Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (41)

Nowi autorzy:
- 3emmac84100re5
- 1sophiec291ya4
- 2charlottec832rN9
- 6adriane61100rL9
więcej...

Ostatnie komentarze:
moskaliki limeryki i lepieje
- Pióro Amora
Uśmiech.
- niteczka
NIE MAM DLA KOGO
- niteczka
Uśmiech.
- Noami
więcej...

Dziś napisano 470 komentarzy.

Pinakoteka ciemności

Pinakoteka ciemności

Pachniała ziemią, słońcem i wiatrem. Kwietniową skibą budzącą się do życia, stęsknioną ziaren, marzącą o tchnięciu nowego istnienia w pierwiastki roślin. Niecierpliwą ruchu, jaki w niej zapoczątkuje odwieczny cykl. Nagrzana ostrym, wiosennym słońcem i czekająca na osuszający powiew ciepłego wiatru. Pachniała przyrodą.
Trzymałem ją za rękę, wędrując przez tę dziwną krainę. Czerwona trawa łąki zdawała się płonąć. Rozgarniana naszymi stopami ścieliła się z sykiem, jakby ogień gniewał się, że go depczemy. Pobliskie krzaki czarnego bzu okadzały duszącym zapachem słów, które mój mózg tłumaczył: Co robisz? Dokąd ją zabierasz? Jej miejsce jest zupełnie gdzie indziej. Zapłacicie obydwoje za tą podróż.
Czy słowa mogą mieć zapach? Mogą. Mogą mieć kolor, wyglądać różnie – dystyngowanie, jak we fraku i cylindrze, lub nonszalancko, w podartych dżinsach i powyciąganym T-shircie.
Kocham cię – te mają wygląd wariata poprawiającego poły smokingu i zawiązującego sznurówki w starych adidasach. Są niebieskie jak jej oczy i otulają feromonami dojrzewającej szesnastolatki.
Masz trzydzieści parę lat.
Ja pięćdziesiąt trzy.
Wąska i kręta ścieżka prowadzi pośród szmaragdowych wzgórz. To dziwne, bo obok nas przebiega szeroka, wygładzona droga, po której przesuwa się tłum ludzi. Dziwnie znajomych. I ty, i ja, rozpoznajemy twarze, kłaniamy się, machamy ręką na powitanie, a oni nic. Mijają obojętniem, albo patrzą z politowaniem lub ledwo maskowaną pogardą. Nie dla nas ta droga i akceptacja towarzystwa tłumnej podróży.
Chcecie kurzu, wybojów i szlabanów? Płacić myto na każdym skrzyżowaniu i tłumaczyć się z celu przed każdym pieprzonym policjantem zatrzymującym do kontroli? Oglądać się wiecznie ze strachem, bo może ktoś dogania, przeładowując w pośpiechu wielkie „magnum”? A znacie chociaż cel? – zdaje się pytać ich wzrok.
Tak i nie.
Nasza droga jest prosta i zawsze prowadzi we właściwym kierunku. Czemu nią nie idziecie?
Nie wolno nam. Łamiemy zasady ruchu. Ale jest piękna. Popatrzcie...
Na poboczu rosły przedziwne, tęczowe kwiaty. Splatały się jak dziki bluszcz. Rosły szybko owijając się łodygami, delikatnie muskając kosmkami. Drżały wtedy w jakiej ekstazie, obijały kielichami kwiatostanu, wydając srebrne dźwięki dzwonków. Nuty tęsknoty. Zapach tęsknoty. Wygląd tęsknoty. Piękne.
Dziwna kraina.
W oddali las. Mieszany. Pokręcone sosny, strzeliste buki pokryte raczkującą zielenią i strojne w iglaste suknie, jodły. Po wejściu do niego ogarnął ich zapach butwiejących liści i mokrego poszycia. Ale powietrze było kryształowe, samo pchało się do płuc. Docierając krwiobiegiem do mózgu odpalało pokłady dopaminy. Zamknąłem oczy i przytuliłem ją. Świat zredukował się do przestrzeni między naszymi ustami. Malutki, ale strasznie gęsty świat.
Czyjaś ręka na ramieniu spowodowała, że otworzyłem oczy. Stał przede mną brodaty mężczyzna w długiej szacie, skórzanych ciżmach i w śmiesznej Cappucino z nausznikami.
Dlaczego tędy idziecie? Przecież jest wygodna droga?
Czasami trzeba iść trudniejszą.
Po co?
Żeby dojść do nieba. Tamta droga tam nie prowadzi. Jest drogą obowiązku, powszedniości i zasad. Można nią wygodnie iść, ale tam nie ma miejsca dla wariatów. I niepotrzebnie zakochanych.
I sądzicie, że ta was tam doprowadzi?
Tak.
On uśmiechnął się i podrapał po brodzie.
Czyż nie jest tu wkoło pięknie? Właśnie jak w niebie?
Rozejrzałem się zdumiony. No faktycznie, te drzewa, kwiaty, powietrze... Dwa różnobarwne słońca wiszące nad głowami...
Mężczyzna podniósł się.
Ruszajcie.
To dokąd w końcu prowadzi ta droga?
Do waszego miasta. Tam się jeszcze spotkamy.
Wszedł na drogę, schylił się i podniósł dwa kamienie.
To na szczęście. Dopóki będziecie je mieli, będziecie razem.
Wzruszyłem ramionami.
Zwykłe, szare kamienie?
Nigdy nie wiesz, co jest twoim szczęściem. Czasami najbardziej prozaiczna rzecz na świecie zamienia się w coś innego. Niech każde pilnuje swojego.
Ruszył w stronę lasu, ale przystanął na chwilę i obrócił się.
Aha, i nie śpieszcie się. Niebem jest ta droga, a nie cel.

Miasto też było dziwne. Stare kamieniczki połyskiwały czerwonymi dachówkami i mrugały znajomo szybami w skrzynkowych oknach. Odblask dwóch słońc wydobywał z nich witrażowe efekty. Tylko patrzeć jak się Madonny będą w nich ukazywać! Pomiędzy nimi wyrastały szare pudła socjalistycznych bloków z wielkiej płyty. Zadziwiający melanż starości i siermiężnej współczesności moich lat. Wszystko to pasowało jak pięść do nosa. Ulice też jakieś eklektyczne: kocie łby, kostka i za chwilę połatany asfalt.
Całość trochę znajoma, trochę obca.
Przemykaliśmy wąskimi uliczkami z dala od głównych arterii i tłumów. Na widok przechodnia odwracaliśmy się do ciemnych ust bram lub przechodziliśmy na drugą stronę ulicy. Skąd ta niechęć i strach?

Czekał na nas na skrzyżowaniu. Cały czas w tym śmiesznym stroju, taki niedzisiejszy, stary, pachnący pleśnią i historią.
Chodźcie.
Weszliśmy w czeluść bramy i szliśmy tunelem. Ściskałem coraz mocniej jej rękę. Czułem, jak staje się gorąca i mokra od potu. W ciemności widziałem oczy połyskujące białkami. Wielkie, wystraszone. Mnie samego ogarniał nieuzasadniony niepokój pełzający po trzewiach i przenikający falami do mózgu.
Wreszcie światło. Podwórko otoczone ścianami kamienic, drzwi na pierwszym piętrze i znajomy zapach zalewajki i smażonego schabowego.
Jesteś u siebie.
Wszystko mi mówiło, że tak. I nie. Znowu dziwne miejsce i uczucie. Wszędzie pełno luster i obrazów.
Rozgość się. To twój dom.
Stałem bez ruchu.
Możesz mi trochę spraw wyjaśnić?
Jeśli tylko będę umiał.
Gdzie ja jestem? Co tu się dzieje? Nie znam tej pięknej krainy, niektórzy ludzie wydają się znajomi. Część twarzy pamiętam dobrze, niektóre jak przez mgłę, niektóre są całkiem nieznajome. Podobnie z otoczeniem. Część miejsc pamiętam, część, nie. Czegoś się boję. Wszystko tu trochę inne – piękne i straszne. Trafiliśmy do jakiegoś wybrakowanego nieba stworzonego przez psychodelicznego Boga?
Ty zostań – zwrócił się do niej. – I poczekaj. Ktoś się tobą zajmie.
Poczekaj chwilę. – Dotknąłem jej brzoskwiniowego policzka. Miała delikatny meszek jak ten owoc. Musnąłem go ustami, a on załaskotał delikatnie nerwowe końcówki warg. Przytuliłem dziewczynę do siebie jakoś tak mocno. Nie wiem, czemu tak.
Spojrzałem w lustro i odsunąłem się gwałtownie.
To lustro... – wychrypiałem.
Tak?
Nie ma jej w nim. Jestem sam.
A co w tym dziwnego? To twój dom, to i odbicie twoje. Ona zobaczy siebie w swoim domu. W swoim lustrze. Chodź już.
Wyjąłem z kieszeni kamień i położyłem go na szafce stojącej obok. Ona położyła swój.
Pierwszy pokój i lustro zajmujące całą ścianę. Naprzeciwko ogromny obraz Boscha „Piekło”. Poskręcane sylwetki w paroksyzmach bólu i strachu. Uwijające się diabły i porozrzucane narzędzia tortur.
Dziwny gust Boga. Nawet jak na wybrakowane niebo.
W krysztale zobaczyłem pochyloną postać w masce maszkarona. Sterczał z niej długi nos z drewna. Obróciłem się na pięcie i ten w lustrze zrobił to samo. A więc rzeczywiście odbicie.
A cóż to jest? Wyglądam jak jakiś Pinokio.
Jesteś Pinokiem.
Bo kłamię?
Bo kłamiesz i masz dobre serce.
W sąsiednim pokoju wisiało następne, oprawione w ciężką, złoconą ramę. Obok „Mapa piekieł” Botticellego. Znowu chaos postaci, porządek kręgów i szaleństwo kary.
W tafli mały, jasnowłosy chłopiec kuli się na śniegu, pocierając zgrabiałymi palcami zapałki o draskę. Chwilowy płomień, trochę światła, ciepła i mrok. I znowu... i znowu. W pudełku tylko kilka zapałek.
Znam tego chłopca. Widuję go w moim albumie z dzieciństwa.
Tu coś się nie zgadza. Nie jestem dziewczynką. Marne nawiązanie do baśni.
A jakie to ma znaczenie? Tak samo marzysz w nędznym świetle zapałek. Tak samo marzniesz w ich złudnym cieple. A ile ich jeszcze masz w pudełku? Ty już nawet pudełka nie masz.
I tak wędrowaliśmy: Dali, Memling, Delacroix, Durer i Brzydkie Kaczątko, które nigdy nie stało się łabędziem, Kubuś Puchatek, który uwielbiał miód. Najlepiej pitny. Jaś skopany po tyłku przez puszczalską Małgosię, czy Kot w butach, mający wysokie mniemanie o sobie, a pozostający tylko wyleniałym futrem bez własnego przypiecka.
Krążyłem zafascynowany, zapominając o wszystkim.
Doszliśmy do wielkiej jadalni. Oczywiście pełnej luster i obrazów. Na wielkim, dębowym stole stała błękitna zastawa. Z przyjemnością wciągnąłem w nozdrza zapach ulubionych potraw.
Gdzie ona?
Nie ma. Mój przyjaciel odprowadził ją do siebie.
Bez pożegnania?
Pożegnania są smutne. Po co więcej smutku, niż człowiekowi jest przypisane.
Potem ją znajdę.
Z kuchni dobiegał gwar znajomych głosów.
Kto tam jest?
Nie poznajesz? Twoja żona i dzieci.
Rozsiadł się wygodnie na krześle.
Dokończmy wyjaśnienia. Wszystko, co widzisz i spotykasz, to twoje wspomnienia. Życia, snów, marzeń, przeczytanych książek, ulubionej muzyki. Niektóre są świeże i wtedy pamiętasz je dobrze, stare są wyblakłe i schowane za mgłą. Miejsca też są projekcją pamięci. Byłeś, śniłeś...
Chwileczkę. Niektórych nie znam na pewno. Nic mi nie mówią.
To jej świat wspomnień. Połączyliście je. Wyjątkowo silnie związało was uczucie. Ale to nie zmienia faktu, że jest niemożliwe. Ten świat czasu, w którym jesteśmy, też składa się z ludzi. A tam, gdzie są ludzie, obowiązują ludzkie zasady, normy, moralność czy obowiązek. Piękno nie zwalnia nikogo od ich przestrzegania. Nie chcieliście iść szeroką drogą z innymi, ale nie myślcie, że dzięki temu jesteście ponad nich.
Splótł ręce i położył je na blacie. W pobrużdżonej wiekiem twarzy widziałem konglomerat stanowczości, rezygnacji i zamyślenia. Rozterki? Wątpliwości?
Gdzie ona jest?
Już mówiłem. W swoim domu. Z mężem i dziećmi. Jedzmy.
Znajdę ją.
Próbuj. Cuda zdarzają się niezależnie od miejsca, gdzie jesteś. Nawet w krainie nieskończonego czasu, czasami zakrzywia się czas i przestrzeń. Tylko po co? Świat widział tyle rozstań, cierpień, łez, goryczy i trwa. Z waszym też będzie istniał.
A nasza miłość?
Tu nie ma to znaczenia. Mieliście swoje niebo. Mówiłem, że jest nim droga, a nie cel. Jedzmy, bo wystygnie.
W milczeniu zdjąłem pokrywki z zastawy. Kurwa mać! Zupa dyniowa i królik z brokułami! Nienawidzę tego!
Co jest? W cały domu tak pięknie pachniało!
Nic nie jest takie, jak się wydaje. Nie tutaj i nie tobie.
Zerwałem się od stołu i pobiegłem do przedpokoju. Do dupy to wszystko. Muszę biec do niej. Tylko adres. Adres.
Jaki adres?
Stał za mną. Przygarbiony. W jego oczach widziałem współczucie.
Na szafce leżał kamień. Jeden. Nie był już szary. Lśnił niesamowitym blaskiem. Grały w nim załamania światła, refleksy kolorów iskrzyły ciepło, pieszcząc oko, wwiercając się w głowę i wywołując dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Czysty diament!
Co to jest?
Twoje najpiękniejsze wspomnienie.
Do dupy z takim niebem! – Szarpałem drzwi, które nie chciały się otworzyć. – Jest pięknie, kolorowo i przewidywalnie. A nic nie jest tak, jak chcę. Nawet jedzenie. Nie chcę. Wsadź sobie gdzieś ten kamień. Ją chcę. Nawet Bóg nie może być takim popaprańcem, żeby stworzyć coś takiego... bezdusznego.
Złapał za moją rękę szarpiącą drzwi.
Niebo nie jest skrojone na miarę twoich oczekiwań, tylko tego, co robiłeś. Zresztą... – parsknął – to ty cały czas mówisz o niebie.
Wykonałem kilka głębokich oddechów. Nacisnąłem ponownie klamkę. Cholera, te drzwi otwierały się do środka.
Dawaj adres.
Pokręcił przecząco głową.
To nie jest miejsce, o jakim myślisz. Tu nie będzie dobrze.
To gdzie ja jestem, do kurwy nędzy?!
W najgłębszej czeluści piekła. Nawet ja się nie odważyłem opisać tego kręgu... Aha, nie przedstawiałem się. Alighieri. Dante Alighieri.
Musiałem mieć strasznie głupią minę.
Nie ma nic gorszego, niż cierpieć w otoczeniu piękna, znajomych twarzy i miejsc. Mieć szczęście na odległość ręki i nie móc dosięgnąć. Dziesiąty krąg. Nazywa się „Niespełnienie”.

Dwa słońca pieściły moją twarz. Pod zamkniętymi powiekami wirowały kolorowe kręgi. Ludzie przemykali obok mnie, potrącając i mrucząc pod nosem, że blokuję przejście. Idźcie już. Omińcie i nie zwracajcie uwagi.
Ruszyłem przed siebie. Cuda się zdarzają. Nawet na samym dole piekła.

*
– Witaj Madzik. To ja…
Napisz do autora

« poprzedni ( 67 / 98) następny »

puszczyk

dodany: 2020-11-24, 20:51:03
typ: inne
wyświetleń (77)
głosuj (4)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

AM-arylis 2020.11.25; 09:24:42
Dziękuję i czekam na następne.


Pozdrawiam - Gośka

puszczyk 2020.11.25; 09:09:05
Życzyła sobie pani pro,y poetyckiej to jest:)

AM-arylis 2020.11.25; 06:55:34
p.s. bardzo dobry tytuł.

AM-arylis 2020.11.25; 06:54:49
Przeczytałam dwa razy, bo zazwyczaj czytam Twoje teksty powtórnie, żeby nic mi nie umknęło.

Piękny kawałek prozy poetyckiej.

Po lekturze pomyślałam o życiu, które potrafi być piekłem bez piekła i niebem bez nieba. Może naprawdę wszystko zależy tylko od nas, i od tego kamienia, który albo zamieni się w diament, albo pozostanie na zawsze kamieniem.



Pozdrawiam z podziwem - moc amarylisków

puszczyk 2020.11.25; 05:30:27
Odzdrawiam z tamtego świata.

lucja.haluch 2020.11.25; 05:27:05
Wędrowałam z Tobą ale widziałam swój świat, niezwykle sugestywnie otwierasz drzwi wspomnień...Dziękuję za dobre chwile czytając opowiadanie...Plus+
Pozdrawiam z tu i teraz...

puszczyk 2020.11.25; 03:05:56
Dzięki

Beata B 2020.11.24; 23:38:45
Dobry do końca nie wiedziałam co będzie dalej czyli z nią się nie mógł spotkać?
to jak scenariusz do filmu, w wersji filmowej jakby taki powstał.

Skojarzył mi się bardzo dobry film What Dreams May Come z 1998r. (MIĘDZY PIEKŁEM A NIEBEM) z Robinem Williamsem i Anabella Sciorra
https://www.filmweb.pl/film/Mi%C4%99dzy+piek%C5%82em+a+niebem-1998-538

Pozdrawiam:-)

puszczyk 2020.11.24; 21:29:32
Bo to proza poetycka, ale proza życia.
A życie mówi różnym językiem.
Takim też.

puszczyk 2020.11.24; 21:21:29
Fajnie.
A dlaczego ciekawy? :)

pasjonatka 2020.11.24; 21:20:52
Przeczytałam uważnie twoje opowiadanie, bo bardzo mnie wciągnęło. Treść naprawdę bardzo intrygująca i przedstawiona w nie banalny sposób. Tylko w zasadzie mam małą uwagę, z tego nietuzinkowego klimatu nagle wytrąciło mnie pospolite przekleństwo, a potem kolejne. Może dałoby się te psujące klimat słowa jednak zastąpić innymi. Jesteś bardzo zdolny i wiem, że potrafisz. Pozdrawiam i w pełni zasłużonego plusa zostawiam :-)

Halinka 2020.11.24; 21:17:25
Ciekawy tekst+


Wiersze na topie:
1. Poniedziasłkowa spowiedź (32)
2. Zalotny gest wiatru (31)
3. W otwartym oknie nasza miłość (31)
4. Cała ona dziewczyna w brzozach! (30)
5. Ostrożnie z tym spojrzeniem (30)

Autorzy na topie:
1. wie.rut (710)
2. HKH (287)
3. zeska winij (268)
4. ArchiVista (256)
5. zygpru1948 (245)
więcej...