|
Aforyzmy 50
Aforyzmy 50 |
AFORYZMY - autor Zygmunt Jan Prusiński
A tobie nie wolno mówić bo z plusa możesz zrobić minus a z zimy wiosnę.
Wesoło jest wtedy kiedy księżyc przychodzi.
W oknach malowane gwiazdki, Mikołaj patrzy co robię - jakby mnie szpiegował i donosił tobie.
Jem zupę pomidorową z ryżem, mięśnie odpoczywają, spoglądam na firankę wie o mnie prawie wszystko.
Dwie papużki w klatce uczyły się mojej piosenki - szczególnie tekst przypadł im do gustu: (Dźwięcz mi nutą pierwszą ważną, bym usłyszał ciebie w uwerturze gwiazd).
Wczoraj chciałem się pochwalić a to z okazji Ewy przyjazdu, pomidorowa blues – i ja taki rozmarzony niczym bluszcz.
Pomidorowa wystygła z uczuć jakby pogniewała się na mnie.
Noc się zbliża tak blisko kobiety kochanej, uzupełniam dobór garnituru do jej sukienki.
Urodziny – we dwoje, dancing o historycznej barwie zostanie na obrazie wyeksponowanym drzewom i rzekom.
A w tych oczach będzie zapis, kompozycje ruchów, majestatyczny wzór – i szampan i dotyk rąk i szelest gwiazd.
Przeze mnie to zaciemnienie wiem jaki jestem lekki na tych schodach, akurat sukienka wiosenna roztańczona na wietrze.
Podglądam wciąż majaczący niczym na niemym filmie, miłosne tango i przytulna mgła, i spowiedź głodnego. |
|
|
|
|
|
-->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:35:44 |
TAJEMNE OBCOWANIE - część siedemnasta
Dział: Kultura Temat: Literatura
Zygmunt Jan Prusiński
DOTYK - PIEŚŃ W ŚRODKU MIASTA
Ukryj mnie
bym czuł zapach twój
podnieconej kobiety -
tak dawno nie kochałem
w pieszczotach wzniosłej aprobacji
w skrzydłach cyganerii bożej
skrzypce z wiolonczelami
niby kapryśne
a jednak słyszę zew miłości.
Bądź kształtną w wierszu
pozdrawiam wiekuiste dobro
kiedy uniesiesz biodra
w tej potajemnej skrytce
masz coś dla mnie
otworzę ją - mam kluczyk
na wszelki wypadek...
Niech poderwie się pieśń miasta
niech korzenie przemówią
od czasów pierworodnych
- istnienie ludzkie zależne jest od drzew.
DOTYK - ROZLEWANIE HERBATY
Tymczasem
jest rozlewanie herbaty
siedzisz w cienkim szlafroku
wiem że jesteś naga
jak pacierz w polu...
Stół nas dzieli
przyglądasz się moim oczom
niebieskie zaloty więc niebiesko
możesz mnie odbierać -
proszę o delikatność.
Podniecona jak kobieta -
podniecony ja jak mężczyzna
pijemy herbatę
zagęszczamy krąg
by rozmawiać stopami pod stołem.
Liczysz minuty
bym wstał z krzesła i podszedł
na twoją stronę - rozwidniając
że też jestem nagi pod szlafrokiem -
rękę wsuwasz jakbyś chciała się ogrzać.
Zaczyna się spływ
odchylasz piersi - soczystość
jak słoneczne skały odbijają rozkosz -
odbierasz mnie sukcesywnie
rozchylając swój mały świat.
Wiersze z książki "Tajemne obcowanie"
https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/1146011,tajemne-obcowanie-czesc-xvii |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:33:11 |
SPIJANIE MIODU - część druga
Dział: Kultura Temat: Literatura
Zygmunt Jan Prusiński
OBAWIAM SIĘ BURZY W CZASIE MIŁOŚCI
To nic Jolanto
zawsze możemy się schować
do pobliskiej stodoły
dokończyć to co żeśmy nie rozpoczęli...
W tym roku nie zakwitła grusza
i nie mam owoców z jej drzewa
to nic poczekam na drugi rok -
czekanie jest takie romantyczne.
A ty żyjesz kolorowo
ustawiasz w oknie świat
czasem spojrzysz na drzewko
o imieniu (Zygmuntek) -
tak żeśmy zdecydowali w ogrodzie.
Co jeszcze chcesz ode mnie
oprócz tylu wierszy powstałych
idę ulicą Klonową - nie widzisz mnie
z Kazikiem Furmanem i Małgorzatą Hillar
właściwie to żeśmy zabłądzili...
Poeci mają własne ścieżki
każdy z nas nazywa po swojemu
brzmi harmonia w samej harmonii
- muzyk ślepiec gra jak z nut.
Poprosiłem go by dla ciebie zagrał
"Tango Milonga" - moi rodzice
tańczyli w pokoju a (kołchoźnik) grał
i było jakoś inaczej w tym świecie.
To nic...
7.9.2014 - Ustka
Niedziela 9:31
https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/623804,spijanie-miodu-czesc-ii |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:30:03 |
Zygmunt Jan Prusiński
A TE WIERSZE W TWOICH OCZACH
Motto: "Dziękuję za wczorajszą długą
pogawędkę
zabarwioną tyloma kolorami tęczy".
- Penelopa Ewa Bednarz
Daleko jestem
tam gdzie tęcza się rodzi
rozmieniam duże słowa na małe
- one też są ważne
jak kropla deszczu dla liścia.
Pośród sosen stoję jak król
rozdaję wiersze -
wsiąkają w ziemię
na nich wyrosną borówki
a może echo się zatrzyma.
Unoszę ci sukienkę
płocha jak motyl
biegniesz po wrzosowiskach
namiętny nie odpoczywam
wciąż dotykam...
odległość między nami.
22.2.2013 - Ustka
Piątek 14:34
Wiersz z książki "Erotyczne zwiastowanie" |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:28:21 |
Zygmunt Jan Prusiński
POEZJA DLA MNIE TO DRUGIE LUSTRO
Motto: Przytul się do owego pejzażu
jestem w nim w roli zamykającego
bramy miasta – wtul się w ciszę
oczekuję miłości otwartej…
Słucham "My Eyes Adored You" Frankie Valli
dawno to było i ja młody mężczyzna
potrafiłem rozróżnić piękno w muzyce
wabiony jak w miłości tym duchowym
pokarmem lepszym od wszelakich modlitw.
Niestrudzony śpiewałem lub nuciłem
i było mi z tym do twarzy – potrafiłem
poszanować sztukę i w poezji wówczas
począłem pisać książki które nigdy
nie zostały opublikowane z braku pieniędzy.
Zgubiłem swoją młodość i wiersze
jedynie kobietę szukałem która nie zdradza
nie było łatwo choć się starałem wedle
wymagania samoistnej potrzeby kochania
to było wpięte jako dekoracja…
Dziś mam ciebie pokrytą moimi uczuciami
jako dojrzały mężczyzna czynię starania
spełniać twe potrzeby więc tańczę
z łąkami i twoimi księżycowymi snami.
17.02.2020 – Ustka
Poniedziałek 13:30
Wiersz z książki „Zaułki światła” |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:26:09 |
Zygmunt Jan Prusiński
SEN IDIOTY
Nastrajam się samoczynnie
w określonych zamierzeniach jutro wyjdę
zaszeleszczę lasem niedaleko stąd
podbiję nurtem słów
całe zalesienie w pobliżu wydm
mam szczęście że ewaluuje we mnie
szczypta optymizmu
(chiński wirus swoje robi jak na talerzyku)
jedynie prezydent Donald Tramp ogłosił
że śledztwo będzie i odszkodowania –
i za to go lubię.
Wcześniej już pisałem może pierwszy
co z miłością będzie –
ludzie ukryci nie mają jak dotrzeć do siebie
pobałamucić trochę cieleśnie
poszturchać się na radość zwiędłą
a tu nawet zegary milczą
(masturbacja i onanizm mają powodzenie)
cichutko trwają przemiany zbiorcze
nie wnikam choć wiem że tak jest.
Okraszam zdawkowo elementy podsycania
zgłaszając swój sprzeciw ostateczny
niech się trzęsie samotna wierzba
chodzę w masce nierozpoznany
nie muszę nikomu (dzień dobry) mówić.
23.04.2020 – Ustka
Czwartek 5:32
Wiersz z książki „Szudroczyć" |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:24:05 |
Zygmunt Jan Prusiński
TROCHĘ LŚNI RZECZYWISTOŚĆ...
Zaglądam do ostatnich wierszy
po dłuższej przerwie głód uspakajam
krzyżują się rękoma panny wodne
śpiewne kumkanie żab – lśni
rzeczywistość w porze otwarcia
nowej książki.
Szedłem na spotkanie z motylami
przy dworcu kolejowym w Łaskarzewie
przywitałem się z makami – czerwień
biła w słońcu to taki antykwariat
cichej natury.
Jakby na łanie pól ujrzał twą twarz
nie śmiałem dotknąć – olśnienie
w samotnej wędrówce dało mi siły
stawiałem pewniej kroki po okolicy
robiłem zdjęcia.
A gdybym w makach zasnął z tobą
ile bym napisał wierszy w snach -
czy umiałbym rozkochać co umiem
twoje czułe miejsca stworzone
właśnie dla mnie – poety ze wzgórza
z gitarą malowany?
26.6.2015 - Ustka
Piątek 9:14
Wiersz z książki „Szudroczyć" |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:22:06 |
NOC W TEATRZE - część druga
Dział: Kultura Temat: Literatura
Zygmunt Jan Prusiński
PRZEZ CIEBIE UCZĘ SIĘ TEGO MIASTA
Przez ciebie uczę się tego miasta
zaglądam jakby pod sukienkę
wtóruję dźwiękom twoich obcasów.
Idę przed tobą - obok - za tobą
kuglarzem jestem w czerwonej marynarce,
widzę jak się śmiejesz z różami.
Dotykasz zatokę chcesz się z nią zaprzyjaźnić
a ja zaczytany w "Nimfy oko błękitne" Teresy Wilkoń,
(Obrazy Neapolu w poezji polskiej XIX i XX wieku).
Po przeczytaniu opowiem ci więcej -
dlaczego osobiście rozpisałem się o Ewie w Neapolu.
W tej chwili słucham piosenkarkę Pietrę Montecorvino
wprowadza mnie w te wąskie uliczki głosem cieni.
Tak mi się zdaje że powinienem być,
czy myślisz że więcej bym tam napisał muzycznych utworów?
W lustrze ścieram się z dwoma kulturami
przeważa w tym mieście grecka kultura.
- W ogóle czy dzisiaj pasuje to znaczenie,
całe życie się poświęciłem kulturze -
co wygrałem to biedę - niesamowita wygrana.
Neapolitański wedut czuję przez twe ciało,
kiedy intymnie wchłaniasz ten urok kolorem cytryny.
9.4.2015 - Ustka
Czwartek 7:46 |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:19:14 |
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa (07.09.2011)
@Zygmunt Jan Prusiński
Witam Pana. Nie odzywam się, bo czekam na Pańskie nowe wiersze (ale bez pośpiechu!), mam dużo pracy. Siedzę w tej chwili na jednym tomikiem przepięknej poezji pisanej rygorystycznym wierszem metrycznym (w różnych metrach, sylabicznym i w ogóle cudownie rymowanym. Więc wszytko to co jest ideałem poezji. W przekroju od 1920 do 1965 r. Wielka kultura i wrażliwość!
Czytam i myślę w tym kontekście o Panu. Czym Pan się wyróżnia i co Pana czyni nowym Wojaczkiem? Oczywiście nie ma szans się Pan przebić, żeby publiczność mogła go z Panem skonfrontować, bo to nie te "dobre komunistyczne czasy", gdy kiedy już kogoś dopuszczono, w tym jednym kanale poezji oficjalnej do druku, to musiał się zderzyć np. Wojaczek ze Stachurą, bo nie mieli możliwości bezkolizyjnego się wyminięcia. Bo innej drogi nie było. Dzisiaj ktoś kto ma do tego wiedzę o Wojaczku, czy tysiącu innych ważnych poetów, może trafić a może nie trafić na Pana. Bo internet jest dżunglą, w którym wszystko ginie, gnije, butwieje i zamienia się powoli w gówno.
Niby nic w nim nie ginie i po stu latach, teoretycznie, w zasobach serwerów powinno się odnaleźć, ale... marna to pociecha.
Papier jest trwalszy, skoro dla takiego grzebacza w papirusach jak ja, możliwe jest znalezienie "drukowanego" autora w XIX wieku w 50%, wobec znalezienia Pana przeze mnie w Internecie w 5%, i to tylko dlatego, że mi ktoś sam zaproponował opublikowanie "Dwóch Auschwitzów" na witrynie "Ale literatura". Ja patrzę, a tu niejaki, jakiś, nie wiadomo kto, i co... Prusiński... Gdyby nie ten szczęśliwy traf i przypadek, nigdy być może bym o Panu (na południu Polski) nie usłyszał.
Mój osobisty przykład jest taki: w latach 70-tych w Krakowie, ja pisałem do szuflady i pisali chłopcy z Grupy Tylicz; Ziemianin, Baran itd. (do gazet, książek, radia, telewizji)...
Ja byłem pełen wyniosłości, pogardy i goryczy wobec komuny, oni przed nią padali na klęczkach, za to, że ich drukuje i zrobiła ich redaktorami gazety.
Ja, komunistami pogardzam, oni - komunę szanują z zabobonnym lękiem i z należytą ostrożnością, żeby nie utracić cennej możliwości druku. Ja, głupi szarżujący orzeł w blasku dnia, oni, liski-chytruski łasujące w kurnikach o zmierzchu. Niektórzy znali moje utwory z szuflady i gęby trzymali na kłódkę, bojąc się nawet przyznać, że mnie znają, Chłopcy z Orientacji, z Grupy Tylicz, z Teraz, z innych grup poetycko-literackich, między wierszami coś przebąkiwali o "Świecie nieprzedstawionym", (ale było to za cenę) i jednocześnie składali czołobitne i pochwalne serwituty komunistycznej rzeczywistości. Żeby był wilk syty i owca cała, dawali mu upolowaną w kurnikach (liski-chytruski) o zmierzchu (wstydliwie!) kurę.
Oni nie wariowali jak Pan, Panie Prusiński, i nie szukali "Prawdy" na emigracyjnym Zachodzie. Ani nie udawali się na emigrację wewnętrzną jak ja, (chociaż ja pisałem do szuflady!) Nie stawiali sprawy: "Solidarność" albo życie! Oni "Solidarność (od roku 1979 - kiedy była dławiona i nie miała szans życia), mieli w dupie! Pomimo, że pochodzą z góralskich i bogobojnych rodzin (myślę tu o Grupie Tylicz). Rodziny rodzinami, góralska bogobojność bogobojnością, a w redakcji Gazety Krakowskiej i Echa Krakowa, trzeba było być komunistą, bo inaczej za mordę i na bruk. Precz, do roboty w hucie, chamie! A do roboty byli niezdatni i roboty się bali! Woleli pisać swoje ludowe wierszyki.
Może to i dobrze, bo dzisiaj chłopcy z Grupy Tylicz i z Grupy Teraz mają mieszkania w blokach na krakowskich osiedlach i emerytury dziennikarskie. Przynajmniej nie czeka ich w kanale śmierć menela i żebraka. A że ich poezja była nieuczciwym kompromisem, to cóż z tego. Przecież, jak mi powiedział jeden franciszkanin u spowiedzi: "Jeśli dokonasz samogwałtu, to świat się nie zawali".
Zygmunt Jan Prusiński Kobieta białych luster - część IV |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:15:42 |
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
21.10.2011 02:42
@Mar Canela i Pan Zygmunt Prusiński, plus Pani Jola
Tak mi się wydaje. Jestem po przeczytaniu dwa razy waszego poematu i myślę, że dla dobra poezji Pani Marzeny powinna zrezygnować (złożyć ofiarę) z autorstwa co najmniej z 3/4 swoich wierszy, przypisując je Panu Zygmuntowi. Ja byłem bardzo zauroczony wierszami Pani Marzeny, o których sądziłem, że są tworem mężczyzny, czyli Pana Zygmunta, który, sądziłem, doskonale się potrafił wcielić w rolę i w duszę kobiety, pozostając jednocześnie mężczyzną, w dziwnej kontaminacji uczuć damsko-męskich, które w pewnym momencie mówią: "nie wiem czy jestem mężczyzną czy kobietą" - (poeci tak mają), (w tym wypadku nie potrafił! Przypuszczam Pani Jolu, że przeszkodziła wódka, Krupniczanka, a' 20 zł. 50 gr.)
(Ja Panią chyba naprawdę kocham), (a kogo, skoro nie mam innego do pogadania, bo studenckie siksy się nie liczą), skoro co rusz uciekam się pod Pani skrzydła... chociaż Pani mnie nie chce)!
Nawet pisałem mu gratulacje, że czuje problematykę z filmu "Ja Butterfly, z Jeremim Ironsem w roli głównej (Irons udawał Butterfly i dla niej popełnił samobójstwo - (Pani Jolu proszę mnie ratować, czy aby nie rzucam pereł przed wieprze)?!
Mylne wrażenie było stąd, że Pan Zygmunt zamieszczał wiersze w taki sposób, że można było pomyśleć, że nazwisko autorki jest nazwiskiem damy jego serca dla której ten wiersz jest napisany. (Pani Jolu, czy przyzna mi Pani rację?)
Tak czy owak, Pani Marzeno, mogłaby się Pani podpisać tylko pod wierszami w których rymuje (jak w cansonach), (lub próbuje rymować - niekonsekwentnie, jestem, u diabła, profesorem od wersyfikacji, ale proszę tego nie powtarzać i nie nazywać mnie, broń boże profesorem, niech to szlag! A dlatego jestem w tym dobry, bo znam matematykę i logikę, a wersyfikacja jest sztuką logiczną i synkretyczną mającą wiele wspólnego z geometrią wykreślną! Dlatego o tym wspominam, żeby się Pani przypadkiem ze mną nie spierała bezpłodnie, że Pani coś umie pod tym względem (sklecania rymów - męskich i żeńskich - i rytmów), czy potrafi, bo się Pani dopiero dużo musi uczyć. I nie ma w tym powodu do wstydu, po to Pani zaczepiła Pana Zygmunta, żeby się poduczyć - chociaż- Pani wiele umie z poezji kontekstualistycznej, jakie piszą kobiety wykształcone w całej Europie! (ależ zabolało, ależ wkurwiłem! a nie chciałem).
Panie Zygmuncie, nieprzypadkowo kobiecą waginę rysowano jako trójkąt (obrośnięty kudłami) i zarazem boskie oko Opatrzności! Arystoteles był również logikiem i matematykiem!), natomiast wiersze, które by mogły uchodzić za wieszczą kreację psychiczną, stęsknionego mężczyzny (pana Zygmunta), mógłby podpisać pan Zygmunt. Tomik nabrałby metafizycznej głębi. Bo gdy kobieta pisze jak kobieta, to nie jest żadną rewelacją, ale gdy mężczyzna pisze jako Butterfly, to owszem, rzecz jest godna uwagi! (oto za co nienawidziła mnie pierwsza moja żona (której podarowałem mieszkanie!), za przenikliwość i intelektualizm!). Oto kochanek, mężczyzna, który tak kocha daleką, a przecież realnie istniejącą Panią Marzenę, że aż sam imaginuje sobie kobiece części ciała i wielbi je, w zastępstwie tych prawdziwych, istniejących gdzieś w Madrycie. Toby miało sens. Nawet gdyby wiedzieli o tym niektórzy czytelnicy. Zresztą wydaje mi się, że nieuprzedzony czytelnik przyznałby mi rację, że woli myśleć po mojemu, niż po "Marzannemu". Bo myślenie Pani Marzeny będzie takie: że "Nie dam Zygmuntowi ani guzika, bo ja też chcę być sławną poetką". Ale egoizm się mści! Ale sławy przy bladym tomiku nie będzie! W takiej konfiguracji, jaka jest w tej chwili w zawartości wierszy, rzecz bardzo blednie i staje się spowszedniała. A jeszcze jak wywalicie kawę na ławę, że się Pani przyssała (proszę mnie tylko nie nienawidzić, za to co mówię, bo ja również kocham Panią. A co, tylko Pan Zygmunt może? Chociaż Pani ma to gdzieś! Ja po prostu marzę sobie na jawie, że tak by było dobre i korzystnie dla wierszy, bo ile razy czytam Pani wiersze, które powinien był napisać ten leń, czyli Pan Zygmunt, wkładając w Pani usta np. takie słowa: "Drżę jeszcze od twego języka, który mnie tak całuje, że wysycha mi w gardle, a to łzy słone niesie morze i parzy". Czytelnik by pomyślał: "do pioruna, ależ on za nią tęskni, aż dostaje zwidów i może zapaść na zapalnie mózgu". To by było z jego strony zawołanie i odzew, czyli "pełnia", a tak to i po jednej i po drugiej stronie zakrada się banalność. Czyli historia z rodzaju: "To każdy potrafi"! Kobieta po "kobiecemu", mężczyzna po "męskiemu". Natomiast te dziesięć, piętnaście wierszy przypisanych Pani, dodałoby nawet tajemniczości i uroku. A tak, to dowiadujemy się, że Pani ma prawdziwego kochanka, faceta, cielesnego (jak najbardziej) Anioła, z którym się Pani całuje namiętnie przez całe noce, gdy już odwali wreszcie męczącą pracę (orkę) nad wierszami do tomiku Zygmunta (a ten Anioł, Marcello albo Wiktorio Banderas, woła do Pani: "chodźże już za wersalkę, skrzyżujemy oddechy!") , i ta szczerość jest też obniżająca, podniosły i uroczysty ton tęsknot pana-zygmuntowych. Chociaż on, zachowuje się jak ślepy i gdy kochanka mu mówi, że nici z amorów, on jej obiecuje, że na wesele weźmie kredyt na wysoki procent, a potem się powiesi!
W tej sytuacji następuje obniżenie poziomu artystycznego, na którym Pani zależy. Niestety powstaje sytuacja, że nie można zjeść ciasteczka i zachować go. Muszę też oddać Pani sprawiedliwość, że moim zdaniem Pani się więcej narobiła i wykazała inwencji. Pan Zygmunt (Pędziwiatr) czasem się nadmiernie spieszył i w niektórych strofach "odpieprzał robotę" (co mu wolno). Z tym "odpieprzaniem to jest również tak, że frustracja z powodu tęsknoty za Panią się w tym odbijała. On zdaje się, podczas pisania mocno wierzył w przedmiot swej miłości i łatwo się zakochuje do tego stopnia, żeby oddał wszystkie pieniądze. Panie Zygmuncie, gdy to Pan czyta, niech się Pan nie złości, niech się Pan uśmiecha. Ja nie jestem nieżyczliwy albo złośliwy. Ja ludzi lubię i szanuję, ale nade wszystko szanuję prawdę. Oczywiście mogę się mylić i moje zdanie jest podobne do samogwałtu, o którym jak wspomniałem, jeden franciszkanin powiedział mi przy spowiedzi: "jeśli zwalisz konia, to świat się nie zawali". Tak jest, świat się nie zawali od takiej czy innej redakcji książki. Moim zdaniem powinna to być dla Pana nauczka, żeby być śmielszym we wchodzeniu w rolę, czyli przebieranie się w psychiczne szmatki kobiety, dziecka, starcza, kurwy, księdza itp. Jest to nieodzowne dla poety, który chce udzielać sprawiedliwości "widzialnemu światu". To nie sztuka mądrzyć się nad wierszami Norwida. Sztuką jest próbować ocenić, poezję powstającą dziś.
Pani Canela w poprzednim odcinku do mnie napisała, że wiersz jest poezją, czy że można postawić znak równości między nimi. Otóż nic podobnego. Wiersz nie jest poezją. Poezja zależy od okoliczności i "bywa" od czasu do czasu. Wiersz można napisać zawsze, poezję niekiedy.
Panie Zygmuncie, Pan się też para krytyką, słyszał Pan zapewne, że "świat nauki o literaturze" na całym globie, zwariował na punkcie czegoś co się nazywa kontekstualizmem. Czyli, że każdy pisarz i każdy autor listu, do rodziny, kochanki, przyjaciela etc., również każdy dziennikarz itd., nie może już napisać samodzielnego tekstu, wyrwanego z ogólnego "kontekstu" kultury, która determinuje rozumienie poszczególnych słów. Wszakże tekst odsyła do kontekstu, a mechanizm oparty na historycznym rozumieniu poprzednich znaczeń powoduje, że w nowych testach powiela się stare teksty i nie ma na to rady. Kontekst jest tak szeroki i wszechwładny, że nic bez niego obejść się nie może.
To byłoby na tyle, co złego to nie ja.
Zygmunt Jan Prusiński Złap mój księżyc |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:08:38 |
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
15.04.2012 23:43
@Zygmunt Jan Prusiński
Witam Panie Zygmuncie. Co do poezji piszesz Pan: "Zerwę z ciebie wszystkie sukienki!". Już tam! Czyste przechwałki. Usmarkana sieroto, tak samo jak i ja, możemy sobie usiąść w kąciku i sobie pomarzyć, że nas ktoś pokocha (głupie marzenia!) Gdyby ją Pan rozebrał, tę ukochaną i wymarzoną, to by Panu na mrozie umarła! Klimat mamy podły, stworzony przez diabła. Ta pani, która kiedyś się ksywkowała (a może to nie była ona (a bo to mało kaszmirów i perkalików), i tu mam kłopot bo enigma u Pana i burdel (wenecki, gdzie nie wiadomo kto jest kto) jest jak diabli, więc ta pani (a może ten pan, bo często wyraża się jakby miał drugą głowę w portkach) udziela się na innych blogach (z dobroci serca? z chęci przypodobania się?, z konformizmu?, z kobiecej głupoty?) służąc (wyraźnie) swym przytakiwaniem różnym idiotom, za pożytecznego idiotę - nutzlich idioten (nie mogę tu znaleźć niemieckich znaków). Oni robią jakąś swoją politykę pożyteczną dla siebie, a ona leci im bezkrytycznie przytakiwać, tak tak "krupeczku", tak tak "wiesiołeczku" itp. W dodatku bardzo promuje i wychwala ten "piękny świat" na którym w naszej sferze jest tak przeraźliwie ponuro i zimno, że tylko się powiesić.
Czasem mam wrażenie, że ludzie mieszkający w tej części Europy wywołują wojny nie o kobiety, złoto, ziemię i władzę, tylko po to, żeby w trakcie bijatyki się zagrzać. A ona: "Jaka miłość jest piękna"! O tak, spróbuj się do kobiety odezwać, z propozycją zawarcia bliższej znajomości, a zaraz będziesz opluty. Tu, w tym blogerskim interesie, w tym sejmie powszechnej świadomości, nie chodzi o Pańskie wiersze ani moje wygłupy, tylko chodzi o rodzaj spowiedzi powszechnej, żebyśmy sobie dawali co chwilę wyraz wzajemnego zaufania, żebyśmy się wzajemnie otumaniali, ogłupiali i zapewniali o bezpieczeństwie, a tymczasem się tak uśpili, żebyśmy nawet nie zauważyli, jak Obama zabija Kadafiego (już go zabił) a my jesteśmy zadowoleni, że to nie nas zabił (jeszcze nie), świat nadal jest piękny i miłość jest cudowna a człowiek brzmi dumnie... teraz chodzi o to, czy Amerykanie i żydzi (ponoć sam Izrael) ma rzucić atom na Irańczyków a my mamy dalej spać i śnić piękny sen, że miłość jest piękna, że świat jest cudowny (cudownie stworzony przez mądrego i dobrego Boga), że człowiek brzmi dumnie. A najgłośniej o tym będzie śpiewać pani Kaszmir. I inni panowie i panie (bo inaczej nie potrafią - gęgać gąsiory).
PS. Teraz nastąpi w naszym mroźnym i mokrym piekle chwilowa ulga zwana "wiosną" i "latem". Będzie trochę dni słonecznych (co kot napłakał), trochę się zazieleni, trochę ociepli a potem natychmiast zimno, mrozy i bydlątka ludzkie dostaną znowu po dupie. Ten okres chwilowej ulgi (w naszym piekle) jest potrzebny do skalibrowania (wyskalowania) od nowa jakości naszych zmysłów, żebyśmy mogli w zimie (która trwa 9 miesięcy) bardziej dotkliwie odczuwać dokuczliwie zimno naszego klimatu, musimy mieć chwilę wytchnienia i ulgi. Tak działa również Bóg-diabeł w piekle wymyślonym przez teologów. Tam też po okresach gorąca muszą być okresy chłodu, bo inaczej cierpienie nie zadziała tak skutecznie jakby mogło, gdy się nie przerwie co pewien czas fizjologicznej adaptacji zmysłów (prawo Wundta i prawo Fechnera-Webera). Widać po rezultatach jak przebiegle i złośliwie stworzył Bóg człowieka i nasz świat, że jest wyjątkowo okrutnym katem. I dlatego, Panie Zygmuncie, w naszym klimacie, ludzie zamiast szukać swych rąk w "narządach" partnera (u Pana co zdanie to metafora, tak czasem okrutna, jak u Rolanda Topora), wkładają je za pazuchę (upodabniając się do dobrowolnych wariatów zawiązanych w kaftany bezpieczeństwa). Tymczasem u nas przepisy są takie same jak w byłym ZSRR, w trosce o Pana zdrowie psychiczne, żebyś Pan czasem nie miał samobójczych myśli, nasza policja może Pana zatrzymać i zawieść siłą do wariatkowa na badania psychiatryczne i na leczenie (jak psychiatrzy na wniosek policji uznają to za stosowne - zwykle uznają na 100% - bo są od tego, żeby wykonywa polecenia i rozkazy). To nieprawda, że może Pan odmówić zgody na zamknięcie domu wariatów. To zależy od "stopnia zaufania", jakie Pan wzbudzisz u psychiatry. Nie mówię tego po próżnicy z domyślunku ani z plotek. Siedzę dobrze w tym temacie, wiec wiem co mówię. Ostrzegaj Pan kogo możesz, wszem i wobec, że tak się sprawy mają. Nasza władza ma prawo (ustawowe) zamykać niezadowolonych, posądzając ich o myśli samobójcze. A zwykły (stójkowy - autentyczne) policjant ma nie tylko prawo ale przed wszystkim obowiązek reagować zamknięciem (najpierw zatrzymaniem i odwiezieniem do psychuszki) delikwenta na "konsultację" w domu wariatów! Natomiast tam psychiatra ma prawo Pana trzymać pół roku bez Pana zgody, a potem się Panem zajmuje konsylium i komisja. Nie wiem, czy ludzie piszący tu w Internetach zdają sobie sprawę, że gadają co im ślina na język przyniesie, a kartoteki się im mogą zakładać (komputery i usprawnienia do inwigilacji i archiwizacji), jako przyszłym pensjonariuszom w psychuszkach, bo powiedzieli coś przykrego o życiu, o społeczeństwie, o miłości (że człowiek nie brzmi dumnie), coś się w ich profilu psychicznym (ustalonym za normę przez władców świata i hodowców ludzkiej nierogacizny) nie zgadza i muszą być określeni jako dewiant i samobójca. A wiadomo, samobójca, to pół zamachowca również na cudze życie. Szczególnie na życie domniemanego sprawcy naszego nieszczęśliwego życia, naszego kandydata na samobójcę. Mówiąc jasno, kandydat na samobójcę może podpalić bank, w którym wziął kredyt i wylądował jako bezdomny na bruku ulicy, albo zastrzelić pracodawcę, który go zwolnił, albo policjanta, który go zatrzymał etc. Radzę wiec uważać!
PS. W związku z tym wypadałoby Pana ostrzec, że takie Pańskie sformułowania: "Ludzie chowają ręce po kieszeniach, a powinni ich szukać w narządach swych partnerów", w interpretacji policjanta i psychiatry, mogą świadczyć o Pańskim niezrównoważeniu psychicznym, dewiacji i kompleksie "Kuby Rozpruwacza", co w połączeniu z niezadowoleniem z życia bez miłości, wśród nieczułej na Pańskie wdzięki "płci pięknej", może świadczy o kompleksie samobójczym (skierowanym na siebie jak i innych), który trzeba leczyć. Ładny pasztet!
Zygmunt Jan Prusiński Księżycowy kochanek... część II |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:04:01 |
Sen o wrzosie - Małgorzata Hillar
Szliśmy przez wrzosy
oplątane babim latem
Byliśmy bardzo młodzi
trzymaliśmy się za ręce
On mówił
że mnie kocha
Dnia jednego
kiedy przekwitał wrzos
zabił się
We śnie
często idę z nim przez wrzosy
Trzymamy się za ręce
babie lato oplątuje nam twarze
Wiesz mówię
miałam taki zły sen
śniło mi się
że nie żyjesz
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:03:08 |
Most zagubienia - Małgorzata Hillar
Bała się
zwiędłego liścia ciszy
bezwładnego skrzydła nudy
martwej muszli pustki
Lękała się
łoskotu obcych kroków
twardych kamieni oczu
jedwabnej skóry bezmyślności
Drżała
przed ołowianym dzwonem
samotnych godzin
przed szarym mostem
zagubienia
przed czarną studnią
bezradności
Czekała na uśmiech
po którym mogłaby przejść
na drugi brzeg
gdzie jest ciepło
i kwitnie tatarak
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:01:55 |
Słoneczniki - Małgorzata Hillar
W czarnym dzbanku
na podłodze
są jak małe słońca
Przychodzą rozjaśniać
pochmurne dni smutku
Kiedy odchodzą
przez biały próg
szronu
tęsknię za nim
na brzegu
pustego dzbana
Wtedy przychodzi
rudy Van Gogh
Gdybym żył
mówi
pożyczyłbym ci je
na każdą zimę
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:01:14 |
Pocałunki - Małgorzata Hillar
Pocałunki ukryte
w granatowym krzaku
w koszu deszczu
Cicho
Ktoś idzie
Serce Ciemnej Bramy
Zmiłuj się nad nimi
Pocałunki krople słońca
Nieskończoność
pachnie macierzanką
Pocałunki gorące skrzydło ognia
im uległe powietrze
noc
dzień
Poza nimi nie ma
ani ziemi
ani nieba
ani samotności
Pocałunki puch topoli
Śpij spokojnie
Jestem z tobą
Będę z tobą
gdy odejdzie mrok
Pocałunki srebrne
siadające na włosach
jak szron
Pocałunki daremne
Zaciskasz powieki
Nie oszukasz
Pocałunki czarne
oplątane ciasno
sznurkami lotów nietoperzy
żeby nie uciec
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 05:00:29 |
O sowie - Małgorzata Hillar
Zziębnięci
pod przydrożną kapliczką
w noc
kiedy fiołki z zimna dygocą
zawijali się szczelnie
ciepłem swoich ramion
Wiatr strącał im na głowy
gwiazdy
które osiadały na włosach
jak szron
Zazdrościli Matce Boskiej
że ma nad głową dach
Matka Boska
Patrzyła słuchała
wyszła z kapliczki
iść im za sobą kazała
Poszli przez rowy
kaczeńców żółtych pełne
przez płoty
z księżycowego drutu
nad zielony staw
do stodoły ciepłej i złotej
jak słoma
Matka Boska
sowę wrzeszczącą
z dachu zdjęła
Odeszła uśmiechnięta
ze zgorszoną sową pod pachą
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 04:59:15 |
Powrót - Małgorzata Hillar
Pan Bóg przegonił chaos ze wszechświata. Ustalił rodzaje, podzielił
gatunki.
Wówczas chaos schronił się w naszym wnętrzu.
I powoli wylewał się z niego, zagarniając świat na nowo.
Małgorzata Hillar |
zygpru1948 |
2022.08.08; 04:57:03 |
Niespiesznie płynie rzeka... - Anna Achmatowa
***
Niespiesznie płynie rzeka wzdłuż doliny.
Wielookienny na pagórku dom.
A my żyjemy jak za Katarzyny:
Oddani modłom, ufający snom...
Rozstania dwudniowego zniósłszy mękę,
Gość do nas po złocistej miedzy mknie.
W salonie babcię ucałuje w rękę,
A na ciemnawych schodach w usta — mnie.
Anna Achmatowa
przekład Maria Leśniewska |
|
|