Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (24)

Nowi autorzy:
- wilk
- faustyna maria
- Nanakia
- sergiusz
więcej...

Ostatnie komentarze:
Po kryjomu
- Boreas
Moje onamudaje cz.II
- AL46
Podaruj
- Boreas
Lepieje wyborcze
- AL46
więcej...

Dziś napisano 167 komentarzy.

Tymże dniom przed nami

Tymże dniom przed nami

Zygmunt Jan Prusiński


TYMŻE DNIOM PRZED NAMI



Okrążymy to jezioro szczęścia
wszędzie można malować miłość
wybierz widok przed nami –
będziemy malowali szczegóły.

Tyle miałem ci powiedzieć
nie wiem od czego zacząć –
mam pomysły na przebieg
cudów sobotniej chwały.

Tulisz się do owego pejzażu
dobrze że jesteś w kapeluszu
intryguje mnie twoja twarz
kolory farb mieszam ustaw sztalugę.

Od czego zacząć to wiem od oczu
i taki mam zamiar – a wiosną
planuję kilka akt w tym samym
miejscu nad Jeziorem Szczęścia.


15.02.2020 – Ustka
Sobota 10:51

Wiersz z książki „Zaułki światła”


autor ZJP
https://m.salon24.pl/6be6fcb4e884761797f232876abe79e8,860,0,0,0.jpg


Muza
http://static.jpg.pl/static/photos/487/487116/6a9f7cdb018ef250f458486cecfd09d4_normal.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1638 / 1723) następny »

zygpru1948

dodany: 2020-04-16, 12:55:11
typ: życie
wyświetleń (67)
głosuj (23)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

niteczka 2020.04.16; 21:56:33
Pięknie
Pozdrawiam nadmorsko :)

zygpru1948 2020.04.16; 13:41:23
KOBIETA PACHNĄCA STEPEM - część druga

Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

WOBEC TYCH KSZTAŁTÓW BEZIMIENNYCH


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/1037112,kobieta-pachnaca-stepem-czesc-ii

zygpru1948 2020.04.16; 13:38:49
Zygmunt Jan Prusiński


WIATRY I SKRZYDŁA


Margot Bene w jednym ze swoich wierszy
pisze – „Koniec poezji” – właściwie to kończy
puentą – dzisiaj czytam wiersze Rafała Wojaczka
a on zatytułował swój wiersz – „Koniec poezji”
napisał bez zastanowienia - (Koniec poezji winien być
szybszy nawet od myśli - By krzyknąć co mogłoby
oznaczać bunt czy żal - Koniec poezji winien być
niegramatyczny”…)

Rozumiem i jednego i drugiego twórcy
bo da się to jakoś poukładać w zielonym zeszycie
na wskroś iskierkami wydobyte – bo myśl jest
zawsze łaskawa i na dywanie i na krześle i na stole.

Usiądź człowieku odpręż się swoistą magnaterią
skosztuj owoce podane przez gospodarza
możesz opowiadać o kłamstwach Chrystusa
wszak nie znasz jego prawdziwego życia
tylko tyle ile ci podano w treściach i tak skąpo.

Może kościół uczy ale więcej kombinuje
a dzieci i starsi i tak nie rozumieją –
o bogach nie chcę gadać – dzisiaj spotkałem
ich trzech – mieli pistolety i wyglądali
niczym rewolwerowcy – nie podali imion.

Zmieniam temat po co kąpać się w niełaskach
każdy stworzony jest do czego innego
wybieram swój sposób na życie
w książkach.

Lepiej się w nich czuję wraz z poetką Margot...


15.04.2020 – Ustka
Środa 21:19

Wiersz z książki „Szudroczyć"


Muza Margot Bene z Avinion
https://lh3.googleusercontent.com/proxy/0TAPa2BonjKkaTf1no0NMHvzqi9lOkDD6IIhydKsh6foW4ilnqWSvTT_UkSxkLnp6B8pshFwyTTR_bskfIDt7dkLPuxMY2fIkOSWj1ElrKokZaD72E4Str-K1b8

zygpru1948 2020.04.16; 13:25:58
Andrzej Babiński 14.05.2014 [36. rocznica śmierci]

Kolejne rocznicowe czytanie – w tym samym dniu czytamy w kilkunastu miastach...

Andrzej Babiński (ur. 5 I 1938 w Białymstoku, zm. 14 V 1984 w Poznaniu). Poeta wyklęty, pracownik cukrowni i redaktor „Nowego Dzwonka Porannego”. Studiował filozofię na KUL. Przyjaciel Stachury, ciężko przeżył jego śmierć, której poświecił jeden ze swych najbardziej znanych wierszy. Chory na schizofrenię paranoidalną, „poeta wyśmiany” przez środowisko literackie Poznania, odrzucony przez ukochaną, nękany niemocą twórczą. Popełnił samobójstwo skacząc z mostu Marchlewskiego (zdaniem Jerzego Fryckowskiego został zrzucony z mostu nad Wartą po napadzie rabunkowym). Pochowany na Cmentarzu Junikowskim w Poznaniu. Na jego grobie widnieje jedno słowo: poeta.


Słowo wstępu MARII FLORCZAK na spotkaniu poświęconym ANDRZEJOWI BABIŃSKIEMU

Andrzej Babiński urodził się 5 stycznia 1938 roku w Białymstoku. Dzieciństwo, które przypadło na lata okupacji spędził na wsi białostockiej, z której rodzice wraz z synami musieli uciekać pod koniec wojny.

W latach 1957-1961 młody Babiński studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, niestety dająca o sobie znać, jeszcze nie zdiagnozowana schizofrenia paranoidalna, skutecznie uniemożliwiała mu normalną egzystencję.

W 1961 roku poeta porzucił studia, przeniósł się na stałe do Poznania i zamieszkał w bardzo trudnych warunkach lokalowych, na ulicy Wierzbak pod numerem 1, gdzie odwiedzał go i troszczył się o niego ojciec nazywany przez syna Zwierzem. Andrzej odwzajemniał tę miłość w „norze” – tak nazywał pomieszczenie przedzielone kuchennym kredensem, które było salonem, pracownią poetycką, kuchnią i przedpokojem z toaletą na końcu korytarza.

Pan Feliks Babiński opiekował się Andrzejem, a także odwiedzał starszego syna Stanisława, który przebywał w Zakładzie Psychiatrycznym w Gnieźnie. Stanisław, uczestnik czerwca 56, był również poetą posiadającym talent i wrażliwość, ale podobnie jak jego młodszy brat nie mógł odnaleźć się we współczesnym świecie.

Andrzej opowiadał przyjaciołom, że jeździł do niego – do gnieźnieńskiej dziekanki – z papierosami i jabłkiem. Podczas tych wizyt nie rozmawiali ze sobą, nie potrzebowali rozmawiać. Tak jak o ojcu wyrażał się Andrzej ciepło, o matce poeta nie chciał nic mówić. Przypominał sobie o niej przed dniem Wszystkich Świętych, kiedy jechał by pomagać przy sprzedaży kwiatów koło cmentarza za co zdobywał trochę pieniędzy.

Pierwsze wiersze miał Babiński gotowe w połowie lat 50-tych. Potem już same „rosły”, było ich coraz więcej, coraz lepszych. Dużo pisał: szybko, nerwowo, ale okazało się że niektóre teksty dopieszczał przez kilkanaście lat (np. wiersz inspirowany kompozycją Chopina). W wierszu „Polonez As-dur Chopina” poeta próbował przełożyć muzykę na słowa. Za patrona wybrał sobie Norwida, chciał go naśladować. Bał się, że jego twórczość zostanie wymazana z polskiej poezji, a zarazem wierzył, że przyszłe pokolenia upomną się o nią i przywrócą należne jej miejsce. Za prawdziwy debiut Babińskiego uważa się rok 1956, kiedy to jego utwory ukazały się w Gazecie Białostockiej, a później w „Poezji” oraz w „Twórczości”. Oprócz tych wydawnictw wiersze jego ukazywały się w „Radarze”, „Nurcie” a także w czasopismach studenckich. W latach 1972-1974 Babiński był współredaktorem poznańskiego „Nowego Dzwonka Poznańskiego”.

Kiedy ukazały się wiersze poety współczesne mu środowisko literackie było podzielone – jedni uważali, że młody Babiński ma niemały talent, inni natomiast, że jest kolejnym młodym i naiwnym śmiałkiem, który obwieszcza prymitywnie całemu światu, że boli go egzystencja i nie radzi sobie z przytłaczającym życiem.

Początkowo Babińskiego pomimo choroby psychicznej i alkoholowej często zapraszano na kulturalne i literackie spotkania poetów i epików ówczesnego Poznania. Tolerowano nie tylko jego bezceremonialne obrazy poetyckie, ale także obrazoburczy sposób bycia.

Jednak wraz z nadejściem 1961 roku Andrzej Babiński, coraz bardziej opętany piętnem choroby psychicznej, przestał pisać wiersze na prawie pięć lat.

Z owej przerwy wyrwał poetę jego serdeczny przyjaciel, kolega po piórze – Edward Stachura – jednostka znająca z autopsji piętno choroby psychicznej. Lecz Poznań literacki nie chciał i bał się „chorego” Babińskiego, który nosił wiersze na sercu (dosłownie!) w grubym sfatygowanym portfelu i zwyczajnie męczył posiadaczy maszyny do pisania w różnych porach dnia i nocy. Do tego zrywał spotkania autorskie i walczył z akademikami filologii polskiej, co więcej, wzywał na pojedynki, wcale nie na wiersze „nowofalowców”, na Stary Rynek, w południe, by położyć kres „strzelanym na papier słowom”, które niewiele znaczą.

W 1975 roku przyszedł czas na ponowny debiut Andrzeja Babińskiego jako autora niewielkiego tomu poetyckiego zatytułowanego „Z całej siły”, za który poeta otrzymał w 1976 roku nagrodę „Peleryny” w gdańskim konkursie „Czerwonej Róży”. Babiński był również laureatem konkursu IV Dnia Poezji w Warszawie (1969), Turnieju wiedzy o Poznaniu i Wielkopolsce (1975), „Zielonej Wazy” (1976) a także konkursu „U źródeł nowego wieku”(1977).

W 1977 roku wydał poeta kolejny tom wierszy „Znicze” nagrodzony w roku następnym Medalem Galerii Nowej w Poznaniu.

W każdym wierszu tego tomu Babiński wyrzucał z siebie mroczne i demoniczne wizje, ale miał świadomość jednak, że pozostają one w jego umyśle i że nie uwolni się od nich nigdy.

Od 1978 roku Babiński starał się o przyjęcie do Oddziału Poznańskiego Związku Literatów Polskich, ale Czesław Chruszczewski, ówczesny prezes, był nieugięty, w końcu Andrzej został członkiem Związku Literatów Polskich w Warszawie.

Do przyjaciół Andrzeja Babińskiego należeli Wincenty Różański, Ryszard Milczewski-Bruno, Jerzy Szatkowski i przede wszystkim Edward Stachura, który uczynił wiele dla niego. Pod jego wpływem Andrzej pisał dużo przez dwa-trzy lata. Potem opadł całkowicie z sił twórczych i przez kolejne lata aż do śmierci – jak pisze Jerzy Szatkowski – Andrzej już tylko przerabiał, cyzelował to, co wcześniej napisał. Niektóre wiersze ubogacał nowymi wersami, zmieniał tytuły, daty – nadając im znamię aktualności. W ten sposób dawał pozór, że wciąż pisze, że twórczo się nie wypalił.

Andrzej Babiński doceniał, że Edward Stachura był człowiekiem a przede wszystkim jego serdecznym przyjacielem, dlatego też dziesięć lat po jego śmierci napisał w zrezygnowaniu „Utraciłem przyjaciela, teraz jestem przydrożnym kamieniem. Być nim nie chcę. Podłożę pod niego całą ziemię”.

Jak można zauważyć wiersze Andrzeja Babińskiego są mocno spolaryzowane, obok wierszy pełnych okrucieństwa i śmierci odnaleźć można tkliwe i tęskne wiersze poświęcone Poznaniowi czy też utwory, których bezpośrednim adresatem jest ukochana poety – Krystyna Orłow. Nietypowa to jednak była miłość, albowiem działała tylko w jedną stronę.

Babiński poznał młodszą od siebie o 10 lat, Krystynę dzięki Stachurze. To Sted zaprowadził go pewnego dnia do mieszczącego się w willi odziedziczonej po profesorze UAM – Adamie Wodziczko, dziadku panny Orłow, Salonu Literacko-Artystycznego.

Jak wspomina po latach Jerzy Szatkowski – Andrzej od pierwszego wejrzenia zakochał się w Krystynie. To ona stała się jego muzą i miłością jego życia. Krystyna nie była zakochana w Andrzeju. Darzyła go sympatią i traktowała z czułością. Jej salon był dla niego zawsze otwarty. Z wielką wyrozumiałością i dojrzałością znosiła zaborczą, natarczywą, a nawet agresywną miłość Andrzeja. Z upływem czasu ta namiętna miłość zaczęła przeradzać się w antypatię, a nawet nienawiść.

Andrzej powodowany chorobliwą zazdrością zaczął miłość swojego życia deptać, bezcześcić, wyrzekać się jej, zamazywać wszelkie jej ślady. Ostateczną nadzieję odebrał Babińskiemu ślub Krystyny a następnie 1978 roku jej wyjazd z mężem (lekarzem weterynarii) za granicę. Po tym nietypowym związku pozostały jednak wiersze i listy, w których poeta pisał m.in. „Ale Krysiunia jest bóstwo. Słonko małe. Słonko małe zamruga mi jednym promieniem łaski.”, „Jesteś moją muzą, dosłownie, nie odżegnuj się mnie”, „Pragnę Twego ciepła w trudach. Ciepła i sympatii, choćby to było skłamane”.

Tej wielkiej miłości Babiński poświęcił piękny erotyk zatytułowany „Rosa na nasturcjach się stęcza”: „Rosa na nasturcjach się stęcza/ Ptaki w twój ogród zlatują/ Kwiaty rozkwitły, gdy patrzyłaś na mnie uśmiechnięta/ W cichości twoich oczu czułych (…) W rozłące często ty jedna znasz mój adres/ A ja bez twego zdjęcia nie wyruszam w podróże/ Oczyma swymi na niebie zapaliłaś wspólną nam gwiazdę/ I znów mam próg i klamkę i ciebie na dłużej”.

W jednej z wersji wiersza „Uwierzenie moje” Babiński pisze „Ty jedna, tej raz zadzierzgniętej więzi ze mną/ nie zrywaj, bo to jest więź ze światem./ Zbyt długo byłem zaginiony, bez wieści przepadły/ kimś kogo nikt z żywych nigdy nie wspominał.”

W tych samych latach powstawały inne wymowne wiersze, którymi poeta – jak słusznie stwierdził bydgoski krytyk i poeta Dariusz Lebioda – oswajał w sobie śmierć. Podmiot liryczny jego wierszy wie, że umrze i że będzie to śmierć tragiczna. Babiński przeczuwa śmierć i doznaje jej, a poprzez te doznania opisuje świat niejako od strony śmierci.

W wierszu „Padam w grób” Babiński pisał o i do Krystyny „Śmierci, w miłość wierzyłem cały czas – tej nie doczekałem. Śmierci, jeszcze raz bym chciał zobaczyć tylko oczy tej, którą młodzieńczą miłością wiecznie wielbiłem.” Jak wynika z tych słów wiersze Babińskiego były krzykiem człowieka zrozpaczonego, który nie widzi dla siebie już żadnej nadziei. Wyraz temu dał poeta w wierszu „Tylko mi Ziemi całej”: „Odcięty i zapadły z metropolią w podziemiach/ na próżno wołam SOS/ Już głosem obłąkanego wołam. Nikt nie śpieszy z pomocą”. Andrzej tęsknił za ciepłem, domem i kobietą życia. Miał marzenia. Lecz wyidealizowana wrażliwość, spisywana w strofy nie wytrzymywała z realnością. Do końca walczył o normalne mieszkanie i pocieszał się mówiąc „teraz nie chcą dać mi mieszkania, ale potem będą musieli oddać mi całą ulicę!”

14 maja1984 roku około godziny 22:30 w wieku 46 lat Andrzej Babiński dokonał samobójczego skoku z mostu Marchlewskiego (dziś Królowej Jadwigi) na betonowe obrzeża koryta Warty. Śledztwo wykluczyło możliwość morderstwa.

„Jego samobójstwo było niewątpliwie wynikiem skumulowania się dwóch czynników, a mianowicie choroby psychicznej i postawy twórczej” – napisał w uzasadnieniu prokurator Ireneusz Walczak. Andrzej Babiński pochowany został na Cmentarzu Junikowskim w Poznaniu.

Od śmierci poety minęło trzydzieści sześć, okres ten przyniósł niewiele informacji na temat jego życia, ocen jego twórczości, poza nielicznymi wzmiankami w opracowaniach krytycznych i wspomnieniach kolegów.


Wiersze na topie:
1. ...wprawizeskok (39)
2. Ranliwość (36)
3. ...do szczęścia... (35)
4. ...zima... (35)
5. Niezłe jarzmo (35)

Autorzy na topie:
1. Romantyczny_Grabaż (292)
2. jarek jaroszyński (153)
3. ArchiVista (152)
4. kaja-maja (144)
5. EnigmatycznyDuszek (96)
więcej...