Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (29)

Nowi autorzy:
- 4carolinec4585fh2
- 7alicee4185exp9
- 9miac4423ro5
- 3carolinec332gB3
więcej...

Ostatnie komentarze:
Wojciech M. zrobił sobie następne fałszywe konto
- eveli-na-na-na
Machniom?
- puszczyk
cielista
- Nikola
Transfer
- Nikola
więcej...

Dziś napisano 196 komentarzy.

Święty opłatek z Bernadetą...

Święty opłatek z Bernadetą...

Zygmunt Jan Prusiński


ŚWIĘTY OPŁATEK Z BERNADETĄ...

Spróbujmy na chwilę zatrzymać
myśli mniej ważne,
by usiąść razem z Bernadetą.

Ułamiemy opłatek miłości
kilka słów każdy powie,
nie bacząc że ktoś usłyszy.

Jako matka masz pierwszeństwo
ja co jej mogę powiedzieć,
że książkę o nas piszę...

- Czy ucieszy się z tego prezentu?

Na północy wiatr morski wieje -
ale nie czuję zimna
kędy stoję blisko ciebie.

Księżniczko - przytul mnie...
Gwiazda Północy wróci!


24.12.2011 - Ustka
Sobota 17:04

Wiersz z książki "Cieniem Bernadety na rozstajach"...


autor ZJP
https://fotek.pl/upload/d/o147102-d.jpg

________________


Miłość osiągalna, miłość nieosiągalna...

O co w tym wszystkim chodzi? Zdobywamy się na odwagę poznawania, potem zaimponowania, a potem jakiś meteor spada z kosmosu i rozpryskuje na drobne kawałki i to coś, coś jakby wspólnego znika. Kto i silniejszy zatrzymuje jakieś fragmenciki, kilka ziaren z którego wyrasta pamięć o człowieku. Ale musimy iść dalej, dalej wmawiać sobie że to nie jest jeszcze ta Miłość; a lata biologiczne nie czekają i nie oszukamy je. A co później., a zasychamy jak te kwiaty w wazonie.

Co chcemy osiągnąć? Każdy z nas jest podobny, mniej czy więcej, ale dążymy do spełnienia - wypełnić sobą tę akurat egoistyczną wiarę, że się spełniamy. A najczęściej oszukujemy się... I czym idziemy tą drogą, gdzie stawiamy swoje kroki, po jakimś czasie jest już za późno na pełne zaufanie. Tak, szczebioczemy jak kanarki, rozdajemy uczucia, ba, piszemy je szybko w miłosnych liścikach. Ale ile tych prób trzeba przechodzić w swoim życiu?

Ja jestem zwolennikiem trwałego związku. I nigdy nie mogłem mieć kobiety tylko dla siebie. Jakaż ważna jest dla mnie ta bliskość sypiania razem. Że mam się do kogo przytulić i kwitnąć z tą drugą kochaną osobą. - Uwierzycie że jest łatwo to osiągnąć? Może., ale tylko w takich miejscach gdzie znajduje się surowa cywilizacja, bez ingerencji osób trzecich i mediów. Media są największym wrogiem wtrącania się w prywatne życie ludzi. Dlatego każdy powinien żyć ze swoją ukochaną osobą na wyspie, na wybranych przez siebie gwiazdach.


Teresa Fiametta – kobieta jakby z innego świata, jest bohaterką tych wierszy. Próbuję ją nakłonić pod moje światło wiary, że może poecie dać kawałek szczęścia. Zresztą sama także oczekuje tego szczęścia i dla siebie. Oby, oby nie była li tylko „bajką” jakich sporo jest niespełnionych.


Cieniem Bernadety na rozstajach – to tytuł książki, ważnej na tyle że dzięki tym powstałym wierszom Teresa Fiametta zbliża się do swej córki Bernadety metafizycznie którą utraciła.
Jako studentka zginęła ona 9 lat temu w wypadku samochodowym.

Zygmunt Jan Prusiński

Ustka. 27 Grudnia 2011 r.
Wtorek 16:05
Napisz do autora

« poprzedni ( 765 / 1913) następny »

zygpru1948

dodany: 2016-11-04, 01:40:42
typ: życie
wyświetleń (234)
głosuj (57)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2016.11.04; 22:21:35
Pisze ten z koziej dupy w Okienku tak:



Zyga Prusak Prusiński... kędy to zamek przysłowny pytający i uźyty w znaczeniu "kiedy", brzmi w Twoim wierszu idiotyczne.


Zyga... kędy, to którędy... a nie kiedy


Krakowska sierota chce pisać wiersze a nie zna gramatyki!

Kędy to zaimek pytający: gdzie lub dokąd...

sylen 2016.11.04; 21:38:23
Świetny wiersz Zyguś☺plus

zygpru1948 2016.11.04; 15:44:09
Czytelniczka na Naszej Klasie Alina Gruszczyńska przesłała mi o godzinie 12:33 wiersz poety Krzysztofa Galii. Ze względu że znam Krzysztofa Galę to niech zagości u mnie...

_______________


Cykl: "Wiersze z podróży"...



Krzysztof Galla


TESTAMENT LITERACKI


Ten kolejny raz
wydłubię sobie oczy
a gałki oczne powieszę
na żyrandolu -
to moje dwie gwiazdy
nocą zaświecą.

W testamencie piszę prawdę
wszystkie książki napisane
własnością będą żony -
przypomnę jej dane osobowe:
"Wonny Kwiatuszek" -
to ona poukłada te książki
w domowej bibliotece
a co siedem dni
odkurzy miłościwie.

I jeszcze jedno - ważny akapit:
Gdy się obudzę
to znaczy zmartwychwstanę
te oczy z żyrandola
wprowadzę z powrotem
bym mógł zobaczyć
moją atrakcyjną żonę.

zygpru1948 2016.11.04; 15:34:17
Oj Teresko, Ty jesteś tu na Zaciszu niczym Matka Chrzestna; ja to wiem od dawna góralko. Tak ładnie o tobie napisał Wiesław - zeska winij z Krakowa, i o Twoje poezji też się wypowiadał pozytywnie, w liście do mnie.

Wiesz co? Będzie Wiesiek w Antologii 2017, posłuchał się mnie - przecież ja nie wyprowadzam twórców w krzaki. Będzie też jedna poetka z Zacisza, szkoda że Patti Smith opuściła te salony tutaj, byłaby 2 lata temu w antologii na Pomorzu.

Co do Twej propozycji, cytuję:
"...są lepsze i gorsze dni, ale zawsze wspólne i to jest kwintesencja "bezludności". Życzę Ci, abyś zawsze miał się do kogo przytulić przed snem:)"

To ładne życzenie, aczkolwiek nie mam kobiety na stałe, w ogóle czy się nadaje do tego dzisiaj? Poszarpane mam to życie. Kiedyś napisałem taki aforyzm:

Żaden system polityczny mnie nie zniszczył, zniszczyła mnie tzw. (płeć piękna)!


Dziękuję Ci jednak za te pozytywne słowa - kłaniam się po japońsku z pozdrowieniami - Zygmunt

4.11.2016

TESSA 2016.11.04; 12:20:47
Zygmuncie, uwierz mi: można stworzyć własną wyspę. a wiem o czym mówię: 32 lata tworzyłam ją z jednym mężczyzną. niestety jego czas na ziemi się skończył, więc tworzę drugą, nie mniej bezludną...są lepsze i gorsze dni, ale zawsze wspólne i to jest kwintesencja "bezludności". życzę Ci, abyś zawsze miał się do kogo przytulić przed snem:)

zeska winij 2016.11.04; 12:07:55
są takie miejsca w których nic nie ginie, a nawet na nowo się odnajduje/odkrywa :)

zygpru1948 2016.11.04; 11:16:39
Pęd pogoni, pęd ucieczki - Ryszard Krynicki

Wydawniczy rarytas! Pierwsza książka Ryszarda Krynickiego wydana w postaci, w jakiej pomyślał ją autor. Pierwodruku nie uznawał bowiem za swój właściwy debiut, ponieważ został on ocenzurowany i zawierał błędy edytorskie. Obecne wydanie przywraca tomowi właściwą wartość. Pokazuje też, jak znakomitym poetą był Ryszard Krynicki już na początku swej twórczej drogi i jak bardzo zmieniała się jego poetycka dykcja. Etyczny obowiązek poety, jakim jest scalanie świata, współgra w tych wierszach z ich artystycznym mistrzostwem i widać to najwyraźniej może właśnie w debiutanckiej książce. Jeszcze nie politycznej ani nie interwencyjnej, na pewno zaś – osobnej i, jak cała twórczość poety, wybitnej.



"Pęd pogoni, pęd ucieczki" – debiutancki tom Ryszarda Krynickiego, ukazał się właśnie w Biurze Literackim po raz pierwszy w postaci zgodnej z oryginalnym projektem z 1968 roku: bez ingerencji cenzury i wydawcy, przez które autor "Przekreślonego początku" zmuszony był książkę odrzucić. To, można rzec, ponowny debiut jednego z najwybitniejszych poetów i tłumaczy nie tylko swojego pokolenia, ale właściwie całej powojennej liryki. Dopełnieniem premier w poezjem.pl jest "Dialog w ciemności" Władysława Sebyły.


Tym, co we wczesnych wierszach Krynickiego zachwyca, jest nie tyle jej moralne zaangażowanie, opowiedzenie się po stronie społeczeństwa walczącego z władzą, lecz przede wszystkim poetycka, językowa pasja; nadzwyczajne mistrzostwo – czy to w operowaniu paradoksem, czy zestawianiu ze sobą podobnie brzmiących słów oraz wyzyskiwaniu i tworzeniu sieci ukrytych (nieuświadomionych?) związków i znaczeń. Mimo to jednak "Pęd pogoni" – czy szczególny lingwizm autora – jest być może najciekawszym przykładem realizacji Barańczakowego zestawienia "etyki i poetyki".

zygpru1948 2016.11.04; 11:08:01
autor: zeska winij


już myślałem

już myślałem
(a bo to raz) że
przejrzałem na oczy
a to były tylko majaki
i ile jeszcze
(mogę czy nie mogę)
będę wierzył sobie

że ja już wolę
wierzyć ślepo sobie
wolę żeby mnie
pewność zgubiła
niźli bym miał
(znowu jak znowu)
zaufać komuś

2016-09-03

zygpru1948 2016.11.04; 01:54:03
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

07.07.2012 23:27

@Zygmunt Jan Prusiński


Panie Zygmuncie, młody kocurze, mojej Ewuni i mojej Ewuni, jakbyś miał Pan piętnaście lat! To Pan nie wiesz, że mężczyzna 30-40 letni żeni się sam (powiedzmy), natomiast pięćdziesięciolatka żeni diabeł?

No, zachowujesz się Pan, jak nastolatek, nie ma mowy ani o posagu ani o intercyzie! Z czego będziecie żyli? - powietrzem. Seks na głodniaka nie smakuje. Czy ona aby chce się podzielić z Panem ostatnią koszulą? Pan już tam coś z butiku mamy wykombinuje.

Szczęść wam Boże - choć w ten ślub po prawdzie nie bardzo wierzę, bo jest bardziej potrzebny do kreacji wierszy, niż w rzeczywistości. Bo po cholerę dzisiaj ślub - skoro wszyscy żyją na koci pazur! To już prędzej bym uwierzył, że się pani Canela rozwiodła i wyszła za Pana, gdyby jej były Pańskie organy do przeszczepu potrzebne! Trafiłem w sedno?

No, ale ja nie o tym. Bardzo mi się podoba obraz tej kobiety w czerwonej sukni na białej otomanie, z kielichem wina w ręku. I tu jest kapitalny problem współczesnego "piękna", jako wymysłu diabła. I to nie tylko w malarstwie ale i w muzyce, literaturze i poezji. A w miłości? Gdy jedno drugiemu kłamie w żywe oczy: kocham cię, a myśli tylko o tym, żeby go wydupczyć. Co w samej rzeczy nie jest niczym złym, bo dupa ludzka jest od tego, więc niech temu służy, nie tylko do srania.

Bo proszę Pana, święty Franciszek wychwalał Boga nawet sraniem. Biografowie piszą, że chorował na oczy, ale również, czego nie piszą, na zrakowacenie kiszki stolcowej, od czego umarł na śmiertelnej desce (inni mówią że na gołej ziemi - bliżej doktora Glinki!). Ludzka rzecz, święci też na to chorują.

Wracając do "piękna", moje kryterium tego obrazu jest takie: Ten obraz byłby piękny bez zastrzeżeń, gdyby mógł wisieć w kościele w jakimś (niekoniecznie głównym) ołtarzu. Obrazy św. Rity, patronki różanych kwiatów są malowane podobnie, a przecież w ten sposób, że widać, że Rita jest świętą, a ta pani na tym obrazie w czerwonym kapeluszu jest gotowa do walenia i myśli o waleniu. Lewa ręka gotowa do podwinięcia sukni do góry, by odsłonić uda i rozłożyć nogi. Cała jej poza wyraża myśl: "Tak się ułożę, żeby ci było wygodnie i dobrze mi wkładać". A już żadną miarą nie można by nikomu wmówić, że przedstawia on Matkę Boską. I chyba Marię Magdalenę, przed nawróceniem też nie. Maria Magdalena została świętą, ale nie była nią przed nawróceniem.

Nie mówię, że święta nie ma prawa by piękną kobietą. Piękną kobietą, która nawet zamierzała zostać kurtyzaną i groziła tym Panu Jezusowi przez długie lata, że nią zostanie (w burdelu), gdy Jezus będzie ją zdradzał - była święta Katarzyna Sienieńska (przyjaciółka - a może i kochanka - mistyczna - św. Franciszka).

No, ale wyobraźmy sobie, że takie obrazy i takie kobiety zajmują centralne miejsca w witrażach i na freskach, w towarzystwie Pana Jezusa - to co by powiedzieli zwykli ludzie, którym nogi śmierdzą w starych skarpetkach, którzy nie biorą kąpieli przez długie lata, bo nie mają wanny, którym wylatują zęby i pięknej kobiety z bliska nie widzieli.

Cóż to jest do (diabła) to piękno? Karol Bodler napisał wiersz (piękny) o gnijących wnętrznościach zdechłego konia. A gdyby tak zamieścił Pan obraz albo fotografię zaniedbanej starej (bezzębnej) żebraczki albo starego dziada? Wiem, że Pana ideowo na to stać, bo przecież jest Pan prezesem Partii Biednych. Do których, dziadów, i ja mam zaszczyt się zaliczać!

Mojemu ani Pańskiemu wizerunkowi to nie zaszkodzi a dopomoże w nabraniu ludzkiego wyrazu, żeś oto Pan jest człowiek, a nie udajesz Pan poetę, czyli nie wiadomo kogo (w dzisiejszych czasach, kiedy poeta nie jest kontestatorem a raczej podporą nieludzkiego systemu).

Z tym podkreślaniem ciągle, że jesteś Pan poetą, to chyba bierze się stąd, że masz Pan (tak jak ja) "dwa ciała króla". Jedno ciało z krwi i kości, normalne i śmierdzące, a to drugie jest mistyczne, przezroczyste i niedotykalne przez zwykłych ludzi. Jeśli próbował Pan leczyć dotykiem, uśmierzać ból, to może mieć Pan tego rodzaju prerogatywę, co poeci często mają. Przecież nieprzypadkowo kobiety lgną do Pana, przeczuwając w Panu cudotwórcę i uzdrowiciela. Wiele z nich pewnie ma dolegliwości ginekologiczne, a na to nie ma nic lepszego niż ręka poety!
Dlatego mówisz Pan: Jestem poetą, a masz Pan na myśli "Noli me tangere".
Przy czym Pan może dotykać, bo zrobi to ciałem materialnym, natomiast Pana ciało niematerialne (poetyckie, nie jest osiągalne do dotyku przez byle kogo. Podkreślając swoją poetyckość bytu, podkreśla Pan wyjątkowość i nieosiągalność.

No, ale dość o tym, pozdrawiam i udaję się na poszukiwanie kwiatu paproci (który znajdował się według wierzeń ludowych, między nogami dziewicy, ponieważ w dawnej rodzinie nuklearnej korzystniej było dla genetyki pradawnych plemion gdy wnuczkę rozprawiczył przygodny młodzieniec z sąsiedniej wioski, niż własny ojciec lub dziadek (tak piszą antropolodzy, m.im Bronisław Malinowski - on mówi nam o współczesnych czasach, np. przed wojną na huculszczyźnie, na Podhalu, na Polesiu etc. wcale nie trzeba do tego wysp maoryskich szukać). Ale o seksualnym transferze symbolu kwiatu paproci i klanowym, bądź rodzinnym kazirodztwie, mówię tu w kontekście neo-pogaństwa ludów Europy, gdy wśród tych ludów, przez długie wieki, chrześcijaństwo panowało formalnie i deklaratywnie, i tylko na dworach książęcych a w kmiecych komorach babka chędożyła z wnuczkiem a dziadek stękał na własnej córce, ku czci Wotana, Inkluza albo Swarożyca.

A propos krzesła. Czyżbyś się Pan czuł chory? Bo krzesło jest potrzebne i o krześle myśli człowiek chory, kulawy i taki co go brzuch boli. Coś jest u Pana na rzeczy z tym krzesłem, jako powodem formalnym wiersza, że go ciągle przywołujesz, jakby za mało było w Panu tego krzesła. Może Pan masz robotę stojącą, a wtedy kutas opada (ma tendencję do opadania bo wiązadła nadwyrężone staniem, to w tym wypadku tylko suspensorium albo obcisłe slipy, wiem coś o tym, bo sam mam wielki rozmiar, więc muszę go czymś podtrzymywać, to nie są żarty ani do śmiechu, po całym dniu może boleć i gdy Pan siadasz do pisania wieczorem, to wtrynia się do mózgu to krzesło, jako sprawca ulgi, lepszy niż ręka kobieca. O tak, ręka kobieca na rozporku nie zrobi tego co zwykłe krzesło, popatrz Pan, jaka sakramencka ironia stworzenia wszechrzeczy i jaka niesprawiedliwość. Jest nad czym pomyśleć i nad czym się zastanowić.

Może nawet ja sam napiszę jakieś krótki tekst-analizę Pańskich wierszy z krzesłem w tle, w kontekście ontologii bytu. Czyli zamiast miłości i aktywności seksualnej, małżeńskiej etc. która szkodzi, stwórca zaleca i daje mężczyźnie, jako towarzyszkę i pociechę kawał deski. No no, ładna teodyceja! Pozdro.


Zygmunt Jan Prusiński Deszczowa Panienka - część II...

___________________________


Wiersze na topie:
1. Pomarańczowe a nawet i fioletowe (31)
2. Fioletowe a nawet i pomarańczowe (31)
3. Różowe a nawet i żółte (31)
4. Czerwone a nawet i białe (30)
5. Pasja (23)

Autorzy na topie:
1. Klara (1012)
2. nemo96 (454)
3. Romantyczny_Grabaż (395)
4. Bezsenność (287)
5. zygpru1948 (150)
więcej...