Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (39)

Nowi autorzy:
- 1sophiec291ya4
- 2charlottec832rN9
- 6adriane61100rL9
- 1audreye912rc7
więcej...

Ostatnie komentarze:
moje marzenie...
- Wojciech M
Anioły
- Wojciech M
Anioły
- Leszczym
MÓJ ANIELE
- Halinka
więcej...

Dziś napisano 425 komentarzy.

Stateczny umiar miłości

Stateczny umiar miłości

Zygmunt Jan Prusiński


STATECZNY UMIAR MIŁOŚCI

Motto: Margot cicha jak struna skrzypiec
gram w tobie narodziny słowa.


Staram się w tej epoce
inaczej rozumieć rekonstrukcję
przeżywania uczuć dodatnich
by nikt nie wątpił wedle stanu
że inaczej już nie można –
bo jakiż to byłby sens
jeśli pragnienie skutkuje
i czujemy siebie – przed drogą
i za drogą w poezji.

Wczoraj późnym wieczorem
układaliśmy wyjazd na południe
zagościć w Krynicy – i w sylwester
i w nowy rok roztańczyć
to co przed nami przyjmiemy
z godnością podnosić skalę
w życiowej formie – przyciągać
dobro niech skrzypce grają
naszymi rękoma w miłości.

Może napiszesz wiele wierszy
z którymi przejdę przez rok następny
usatysfakcjonowany kolorami słów.


21.11.2019 – Ustka
Czwartek -9:23

Wiersz z książki „Księżycowe kwiaty”


autor ZJP
http://photos.nasza-klasa.pl/22077582/45/main/3f00cc6c3b.jpeg


Muza - Margot Bene z Avinion
https://m.salon24.pl/dsc09878-jpg-3a5dbdb14153f31260a,860,0,0,0.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1513 / 1871) następny »

zygpru1948

dodany: 2019-11-21, 09:33:50
typ: życie
wyświetleń (117)
głosuj (51)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

jaca 2020.11.24; 17:32:19
Oj...czekają mnie chyba długie, miłe wieczory...dzięki że jesteś. Bezsprzecznie moje klimaty:) Pozdrawiam miło+

AM-arylis 2019.11.21; 19:43:36
Pozdrawiam serdecznie.+

zygpru1948 2019.11.21; 16:26:01
KSIĘŻYCOWE KWIATY – część druga

Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

DRZEWA I SŁONECZNIKI


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/1001346,ksiezycowe-kwiaty-czesc-ii

zygpru1948 2019.11.21; 16:25:30
Dobrze to napisałaś Niteczko - pozdrawiam

niteczka 2019.11.21; 14:38:52
bo słowa mają moc, dekorując każdy dzień spisują nasze myśli, by z pąka stały się dorodnym kwiatem...
pozdrawiam nadmorsko:)

zygpru1948 2019.11.21; 09:54:30
KARUZELA POLSKA


REDAGUJE ZYGMUNT JAN PRUSIŃSKI-BEZ CENZURY

http://karuzelapolska.pl/

zygpru1948 2019.11.21; 09:54:22
KSIĘŻYCOWE KWIATY – część pierwsza

Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

WIARA W KOBIETĘ KTÓRA IDZIE DO MNIE


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/997471,ksiezycowe-kwiaty-czesc-i

zygpru1948 2019.11.21; 09:53:49
Zygmunt Jan Prusiński


Mój artystyczny fotoblog

https://zygpru1948.flog.pl

zygpru1948 2019.11.21; 09:52:40
Kultura

2 marca 2010, 14:51 1212 odsłon



Autor: Waldburg

"Szymon", czyli skok w przepaść



3



Rok temu surfując po sieci natknąłem się na „list pośmiertny Szymanowicza”, który napisał w jego imieniu poniekąd Holsztyński. List był zapewne spontaniczną reakcją na głupkowate zaczepki jakiegoś internetowego trolla, który uważał, że Holsztyński nie ma prawa pisać o poezji Włodzimierza Szymanowicza, ponieważ nie nabył do niej praw autorskich. Idiotów, szczególnie w sieci, nie brakuje, ale kiedy czytałem ten list, poczułem na plecach ciarki. Z innych źródeł wiedziałem bowiem, że nie był on wcale, jak mógłby ktoś mniemać – oparty na fikcji. Szczegóły, które się w nim znalazły – włącznie z nieprawdopodobną historią o szkicu nagrobka (jego reprodukcję widziałem w tomiku wierszy Szymanowicza) – są jak najbardziej zgodne z prawdą


Od siebie dodam, że ojciec „Szymona” skończył ze sobą w trzy lata po skoku syna w przepaść. Jadwiga Szymanowicz, matka poety, rzuciła go, on zaś po jej wyjeździe za granicę nie wytrzymał samotności. Był kimś z gruntu odmiennym od swojej wrażliwej żony pianistki i utalentowanego syna, który go nie znosił i w swoich dziecięcych rysunkach przedstawiał jako satyra. Być może był satyrem, ale on także miał swoją wrażliwość. Odkręcił kurek gazu w tym samym mieszkaniu, z którego „Szymon” wyskakiwał kiedyś z balkonu. Mimo że często gnębił własnego syna, którego nieraz wyzywał od półgłówków i pomyleńców, starannie uszczelnił watą drzwi od pokoju, w którym poukładał wszystkie jego obrazy.


Nie chciał, żeby wybuch, z którym należało się liczyć, doprowadził do ich unicestwienia...


Poniżej zamieszczam list zza światów poety oraz wspomnienie o nim jego przyjaciela Holsztyńskiego, który zatytułował je „Szymon”.


List pośmiertny Włodzimierza Szymanowicza


"Mój ojciec zmarł wkrótce po mnie. Moja mama szereg lat później w Szwecji, dokąd wyemigrowała z moim młodszym bratem Markiem. Na koniec zmarł tragicznie Marek. To cała moja bliska rodzina. Marek odwiedzał Polskę i pozostawił po sobie dziecko na wsi, chyba córeczkę. Dziś musi być dużą panną. Gdyby dobrzy ludzie ją odnaleźli, to niechby miała prawa do mojej sztuki i do wierszy. Nie jestem prawnikiem. To jest tylko moja propozycja. A moje wiersze niech się ukazują w portalu tak jak innych, czysto, bez automatycznej otoczki komentarza, którego celem byłoby spełnienie wymagań prawnych.

Gdy miałem 14 lat, to narysowałem swój nagrobek (rysunek "wizja") i napisałem:


Włodzimierz Szymanowicz
żył lat dwadzieścia, zmarł tragicznie



I przypadkowo tak się stało. Śmierci ani nie planowałem, ani nie chciałem, ani sam specjalnie się nie zabiłem (wbrew temu co ludzi gadali, a nawet gdzie niegdzie wydrukowali). Więc nie wpadło mi do głowy, żeby myśleć o "udostępnianiu" i innych prawnych konsekwencjach mojej śmierci. Mnie jest już WSZYSTKO wszystko jedno. Jeżeli jakiś prawnik pozwie mnie do sądu, to się specjalnie tym nie przejmę."


„Szymon”


Szymon pił i palił od dziecka. Psychiatrzy mu się na nic nie zdali. Sam się ratował jak mógł. Wysoki, przystojny, udał się do Jasińskiego, na kulturystykę. Zostawił po sobie obrazy, ryte w linoleum, widać piwnicę, osiłki na ławkach, mocujące się z ciężarami.


Na innym nocna scena, oponujących w drzwiach ktoś wyraźnie musi wypychać z baru, po schodkach, na ulicę; a ten pijak, z przedramieniem przydepniętym do chodnika czyimś butem, ma prawdziwą o to pretensję – no jak to tak? no jakże? no co?!


Podwórko też nie pomagało na nerwy. Chłopaki chodzili z brzytwami w kieszeni. Szymon też się z brzytwą nigdy nie rozstawał, aż dopiero pod koniec życia, gdy brzytwę sprzedał mojemu przyjacielowi. Krytycy potem traktowali tę brzytwę jako środek artystyczny w wierszu. Szymonowi na nerwy nie pomagała. Był odważny, ale żył w strachu. Spotykał tego, któremu zrobiono (z ust) "królika". Ciężko dziecku. Czasem jednak brzytwa przydawała się.


Szymon szkoły nie cierpiał. Miał ostry humor i oko, po latach brał ołówek w lewą rękę (w rękę, nie w palce) i jedną kreską oddawał profil, czy co tam, nauczyciela. Gdy narysował karykaturę w pięć sekund, to można było z niej dowiedzieć się o charakterze modelu więcej niż samemu na niego patrząc sto lat. A na Mazurach chłop wyrwał kół z płotu i gonił Szymona, tak się chłopu własny wizerunek w wykonaniu Szymona spodobał.


Szymon szkoły nie cierpiał. Miał ostry humor i oko, na ogół go nie lubili. Ale na potańcówki chodził. Podpuszczali go, żeby pokazał się, skoro taki kulturysta. Jasiński powiedział, żeby ściągać koszulę i Szymon ściągał, chcą to niech patrzą. Jakiś palant wciąż się go czepiał, skory do bójki z kulturystą, przed dziewczynami. No to go Szymon zaprosił na zewnątrz. Pokazał mu brzytwę i palant się odpalantował.


Także Akademii Szymon nie lubił, mimo że co roku kolekcję studenckich obrazów na korytarzu otwierały jego. W szkole, międzynarodowy konkurs "Afryka w oczach dziecka" też wygrał. Szczupła murzynka pod ciężkimi palmami, to była jego przystojna matka, wcale nie murzynka.


Szkoda, że nie docenił środowiska sztuki, jakie by nędzne nie było. Poeci w ogóle go nie chcieli zauważyć. Zmarł nim skończył Akademię. Wiersze matka wyszukała, jeden jako tekst do piosenki wygrał pierwszą nagrodę w konkursie ogólnopolskim, ale on już piosenki nie usłyszał. Więc wiersze w końcu mu (matce?) opublikowali. I tyle dobrego. Matka zmarła, a wiersze idą w zapomnienie. Najlepsze wiersze jego pokolenia.

Raz lub dwa nazwano go (pośmiertnie) pionierem, głosem pokolenia, przydali mu ideologię artystyczno-pokoleniową. Jak z tą brzytwą. A był sobą i tylko sobą. Jego wiersze są ponadczasowe.


Byłem niedawno w Warszawie, i na podwórku, gdzie mieszkał. Nawet się nie zmieniło. Takie jeszcze sprzed drugiej wojny światowej. Krok na zewnątrz i już trudno dostrzec ślad po Szymonie, choć schodził ulice o każdej porze. Gdyby dalej chodził, może byłyby te same.


Wszyscy nazywali go Szymon. Ja go nazywałem inaczej, tak jak się naprawdę nazywał. Znałem go. Szkoda że tak mało."


Cdn.

_______________________________


Wiersze na topie:
1. Poniedziasłkowa spowiedź (32)
2. Zalotny gest wiatru (31)
3. W otwartym oknie nasza miłość (31)
4. Ostrożnie z tym spojrzeniem (30)
5. Pójdźmy do stajenki... (30)

Autorzy na topie:
1. wie.rut (643)
2. HKH (287)
3. zygpru1948 (263)
4. zeska winij (256)
5. ArchiVista (218)
więcej...