|
Moją miłość polubisz
Moją miłość polubisz |
Zygmunt Jan Prusiński
MOJĄ MIŁOŚĆ POLUBISZ
Marcie Gero
To drzewa wybrały ciebie,
nie kto inny na tej ziemi.
- Taką właśnie pożądam...
Okażesz się inteligentną kobietą!
Oswobodzona z wiatru
rozbierzesz się ze wszystkiego,
co było wczoraj.
Moją miłość polubisz;
będzie miała imię i nazwę ulicy.
Wiersz z książki "Sen miłości"
Muza
https://static.jpg.pl/static/photos/338/338144/df4c5fb58f93f6bb63a27f1bf27ca2ca_normal.jpg
Autor ZJP
https://m.salon24.pl/90704bc127034300ebcfc57458d36933,860,0,0,0.jpg |
|
|
|
|
|
-->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.
zygpru1948 |
2021.12.12; 02:47:57 |
Zygmunt Jan Prusiński
IDĄC ŚCIEŻKAMI MIŁOŚCI
Oddzielę ciebie chwilowo od okna
wiem że przeglądasz dzień
którego nie znamy jak się skończy
dni są różne jedne ważne inne mniej
ale czujesz mnie i to wystarczy.
Wróciłem z Zaułków Światła
piszę tę nową książkę nadając
tonację i brzmienie – i tak strona
za stroną uskrzydla wdzięk
wobec przyrzeczenia –
to nie jest łatwo całości połączyć.
Pisząc chcę cię zaskoczyć
tak mało jest miłości – jest
majestatyczność zbliżenia
podchodzę urokiem wabienia
uwodzę okruszyną prawdy
że tylko to się liczy w życiu
podarunki z własnej osoby…
Otaczam się dobrocią
rozśpiewany na chwilę znikam
by wrócić z bukietem z pól.
31.01.2020 - Ustka
Piątek 5:56
LUBIĘ KOLOR ROZLANY W KAŁUŻY
Motto: Jestem w twoim krajobrazie
czuję ręce którymi rozbudzasz
elementarz dotknięć…
Uczmy się wzajemną orientacją
że tyle można dokonać razem
każda spowiedź ciała wpływa
na samopoczucie – odbierz to
co mam dla ciebie – staram się
łagodnie rozbudzić szczegóły
patrzę jak odbierasz ten lot…
W tym jestestwie kolor róż
ma przewagę – piszę w brzezinie
o poskromnieniu i elegancji
każdy Erotyk zaczepiam o krzewy
niech potomni czytają i pamiętają –
szukasz miejsca na spoczynek
pachnie łąkami a motyle na twych
włosach chwilowo odpoczywają.
Poniekąd całując twe piersi
zachód słońca pozdrawia.
1.02.2020 – Ustka
Sobota 16:26
Wiersze z książki "Zaułki światła" |
zygpru1948 |
2021.12.12; 02:37:27 |
Wojciech Kaliszewski: Wiersze nie tylko o miłości
Maciej Cisło, Kochaina. Wiersze używane i nowe, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2006, s.96.
Tytuł nowego tomu wierszy Macieja Cisły „Kochaina” ma niewątpliwie konceptualny rodowód. Oto słowotwórcza innowacja wzmocniona fonetycznym podobieństwem – opartym na wymianie dosłownie jednej spółgłoski – krzyżuje w nim znaczenia w sposób żartobliwy, ale i zaskakujący. Jesteśmy zdziwieni. Ale ostatecznie skojarzenia mogą poruszyć tylko naszą wyobraźnię i wzbudzić oczekiwania lektury wierszy równie niezwykłych jak samo słowo tytułowe.
Cisło lubi gry etymologiczne, język jest dla niego źródłem energii potrzebnej do wyrażania tego co zmienne: obrazu świata ogarnianego zmysłami. Połączenia, zestawienia,współbrzmienia rozpędzają język poety, otwierają wciąż nowe perspektywy, ale – paradoksalnie – Cisło w tej lawinie skojarzeń i znaczeniowych zderzeń szuka prawdy, szuka trwałego punktu oparcia. Dlatego bada przestrzeń między słowami, szuka w ich wnętrzu, zdaje się śledzić czas, w którym wypowiedziane słowo dociera do drugiego. Ale przede wszystkim stawia pytanie: jak mnie słyszysz i czy mnie w ogóle słyszysz? Potrzeba kontaktu i znajomość kodu jest dla Cisły kwestią wielkiej wagi.
„Kochaina” ma jednak wyraźnie określonego, wskazanego w dedykacjach, adresata. Jest nim kobieta,żona, poetka. Wiersze, jeden po drugim układają się w liryczną inwokację właśnie do niej – do tej, za sprawą której:
Inkarnowany w Twoim ciele,
zyskuję prawdziwe istnienie,
jak duch, co dotąd nie mógł sobie znaleźć formy.
To wyznanie jest też opowieścią o drodze do spełnienia, ma więc charakter epicki. Żona to źródło i cel, jedno w drugim, całość sprzyjająca narodzinom i odrodzeniu. To za jej sprawą bohater zdobywa podmiotową godność i może o sobie powiedzieć: oto jestem.
Odkrycie siebie samego w drugim ma swoje oparcie w uczuciu. Miłość daje siłę, która zmienia wszystko. I dlatego jeśli się o niej mówi, to trzeba mówić do końca i „bez wstydu”.
Wiersze Cisły o miłości brzmią jak radosna kantata, są śpiewem pochwalnym. Jego bohater wytrwale wspina się, podąża do celu ze świadomością wstępowania w przestrzeń szczęścia zaznanego w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Dlatego jego słowa mają siłę fizycznego dotknięcia, budują więzi bezpośrednie, zmysłowe. I takie motywy dominują w „Kochainie”. Ale dosłowność i zmysłowość nie są tym, co bez reszty wypełnia świat w poezji Cisły. To jest świat stworzony na wzór bytu prawdziwego, niedostępnego, niestety tu i teraz. Świat zmysłów jest zatem światem „ratunkowym”, dramatycznie naznaczonym, światem do śmierci dążącym, ale do końca tę śmierć jakby zasłaniającym:
Choroba miłości, dobrze leczona, nigdy się nie kończy.
Umrzyjmy kiedyś w swoich objęciach,
przychodząc na Tamten Świat jako bliźnięta.
To wielkie uczucie, jakim jest miłość do drugiego człowieka, wciąż zbliża się do spełnienia, ale ręka poety zastyga i wstrzymuje się przed dopisaniem ostatniej strofy. Cisło chciałby ten stan miłosnego uniesienia przedłużać w nieskończoność. Jego bohater gotowy jest podporządkować się całkowicie i bez reszty tej, którą kocha. To ona jest tutaj rozdawczynią ról, ona rządzi czasem:
Jestem jak jednobiegunowy magnes;
wiem, że takie nie istnieją – ale ja istnieję
i składam się z samej miłości do ciebie!
W tych słowach zawiera się – mimo ogromnego ładunku uczuciowego – niebezpieczeństwo całkowitego porażenia i zapewne wbrew intencjom: zniszczenia miłości. Bez napięcia, bez polaryzacji ładunków miłość wyczerpie swą energię. To grozi klęską. Przed nią Cisło się broni.
Paradoks miłości i śmierci przywodzi na myśl metafizyczną zgodę przeciwieństw. Jest ona nieźle zadomowiona w poezji, zwłaszcza od czasów baroku. Cisło ma tego świadomość, jest poetą, który ma dobre rozpoznanie tradycji i – wbrew pozorom – jest do niej bardzo przywiązany.
Odpowiedzią na działanie miłości pochłaniającej, zmysłowej, spod znaku ziemskiego amora staje się się przywołanie motywu wiersza jako formy pokonującej czas i nicość:
Wymyślonych zostało wiele dowodów
na istnienie bogów.
A ten mój wiersz – o ile to jest wiersz –
chciałby być tylko skromnym
dowodem na istnienie mnie”.
To fragment wpisanego w wiersz cytatu-odpowiedzi, fragment dialogu poety z żoną. Cisło wprowadzając mowę niezależną celowo uobecnia w swoich wierszach postać poety.Pozwala to na podjęcie ważnego, autotematycznego wątku. Fenomen poezji i poetyckości zawsze interesował Cisłę. Wiersz powstaje, bo – powiada Cisło – rośnie w nas potrzeba wypowiedzenia tego, co się nagromadziło. Pisanie wiersza jest ciągłym poszukiwaniem, jest przechodzeniem od potencji do aktu, jest uaktywnianiem stanu przeczuwania i napięcia. Ale to dobieranie słów nie jest czynnością prostą, nie polega na sięganiu do słownika i gramatyki. Poeta jest ślepcem, szuka po omacku, trafia lub nie:
W pół drogi między muzyką i myślą:
szukam rytmów do słów,
a jednocześnie słów do niemych rytmów,
które we mnie żyją.
Dlatego nie wszystko, co przeżyte i pomyślane staje się pełnym wierszem. Często pozostają tylko ich początki, fragmenty, okruchy i zakończenia. Wiele konstrukcji poetyckich rozsypało się. Poeta szuka więc w procesie twórczym wsparcia. Nieprzypadkowo „Kochaina” jest jakby wielogłosem złożonym także z wersów zapożyczonych przede wszystkim z wierszy żony-poetki.
Pogoń za słowem rzetelnie przylegającym do przeżycia, słowem prawdziwym i wiarygodnym czyni z poety człowieka niespokojnego, nieufnego, pragnącego przebić się przez powtórzenia i tautologie. Oczyszczanie językowego pola znaczeń ma więc wartość czynności prawdziwie filozoficznej, pozwalającej stanąć przed rzeczywistością. Wiersz jest wówczas ostrzem trafiającym w sedno sensu.
Inna funkcja wierszy łączy się z namiętnością kolekcjonera. Poeta gromadzi to, co dzieje się dookoła, utrwala i zapamiętuje. Tak rodzi się swoista rupieciarnia, do której można sięgnąć i zajrzeć. Tam jest wszystko. Ale to także przestrzeń niezwykła: „kraj niespotkań dokonanych”. Prowadzi do niej kręta droga wspomnień z kolejnych lat życia – to przestrzeń sentymentalna.
Cisło jest także poetą pracowicie chwytającym sytuacje i epizody codzienności, poetą wędrującym i zawsze ciekawym świata i ludzi. Każde spotkanie może być – powiada – pożyteczne i pouczające. Nikt przecież nie jest samowystarczalny i ani sam sobie nie pomoże, ani sam wyzwaniom nie podoła. Obecność drugiego naprowadza uwagę poety na stronę bierną, która ujmuje nas w sytuacji podlegania czynności:
Żyję i jestem żyty
Serce samo bije trawi się samo i oddycha
Śnią nas powszechne sny natury
Prawa natury, poznawane i oswajane, uczą pokory i wyznaczają człowiekowi jego miejsce. Ale z drugiej strony Cisło przeciwstawia się prostemu determinizmowi, jego bohater jest sam dla siebie znaczącym światem. Takich sprzeczności w poezji autora „Kochainy” jest więcej. To one wywołują napięcia i sprawiają, że wiersze Cisły zaskakują odbiorcę. Poeta widzi skutki ścierania się sprzeczności we wszystkim, także w sobie:
Żyjąc – umieram; umierając – osiągam żywot wieczny:
sam sobie stoję ku pomocy na przeszkodzie.
Zmysłowość i duchowość, niczym u barokowych metafizyków, tworzą koło egzystencji bohatera „Kochainy”. Raz czuje się on bytem samodzielnym i niezależnym, a innym razem podkreśla sieć łączących go ze światem relacji. Wszystko jest w ruchu, podlega tworzeniu i niszczeniu, „życie to ruch”. Tak, powiada Cisło, rodzi się dzieło. Wszelkie dzieło, w tym także poetyckie, jest z ruchu i w jednej postaci trwać bez końca nie może. Są narodziny, jest życie, miłość i rozpacz, poszukiwanie i uspokojenie, jest wreszcie śmierć i jej pieczęć – kamień nagrobny i poza nim wejście w czyjąś życzliwą pamięć. O nią warto i trzeba zabiegać.
„Kochaina” to zbiór wierszy połączonych ze sobą organiczną więzią losu bohatera, który nie czyni jakiejś wielkiej spowiedzi, nie poddaje się osądowi, nie żąda wyroków, ale po ludzku mówi: żyję, jestem, tworzę i błądzę. |
|
|