym promieniowaniem
zaczyna gwałtownie kipieć
wściekła biała lawa
która nie zna pojęcia spokoju
wypływa z naczynia
niczym wzburzone morze
zalewa szklaną karuzelę
tworząc
parujący nabiałowy całun
w samym centrum tego chaosu
leży jajko w skorupce
samotny więzień mikrofalowego świata
zamknięte w wapiennej twierdzy
gotuje się od środka
ciśnienie rośnie w ułamkach sekund
żółtko i białko
zamieniają się w bombę
aż następuje ostateczność
eksplozja rozrywa skorupkę
i zamienia wnętrze urządzenia
w kosmiczny poligon
karuzela zatrzymuje się
z piskiem
a ty
odwracasz wzrok
w stronę blatu
gdzie mały metalowy schron
czeka na swoją kolej
toster
otwiera dwie wąskie
podłużne paszcze
czarne szczeliny strachu
w które wpada świeży chleb
by przejść bezlitosny rytuał ognia
czerwone nici grzałek
zapalają się w ciemności
niczym rzędy zębów
zamykają kromki
w gorącej klatce
gdzie powietrze pachnie
natychmiastowym spaleniem
miękki puszysty miąższ
poddaje się
torturze wysokiej temperatury
woda ucieka
w postaci gęstej pary
zostawiając tylko suchy szkielet
chleb zmienia swoją skórę
złoci się
a potem gwałtownie czernieje
zamienia się w chrupiącą mumię
która traci pamięć
o miękkości piekarni
architektura węgla i popiołu
wzniesiona na krawędzi śniadania
gdzie każda sekunda zwłoki
popycha materię
w stronę absolutnego mroku
węglowe trumny tostów
naprężają sprężynę
do maksimum
aż nagle
z głośnym metalicznym trzaskiem
wyskakują w górę
niczym upiory
wypchnięte
z piekielnej otchłani
parują na talerzu
suche twarde i bezwzględne
a na samym dnie tostera
w szufladce na okruchy
wśród spalonego pyłu
i czarnych ziaren
siedzi
ON
miniaturowy kot
z ognia i iskier
jego futro utkane jest z żaru
wąsy
to czerwone druty oporowe
a z oczu
tryskają małe błyskawice
to on pilnuje czasu pieczenia
i podrzuca pieczywo swoim ogonem
patrzy na ciebie
przez wąskie szczeliny
otwiera pyszczek pełen iskier
i wypuszcza ze środka
suche i gorące
miau
a wtedy
szafka z przyprawami
uchyla drzwi
z jej wnętrza ucieka
dusząca chmura
suchego monsunu
egzotyczna pustynia
gdzie grawitacja
miesza się z zapachem
a czas
rozsypał się
na drobne
ostre ziarna
czarny pieprz w młynku
to armia małych
ciemnych planet
czekają w ciasnej klatce
by spaść na dno potrawy
niczym grad z twardego węgla
gdy obrócisz mechanizm
usłyszysz
chrzęst łamanych kości
dawnych indyjskich nocy
obok chili w proszku
płonie bezlitosną
krwawą czerwienią
to zmielony strach
który potrafi spalić podniebienie
i zamienić ślinę
w płynną lawę
jej pył unosi się w powietrzu
atakuje oczy bez ostrzeżenia
zmuszając zmysły do kapitulacji
kurkuma w szklanym słoiku
rozlewa wokół
żółtą toksyczną bladość
farbuje palce na kolor zdrady
i udaje złoto starożytnych królów
podczas gdy cynamon
słodki i podstępny morderca
owija meble
szorstkim brązowym całunem
w którym ginie oddech
majeranek i oregano
wysuszone na wiór trupy ziół
nie pamiętają już
deszczu ani słońca
zamienione w zielony
sypki popiół
szeleszczą cicho
przy każdym ruchu
jak liście
na cmentarzu zapomnianych smaków
czekając na wrzątek
który wyciśnie z nich
ostatni jęk
goździki wbite w ciemność
małe zdrewniałe gwoździe
którymi ktoś
przybił zapach do ścian szafki
pachną anestezją
i dawnym bólem zęba
tworzą barierę nie do przebycia
dla świeżego
kuchennego powietrza
które boi się tu zajrzeć
na samym dnie tej szuflady
w krainie wiecznej suszy
gdzie rozsypana sól
tworzy białe solniska
a kmin rzymski
dusi resztki tlenu
siedzi
ON
kot utkany
z ostrego pyłu i cynamonu
futro ma kolor curry
wąsy to wysuszone nitki szafranu
a oczy
dwa zielone ziarna kardamonu
świdrują mrok bez mrugnięcia
to on kręci młynkami w nocy
i miesza smaki
w ślepym amoku
kicha cicho
roznosząc zapach imbiru
otwiera pyszczek
pełen ostrej papryki
i rzuca w tę duszącą przestrzeń
jedno
suche
piekące
miau
i słyszysz
liście laurowe w papierowej torebce
szeleszczą jak wysuszone skóry węży
twarde zielone tarcze
dawnych Cezarów
którzy polegli w bitwie
o niedzielny rosół
ich połamane brzegi
tną palce do krwi
gdy próbujesz wyłowić z mroku
choć jeden suchy liść zapomnienia
gałka muszkatołowa
leży obok
ciężka brunatna kula armatnia
pomarszczona jak mózg starego mędrca
skrywa w sobie halucynogenny mrok
który potrafi zagiąć
geometrię ścian
gdy zetrzesz ją na drobny pył
na zardzewiałej tarce strachu
anyżowe gwiazdki w słoiku
to spalone słońca odległych galaktyk
mają ramiona z twardego drewna
i pachną syropem na kaszel
i śmiercią
kręcą się w ciemności bez celu
odliczając czas do momentu
w którym wrzucisz je
w gorący kompot
ostry chrzan w słoiku na boku
płacze białymi toksycznymi łzami
jego zapach gwałtownie rozrywa nozdrza
jak lodowaty nóż
wbity w zatoki
to biała wściekłość korzenia
który rósł
w ciemnej wilgotnej ziemi
a teraz mści się
na każdym
kto odważy się odkręcić wieczko
a tuż poniżej
tej korzennej pustyni
otwiera się
długa metalowa gardziel
szuflada ze sztućcami
wysuwa się zgrzytając
to stalowy poligon
gdzie światło żarówki
odbija się z lękiem
od zimnych pancerzy
gotowych
do natychmiastowego mordu
widelce
leżą stłoczone
w ciasnej przegrodzie
to czworozębne bestie
o ostrych szponach
zwrócone ostrzami
w stronę sufitu
nienawidzą łyżki
za ich obłe ciała
marzą o tym
by przebić na wylot
miękką tkankę
porannego omletu
ich zęby
dzwonią z wściekłości
przy każdym szarpnięciu szuflady
nagie noże leżą obok
długie i bezwzględne
to seryjni mordercy
z krainy stali
ich ząbkowane ostrza
pamiętają krew steku
i ból
krojonego bezlitośnie chleba
błyszczą w ciemności
złowrogim blaskiem
czekając na moment
w którym kucharz
chwyci za rękojeść
by zacząć rzeź
łyżki i łyżeczki
poukładane warstwami
ślepe metalowe lustra
w których odbijają się
zniekształcone twarze
zbierają
w swoje zagłębienia
resztki strachu
i udają spokojne
choć w głębi duszy
pragną utopić
cały ten świat
w gęstej gorącej zupie
na samym dnie
tej stalowej armii
pod plastikową
pękniętą kratką
gdzie zbierają się
okruchy i kurz
minionych lat
siedzi
ON
kot
ze stali
i magnetycznych opiłków
jego futro
to kolczuga z ostrych igieł
wąsy ma ze srebrnych drutów
a oczy
dwa lśniące ostrza skalpeli
tną mrok
na równe plasterki
to on ostrzy noże
gdy śpisz
i wprawia sztućce
w metaliczny dygot
patrzy na ciebie
zimnym wzrokiem
otwiera pysk
pełen żelaznych zębów
i rzuca
w tę zardzewiałą przestrzeń
jedno
twarde
brzęczące
miau
bo
łyżeczki do herbaty
są małe i sprytne
to szpiedzy
z krainy srebra i niklu
chowają się za plecami
potężnych noży
i zbierają ślady
cukru oraz śliny
znają sekrety nocy
gdy ukradkiem
lizałeś dżem ze słoika
w ciemności
dziadek do orzechów
zardzewiały potwór
leży
w najgłębszym kącie przegrody
jego metalowe szczęki
są zawsze głodne
pamiętają trzask
miażdżonych kości i skorupek
to kat tej szuflady
milczący i ciężki
czeka na zimę
by znowu łamać kręgosłupy
małym brązowym
więźniom z lasu
wielka tajemnica
tej stalowej armii
kryje się
pod warstwą porysowanego plastiku
sztućce
wcale nie służą do jedzenia
one nocą
budują podziemną radiostację
wygięte widelce
działają jak anteny
łapią sygnały
z odległych planet
gdzie nie ma głodu ani ludzi
wszystkie te noże
łyżki i tasaki
to tak naprawdę
części jednego mechanizmu
wielkiego
metalowego zegara apokalipsy
który odlicza sekundy
do
wielkiego obiadu
gdy stół kuchenny
pęknie na pół
a stal
zacznie rządzić domem
bez planu i bez litości |
|
|
|
|
|
-->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.
Pola46 |
2026.09.12; 21:22:57 |
Już nie wiem co jeszcze mogłabym napisać po przeczytaniu kilkakrotnym Twojego dzisiejszego utworu.,czego jeszcze nie napisałam. Mój podziw nie ma granic - to już wiesz.
Faktycznie możesz ożywić każdy przedmiot i tak celnie dobrać cechy charakteru
I chyba jesteś psychologiem?.. przy okazji starasz się zniechęcić czytelnika do jedzenia mięsa.Wyglada na to, że sam też się dobrze bawisz pisząc kolejne strofy.
Ja tak. Czekam na kolejne pomysły.
Pozdrawiam serdecznie.Z uśmiechem. +) |
dlaumoR. |
2026.09.12; 18:50:01 |
Twoje pomysły na opisywanie kolejnych domowych sprzętów są rewelacyjne
Co będzie gdy weźmiesz "na warsztat" jakiś warsztat
Czekam na ciągi dalsze ...
Pozdrawiam serdecznie życzę miłego dnia i wieczoru:)) |
Bary |
2026.09.12; 18:48:08 |
No i proszę dobrze że nie posiadam
mikrofalówki bo po przeczytaniu
tego wiersza nic bym nie zjadł
Pomysły naprawdę godne podziwu
Gratuluję inwencji (6+) |
Boreas |
2026.09.12; 14:38:48 |
| To warte Lema w swoich pomysłach. Pozdrawiam serdecznie z + |
Super-Tango |
2026.09.12; 11:00:13 |
To groteskowy i surrealistyczny obraz zwykłej mikrofalówki przedstawionej jak tajemniczy, niebezpieczny świat. Codzienne podgrzewanie jedzenia zostaje opisane za pomocą makabrycznych i absurdalnych porównań, które nadają całej scenie humorystycznie przerażający charakter. Szczególnie niezwykłą puentą jest pojawienie się tajemniczego kota zrodzonego z promieniowania, który staje się symbolem absurdalności całego przedstawionego świata. Wiersz pokazuje, że nawet zwykłe przedmioty codziennego użytku mogą stać się źródłem niezwykłej, wyolbrzymionej wyobraźni.+)
Pozdrawiam serdecznie |
Amber N |
2026.09.12; 10:16:47 |
Świetny tekst, czytam z ogromną ciekawością.
Pozdrawiam, miłego dnia +2 |
Anna z |
2026.09.12; 08:38:44 |
Świetnie!:)))
Pozdrawiam serdecznie miłego dnia+1 |
|
|