|
Aforyzmy 52
Aforyzmy 52 |
AFORYZMY - autor Zygmunt Jan Prusiński
Obłaskawiamy miejsca założone bywać w nich to soczystość - wielkopański przedział podróży.
Wedle gustu kwiecień w wierszach jakby uniwersalność skrzypiała falującą sosną nad brzegiem urwiska.
Nic nie robimy na siłę tęsknimy za tym samym - pragniemy się wznieść.
Dla nas wydmy układają melodię, wścibscy ukradkiem podglądają sceniczny wyraz wypowiedzi słysząc.
Szperamy w trawach, szperamy w piasku, a kiedy moczysz stopy w morzu fala symfonizująca delikatnie jakby wiedziała o tej miłości.
Jam ostatni romantyk, zaokrąglam tę przestrzeń w przymierzu przed ślubem.
Ach te pocałunki złote promienistość bez postu wchłania twój oddech życia.
Dokładam więcej nutek ekspresji a ty kołyszesz się w cichym zaśnięciu traw.
Jestem pewny że ślady twoje wytarło morze.
Od maja wspomnienia zapisane w wierszach, starałem się przenieść szczegóły jak królowałaś na wydmach.
Boso biegniesz – nucisz zapamiętanie, co ledwie wykluły się w gniazdach ptactwa nasi ziemscy przyjaciele, czy drozdy – czy wierzby – czy kosy.
A całość układa we frazach uśmiechy jak latawce fruwające, przebijasz tkanek wieloznaczność - istnieję tylko dla ciebie. |
|
|
|
|
|
-->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:45:43 |
Zygmunt Jan Prusiński
13 GRUDNIA 2008 ROK
Niedobitki pamięci… to cień tamtej myśli,
sączymy piasek w rękach -
ręce były szorstkie; to robotnicze ręce,
zahartowane i, waleczne.
Dziś spłaszczone wspomnienia… 27 lat minęło.
Mamy nowe problemy i podobne,
jakby czas został w miejscu -
tylko zmarszczki malujemy na twarzy.
Zawsze jestem po stronie mądrego ludu,
nie tych lewych przebierańców -
a jest ich w Polsce sporo.
To gęgacze, pospolici ujadacze,
przenoszą zapach – Weroniki.
03/01/2009 o godz. 19:44 |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:43:59 |
Zygmunt Jan Prusiński
DWAJ STARZY KUMPLE Z SLD
(byłemu premierowi tow. Leszkowi Millerowi,
i byłemu prezydentowi tow. Aleksandrowi Kwaśniewskiemu)
Nie umiem wytłumaczyć
szczerze przechodzę tę tajemnicę
pośród starych ścieżek w lesie,
że była przyjaźń
w kole rysunku dziecka
na podwórku.
Malowani codziennie
chłopcy do wynajęcia w masie
czerwonych chorągwi -
to się zdarza na tej planecie,
bo człowiek jest gorszy
od mrówki.
Nie słyszę gwizdu
kumple rozeszli się w teatrze
po krzywym tańcu -
nie było żadnej orkiestry
był dym na niebie,
że przyjaźń wygasła.
18.10.2007 – Ustka |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:42:09 |
Zygmunt Jan Prusiński
MOJE SNY NA BRUKU
Wczoraj miałem telefon z Canady,
dzwoniła Elżbieta Gawlas.
O świcie przyśnił mi się Jurek Izdebski,
kawał politycznego kawalarza.
A teraz czytam z Kalendarium w „Kworum”,
że 17 października zmarł Fryderyk Szopen.
Pamiętam też inną rocznicę w Rosji,
rewolucję żydowsko-bolszewicką !
W tym wszystkim tylko wyschnięte róże
patrzą na mnie jak w teatrze aktor.
Trochę napływają sygnały z zewnątrz,
choćby miauczenie kota Czarka.
I to zamknąłem w jeden monolog –
podrzuciłem pod liść klonu w parku.
17.10.2008 – Ustka |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:40:06 |
Zygmunt Jan Prusiński
CZŁOWIEK Z OSTATNIM ZĘBEM
Nie jest ugodowy wedle umowy – „Jak żyć”?
Człowiek rozumny jest sam w sobie sterem lub żeglarzem.
Nigdy nie oczekuje odpowiedzi Listów do Przyjaciół,
po prostu pisze o Wielkiej Dziurze Bezsensu na bagnach.
To jest jego misja w epopei zawiłej, jak pierwszy raz
ludzka stopa w dżungli. Chciałby tam dotrzeć do świtu. –
Bo czym się różni Polska od urzędowej spekulacji ?
Tu prawie każdy jest mądry by podpowiadać – a sam
unika Spotkań z Krzywym Prądem; wierzch zalewa
chytrą pułapką wciąż zawiłego na dnie masochizmu !
15.10.2008 – Ustka |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:38:06 |
Zygmunt Jan Prusiński
NA WESOŁO WKOŁO...
Jeszcze nie wystąpiły burze choć zapowiadali
meteorolodzy. Otwieram weneckie okno
zapraszam świeże powietrze do domu.
Alternatywa bywa najczęściej w teorii na mojej
częstotliwości wyrównuje się spowiedź głuchego
ze ślepcem a jeszcze do tego ktoś rozjaśnia
paletę na swój sposób cienie prowokują kolory.
Powstaje intonacja choć ten drugi ktoś przeczy
że to innowacja - mnie jest wszystko jedno
czy w sałatce cebula jest ważniejsza od pomidora
czy pomidor od cebuli chociaż sól z pieprzem
w zgodzie żyją.
Moje ważne strony w książce to Ewa we środę
z Wenecji wraca kilka pierwszych nocy będzie
opowiadać jak ją opaleni faceci podrywali -
chyba tak - może doda coś więcej jeśli odwaga
w niej nie wystygnie - i tak powoli kończy się
przygoda w rozdziale "Ewa w Wenecji"...
2.11.2014 Kluczewo - Stargard
Niedziela 2:51 |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:35:49 |
Zygmunt Jan Prusiński
KONDOLENCJE WIERSZEM...
Kobietom z samolotu prezydenckiego Tu-154M
Każda z Was zostawiła dom, chciałyście do niego wrócić.
W domu rodzice, dzieci, mąż - może kot i pies,
ulubione miejsce do wypoczynku.
Może któraś z Was zapomniała podlać kwiaty,
może i pranie zostawiłyście na dwa dni:
- Mężu wrócę, przepraszam, to tylko dzień,
noc będzie nasza - rumianą herbatę wypiję,
przytulisz moje ręce, ucałujesz je...
Bo ręce kobiety są jak drzewa, jak muzyka.
- Nie martw się mamo, nie martw się córko,
życie przed nami, jak piękny wiersz Gałczyńskiego.
15 Kwietnia 2010 - Ustka |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:32:34 |
Zygmunt Jan Prusiński
WRZECIONA MYŚLI I PTAK W TRZCINIE
Paulinie Nowickiej
Dorastasz do wielkości marzeń.
Pragnienia są ostre...
W koleinach zostawiasz
smak i ślad niewidoczny.
Wojujesz na łąkach i polach.
Czasem skowronek
na ramieniu usiądzie.
Opowiada ci wczorajszy dzień,
pełen przygód z niebem.
Piosenkę wtedy śpiewasz
o szczęściu dotyku z przyrodą.
Ale są i wewnętrzne walki.
To pocałunki te ukryte,
to wodospady nurtu
a i wulkany w sobie niesiesz.
Rozgniatasz niepewność -
chcesz być kochana.
Jeśli dojdziesz do jeziora
tęczą otoczone w głębi,
tam w roślinnym spokoju
jestem i zapisuję dotknięcia.
Wiem że w trzcinach jest ptak,
wiem że czeka na ciebie.
Paulino – odważ się zerwać sen...
7.09.2010 – Ustka
Wtorek 7:44
Wiersz z książki "W krainie cieni" |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:29:52 |
Zygmunt Jan Prusiński
Ruskie pierogi w gębie długodystansowca posła
Tak sobie marzę, jak Antek od świń Bolesława Prusa – bo przecież Antek był romantykiem, to nikt nie zaprzeczy. Więc tak sobie marzę, że jeżeli już jest udowodnione, że w Polsce od czerwca 1989 roku jest oficjalna Kameralna Okupacja – jestem autorem tej metafory – zatwierdzona w Magdalence, to po co chodzą Polacy na wybory ?
Przypuśćmy, bo nas Polaków jest jednak więcej w RP niż innych, z różnych narodów, to albo nie idźmy wcale na te wybory albo tylko po to, żeby wszystkim tym „kogucikom” postawić od góry do dołu graficzne „ptaszki”…
Ja mam taki zamiar, ba, na dole tej kartki podpiszę w ten oto sposób:
„Bezpaństwowiec – Zygmunt Jan Prusiński”,
niech cholery wiedzą, co myślę o tych bandyckich wyborach !
ŻARCIKI Z KOZŁEM BEZ ROGÓW
Okradają nas z życia nagminnie, nie ma modlitw, pieśni, wierszy. Nie ma mieczy by każdemu łeb uciąć w Imieniu Narodu – jak to czyniła polska narodowa Armia Krajowa.
- Czy mamy Prawo bronić Polski ? Nie mamy prawa. Konstytucja nie dla nas a dla bandy złodziei ! Boimy się o tym mówić oficjalnie, kto nas zżera by post trwał do końca.
Zachowujemy się jak kozioł bez rogów – nawet nie chcemy się zjednoczyć. Wolimy uciec od problemów, które obezwładniły nas ze wzorów historii, gdy matka wzywała syna do obowiązku: „Idź synu, ojczyzna cię wzywa”!
Ale to było dawno, kartki z książek pożółkły –
rysujemy sobie żarciki na piasku, jak dzieci.
21.03.2009 |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:24:33 |
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
03.04.2012 01:57
@Zygmunt Jan Prusiński i p. Mar Canela
Już do Pana pisałem raz w tej sprawie ale powtórzę, w związku z tym że zachęcasz do oglądania zdjęć "naszej ukochanej" Pani Małgosi (przez Pana ostatnio jakby coś mniej, czyżby wychłódło?) a nie widzę zdjęć pani Ewuni, które podobno gdzieś tu są (chyba ukryte), ale chyba bierzesz Pan mnie (jak dawniej powiadali), na kawał, bo są niewidoczne i chyba wirtualne, a pani Canelcia się też nie chce odzywać (do chama? woli subtelnych, co po łacinie oznacza wymoczków i ledwie żyjących w ostatnim stadium gruźlików, co już mają kuśkę w zaniku, myśli pełne seksualnej czystości i patrzą na księżą oborę - tak dawniej nazywano cmentarz.
Jak boga kocham, że na takich egzemplów oboje wyglądacie na tym blogu. Zjawy w jakichś dziwacznych poetyckich koszulach, z grymasem fałszywej miłosnej ekstazy, szwindlem śmierdzi na milę, bez życia, jak jakieś minogi) i nie wyprowadza mnie z błędu, ładna mi przyjaciółka i "przewodniczka" duchowa, chyba dla ociemniałych frajerów (dała by mi pewnie do macania starą hubę, wmawiając, że to świeża "dzieża", czyli przedmiot po staropolsku mówiąc, symbolizujący cipę).
I jeszcze jedno, Panie Zygmuncie. Czemu Pan zawracasz dupę blogiem Mar-canela itd. skoro tam nic nowego nie ma prócz tych flaków z olejem? Jest jakiś stary metysso (no powiedzmy nie najmłodszy), zmęczony hombre (powiedzmy raczej w średnim wieku, zniszczony pejotlem?) pije jakąś wodę, tam wszyscy coś piją, a żeby robić to nie (może od gorącości kobiet), tylko wypuszczają byki na ulice i uciekają przed nimi (gonią się! a Pan wie z hodowli swego wuja Stanisława Sowińskiego - Meksyka, co to znaczy jak się byki, albo ogiery "gonią" co jest odpowiednikiem, że się jałowice i kobiety "gną"); tych byków jest cała masa, jakby nic nie robili tylko mieli jakieś upodobanie do dręczenia tych biednych zwierząt. Czy oni do tego celu nie mogą używać kobiet? Toteż ten stary hombre ma jakiś związek z walką byków i jest już po walce? Pikinier jakiś może? Hiszpania słynęła z pikinierów kontraktując ich w całej Europie do wojen religijnych z protestantami. Dlatego na podrzutka i bękarta wołano ty pikinierze! Nie mylić z pikinierem, który ma w portkach dużą pikę! (to inna bajka). Ale nic na tym blogu o nim, ani o pice nie pisze. Mógłby robić za Sancho Panchę, jak boga kocham, bo na don Kichota to oczy ma za mało ekstatyczne. Może mu się spodobał aparat? Perkal i koraliki? Kobieta jako przedmiot wymiany. Biała zdobycz? Taki to czasem nie wie, że kobiety mają dwie dziury? W ogóle nic na tym blogu nie pisze o tubylcach, tylko jakieś wzdychania do Malagi, również jakie zaklęcia magiczne, odwołania do okultyzmu, jakby pani Małgosia nic nie robiła tylko jeździła na starym knurze! (jak to czarownica).
Pan wie, że Malaga mi się źle kojarzy (a Pan ciągle z tymi biodrami w Maladze, jakby z jakąś szynką w zalewie octowo-spirytusowej; na Białorusi taką robią), bo sam nie mam takiej wielkiej, jak bym chciał. I wszystko skąpane w jakimś wściekłym zielonkawo sraczkowatym kolorze, jak w chorobie przy drażliwości jelita grubego (nie życzę Panu, bo by musiał Pan od razu ściągnąć drzwi od wychodka). I tu muszę Pana ostrzec, że jest to choroba związana z długą wstrzemięźliwością płciową. Nie chcę się rozwodzić nad mechanizmami mięśni owodnicowych biegnących wokół prącia, jak ósemka i wokół zwieracza odbytu, ale jedno z drugim ma fizjologiczny związek. Więc radziłbym, Pan już wiesz co. Jakąś jurną Margośkę, niekoniecznie tę z Malagi (tfu, znów paskudne to skojarzenie z wielkością odpowiednio dużego narządu płciowego u mężczyzny!
Halo, pozdrawiam panią, pani Małgosieńko! Dlaczego nie ma pani nowych zdjęć w podniecających mnie pozach? Proszę się nie obawiać, wcale nie będę za bardzo chamski, tylko odrobinkę dla podniecenia nas obu (co nas połączy kosmicznie i będziemy drzeć w takt byczej muzyczki płynącej z pani ciałka), w myśl, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy idą, znów staropolskie aluzje do przaśnego seksu i smrodliwego poróbstwa. W i oryginale powinno być: wszystkie capy idą, a tym pochyłem drzewem jest albo kobieta (może być to pani, pochylona we wdzięcznej pozie wypinając się wdzięcznie) albo brzuch w ogóle kobiety albo jej wagina albo nawet na odwrót, męski członek we wzwodzie obejmowanym przez wargi sromowe, niczym kopytka kozuni, co to, tu zaś dla odmiany, bestiofilia!)
O tym wy oboje piszecie na tym blogu (o tym, że na pochyłe drzewo, to macie na myśli nieustannie etc.) i piszcie dalej (tylko w sposób najwzniośleszy i najniemiłosierniej najpoetycki, bez świntuszenia, żeby aż ściskało w jądrach i w łechtaczkach, a wy nic, tylko pani Canela opisuje z zachwytem same mysie piski, gdy rozmawia z jakimiś futerkowymi stworkami, jak na obrazach Hieronima Boscha, a Pan Zygmunt, no tu jest klapa, bo tylko obiecuje, że ją (poetycką kochankę, pisze tak do pani Małgosi ale też do Ewuni) obsypie grubszym pieprzem, a gdy przychodzi co do czego do ledwie mu starcza weny na dwie linijki o wanilii (do Ewuni): "jakże mam zdobywać te szczyty, pisze, dwie małe piersi jak bratki". Panie Zygmuncie więcej wiedzy o botanice! Bratki pachną wanilią bo są storczykowate. I jak się Pan na nie wspina, to się Pan z drugiej strony wypina (co jest figurą bardziej interesującą, jest anyfigurą dialektyczną) i tej dialektycznej wiedzy Pan nie posiada (o swej Maladze), i za jej brak mam do Pana pretensje. Ale skoro Pan nie wie o czym mówię (tylko się domyśla, że znów jakieś świństwa), to nie mam pretensji i rób Pan dalej swoje wspinania na malutkie szczyty (dobre i małe cycuszki, skoro nie ma większych, jak u pani Caneli, i rób Pan dalej tę mokrą robotę (czy to jest mokra robota? - Pewnie takie myśli nie przychodzą Panu do głowy, bo jesteś zajęty wymyślaniem "co", a nie "jak", robota dyletancka na chybcika. Nie wiem czy w realu z takiej Malagi pani Ewunia byłaby zadowolona (pozdrawiam pani Ewuńciu! Już czas zdjąć z szyjki (myślę tu o tej dolnej szyjce) szaliczek! bo idzie wiosna! Ale dobre i to, powiadam, pisz Pan dalej, a ja będę ogłaszał Pana chyba (dla odmiany) nowym Lenartowiczem, odnowicielem poezji sentymentalno-miłosnej.
Owszem, pani Małgosia na tym blogu, w tych wściekłych kolorkach seledyny jest jeszcze bardziej topielicowa, i ma białe ciałko, dobrze umięśnione (jakie lubię) jakby wyciągnięta z beczki z pośród solonych czy tam marynowanych śledzi a udka skromnie nakryte kretonikiem, nic dla spragnionej erotomańskiej publiki, pożerającej ją rozognionymi ślepiami wilków i z ozorami cieknącymi śliną z podniecenia).
Pani Małgoniu, niechże pani uniesie sukieneczkę trochę wyżej (dla nas erotomanów), żebym ocenił, czy warto czekać gdzieś w zaświatach na kawałeczek aureczki tej nózi?
I panie Zygmuncie, do jasnej, nie wspominaj już Pan o Maladze i tych biodrach, bo mnie skręca. Tu niektórzy robią ze mnie wielkiego erotomana, a to przecież Pan tak piszesz erotycznie, sadząc na prawo i lewo tymi malagami, że mógłbyś być hersztem erotomanów a całe tabuny dziwek szłyby za Panem (co też robią i idą, podobno na Facebooku, panienki, dziewice, mężatki i zwyczajne dziwki, biją się o Pana!) śpiewając: Zygmusio, Zygmunteczek, Zygmutmalaga! Moja laga! Zygmuntalaga! Ale nie Lagowicz Lagowski! To by już śmierdziało bolszewizmem i kołchozem, gdzie jest wspólnota żon. Chociaż wątpię, czy by to Panu nie pasowało, stary zbereźniku!
Pani Małgosiu, a czy by pani pasowało, dziś z tym a jutro ze mną? Bo mnie bardzo. Jestem zwolennikiem komunizmu wojennego, który zresztą wy tam na zgniłym Zachodzie uprawiacie już dawno.
Zygmunt Jan Prusiński Sukienki i Motyle - część II |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:22:28 |
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
21.08.2011 15:20
@Zygmunt Jan Prusiński
Panie Zygmuncie, gdy Pan miał 16-18-20-25 lat to nie chciał Pan być marynarzem, lotnikiem, kelnerem, prawnikiem, nauczycielem docentem, żołnierzem... a do cholery (tak jak inni!)... niepotrzebne skreślić. Chciał Pan nic nie robić z tych rzeczy, ewentualnie być poetą! Ale to też nudziło Pana i nie była wielka gratka.
Pan chciał być powietrzem, helikonem (ba!), łagodnym deszczem (jak każdy marzyciel!), dziewczęcym uśmiechem (bo o niego bardzo trudno), jeszcze raz dziewczęcym uśmiechem, żeby takich jak Pan albo ja nie odrzucały! A skoro Pan pojął, że o uśmiech będzie najtrudniej, odbił Pan w drugą stronę, abstrakcyjno-wariacką ale najbardziej właściwą młodzieńczości, mianowicie chciał Pan być ustnikiem (to by Panu pasowało!).
A dalej, gdy się Pan przyglądał światu, to... chciał Pan być zapinką u stanika albo u torebki pięknej pani, żeby poznać jej kurewskie sekrety... albo pierścieniem na palcu biskupa, żeby się przekonać czy grzebie nim tym palcem w dupie! Ja np. czasem chciałem być ołowianym aniołkiem na trumnie nieboszczyka wpuszczanego do grobu... żeby się dowiedzieć, co się tam właściwie dzieje. Skoro ksiądz śpiewa: "Żyj w pokoju", to musi tam być ciekawie! Pana, pewnie tak samo jak mnie, nie ciekawiły rzeczy które było widać ale te ukrywane, których nie widać. Wie Pan, jak puszczę internetowego pornola, to staje się dla mnie jasne, że kobieta może pokochać mężczyznę tylko z wielkim członkiem. I nie ma o czym gadać. Żebyśmy na ziemi doznali trochę miłości, to nie ma mowy. Moja matka powiedziała mi przed śmiercią (w wieku 93 lata), że się cieszy na umarcie, jako na spotkanie ze Stasiem, że swoją pierwszą platoniczną miłością. Dopiero trzeba czekać na spotkanie zza grobu, żeby sobie powiedzieć to i owo?
Dlatego, Panie Ustniku i Panie Helikonie, nie myśl Pan o stawianiu wydawców do apelu (bo oni to mają gdzieś), ale pomyśl, że wiersze masz Pan pisać nie dla ludzi, nie dla czytelników, nie dla mnie, nie dla rodziny ani dla siebie...
Kobieta białych luster istnieje, tylko w wielkim oddaleniu, a Pan masz ją widzieć jako panią w swoich snach i opisywać tę przewodniczkę rozciągającą swe ciało od dziecinnego łóżeczka Pańskich wnuków, aż do przyszłego grobu. W każdym razie ja w jej obecności zdobywam taką wolność, że aż się obawiam, że gdy wypowiem do kogoś, czy przy kimś, w rozmowie, jakąś prawdę, której przenigdy nikt przy zdrowych zmysłach publicznie nie wypowiada, to przyjadą sanitariusze i zawiozą mnie do domu wariatów. Bo przecież nikt nie mówi bezkarnie, że "król jest nagi".
Jak się Pan domyśla, "Kobieta białych luster" też jest naga.
Czyż mam Pana pouczać jaka ona jest? - skoro Pan ją tworzy, odtwarza z białego marzenia, które jednakże nie jest tylko Pańskim własnym marzeniem. Marzenie poetyckie jest własnością kultury i wszystkich ludzi będących jej niewolnikami.
O rany, już kończę. Pozdro dla p. Ryszarda Zasmuconego i Anacondy (i wszystkich miłośników i grzmociwianków)!
Zygmunt Jan Prusiński Kobieta białych luster - część II |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:21:02 |
Nad grobem Stachury - Andrzej Babiński
1
Pod ramię własne sięgam jak wodospad po koryto i głaz...
Ani jeden uścisk, pocałunek w usta
co oddech zmilczy
Ani jeden kamienny mur co cię na duchu dźwignął
już nie podźwignie
Ani jeden głos z przestrzeni co się do życia budził
już ciebie nie dojdzie
Ani już jeden kwiat, co ci twarz malował i oczu budził
już ci nigdy nie zakwitnie
Ani jeden szumny las piersią męża cię nie ogrodzi i osłoni
Ani jeden w końcu gad cię nie ugryzie
Ani jeden dziewczęcym okiem wodny staw
mrużenia rzęs ci nie uspokoi
I ani też pieśni, pieśni ślad za tobą nie nadąży
Ani jeden sen marmurów najwieczniejszych cię nie obudzi
Ani jeden wiersz co w tobie żył i ptak co w tobie śpiewał
nie poda ci zewu
I tylko wieczność żałobnym rąbkiem sukni cię dotknie
Przez to, przez to jedno,
że byłeś sobie własny
sobie własny
ale wiem
to wrodzone serca ziem i klimatów cię zdradzały
Przyjąć chciej hymny od ziem
grób swój własny
Skoroś kiedyś był na ziemi
Przyjąć chciej nie odechciej
Lecz zamyśliłem się nad tym
pośmiertnym kwiatem
Zamyśliłem się zastępując
ci drogę dalej
Obecny w świątyni Bóg zwątpił sam w siebie
2
utracić tak życie że połamane ręce i kości zobaczyć
na papierze, utracić daty, połączenia pociągów i rodzeństwo
nic nie mieć prócz wierszy, utracić twarz w lustrze
zobaczyć się w obłędzie. Podnieść się, odrestaurować
skleić się, wskrzesić
i mieć dalej serce, wielkie serce
3
Utraciłem przyjaciela. Teraz jestem przydrożnym
kamieniem. Być nim nie chcę. Podłożę pod niego całą
ziemię
ze swoim otartym sercem. A z żalu nie zmartwychwstaniesz.
Ale m ę ż n e lasy wyjęczą twój grób (jodła, świerk
jedlina i położę ci przydrożny kamień)
A życie jest długie. Najstraszliwiej wielkie. Żadna góra
Mount Everest, żadna rzeka: Amazonka, Ob, Mississippi,
La Plata,
żaden step, stroma ściana, ani nawet Ocean Indyjski
czy Spokojny, ani nawet caluteńka Euroazja nie są
większe od rozmiaru jednego życia
gdy rozewrzeć ramiona
- ty to znałeś
(a ja będę miał grób w Oświęcimiu)
Andrzej Babiński |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:20:05 |
Serwis nieba w odblaskach - Andrzej Babiński
Edwardowi Stachurze
AZJO stacyj benzynowych pod lasem, (benzyna) Alaska
Alaska złota, Alaska chodników
a na migi migotliwa jaskółka stołeczna
Jaskółko -
z kobiecym skrzydłem i szczegółem
twój świr objawia się i zlustrza
ty woda,
ty jak grota jasna - ja chmurny już chmurę mam
za zabytek
...słychać gotycko sklepiony pantofelków stukot
na hymn nawlekasz każdy szept i szelest
- boska
Gdzie są arki Noego gołębi
które pod skrzydła biorą grzmot
i grzmią?
Andrzej Babiński |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:19:00 |
Dzieciństwo - Andrzej Babiński
(z cyklu Strof )
Dzisiaj Biała Szkoła. Słońce. Wszystko tak samo
Tyle samo na szosie ciepłego leży cienia
I wieczne są wakacje i tych wakacji mało
I nic się nie zmieniło, tylko mnie tam nie ma.
Andrzej Babiński |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:18:12 |
Czy wiesz co to tęsknota? - Andrzej Babiński
* * *
Czy wiesz co to tęsknota?
Nawoływany ptak krzyczy
Chmary ptaków krzyczące upośledzają
Ja krocząc zwracam wzrok ptakom
to imię swoje znać, to kupić zegarek na rękę
to znać swój chód kroków
to wziąć łabędzia na ręce jak to czyni woda,
która niesie go w ramionach
to cofnąć czas złamany, tęsknota złamanymi
skrzydłami ubóstwa
wulkan wód drga łabędziem
jak Hamlet co z zakłamania widowni opuszcza ręce
Zasłania oczy, Hamlet jest ślepcem
to mieć siebie w porównaniach
to przeżyć wszystkie wykopaliska
(przeżycia są wykopaliskami)
i z nich wynieść talizman ten co na szyi
to jeszcze iść naprzód
to to, że wszystkim naraz mówisz na ty i że ty
niedotykalny
pozwolisz się dotykać
i to chwila kiedy noc się rozwidnia...
Andrzej Babińsk |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:16:59 |
Pierwszy stopień szaleństwa Małgorzaty Hillar
Rzucić to wszystko, schłopieć,
otoczyć się lasem, czerpać wodę z jeziora,
odejść od tysiąca zużytych słów,
przez które sens wylatuje
jak przez dziurawe rzeszoto,
wyszukać miejsce dziewicze
o urzekających porankach,
zamknąć się w białej celi,
odnaleźć siebie
albo zagubić siebie
skazując się być może
na godziny obezwładniającej klasztornej acedii.
Tożsamość? Kpij sobie z tego.
Patrząc wstecz, wspominając
swoje przeświadczenia i przypadki,
powiedz sam -
jak tu można mówić o tożsamości.
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:16:26 |
Dziękuję Ci Panie - Małgorzata Hillar
że dałeś mi
na stare lata
dar zdumiewania się
że kiedy dotykam drzewa
rosnącego pod moim oknem
nie mówię
no cóż to tylko pospolity kasztan
lecz szepczę w zachwycie
to cud
a gdy zbliża się do mnie
mała dziewczynka
nie stwierdzam
to przecież tylko zwyczajne dziecko
moja wnuczka
lecz myślę zdumiona
to cud
Pragnęłabym
abym patrząc w lustrze na siebie
starzejącą się kobietę
której tak często nie lubię
mogła powiedzieć z radością
to cud że jestem
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.10; 07:13:47 |
Dziki człowiek - Małgorzata Hillar
Ja,
dziki człowiek
boję się słów
zimnych ciężkich obojętnych
Boję się
cierpkich uśmiechów
przymrużeń oczu
wzruszeń ramion
kiedy byłam dzieckiem
pisałam wiersze na strychu
żeby się nie śmiali
godzinami rozmyślałam
jak wyleczyć chorą nogę żaby
siedzącej w rowie
Dzisiaj jak wtedy
pragnę rąk które głaszczą
Słów ciepłych i miękkich
jak owcza wełna
Małgorzata Hillar |
|
|