Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (18)

Nowi autorzy:
- 5oliviac42100fh4
- 3alicee6691ga5
- 5adrianc2985fr2
- 6camilac653gB6
więcej...

Ostatnie komentarze:
Polany poniedziałek
- Kama
W imieniu naszej miłości...
- Kama
Jesteś obecna w dziedzinach życia
- darek407
zapach wiosny
- noa
więcej...

Dziś napisano 64 komentarzy.

Pobudzaj mnie pieszczotami

Pobudzaj mnie pieszczotami

Zygmunt Jan Prusiński


POBUDZAJ MNIE PIESZCZOTAMI

Magdalenie Olczak



Te jabłonie za oknem. Rozbiegane myśli.
Owoce drzewa rozsypały się na trawie -
rozmawiają po sąsiedzku,
co będą dalej robić z czasem wolnym.

Mój czas, męski zaznaczam, na niebie,
znalazł ów owoc miłości.
Magdalena trochę leniwa ze snu,
rozciąga się by kobiecość wskrzesić.
Pachnie rannym ciałem...

- Czy jesteś przygotowana do mojej modlitwy?

Sosnowe ptaki ze snu wcześniej wstały.
Prostują skrzydła.

A jabłoń najbliższa liczy,
ile jeszcze zostało jabłek na jej ciele.

Magdalenie liczę pieprzyki,
te małe nienazwane wysepki -
całuję czule je jak wzorowy kochanek
w niebiańskim Erotyku.


16.06.2010 - Ustka
Środa 6:29

Wiersz z książki "Tango z drzewami"


autor ZJP
http://photos.nasza-klasa.pl/22077582/1385/other/std/c11577e231.jpeg


Muza
https://static.maxmodels.pl/photos/f/f/8f/ff8f0f999977e28732daa31da1149e1c_423199.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1328 / 1336) następny »

zygpru1948

dodany: 2019-04-15, 07:04:05
typ: życie
wyświetleń (105)
głosuj (0)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2019.04.15; 09:36:03
Margot Bene z Avinion, to moja Muza w Poezji, dzięki jej Sercu jako moralnej kobiecie, piszę książkę za książką:


KSIĄŻE ZAUŁKA

RÓŻOWE SCHODY

NUTA W PERLE

SIOSTRA MGŁY

PÓŁNOC Z DIABŁEM W OKNIE

SEN JABŁONI

KOBIETA W CZARNYCH SKRZYDŁACH

W RAMIONACH KSIĘŻYCA

KSIĘŻYCOWE KWIATY



__________Pozdrawiam Czytelników - autor ZJP

zygpru1948 2019.04.15; 09:33:31
Bajeczna Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/20292980_1587158341356714_1039961793076897970_n.jpg?_nc_cat=103&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=4447dc6864a4b5e64e834c60b414b38d&oe=5D4EAC30

zygpru1948 2019.04.15; 09:16:42
TANGO Z DRZEWAMI - część trzecia

Dział: Kultura Temat: Literatura



Zygmunt Jan Prusiński


LEŚNA DZIEWCZYNA Z POETĄ


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/946043,tango-z-drzewami-czesc-iii

zygpru1948 2019.04.15; 09:16:30
Zygmunt J. Prusiński
@zygmunt_

Piszę książki, z wykształcenia muzyk - pieśniarz, dziennikarz


https://twitter.com/zygmunt_

zygpru1948 2019.04.15; 09:16:04
Zygmunt Jan Prusiński


Mój artystyczny fotoblog

https://zygpru1948.flog.pl/

zygpru1948 2019.04.15; 09:14:41
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

03.04.2011 15:24


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, znów przed chwilą "rozglądałem" się po wierszach Pańskiej poetyckiej kochanki. Wiersze to jedno (są piękne, jak setki tysięcy innych wierszy) a sens to drugie. To, że nie są dopowiedziane (do końca) nadaje im pozór tajemniczości i głębi. To, że nie są dopowiedziane, nadaje im pozorny sens, w świecie, gdzie nic nie ma sensu (być może w ten sposób próbuje scalić camusowskie rozbicie świata). Z czego Mar w wierszu XXVIII świetnie zdaje sobie sprawę, traktując "gościa" jak kat na szafocie ostatnim łykiem wina i papierosem, szepcząc mu, żeby się nie martwił, bo nie będzie bolało i nie jest to takie straszne. Chcę powiedzieć, że to, że natrafiłem na Wasze wiersze uważam za rzecz szczęśliwą dla mnie i interesującą, bo byle co mnie nie skłania do pisania. Jest w nich materiał do przemyślenia, jak nie przymierzając w sonetach Szekspira.
Niech się Pan nie przejmuje, on też był uważany za grafomana i głupiego. Nie chciałbym Panu robić przykrości i pisać o okrutnych historiach (wręcz szekspirowskich) jakie widzę w waszych wierszach, ale jesteście oboje tak naiwnie szczerzy w wywalaniu, przy jednoczesnym usiłowaniu kamuflażu, kawa na ławę swoich uczuć, że aż się prosi o wyjaśnienie "snu Edypa", który jest zawarty w tym, co bredzicie miłośnie na jawie. Tak trzymać, bo jest to wyjątkowe zjawisko w kulturze. Może ktoś się na tym (poza mną) połapie i roztrąbi! Ja niestety nie potrafię, bo nie mam siły przebicia i zawsze byłem uznawany za szalonego głuptaka. Po porostu zapłaciłem za to, że miałem profesurę i establishment za bandę zboczeńców i niedouczonych kretynów.


Panie Zygmuncie, każdy z nas (myślących) musi sobie zdać sprawę, że poezji jako takiej nie ma. Nigdzie ona nie istnieje. Nie ma takiej rzeczy ani takiego bytu (jak poezja). Poezja jest jak Tao, nie ma smaku ani wyglądu, ani ucha ani języka… jest wielką pustką… ale tylko ona istnieje! O Szariputro!

Jednakże poezja istnieje, wtedy „gdy Coś jest”. Istnieje również wtedy gdy jest Pustka (w pustce lub jest istotą Pustki), ale ponieważ absolutna pustka nie istnieje (bo Pustka istnieje i nie ma na to rady, nie potrafimy się obejść ani oderwać od pustki, choćbyśmy chcieli się od niej uciec w Coś, jest ona jakby sensem i sednem naszej troski i naszej egzystencji), natomiast istnieje Pustka i to właśnie ta Pustka może (ale nie musi) być poezją. Zawiera się w tym myśl, że również Pustka jest bytem.

W tym miejscu jestem bliski twierdzenia filozofii indyjskiej, że substancja nie istnieje, (ale mniejsza z tym).

Na istnienie każdego bytu (oprócz bytu absolutnego) składa się to, co w nim istnieje i czego nie ma (co nie oznacza, że w nim w ogóle nie istnieje – bo gdyby nie istniało to co nie istnieje, nie istniałoby to co istnieje).
Oczywiście prostak albo chłopek roztropek, lub ktokolwiek inny (również uczony inteligent) może się z tym nie zgadzać i myśleć w sposób odmienny (uważając to za bzdurę) ale jest faktem, że jesteśmy tym co (i jak) myślimy, i tylko w taki sposób istniejemy i zdajemy sobie sprawę z własnego bycia oraz innych nas i innego świata. Poza tym naszym myśleniem nie ma nas ani świata (ponieważ nic o nim nie wiemy). Skoro myślenie jest podstawą naszego tu i teraz, to powyższy mój wywód, oparty na logicznym wynikaniu sensów myśli z innych myśli, jest zupełnie do przyjęcia dla normalnego rozumu.


Z tego punktu, Pańskie wiersze nie są poezją i Pan wierszy nie „pisze” w tym sensie, że Pan nie stwarza pełnych egzystencji (samodzielnego bycia w świecie) w obiektach bytowych (które narzucają się umysłowi i zmysłom uczestników poznania same, bez ich woli i np. czytania), Pan, ani nikt inny takich bytów nie stwarza, a przecież tylko byty istniejące realnie lub nierealnie (ale „bytujące”) mają moc odpychania nas lub oczarowania naszej woli (rozczarowania, zniechęcenia, zachwycenia itd.). Wtedy mówimy, że jesteśmy pod wrażeniem poezji. Poeta tylko usiłuje stworzyć taką rzeczywistość w wierszu, żeby wprowadzała swoim złudzeniem w błąd, że rzeczywiście istnieje.

Nie są to sprawy do końca oczywiste, bo ludzkość nie rozwiązała dylematu, czy istnieją wrażenia estetyczne, tak jak istnieją wrażenia smaku, bólu, zimna, strachu, wesołości, komizmu itd. W ogóle istnieje problem określenia czym są wrażenie i czy wrażenie przyjemności jest samoistne, czy też jest pochodną wrażenia wesołości (lub odwrotnie). Nie są to wymyślone ad hoc brednie, bowiem można te stany wyosobnić we własnej refleksji fenomenologicznej. W wielu przypadkach poezja zjawia się nam tak, gdzie się tego najmniej spodziewamy. Zadaniem poety jest napisać wiersz w taki sposób, żeby „zaskoczyć” (czasem przez brak zaskoczenia) i zadziwić (często przez brak zadziwienia – albo nawet przez odpychanie) ale tylko tyle – bowiem napisać „pięknego” (który by zawierał obiektywnie, transcedentnie i obiektywne transcedentalne piękno) wiersza się nie da (ponieważ tu na naszej ziemi takie Piękno nie istnieje dostępne dla naszego umysłu w stanie in situ. Możemy go sobie tylko wyobrazić albo przeżyć osobiście, ale wtedy (uważam), nie ma pewności, czy nie umrzemy od drgawek. Takie piękno przeżyłem bodaj raz, gdy sobie do końca uzmysłowiłem głębię własnej nikczemności. Żeby to przeżyć, dopuściłem do umysłu ciemną siłę, zupełnie obcą i nieznaną, która starała się mnie opanować i (chyba) zniszczyć. Tak, że dałem spokój z eksperymentowaniem jak daleko można iść w robieniu rachunku sumienia, po przekraczając pewną granicę szczerości (wobec samego sobie) psychika uznaje, że trzeba się zlikwidować, bo tak podłe indywiduum i „korona stworzenia” nie ma prawa Żyć. (Żyć pisane przez wielkie „Ż”, czyli dotyczące życia wiecznego po śmierci).


Zblazowany koneser”, lub czytelnik myślący, który przeczytał dla swej potrzeby estetycznej lub z ciekawości tysiące różnych wierszy, weźmie do ręki jakiś wiersz, już z taką dozą uprzedzenia (że ma z poetycką miernotą i durnotą do czynienia) i wiersz albo się obroni przed jego potrzebą psychiczną (samowyzwolenia, ekspiacji, uduchowienia, zniszczenia itd.), albo nie. Co do potrzeb psychicznych, to mogą być pozytywne (chcę istnieć, cieszy mnie bycie tu i teraz) albo negatywne (chciałbym już zdechnąć, bo nie ma tu nic dobrego. Życzę temu światu, żeby go szlag trafił itp). W chwili czytania wiersza wszystkie te nastawienia grają pierwszorzędną rolę i właściwie to one decydują (bezkrytycznego odbiorcy) nie tylko czy wiersz się podoba, wydaje się dobry, ale czy w ogóle jest godny istnienia, czy w ogóle jest bytem-wierszem.
Wiersz od strony statusu egzystencjalnego, musi być bytem, żeby przyciągać naszą uwagę, być w naszej pamięci. Ponieważ zawsze rozumiemy Coś i obcujemy z Czymś). Nie można zapamiętać czego nie ma. Można zapamiętać że czegoś nie ma, nie było, ale musimy wiedzieć czego, czegoś co w ogóle istniało lub istnieje lub powinno istnieć a nie istniało (na przykład nieistniejącej miłości, której nie było).

Pod tym względem Pańskie wiersze (i w ogóle każde wiersze) są mieszaniną bytu i nicości. Mówię to, teraz poruszając się po sferze zdań egzystencjalnych – stwierdzających: jest byt, nie ma bytu) są mieszaniną bytu i nicości. Wypełnienia i pustki. O ich treści decyduje to, co w nich jest i czego nie ma. Bo być może ważniejsze jest to czego brakuje.

Pan by chciał wywołać wrażenie że są piękne i że są poezją. Niestety, nie jest to takie proste. Pan powiedział, że jest „kochankiem, który wchodzi do różowej sypialni i spełnia powinności kochanka” i tu Pan trafił w sedno, co do swych wierszy. Tu jest ich siła i jakaś „prawdziwa” hiszpańskość (ta oklepana, znana z poezji romantycznej, romansów, obrazków itd.). Ale nie wiadomo czy to jest takie „ładne” - niektórych może to odrzucać i mogą z tego szydzić - i poetyckie. „To” nie jest poezją! Natomiast poezją jest to, że podmiot liryczny, przebierając się za różowego kochanka i wchodząc do różowej sypialni rozpaczliwie pragnie, żeby to spełnianie miłosnych powinności wyglądało jak najnaturalniej, „miłośnie” (w sposób nie wynaturzony…) I to chcenie, ta rozpacz, żeby udawanie stało się prawdą, jest sednem poetyckiego urodzenia wiersza.


Sytuacja jest tym groźniejsza, że w naszym świecie (bo w świecie jakiegoś rolnika z podlaskiej wsi bez elektryczności - nie) wszystko ulega natychmiastowemu wynaturzeniu (ucieka od natury i staje się niezgodne z naturą). Dzieje się tak w każdej dziedzinie naszego życia, myślenia, chcenia, oceny naszej uczciwości, sumienia i w ogóle nas, jako całości. Myślenie nie jest efektem naszej woli. To nie my myślimy, to myślenie nami myśli i zamiast nas, myśli, a my się poddajemy jego kierownictwu albo nie („wierzgając przeciwko ościeniowi śmierci” – w greckim oryginale „przeznaczenia”). My nawet nie mamy własnej woli, bowiem nasza wola jest urabiana przez wszechwładne myślenie (które nas trzyma jak konia, uzdą „za mordę”), które się znajduje poza nami. Jeśli się „temu” zechcemy sprzeciwiać wpadniemy w idiotyzm, dziwactwa i absurdy (oczywiście cały świat – jest ślepy - tak czyni, przeciwstawiając się zdrowemu myśleniu, doktoryzując się z idiotyzmów, wynosząc kretyństwa na ołtarze, modląc się do głupoty i uważając, że tak być powinno i że tak jest normalnie). Świat jest w ogóle pokręcony do góry nogami i tak chyba musi być. Podam przykład mojej praktyki. Przyszedł do mnie student prosząc o radę, bo promotor (filosemita) sugerował mu w pracy temat: Dlaczego źle jest zabijać żydów?

Tenże student podchodził do tematu kilka razy i za każdym razem wychodziły mu banały, z których cieszyli się żydzi, ale nie cieszył się krytyczny umysł studenta. Jak można pisać w kółko same głupoty, o żydach, którzy tępieni przez hitlerowców sami w Palestynie w tym samym czasie eksterminowali Arabów?

Mam pisać – frustrował się student - że źle jest zabijać żydów (i w ogóle zabijać), bo co? Bo się pogniewa dobra bozia? Abo brzydko się jest tak bawić? Albo dlatego, że człowiek ma obrzydzenie do rozlewu krwi? Czyste głupoty! Bozia się nie pogniewa, ludzi się nie oburzą – tylko dopomogą, a człowiek ma przyjemność z zabijania i rozlewu krwi. Ludzie robią to codziennie, bo nie ma bardziej krwiożerczego zwierzęcia niż człowiek.
Doradziłem więc studentowi: Najpierw napisz brudnopis: „Dlaczego dobrze jest zabijać żydów”, bo przecież widzisz, że faktycznie dobrze jest zabijać żydów, bo wielu tak robi. Gdyby było źle ich zabijać, to by tego nie robiono. Chyba logiczne!? Zresztą doświadczenie historyczne uczy, że tam gdzie nie zabijano żydów, tam po jakimś czasie pojawiały się polityczne kłopoty i żydzi zabijali swoich przeciwników. Nie ma w tym nic gorszącego ani niebywałego. Po prostu tak jest na świecie, że rodzina jest rozsadnikiem zbrodni a państwo żyje ze zbrodni swych obywateli. Taka jest prawda, tylko zabroniono o tym mówić.

Kiedy to opiszesz, na brudno, podczas tego procesu odtworzą ci się odpowiednie klapki w mózgu i zobaczysz problem we właściwej proporcji, potem zmodyfikuj to, żeby nie raiło swoją drastycznością i przepisz na czysto pod tytułem: „Dlaczego źle jest zabijać żydów?” I tak, w sytuacji, gdy wszyscy na świecie wiedzą, że dobrze jest zabijać żydów (i w ogóle zabijać) twoja teza obwarowana zadaniami warunkowymi, np. że źle jest zabijać, bo są nosicielami postępu i filozofii (ale nie roznosicielami czarnej śmierci i wszy, które to rzeczy są roznoszone przez nich przy okazji ich cywilizacyjnych peregrynacji) przeczytają z uwagą twój wyważony głos, dlaczego dobrze jest zabijać… a mimo to z ludzkiego punktu widzenia przecież jest żal i sumienie wzdryga się przed zbrodnią, jako lepsza część naszej natury, opisanej pozytywnie w podręcznikach z kryminologii, jako ta, która powstrzymuje naszą wolę i pragnienia od zbrodniczego czynu.

Podobnie jest z Pańską poezją, Panie Zygmuncie. Czytając wiersze, Pańskie (i podobne jak Pańskie), myślę, że Bóg jest daleko i ma koźle rogi, natomiast serce piekła jest blisko, w piersiach kochanki.

Dzieje się to częściowo pod wpływem lektury! Lektura i proces myślowy jaki się przy tym odbywa mnie w tym utwierdza.


Przechodziłem różne fazy w pojmowaniu i zachwycaniu się poezją - nawet w sposób ponury, odpychający, widząc wszystkie jest nędzne usiłowania zakrycia własnej umysłowej nędzy, niedoboru wyobraźni… ale, przecież w końcu musimy stać się dorośli i… zobaczyć rzeczy takimi jaki są.

Dlatego wydaje mi się, że tak jak św. Paweł powiedział: Kobiecie nauczać nie pozwalam – my powinniśmy mówić: Kobiecie wierszy pisać nie pozwalam. Nie jest to zależne ode mnie i nie ja to wymyśliłem, ani też nie jestem jakimś anty-człowiekiem widzącym w kobiecie wroga. Co więcej lubię kobiety, jestem typowym samcem, który nie lubi wkładać (nigdy tego nie zrobiłem) kobiecie do dziury, która nie jest do tego przeznaczona, natomiast zawsze uważałem, że należy spuścić gdzie trzeba, zrobić swoje i lecieć do roboty. Nigdy też nie byłem chętny do zdrady. Kobieta mogła na mnie polegać. Niestety – ja nigdy nie mogłem polegać na kobiecie! Chyba chwilowo „zalegać” – to wszystko. Na tym się kończyła do mnie ich lojalność. Niewiele kobiet rozumiało co mówię i musiałem z nimi rozmawiać jak z małymi, aczkolwiek zboczonymi i okrutnymi dziećmi.

Jeśli przeczytam w całości Pańskie wiersze z projektowanego tomiku, to mogę tylko opisać je według powyższego paradygmatu, chyba że mnie przekonają (wiersze), że jest inaczej. Tym bardziej, że widzę, wśród wielu innych poetów, Pana jako tego, który jest najbliższy egzystencjalnej prawdy o człowieku w naszej sferze tu i teraz, gdzie „Bóg jest daleko i ma koźle rogi, natomiast serce piekła jest blisko, w piersiach kochanki”.
Dlaczego nie jest odwrotnie? Bo chyba kobiety inaczej odczuwać, myśleć i pisać nie potrafią jak tylko: Mój bożek jest blisko, a jeśli jest daleko to cierpi na tym mój egoizm, natomiast piekło jest w sercu mojego kochanka i nawet gdy mu się bezkrytycznie oddaję, to "pamiętam o ostrożności”. Wierszy, w których kobieta się skarży na swój upadły (w każdym sensie) los i status (anioła?), jest bardzo niewiele. Jakby w swej judaszowej naturze nie dostrzegała własnej nikczemności.

Mój Boże, Mar chce być Pańską żoną. To za mało! Ona powinna chcieć być Pańskim mężem! Wtedy by to znaczyło, że coś rozumie z prawdziwej natury człowieka, który jest androgeniczny. Jak u Platona. Inaczej nie będzie prawdziwego połączenia i prawdziwej zgody, tylko choroba umysłowa (pisze o tym Jung, Adler, Maslow, Horney itd.)

Młodzi chłopcy (i nawet starzy) i dziewczęta piszą w wierszach: chciałabym, to lub tamto, tak lub siak, jestem tym, ty tamtym, och, ach, jeszcze, może, nie wiem… porównują do rzeczy, do siebie, do świata – nie wiedząc, że są nicością. Zamiast się smucić i zarazem cieszyć… Nie wiedzą, że ich tzw. poezja, miłość, nadzieje, wola, pragnienie etc. są pustką i ta pustka jest genialnie fascynująca. To znaczy, widzieć rzeczy odwrotnie, jak się one przedstawiają. Ale to widzenie pustki mają tylko ci, co ulegli chorobie pospiesznego i całościowego widzenia. Jak Pan. Wtedy nie ma czasu na dostrzeganie zwodniczych szczegółów.

Początkowo myślałem, że Pan siada i mozolnie „kombinuje” wiersz, jakby tu wymyślić, żeby było „ładnie”… Natomiast teraz nabieram podejrzenia, że „Pan musi”, że Pan wyrzuca z siebie, często w sposób niekontrolowany, jak automat. Gdyby tak było i ta poezja była mediumiczna, to byłoby cenne i piękne. I rokujące rozwój na przyszłość. Boy-Żeleński powiedział o twórczości Rabelaise'a że pisze w sposób tak naturalny, jakby srał (piękne!). Trafne i głębokie.

Wtedy się „nie myśli” ale zarazem, ten kto ma odwagę myśleć! Wolę nie rozwijać tematu, a przecież nurt skatologiczny w myśleniu poetyckim jest chyba najważniejszy, tylko spychany w podświadomość i nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wtedy odbyt myśli! Wtedy myśli (z odbytu – to nie makabryczny żart – pamięć tkankowa i te rzeczy) potrafią być najszczersze i najpłodniejsze, byle je przenieść (na stałe?) do mózgu (przez rdzeń kręgowy). Potrafią nas pogodzić z samym sobą i ze światem (mistyki i metafizyki razem). Co za komunia i symbolika! Natomiast podczas orgazmu, złączeni z męskością i kobiecością i z kosmosem, przeżywamy boską ekstazę, łącząc się z Bogiem, ale jest to doznanie w stanie narkotycznym i nie da się przenieść do ratio naszego umysłu. Do ratio, które jednak rządzi (lub może rządzić) naszą upadłą naturą. Wszakże po wygnaniu człowieka z Raju, Bóg powiedział do Kaina, gdy ten zabił Abla: "Grzech w drzwiach leży, a ty nad nim możesz panować!” I to „możesz” (w staro aramejskim: timszel) jest możliwe dzięki ratio. Które (ratio) chyba obiektywnie istnieje!


Pisze o tym dlatego, że poezja nie jest dla głupców i jeśli mam napisać (może tak będzie a może nie dam rady) coś istotnego o waszym (razem z Mar) poetyckim dwugłosie, to nie mogę kłamać, że matka, że ojciec, że szwagier… kiedy w istocie nie ma żadnego ojca, matki ani szwagra… Tak zresztą pojmowali te sprawy poeci hiszpańscy, francuscy, włoscy, żydowscy… mający wpływ na następne pokolenia ludzi myślących (a nie nowoczesnych – w swoim czasie - idiotów).

Uważam i szukam w każdej poezji tajemniczego połączenia z poezją takich duchów ludzkości jak Słowacki, Racine, Calderon de la Barca. Tristo de Molina…(a przecież pierwszy był panteistą a tamci mnichami) i (nie wiem jak to jest, ale tak jest) te tajemnie kanały w Pańskich wierszach widzę i odnajduję. Wszystko jednak zależy od tego kto widzi, co widzi i jak patrzy. Na koniec myślę, że cenne jest to, że się Pan intelektualnie nie sili na uzasadnienie dlaczego kamień jest Pańską poezją a poezja kamieniem. Gdyby Pan usiłował to robić, byłby Pan spalony. Pan nie próbuje tłumaczyć rzeczy oczywistych i to jest istotą poezji i jej moralności. Życzę Panu zdrowia. Amen


Zygmunt Jan Prusiński Madryckie ścieżki poezji - Część IV


_____________________________________


Wiersze na topie:
1. Dla krowy (14)
2. Nielubiana P Julito (11)
3. Kamilko jesteś znacząco osobą (11)
4. Kamilko kochasz ludzi (11)
5. Kierujesz zasadami sprawiedliwości (11)

Autorzy na topie:
1. darek407 (2029)
2. wiermal (309)
3. GAJA (281)
4. grazyna (216)
5. Super-Tango (162)
więcej...