Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (23)

Nowi autorzy:
- wilk
- faustyna maria
- Nanakia
- sergiusz
więcej...

Ostatnie komentarze:
Kredka
- lucja.haluch
Lepieje
- sergiusz
Lipcowe okno
- sergiusz
Spis ruchomości
- sergiusz
więcej...

Dziś napisano 150 komentarzy.

Wiązanka i dekoracja

Wiązanka i dekoracja

Zygmunt Jan Prusiński


WIĄZANKA I DEKORACJA

Motto: Szaleje pszeniczna ochota
z dziewczyną miłości poganiać
w ziemskiej roślinności dobiec
do aksamitów w porze południowej.



Nie było tłustego czwartku
unikam spożywania pączków
a faworków nie umiem robić
tradycja jest słodkawa
a ja unikam cukru – bo nie służy...

Ale mam na głowie antologię
„Pola zlewają się z niebem”
mam tam pięć utworów – lubię wiersz
(Istniejemy w poetyckiej przestrzeni)
- cieszę się że zaistniał publicznie.

Wracając do motta to istnieje
taka dziewczyna miłości –
zdobywam ją po rycersku
jak Savinien de Cyrano de Bergerac –
siedemnastowieczny poeta
- jesteś dla mnie tamtą Roksaną.

Nie stoję pod balkonem o zmierzchu
nie słyszysz mego głosu dedykując
miłościwe akcenty czułe – jestem winien
wszystko o czym piszę przekazać dekoracyjnie.


20.02.2020 – Ustka
Czwartek 19:32

Wiersz z książki „Zaułki światła”


autor ZJP
https://m.salon24.pl/img-20160207-135136-35945e788305,860,0,0,0.jpg


Muza Margot Bene z Avinion
https://m.salon24.pl/dsc03418-jpg-e782fd097449d2a8281,860,0,0,0.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1642 / 1723) następny »

zygpru1948

dodany: 2020-04-20, 10:28:16
typ: życie
wyświetleń (62)
głosuj (21)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2020.04.20; 18:55:09
Niteczko, dobrze zrozumiałaś ów wiersz - z pozdrowieniami morskimi oczywiście od Zygmunta z Ustki

niteczka 2020.04.20; 12:06:05
i o to chodzi... by dekoracyjnie przekazać...
pozdrawiam nadmorsko:)

zygpru1948 2020.04.20; 10:51:48
Zygmunt Jan Prusiński


PRZESTRZEŃ WOKÓŁ MNIE

Motto: „Rola poety to zapis milczenia”
- Jerzy Juliusz Emir –


Rozmiary szczęścia nie mają przestrzeni
jesteśmy zamknięci w domach
a czas odwołania nieznany –
jak to przetrzymać a Chiny milczą
nie ufam im – zbrodniarzom.

Tam gdzie kupuję żywność chleba często
brakuje ale buteleczki na półkach
równiutko poukładane
wybieraj rycerzu północy pić trzeba
żeby zapomnieć o cywilizacji.

Do lasu bym poszedł
o do Bieszczad wybrać los
dotykać rękami przyjazną naturę
słuchać swojego boga ziemi
wędrować i śpiewać o szczęściu.

Stachura pracował przy wyrębie lasu w Kotli w 1967
powstała książka „Siekierezada” – kilka lat później
kupiłem ją w księgarni – czy chciałem być drwalem?

Wybrałem kopalnię w Zabrzu a tam pod ziemią
spotkałem raz swojego boga którego nie znałem
i nigdy z nim nie wypiję tak jakby z radości.


19.04.2020 – Ustka
Niedziela 8:26

Wiersz z książki „Szudroczyć"

zygpru1948 2020.04.20; 10:46:38
Zygmunt Jan Prusiński


LITERACKA DAMNICA DLA WSI TWORZĄCEJ

Mógłbym pisać o Damnicy wiele ilustrowanych opisów. Bo Słowo poety to jak pędzel malarza. W dawnych czasach kędy miałem lat 25, chodzi mi o rok 1973, wysyłałem do poznańskiego „Nurtu” swoje wiersze. W dziale poezji odpisywał mi krytyk i redaktor, że w moich wierszach jest malowniczość... Co to takiego jest, malowniczość w wierszu?

Nie umiem na to odpowiedzieć. To że malowniczy jestem w swej osobowości, to lustro mi podpowiada przez wszystkie lata mego życia. Ale Damnica i ja; 9 lat temu napisałem o tej Gminie wiersz, ba, nie zapomniałem o moim przyjacielu Janie Wanago, fraszkopisarzu i gawędziarzu. Też otrzymał w Nagrodę ode mnie wiersz. To były początki Festiwalu Poezji tzw. „Poezji Nie-profesjonalnej”. Na Boga, czy można tak to nazwać? Co jest profesjonalnego a co nie jest? - Czy wiersz o wsi musi być profesjonalny? Wieś, to Polska, tam jeszcze ten konserwatyzm istnieje w ogrodach, choć coraz mniej ptaków domowych. Stodoły i obory to już muzealne obiekty. Tylko jaskółki mają spokój. A myszy muszą być czujne, koty nie znikły ze wsi.

Byłem spóźniony o dobrą godzinę. Zapewne ktoś z licznych w Lustrzanej Sali zmartwił się moją nieobecnością. Przecież miałem wystąpić, zadeklamować wiersze o czarnym nieszczęściu i dniu, jakim był dla Polski 10 Kwiecień 2010 rok. - Jakiś inteligent skrzyknął do Narodu: „ - Kochajcie Rosjan”! A kochajcie, kochajcie - mnie nikt nie będzie narzucał i nakłaniał, kogo mam kochać. - Rosjan? Ja wolę „kochać Izraelczyka”, jest daleko i mam z nim spokój., choć ten były ambasador mnie rozbawił nie raz kiedy opowiadał nowelki o swoim życiu w Polsce przed wojną. Chodzi o mędrca Szewacha Weissa. Wolę jednak Jana Wanagę, bo ten chociaż nie kłamie. Jest tak uroczy Jan z Wrześnicy, że grzech by się stał, gdyby mu nie zaufać.


_____***_____


Zygmunt Jan Prusiński


JAN Z WRZEŚNICY

Ile kilometrów przeszedł o lasce po drogach?
Wielki człowiek – współczesny apostoł poezji.

Myśli kołysze wraz z wiatrem – piechur
polnych serc i leśnych szuwarów, subtelny
w cieniu bawi się z zaprzyjaźnionymi ptakami.

Jan z Wrześnicy to mój przyjaciel,
poeta ze wsi jak ja ze wsi – schodzimy
po schodach z nieba wiejską liryką;
jest konik polny i bocian szybujący.

Czasem przy ognisku gawęda przeleci,
kiełbasa się piecze na kiju i kartofle
w mundurkach – po kielichu wódeczkę
pijemy a uśmiech wiersza, Bogu dajemy.

24.07.2010 – Ustka
Sobota 12:28



_____***_____


Do Pałacu w Damnicy wszedłem jak motyl... delikatnie.
Pewnie ktoś z licznych twórców i publiczności zatrzymał na mnie wzrok, ucieszył się, że jestem. - Jakby nie było, jesteśmy Rodziną Literacką; to mój pomysł, moje stwierdzenie. Bo Poezja, to nie rzut kamieniem. To wysiłek i niepewność. Czytelnik ma docenić nie autor. A my, w tym Ogrodzie Literackim, pn. „Wtorkowe Spotkania Literackie” jesteśmy wzorem zgody. Oczywiście, w Literaturze muszą przewodzić najzdolniejsi, ale szacunek dla początkujących literatów jest przyjazny.

Ślad naszej pracy jest nie tylko w Dodatku Literackim „Powiatu Słupskiego”, gdzie na 20 stron A-3 możemy pochwalić się wysokim poziomem artystycznym we „Wsi Tworzącej”, gdzie jest co czytać: recenzje, szkice, dzienniki, listy, opowiadania, reportaże, wywiady, wiersze. Ostatnie wydanie to nr. 43, (Maj – Czerwiec), VIII rok wydania.

A dla poetów, cykliczna co roku Antologia poezji. Gruba księga dla potomnych, iż nie marnujemy czasu w swoim życiu.

W imieniu Poetów dziękuję tym, którzy z nami się przyjaźnią i dokładają od siebie starań w pracy społecznej i tym ze Starostwa Powiatowego w Słupsku, którzy potrafią zdopingować instytucje, by od strony finansowej to Światło Intelektualne świeciło do następnego wydania naszej z Pomorza Środkowej, reprezentacji.

24 Lipca 2010 r.
Sobota 13:34

zygpru1948 2020.04.20; 10:37:02
Szczególny. Życie i twórczość Edwarda Stachury

Autor: Adrianna Michalewska


Był inny, szczególny. Od dziecka. Stał się idolem wrażliwców, ludzi zakochanych w podróżowaniu bez celu, w gitarowych wieczorach, śpiewaniu o tym, co najważniejsze. Wymykał się systemom i klasyfikacjom. Pisał o miłości i o niezgodzie na świat, ale dotykał tego, co najbardziej poruszało młodych. Stał się uosobieniem wolności, choć dzisiaj wiadomo, że wolność Stachury miała swoją cenę i swoje ograniczenia. Uczył kolejne pokolenia, jak pokochać pogranicza – świata, Polski, ale też te inne, krawędzie rzeczywistości, w której żył on i jemu bliscy. Edward Stachura. Jaki był naprawdę? Obraz, jaki wyłania się ze wspomnień bliskich mu osób, zamieszczonych w książce Teraz oto jestem, jest bardzo niejdnoznaczny i pełen sprzeczności.



Ludzi można podzielić na dwa rodzaje: tych, którzy są wytworem świata, w którym żyją, i tych, którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie, a nie świat po nich. Nie mówię o deptaniu; mówię o lekkim, powłóczystym chodzeniu w butach zdartych, cieniuteńkich zelówkach.
Edward Stachura, Dzienniki

Dziś wielu z nas nie wyobraża sobie świata bez jego twórczości. Niezaklasyfikowany literacko, uwrażliwił kilka pokoleń Polaków. Popularny za życia, spopularyzowany przez Stare Dobre Małżeństwo, Annę Chodakowską, Jerzego Satanowskiego, Izabelę Cywińską, Jacka Różańskiego, a nawet Hey i później Babu Króla, na zawsze istnieje jako autor poezji śpiewanej. Jest kimś w rodzaju Jima Morrisona, Jacka Kerouaca i Piotra Wysockiego w jednej osobie. Odkrywany wciąż na nowo, gości w duszach tych wciąż gotowych do zachwytu nad światem.



- Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija.
Edward Stachura

Dzieciństwo Edwarda Stachury

Edward Stachura urodził się we Francji, dokąd jego rodzice wyjechali w poszukiwaniu lepszego życia i pracy, która miała to życie zapewnić. Dzieciństwo Steda i jego rodzeństwa było naznaczone wiecznym brakiem, z którym chyba nauczył się żyć. Powrót do Polski w 1948 roku nie przyniósł znacznej poprawy sytuacji rodziny. Oferowana w Gliwicach praca prowadziła do nędzy. Ojcu Edwarda zaproponowano 500 złotach wynagrodzenia, gdy kilogram kiełbasy kosztował 150 zł.

Wrócili do rodzinnej miejscowości matki poety, Jadwigi, do Łazieńca. Starszy brat Steda, Ryszard, ruszył do Elbląga, gdzie przygotował dla rodziny duże, wygodne mieszkanie. Ale rodzina nie czuła się bezpiecznie w Polsce, postanowili, że zostaną u siebie, w Łazieńcu. Ten kryty strzechą Łazieńcowy dom stał się pewnym symbolem życia Stachury. Jakby na zawsze naznaczył jego wieczny niedostatek i ciągłe braki. Był też swoistą wolnością od sąsiadów, od bloku, od przymusowego bycia z kimś, uśmiechów na siłę i wymuszonej uprzejmości. Nigdy tego potem nie lubił, jak nie lubił spotkań autorskich, tego wdzięczenia się do publiczności i nawiązywania z nią kontaktu, zabiegania o uwagę. Chciał być niezależny, nawet jeśli oznaczało to wieczne proszenie o pieniądze. Znajomi ze studiów wspominali, jak siedział na zajęciach, ściągnąwszy buty, które podobno go uciskały. Żartowano, że odciski Stachury powinny trafić do muzeum, jak jego dżinsowy ubiór, spodnie i koszula, bardzo wtedy modne i bardzo nieosiągalne. Nie bez powodu pięciotomową edycję dzieł Steda wydawca oprawił w dżinsopodobną okładkę. Tak nie wydawano klasyków. Tak wydawano poetę.


Stachura-student

Konflikt z ojcem sprawił, że młody Sted (pseudonim wybrał sobie wcześnie), wyruszył na studia daleko od rodzinnego domu. Ostatecznie trafił na romanistykę do Lublina, na KUL. Czytając szereg podań, które napisał, prosząc o pieniądze, akademik, stypendium, zapomogi, odnosi się wrażenie, że przy życiu trzymał go jakiś niezwykły upór i nieco ludzkiej życzliwości. Nie wiadomo, z czego żył, bo akademik dostał dopiero w listopadzie, czyli po dwóch miesiącach studiów.

Jak wspomina Jerzy Klechta w książce Teraz oto jestem, Stachura brylował na zajęciach z łaciny. Po całonocnych włóczęgach po mieście przychodził na ćwiczenia i czasami zasypiając, zaskakiwał prowadzącą i kolegów swoimi zdolnościami lingwistycznymi. Grał też w karty, ta umiejętność później niejeden raz ocaliła mu życie, pozwoliła zarobić parę groszy, gdy kieszenie zupełnie świeciły pustkami.


Wiersze na topie:
1. ...wprawizeskok (39)
2. Ranliwość (36)
3. ...zima... (35)
4. Niezłe jarzmo (35)
5. ...do szczęścia... (35)

Autorzy na topie:
1. Romantyczny_Grabaż (309)
2. jarek jaroszyński (161)
3. ArchiVista (156)
4. kaja-maja (144)
5. EnigmatycznyDuszek (100)
więcej...