Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (22)

Nowi autorzy:
- hummingbird
- Pikson
- Kris26
- mpikus
więcej...

Ostatnie komentarze:
Po prostu
- Litawor
KWIAT ROZKOSZY
- wtórny latawiec
Jesienne grzanie
- Litawor
Kolka. Opowiadanie
- gośka26
więcej...

Dziś napisano 144 komentarzy.

Najpierw twoje ciało w modlitwie

Najpierw twoje ciało w modlitwie

Zygmunt Jan Prusiński


NAJPIERW TWOJE CIAŁO W MODLITWIE

Monice Lebie


Kobieta - nie zawsze jest kobietą.
Feministki w moim Kolczastym Lesie nie goszczą,
to zasada poety z Północy.

Jesteś Moniko zaproszona na ten taniec nocy.
Ubierz czarną sukienkę - oprowadzę tam,
gdzie będziesz szczęśliwa.

Ze wszystkich nocy ta będzie ważna.
Opowiem ci na czym polega miłość z poetą,
będziesz ją pamiętać zawsze.

Ominiemy przeszkody czyhające na drodze.
Księżyc będzie ją świecił - jak latarnik
moje niepewne brzegi jutra.

Zamoczę usta w twoich piersiach. -
Podobnie jak spragniony mój kot Czarek
pije z kałuży swoje odbicie...

Tak mu się zdaje - wciąż waleczny
w swym małym świecie też ważnym.


24.08.2010 – Ustka
Wtorek 17:02

Wiersz z książki "W krainie cieni"


autor ZJP
https://m.salon24.pl/b0a3d4bc9607008ad82f078a5a4c1902,860,0,0,0.jpg


Muza
https://www.zishy.com/uploads/thumbs/Kayley/single_050_174725190248000.jpg?1543250700
Napisz do autora

« poprzedni ( 1217 / 1776) następny »

zygpru1948

dodany: 2018-12-08, 05:20:03
typ: życie
wyświetleń (161)
głosuj (34)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2018.12.08; 12:26:23
Zygmunt Jan Prusiński


Moj artystyczny fotoblog

https://zygpru1948.flog.pl/

zygpru1948 2018.12.08; 06:22:53
Bajeczna Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/46523645_2299198403486034_2721078772353728512_n.jpg?_nc_cat=106&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=4fca94f870f41796dc65feca4d5b5584&oe=5CAB8CDC

zygpru1948 2018.12.08; 05:57:42
W KRAINIE CIENI - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura

Zygmunt Jan Prusiński

PIÓRO MOJE PISZE O TOBIE

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/916167,w-krainie-cieni-czesc-iv

zygpru1948 2018.12.08; 05:56:25
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

03.01.2012 00:08


@Mar Canela.

Miałem co innego robić, ale gdy zajrzałem do waszego blogu, to zaraz we mnie zawrzało. Przecież to co wy tam wyprawiacie, to tego by Johann Wolfgang von Goethe w swoim Fauście nie wymyślił. Pani jest super czarownicą a przynajmniej jest w Pani potencjał. Pan Zygmunt mnie martwi w tym garnku czarownic, bo się na Fausta nie nadaje. Ta zastraszona figura (on się najwyraźniej Pani, a może nawet kobiet, boi), to raczej kochanek z „Cierpień Młodego Wertera”. Ale i w Fauście Goethego bohater był zagubiony. On chciał być tylko kochany i wiecznie młody, ale właściwie to był naiwny, aż Szatan nie znajdując w nim partnera go zabił.

Pani Małgorzato, wcale nie jest oczywiste, że ja jestem autorem słów z jakiegoś bulwersującego od Pani listu (którym się, pan Zygmunt bulwersuje), pod którym się podpisał Zelkan. Zelkan to nie Skręt, Skręt to nie Karol. Teraz pisze Skręt, czyli fikcyjna osoba, kreująca jakieś podmioty liryczne w swoim tekście, i nic więcej (ale na zdjęcia Pani patrzy i „podnieca” się nimi Karol). Sztuka epistolarna jest jednym z działów wiedzy o literaturze i tekstologii, bardzo odmiennym od np. prozy lub poezji. Chociaż można ją włączyć w ramach wielkiego do podziału w rozważania o liryce (nie o dramacie). Dlaczego to takie ważne? Bo inaczej istnieje intencjonalnie dzieło z rodzaju dramatu a inaczej z rodzaju liryki (i jednocześnie prozy). Wiec czy to ja pisałem (podniecony!) o tym do Pani, że mężczyzna podczas, miłosnego zespolenia (stękania, drapania, i to odpowiednio wyprofilowanymi paznokciami, przez kobietę (czego poucza – nie bezzasadnie! - Kamasutra), czy jakiś anonimowy Zelkan?

Po to istnieją pseudonimy, żeby mężczyzna się odważył! Tylko w chwili orgazmu i śmierci mężczyzna może powiedzieć, „tak, to byłem ja, który cię kochałem”! I tu chodzi o zupełnie inną miłość, bo idealną miłość, która wszystkie góry i chmury przekracza, który kasuje upływ czasu. Są takie filmy, które za temat mają spotkanie miłosne ludzi, po wielu latach niewidzenia się, którzy kochali się od wczesnej młodości ale zostali rozłączeni przez rodziców, los, przypadek etc. i dopiero na starość, jako pomarszczeni kochankowie odnajdują z powrotem swoje młodzieńcze, utracone piękno. I jeszcze tym więcej się kochają


Czy nie ma Pani nikogo takiego w swym sercu, którego pokochała w wieku 17 lat i nie może go zapomnieć? Otóż nic straconego, sztuki ezoteryczne i wiedza tajemna mówi: „to co zaginęło, odnajdzie się! Kto wie, czy nie jest tak, że wszystkie nasze miłości dorosłego życia są poszukiwaniem, tamtej pierwszej fascynacji, która jest nieśmiertelna i odnajdzie się w drugim życiu.

A co do listu niejakiego Zelkana do Pani, to pana Zygmunta oburzyło chyba, gdy Zelkan pisał, że mężczyznę najbardziej podnieca wyraz ust kochanki, które reagują na jakość i siłę pchnięć jego prącia. Oczy mogą kłamać, oczy mogą się ukrywać i unikać kontaktu, ale usta połączone wiązką nerwową tą samą która przewodzi impulsy z obszarów łonowych, powtarza bezwiednie to co i tamte wargi. To jest po prostu fizjologia podporządkowana ludzkiej świadomości, psychice i ludzkiej duszy.
A gdyby Pani (nie wiem czy Pani nie uprawiała) spróbowała seksu tantrycznego, sensu stricte, gdy w miłosnym umieraniu, w zwolnionym oddechu a nawet bezdechu, gdy serce zamiera i staje, a nasze ciała i my sami są dotykane przez inny rodzaj istnienia, przez „zupełnie OBCE” (nie tylko nasze ręce) bez kształtu, mowy i rodzaju płciowego i to to mówi nam prawdę o nas, a przeżycie obecności kochanka jest tak „dosadne”, że nie chcemy żeby „to się skończyło” i to jeszcze trwa w nas bardzo długo i czyni nas wyjątkowymi, jakby pół-bogami…! Co zaś ciekawe ze strony anatemo-fizjologicznej, to o wzwód kochanka ani o pochwicę kochanki, nie ma się co martwić bo, to wszystko się w cudowny sposób dopasowuje pod względem wielkości, głębokości, objętości, smarności, lepkości, wrażliwości etc. To w ogóle nie ma znaczenia, bo wtedy jest wszystko we wszystkim.

A pan Zygmunt rozdrabnia to (niepotrzebnie – zamiast szukać jedności) na atomy, noga (w drugiej zwrotce) tu, łechtaczka tam, oko patrzy krzywo, ręka zawadza (moja poetycka żono), kolczasty las kłuje, kot miauczy (zdenerwowane krzykiem pająki, biegają jak szalone, na niczym, na własnych myślach się skupić nie można), i ta cholerna obawa o wulgarność… zamiast szukać jedności. Zamiast zapomnieć o szemranej (bo użytkowej) „poezji”. „Poezja” to jego zguba!

Zamiast myśleć o kobiecie, to on myśli o „poezji”. To nie czytelnik ma rozumieć o co kochankowi w wierszu chodzi, tylko jego kochanka. Ja nie jestem poetą, ale, pisałbym do Pani nie jak do poetyckiej żony, ani do księżniczki Andaluzji, ale jak do kobiety, cycatej baby, którą chciałbym mieć jak mężczyzna, pomimo że ma Pani męża i dzieci etc. (ile jest tam tych dzieci do jasnej)? Nie przeszkadzałoby mi, że Pani jest gdzieś tam daleko, to nie ma znaczenia, że Pani ma męża, to betka, nawet podniecające. Przywoływałbym Panią (również w wierszu): „Margośka, chodź tu"! Sprzedam ostanie kolekcjonerskie pieniądze (jakie mam na czarną godzinę), a pojadę do ciebie i dorwę cię, choćby na klatce schodowej i wyłabudam choćby na klamce od drzwi, w tej twojej pieprzonej, przeklętej Maladze (co za seksualne słowo! MALAGA)!
A skąd Pani wie, że to nie Skręt ale Karol tak nie myśli? Albo że tak nie zrobię? A są ku temu ważne charakterologiczne i metafizyczne powody, bo już jakieś nici (tej dziwnej pleśni) zostały z Pani „grzybni” wynicowane w stronę mojego „kapelusza”.


Wracając do pana Zygmunta, to w miejscach gdzie powinien się wysilić na ujawnianie wstydliwej prawdy, tego co myśli i czuje (że go pizdeczka męczy), to on wsadza w to miejsce słówko „poezja”. Chyba że go (pizdeczka) nie „męczy”, to jeśli go nic nie męczy, to po co się wygłupia, po co pisze „poezje” i „erotyki”, w których nie ma erotyki? I znów, do diabła, mówiąc o erotyce nie mam na myśli wulgarności, tylko szczerość. A poezja jest po to, żeby unikając wulgarności, w elegancki sposób wyznać kochance najtajniejsze pokłady szczerości i nikogo nie urazić, ani nie obrazić, ani siebie nie narazić na śmieszność. No, ale najpierw trzeba mieć (na oku lub w umyśle, albo w sercu) kobietę, która choćby była królewną z Malagi i miała męża i dzieci, to była kobietą określoną, z krwi i kości, która czuje do faceta albo obrzydzenie, albo lekceważenie, albo obojętność, abominację, albo lęk, albo ostrożność, albo gęsią skórkę, albo podrażnienie, albo, dziesiątki innych kombinacji… ale musi nastąpić taka sytuacja, że jedno z nich, albo oboje (z potencjalnych kochanków) czują tą niewygodną sytuację, że się „gniotą” w jednym pudełku, który jest rodzajem jakiegoś feblika, że coś ich uwiera jak ciasny but, że owszem, „ja się nim brzydzę i nigdy bym się z nim nie położyła do łóżka, ale przyjemnie jest o tym myśleć, że się tak brzydzę tym nikim, że wstrząsa mnie na samą myśl, żebym się z nim położyła i rozłożyła draniowi nogi".

Fuj, ale wspaniałe FUJ! Aż coś wstrząsa (niczym zakonnicą) w podbrzuszu.
A przecież Pani wie, że nie co dzień dane są takie autentyczne i wyraziste przeżycia kobiecie, która umiera i usycha z nudów we współczesnym świecie. Niby się robi jakieś blogi, pisze jakieś wiersze, ale wciąż czeka na Godota - coś podobnego co sztuka napisana przez Samuela Becketta. Proszę sobie odpowiedzieć, czy się Pani cieszy, że jutro przyjdą nudni goście i ten safanduła znów będzie ględził, to samo co wczoraj, w czwartek-piątek i przedwczoraj?
Chodzi wiec o to, żeby nawet w „poezji różowej sypialni” było jakieś „COŚ” a nie poetyckie wymyślone NIC. A u pana Zygmunta często jest NIC. Różowa Próżnia.

Dlatego ja się tak cieszyłem, gdy pan Zygmunt jako podmiot poetycki był w tej Maladze (szukając Pani z prawdziwej usteckiej, polskiej tęsknoty) i pił to nierzeczywiste wino (ale tęsknota była rzeczywista!), i myślał o Pani w wiejskiej oberży, ale mimo to, że fizycznie siedział na stołku w Ustce, w jakiś sposób wirtualnie i rzeczywiście zbliżał się do Pani, do jej skóry pokrytej delikatnymi rudymi włoskami wśród maleńkich wzgórków gęsiej skórki. A Pani wzruszała mnie, gdy pisała w swej kobiecej bezradności: „Zdejm kapelusz jako ostatni! Całuj”. A potem byłem rozczarowany, że zrobiliście wielkie odskoczenie od siebie i manifestację obojętności, że to tylko wiersze, że to tylko „poezja”, bez prawdziwego uczucia (i lipa), jakbyście nie rozumieli, że pisząc do siebie, byliście bardzo blisko siebie i ocierali (mentalnie i intencjonalnie, a więc w jakiś sposób półrzeczywiście) się o siebie jak prawdziwi kochankowie. A potem ja zrozumiałem, że to do was nie dotarło. A ja potrafię czytać niewyrażalne między wierszami! Namiętności między wami nie ma!

Bo i skąd ma być? - ale ja mam na myśli bardzo wiele różnych rodzajów namiętności. Jak choćby, jest taki rodzaj namiętności, który odczuwam, patrząc na Pani zdjęcie (w sukience, albo w spodniach) z rozchylonymi nogami. I nie jest to tylko uczucie starego erotomana. Bo jest to inny rodzaj, bardzo intymnej, prywatnej i osobistej namiętności, tylko do Pani, której nie odczuwam patrząc na zdjęcia innych kobiet, choćby „najbardziej gołych i rozebranych”. Golizna tu nie ma nic do rzeczy.


Piszę to, o „tym” dla zdawania sobie sprawy, z całej gradacji zjawisk psychicznych z którymi mamy do czynienia, choćby w tej chwili, kiedy piszemy (te głupstwa?) na tym blogu. (A tymczasem pan Zygmunt robi za przyzwoitkę i za głównego naiwnego).

Wracając do próżni (specjalności pana Zygmunta) to nawet „próżnia” może być tak dramatyczna i pobudzać seksualnie (i moralnie) zmysły do „wulgarnego uniesienia” (w sensie że kochance się zrobi mokro w kroczu), (albo nad nim z litości zapłacze! No, co lepsze, (dyskretnie się podniecić czy płakać?), że „podniesie umysłu” do obojętności wobec wulgaryzmu świata i uwzniośli do obcowania z czymś absolutnie doskonałym (bo rzucenie się w przepaść zachłannej miłości to jak taniec na linie)!

„Wulgarne uniesienie” (cóż to znaczy?) potrafi zrobić tak wulgarne wysublimowanie, które będzie tak eleganckie i estetycznie opakowane, że kobieta, która poczuje, że mogłoby to być do niej ad personam, spłoni się z rozkosznej emocji po uszy i uczuje skurcz w kroczu.

Co, znowu coś nie tak? Może to nieprawda, że mężczyźnie w wieku od 18 do 35-40 lat życia staje w zwodzie prącie ok. 25-30 razy dziennie, a kobiecie tak samo staje clitoris?

W starszym wieku odpowiednio rzadziej, ale przecież każdemu zdrowemu człowiekowi z fazie podniecenia coś tam w majtkach dryga. Panie Zygmuncie, czy to jest wulgarne

A propos moralności. To przecież erotyk jest wyrazem i manifestacją naszej postawy moralnej! Szczególnie erotyk! A wulgaryzm jako wyraz oburzenia moralnego! A oburzenie jako sedno uczuć moralnych!? A życie seksualne z mężczyzną, które już tak nie kręci jak przedtem, nie kręci jak powinno i oczka lecą (w pończosze również) do zakazanego owocu?


I tak, Pan Zygmunt, zamiast napisać, że „pod twoim brzuchem znajduje się łechtaczka” on pisze, że „znajduje się „poezja”. (Na Boga ja go nie zachęcam do wulgaryzmów)! Ale gdy się pisze „pod brzuchem „ poezja”, to dlatego się tak pisze, bo myśli obsesyjnie krążą wokół podbrzusza. Niech przestaną krążyć, a wtedy nie trzeba będzie wymyślać, że pod nim znajduje się „poezja” (zamiast clitoris), żeby nie być posądzonym o wulgaryzm. Nie w tym rzecz, a w zmianie optyki. Przecież napięcie seksualne nie leży w opisie narządów płciowych, a w odwadze drażnienia kochanki, w stwarzaniu sytuacji, gdy się ją „przypiera do muru”, w odwadze podrywania kobiety, w odwadze zuchwałości nieprzystojnych w ich sytuacji, propozycji (bo ona cnotliwa żona i matka). Bo jakże tu księżniczce z Andaluzji proponować wyekspriorowanie, od którego staną jej włosy na czubku głowy, która jest przykładną żona i matką. I Poetką? Mój boże, moja piękna ciotka, wzór cnotliwości i dobrego wychowania powiedziała mi na starość, pod koniec życia, że to gówno warte.
Ale, ale, widzę, że w tym nowym roku już coś za dużo nabroiłem. Serdecznie przepraszam i pozdro. Dla pięknej Pani i dla pana Zygmunta też.

PS. A swoją drogą, cóż to za anatomiczny blog. Niczym atlas różnych części ciała, który powinien być pod kluczem, żeby nie gorszyć dzieci.


Zygmunt Jan Prusiński Cieniem Bernadety na rozstajach...

_______________________________


Wiersze na topie:
1. ....z racji pokarmowych... (31)
2. Tubalne wiatry w filharmonii (31)
3. Tak blisko ku sobie zatem nie czekajmy... (30)
4. ...łupiony pech... (30)
5. ...z drugiej strony... (30)

Autorzy na topie:
1. zeska winij (345)
2. Latarnik z Faros (148)
3. ali (146)
4. Jan Gawarecki (122)
5. Donia51 (121)
więcej...