Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (22)

Nowi autorzy:
- zjazd
- ανяєℓℓ
- lewekdpaj01
- PUSZCZYK3
więcej...

Ostatnie komentarze:
Ciepłe słowa
- wiewióra
Droga
- lucja.haluch
Droga
- DominikR
Na haubicy Gladiatora
- Alcepalce
więcej...

Dziś napisano 133 komentarzy.

Na pokuszenie przed pokuszeniem

Na pokuszenie przed pokuszeniem

Zygmunt Jan Prusiński


NA POKUSZENIE PRZED POKUSZENIEM

Wczoraj przez telefon powiedziałem ci rzeczowo -
masz jeden minus bo przez cztery godziny czekałem.

- Co znaczy czekałem i co znaczy ten minus?

Że jedna noc będzie bez miłości za karę -
uśmiechnęłaś się szczerze jak dziewczynka.

Wiadomym ci jest że jestem konserwatystą!

A konserwatysta to człowiek z zasadami
pielęgnuję cywilizacje minione - z kulturą włącznie.

Ale tak sobie żartując Margot z rana
szaro za oknem a ja lubię pastelowe kolory.

Uciekam się do napisania według potrzeb
że muszę to wszystko poukładać...

W czwartek odbieram cię na peronie
i znowu problem z kwiatami z ogrodów.

- Czy ja jestem naprawdę złodziejem kwiatów?

Gdybym mógł dźwignąć to nie kilka kwiatów
a wszystkie ogrody które znam od ponad roku.

Zatem ryzykuję - a psy warczą - ile kiełbas
kupuję dla nich by się zaprzyjaźnić z nimi.

- Czy ja aby nie zwariowałem dla ciebie?


12.10.2016 - Ustka
Środa 10:07

Wiersz z książki "Sen jabłoni"...


autor ZJP
https://fotek.pl/upload/d/o146054-d.jpg


Margot Bene
https://fotek.pl/upload/d/o145919-d.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 745 / 1949) następny »

zygpru1948

dodany: 2016-10-14, 10:11:54
typ: przyroda
wyświetleń (208)
głosuj (58)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2016.10.15; 10:18:19
Dziękuję Pani,
i życzę pomyślności tak w życiu i w twórczości - Zygmunt z Ustki

sylen 2016.10.14; 16:58:20
Jak zawsze ciekawie i przy tym pięknie☺plus

zeska winij 2016.10.14; 13:04:55
może nawet nie wie czym jest życie, a co dopiero miłość, kto nie zwariował :)

zygpru1948 2016.10.14; 10:32:47
Ten poeta pisze wiersze bez tytułu...


Grzegorz Perkowski


Ujeżdżam
dzikie konie
rozbuchanej wyobraźni

oszalałe rodeo
na arenie urojonych fantazji
w napuchłej treścią głowie


Dopieszczam tak pozawerbalnie
nazbyt nabrzmiałe centrycznie Ego
wewnętrzny rytuał
demonicznego samo-zaspokajania się
nadprodukcją
mentalnych słowo-zlepów
i chimerycznych wizji
całkiem innego pół-świata we mnie

A wszystko odrealnione już zupełnie
do cna


I okiem laika
przyglądam się tylko
z boku biernie schowany
za wyuczonym chłodem cynika
jak mnie porywa ta fala
wezbrana myślą
co raz dalej i dalej
w bezkres wód wyobraźni

wzburzonego odmętu…

zygpru1948 2016.10.14; 10:31:19
Ten poeta pisze wiersze bez tytułu...


Grzegorz Perkowski


Mam taki kwiat
którego liście uleczyły rany życia
płatki
gangrenę ostatnich pustych wieczorów
i klamki otwartej
nie tą dłonią co powinna


mam taki kwiat


co gdy wiatr porwał go
poza horyzont wzroku
straciłem rozum
mannę
a myśli stały się obsesją


mam taki kwiat


z którego wycisnąłem nektar
nie tylko ciepłym objęciem
a franciszkanin
niemo podpowiedział
"podlewaj teraz łzami"


taki kwiat ma mnie


w kolorach
nie tylko czarno-białych
i nie tylko
na planie kartki papieru

bo życie nie jest poezją

i nie piórem plewi się chwasty

zygpru1948 2016.10.14; 10:30:18
Ten poeta pisze wiersze bez tytułu...


Grzegorz Perkowski


Podmiot umyślny
niesamowystarczalny,
ale nie jest bogiem,
nie radzi sobie sam ze sobą,

więc - niech będzie.


Wychodzi z wiersza na zewnątrz,
w pozory obecności tłumów.

Jakby
przeznaczony
do wykonania happeningu.

Charakterystycznie pachnie
autotoksynami.

Boi się,
szuka własnego kąta odniesienia.

Czy tu jest bezpieczniej?


Cokolwiek by nie zrobił,
jakby nie przemierzał
ledwo uchwytnego rozproszenia,
od początku do końca,
od końca do początku,
(czy inną oznaczoną relacją)

i tak nie spotka siebie
poza interwałem
(ani żadnej rzeczy, która jest).


Odsłania się,
tworzy granice,
za które wysyła własne,
przerażone mgnienia,
gdzie nic albo nic.

Oszczędność współczucia
rozrasta się jak nowotwór.


A jednak na podobieństwo,
przypięty w skrajobraz,
wyciąga ze studni zwiniętą rzekę.

Czy zada inne pytania?

zygpru1948 2016.10.14; 10:27:32
Ten poeta pisze wiersze bez tytułu...


Grzegorz Perkowski


Tylko jeden mały krok
dzieli mnie od Raju

jeden malutki kroczek –

wystarczy tylko
spuścić ze smyczy wyobraźnię
tak zwykle krótko przykutą
sztywnym łańcuchem
do szarej budy codziennej rutyny


Pozwolić jej biec wolno
własnymi ścieżkami
i móc już wpuścić do głowy
tą oszalałą feerię barw

prześwietlić neurony
opalizującymi refleksami

złamać tę szarość rutyny
bajkową gamą kolorów
i wirującym bezlikiem odcieni

i już zdobyte bramy
mego własnego Edenu
zamknięte we wnętrzu
mej własnej głowy

wciśnięte w sztywne ramy
kości mej czaszki


A świadomość tej bliskości
jak rysa na czarnej płycie
co się zawsze na niej gramofon zacina
zapętlonym dźwiękiem

ucho
kaleczy estetyką

swobodnej swej kakofonii

zygpru1948 2016.10.14; 10:16:12
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

20.12.2011 22:42

@Zygmunt Jan Prusiński


Panie Zygmuncie, dopóki mam jeszcze siłę i chęć, czuję, że ktoś powinien zabrać głos w obronie honoru tej biednej kobiety, POEZJI, (która tu występuje w niewdzięcznej roli bajzelmamy, ale tak być musi. Bo gdy kobiety nie poczuwają się do obowiązku chędożenia z poetą, to obrusza to Dziewięć Muz i wszystkie zamtuzy Olimpu. A Ona – Matka naszego umysłowego Życia – Poezja - jest taka jak Delficka Pytia). Co to oznacza? Oznacza, że jeśli jesteśmy dziedzicami śródziemnomorskiej kultury, to musimy zdawać sobie sprawę, aż do bólu, że naszej dorosłości nie da się załatwić współczesnym eufemizmem ani innym (naukowym, religijnym, „kulturalnym”) wykrętem. To znaczy pewne rzeczy muszą być powiedziane szczerze, prosto z mostu. A prawda o Poezji-Pytii jest taka że ma ona otwory w ciele, jak każda kobieta i muszą być one zaspakajane przez mężczyznę (albo kobietę). Te otwory są odpowiednikami rozpadlin skalnych nad którymi siedziała Pyta na delfickim wulkanie a wydobywające się siarkowodory, (co za genitalny smród ! – piździ smród, w którym procowały prostytutki świątynne) doprowadzając ją do prorockiego szału. Wielu poważnych ludzi i polityków przyjeżdżało do Pytii, zadając tej poetce najróżniejsze pytania i nikt nigdy nie zarzucił jej kłamstwa ani nawet pomyłki. Pomimo, że jej przepowiednie BYŁY KRAŃCOWO WIELOZNACZNE. Nikt się nie odważył jej wieloznacznym wypowiedziom przypisać kłamstwa albo głupoty. Zawsze wszystko tłumaczono na jej korzyść, raczej sobie przypisując niezrozumienie proroctwa i własnej głupocie. Co to ma wspólnego z Pańską poezją? Bardzo wiele.

Przyglądając się strukturze, chemii i architekturze Pańskich wierszy, widzę, że Pan oszukujesz swojego kutasa i tłamsisz w portkach, bez kontaktu z gołą babą, a on krzyczy z bólu jak zwierzę i wyrywa się do realnego życia. A realne życie jest podłożem i karmą naszej poetyckiej wyobraźni. Może inni tego nie słyszą ale ja to słyszę! To błaganie o gołą babę! Człowieku, okrutny jak średniowieczny asceta, dla swego członka!
W pańskich wierszach coraz bardziej widać, że to jest suchy pedalarz. Znaczy to, że instruktor wpuszcza kursanta do samochodu i każe mu przez cztery godziny dziennie deptać pedały, bić pięścią w klakson, naciskać przyciski kierunkowskazów, ale auto stoi w miejscu. Silnik zgaszony, instruktor kluczyki ma w kieszeni i poszedł do baru. A Pan pedałuje jak cholera. Chociaż pięknie Pan pisze, jak Pan jej naciska te „pedały” i maca te klaksony, i naciska te guziki kierunkowskazów na koniuszkach jej cycków… to przecież jest to fałszywa sytuacja, bo nie tylko „stoicie”, ale w ogóle tego auta nie ma (auta jej kobiecego ciała). Na palcu manewrowym jesteś Pan sam i wykonujesz dziwne „ruchy”, „zwroty” i „komendy” (miłosne), jakby sam do siebie, jak dziad do ściany. Przykro patrzeć. Ktoś obserwując Pana, gotów pomyśleć, że widzi faceta który postradał zmysły. Ale ja Pana rozumiem, biedaku. Taki jest los poety! Nieszczęśniku i waryjacie!

Przecież to jest sytuacja fałszywa. Petrarka owszem, nie macał nigdy Lury, ale pisał właśnie ciągle tęsknie o tym, że nie może wytrzymać bez macania i narzekał na swój męski, i także na swój poetycki los. Bo gdyby nie był poetą, a bogatym kupcem, możnym rycerzem, bogatym biskupem albo prałatem Kościoła, to Laura, albo inna przysadzista Donna, wchodziłaby mu co noc do łóżka. I on by wtedy pisał: „Ale mi dobrze – alem wycałował twoje udko”… i to by była prawda.
A Pan pisze, że Panu było, lub jest dobrze (poetycko dobrze), bo (wiersz jest zadowolony, tylko nie Pański członek) i to jest kłamstwo. Po co się oszukujesz biedaku? Natomiast Pan sugeruje, że Pan maca, lub macał (po poetycku, tak się Pan oszukujesz, ale opuszki Pańskich palców (brzuśce – jak pisze Jan Parandowski) nie napełniły się zapachem kobiecego lubricatio). Już już (tak Pan pisze) jest blisko, był Pan blisko, w kudłach na milimetry od macania. Ale faktycznie macanka nie ma i nie było. Tylko cierpka i kwaśna, jak nasze męskie łzy, przeklęta wyobraźnia. Niech to szlak!
A jeśli się Pan przyznaje do braku macania przez ostatnie lat dwadzieścia epoki Balcerowicza, co nijak to nie koresponduje z postawą jaką przybierasz w wierszach: „dajemy sobie buzi buzi, całuję cię tam…w udko", etc. chociaż faktycznie cię nie całuję… Tu jesteś Pan niewiarygodny. (Ja Pana osobiście rozumiem, ale przeprowadzam rozumowanie takie, jakie robią inni).
Dzisiaj tylko praktykujący ogier ma prawo do ogłaszania się królem orgazmów. I robi to w telewizji, w kolorowych gazetach i w Internecie. Natomiast biedny poeta, któremu niewiasta skąpi odrobiny ciałka, nie ma prawa nawet napisać erotycznego soneciku, że ją symbolicznie całuje w „rozochocone udo”. Jakiś ogier z filmowego towarzystwa nie wysila się na poetyckie aluzje, tylko wali prosto z mostu: „Miałem ją i rozkosznie stękała” – piękna poetycka strofa, ucz się Pan, niedołęgo poetyckiej odwagi i ekspresji uczucia! Dziewczyna nie zaprzecza prawdzie, a nawet potwierdza, że stękała, bo ją to nobilituje. Pod aktorem czy biznesmenem się nie wstydzi (stękać), a pod poetą się wstydzi. Pod poetą by nie stękała! Tym bardziej, że one odtrącają poetę (jak Maryla Wereszczakówna Adama Mickiewicza), jako śmiesznego pajaca i raroga.

Miałem w młodości taki przypadek: naszedłem piękną Kazię na uboczu i napalony schwyciłem ją za udko, a ona na to, „nie mogę ci się oddać, bo byś stracił do mnie szacunek”. W niedługim czasie dowiedziałem się, że ją miało pół sztabu jednostki wojskowej, w której pracowała, ale mój szacunek utrzymała.
Jednym słowem, Panie Zygmuncie uważam, że nie powinien Pan pisać wierszy do tomiku „Muzyczne Biodra Andaluzji”, bo z tymi biodrami Pan i Pański członek macie tyle wspólnego co ja z biskupstwem na Lateranie… i po co się tu ośmieszać. Potrzebna jest Panu goła Margośka, żebyś Pan się mógł wytarzać (jak ta świnia w gnoju) w jej miłosnym lasku na golasa, a wtedy owszem, można mieć (mówię o Panu) materiał do uniesień, zapewnień, zachwyceń, do przemyśleń, do ekspiacji, ablucji etc. Mówię to Panu ja, Karol.
A tak, to jest w kółko Macieju, pieje Pan: „żem cię miał w łóżku miłosnego wiersza” Ale to nic nie znaczy, bo w miłosnym wierszu łóżko nie istnieje. W miłosnym wierszu może tylko istnieć refleksja, „żem się tumanił, że cię mam w wierszu, w łóżku które stało pomiędzy drugą a trzecią zwrotką”. W wierszach są zwrotki i wersy, a nie prawdziwe łóżka.
Pan pisząc: „Całuję cię w udko”, robisz to w sposób tak zastraszony i asekurancki (że aż nam mężczyznom przykro patrzeć na tak upokarzającego się faceta), że każdy męski czytelnik pojmuje, że ta kobieta (z wiersza) nie ma z Panem nic do czynienia i nie miała (i nie chciała by mieć – bo takie one są)!
Wiec Pan to napisz… prawdę: „ja ją (cię) całuję ale tylko w imaginacji, bo gdybym się spróbował zbliżyć w rzeczywistości to bym dostał w mordę”.
Psiakość, może się mylę… dlatego spytaj Pan w tej sprawie jeszcze innych ludzi.
Ale wydaje mi się, że Panie Zygmuncie, ty ją (kobietę, do której się zwracasz jako podmiot liryczny) najpierw miej w prawdziwym łóżku, albo zakładaj, że możesz ją w każdej chwili wydudkać naprawdę i do syta (te wszystkie Marty, Mariole i Elwiry), i że sytuacja jest prawdziwa. Bo skoro te kobiety istnieją (różne Margośki), a „ty nic”, to sytuacja robi się dwuznaczna. Piszesz Pan do wielu, jak jakiś narzeczony, który je miał, może je mieć etc. jakiś niezaspokojony ogier, całujesz po udkach, ale jest to (zastrzegasz się jak eunuch) „poetyckie całowanie”. Tymczasem sytuacja wymaga, żeby czytający rozumiał i domniemywał, że w każdej chwili i w rzeczywistości, przynajmniej chciałbyś je mieć w rzeczywistości (wcale nie poetyckiej), w Poznaniu, w Pruszkowie, w Madrycie etc. i międlić ich cycuchy w swoich roznamiętnionych, wyuzdanych łapskach.

Pan niby usiłujesz tak „międlić” te ich cycory, ale robisz to z solennym zastrzeżeniem, że to nie jest prawda, tylko poetycka blaga. Co mimo tego rodzi pewien problem, że nie robisz tego międlenia tylko z jedną, ale z cała grupą swoich „wielbicielek”. (Tak się wzajemnie tumanicie!, że Pan sobie wyobrażasz, że je srutu-tutu, a one sobie wyobrażają, że Pan je kusiu-kusiu).
No, niech tam będzie symboliczne i „poetyckie”, ale nawet jak na poetę, sytuacja robi się chorobliwa, że człowiek nabiera podejrzenia, czy nie mamy do czynienia u Pana z poetyckim satyriasis. Bo wyznajesz Pan miłość, wielu kobietom, ale nie jesteś Pan wierny jak Petrarka (ty Lauro na zawsze w sercu mem!). To się nie zdarzyło nawet hr. Zygmuntowi Krasińskiemu, żeby tak skakał po poetyckich wielbicielkach jak królik. Czytelnik ma prawo podejrzewać, że coś tu za łatwo w tym zmienianiu partnerek Panu idzie!
Poezja to nie tylko są upoetyzowane wersy (w dziwne sensy), ale również sytuacja poetycka wokół nich. Ta sytuacja musi zakładać prawdopodobieństwo istnienia realnego mężczyzny i kobiety, realnego, tzn. posiadającego normalne narządy płciowe, a skoro tak, to każdy rozumie o co chodzi i szuka realnych łóżek (w kontekście sytuacji podczas lektury), a nie poetyckich efemerycznych łóżek na różowym księżycu, bo wtedy i wyznania nie są warte funta kłaków stając się efemerydą. Wtedy mamy do czynienia z Baronem Mitchausenem, a nie z polskim poetą piszącym erotyki, będące wyrazem realnego zachwytu, podniety lub cierpienia.

Inaczej się czyta i inna jest pozycja egzystencjalna wiersza przy jednym, pierwszym wierszu (lub pierwszym czytaniu), a inna przy setnym. Za każdym razem poprzeczka, jak przy stwarzaniu świata, przez Pana Boga, idzie w górę! Jest to oczywiście poprzeczka stawiana przez tego, który „czyta”, „obcuje” i ocenia boskie stworzenie (i poetyckie).
Toteż ja apeluję z tego miejsca, do wszystkich adresatek miłosnych wierszy i wielbicielek Zygmuntowego talentu (szczególnie bohaterek jego erotyków, które chcą je przyjmować z zachwytem, żeby nie tylko przyjmowały sam wiersz ale i autora!), że każda która wzdycha: jaki piękny wiersz napisałeś dla mnie, Zygmunteczku, jak mnie całujesz w moje udko!...” żeby się z nim umówiła i dała mu się w rzeczywistości pocałować to udko, bo inaczej wychodzi z tego lipa, a ona wychodzi na wstrętną, cyniczną kłamczuchę.

Panie Poeto, nie wiem czy mam do końca rację, ale raczej dotychczasowi poeci, autorzy erotyków pisali do określonych kobiet, z którymi byli jakoś uczuciowo związani i one były skłonne dać mu do całowania swoje udko, a u Pana wychodzi na to, że robisz to Pan dla poetyckiego sportu! Pozdrowienia, poetycki zbereźniku!


Zygmunt Jan Prusiński Bluszczowy Blues...

__________________________


Wiersze na topie:
1. Miasto letnich dzwonków (31)
2. W okolicach bajecznych wspomnień (31)
3. Wnioskuję bezmiar przeżyć (31)
4. Nastroję cię jak gitarę (31)
5. Słoneczne przywitanie świerszcza (31)

Autorzy na topie:
1. duch44 (599)
2. Bezsenność (513)
3. tkaczuk.TM (274)
4. zygpru1948 (186)
5. EnigmatycznyDuszek (131)
więcej...