Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (24)

Nowi autorzy:
- paragraf
- Raistlin
- boloy
- Doktor
więcej...

Ostatnie komentarze:
Nad jeziorem
- Markus55
Nad jeziorem
- wiewióra
Wrócą z weną
- Eveline
poniewczasie
- wigor
więcej...

Dziś napisano 56 komentarzy.

Minął tydzień

Minął tydzień

Zygmunt Jan Prusiński


MINĄŁ TYDZIEŃ



Twoja nieobecność jest w muszelce
podsłuchuję by usłyszeć głos
tak głęboko wtopiony we mnie.

Cukruję samotność według matematyki
liczę dni zanurzony w tobie
elektryzuję napięcia miłości.

I nic mnie nie zatrzyma w tej gonitwie
obieram kartofle i śpiewam
dziwny ze mnie romantyk.

Koniec sierpnia kończy swoją misję
wdrapuję się na chmurę
by płynąć do twego serca.


28.8.2013 - Ustka
Środa 7:20

Wiersz z książki "Kobieta pachnąca stepem"


autor ZJP
https://m.salon24.pl/dsc04860-jpg-89a589f720cfd50f4bd,860,0,0,0.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 1590 / 1755) następny »

zygpru1948

dodany: 2020-02-26, 02:46:09
typ: życie
wyświetleń (99)
głosuj (25)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2020.02.26; 03:49:38
BIAŁY BLUES POEZJI

Autor Zygmunt Jan Prusiński


http://sosvoxpopuli.pl/poezja/?fbclid=IwAR3ENxJNYbdXuMl2F35_tJd3UT77QpJ9IZKXDo4fUpVCDhd1y1iiYY1NH-o

zygpru1948 2020.02.26; 03:49:17
ZAUŁKI ŚWIATŁA – część pierwsza

Dział: Kultura Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

NIE SPÓŹNIJ SIĘ NA TĘ NAGĄ MODLITWĘ


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/1018622,zaulki-swiatla-czesc-i

zygpru1948 2020.02.26; 03:48:43
Zygmunt Jan Prusiński


MOJE ZAANGAŻOWANIE JEST WIDOCZNE JAK DRZEWA STOJĄCE PRZED OKNEM

Motto: …biorę ciebie na ręce i niosę
do otwartych ogrodów gdzie zapach
unosi się i motyle i maki
czasem szpak pozdrawia nas…


Budujące i w myślach i w treści
lubię czynić niespodzianki –
całowania mi mało czekam na wiosnę
przysłuży się tak zwyczajnie
tylko ja nie będę zwyczajny
rozpędzę się w pieszczotach niczym wicher
taki trochę nieokrzesany jak iskry w ognisku.

Bierz ode mnie wszystko
co ci jest przyjazne – nago zatańczę
czym wielbiony to i lepszy na zakrętach
postaraj się zadbać o moje piękno w naturze
w odbiorze bądź symetrią szczególną
obowiązkowo roztaczaj swe powołanie
kochanka musi być odwołaniem
jak śpiewny szept w trakcie połączenia.

Nic ci nie odbiorę i nie skaleczę
przyssam się do poszczególnych fragmentów
niech ta tajemniczość czyni dobro na ziemi
niech zapłonie blaskiem księżyca…


25.02.2020 – Ustka
Wtorek 18:27

Wiersz z książki „Zaułki światła”


Muza Zofia Musiał
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/s960x960/83328453_270188347291499_2451725980058779648_o.jpg?_nc_cat=107&_nc_ohc=Oz8nUJ9CwxAAX8f-W4n&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=0c061b4c2c778826274549bb56352e24&oe=5E949DFE








Wiersz z książki „Zaułki światła”


Muza Zofia Musiał
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/s960x960/83328453_270188347291499_2451725980058779648_o.jpg?_nc_cat=107&_nc_ohc=Oz8nUJ9CwxAAX8f-W4n&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=0c061b4c2c778826274549bb56352e24&oe=5E949DFE

zygpru1948 2020.02.26; 03:41:12
Moje najukochańsze wiersze Małgorzaty Hillar

(Czytatka zdradza co nieco.)


"Myślałam że będę mówić" - a ja otwieram usta i proszę Cię, zamknij je swoimi wargami


"Mówisz
Czuję twój oddech
w słuchawce
jakbyś była blisko

Mówisz
Tak dobrze
z twoim oddechem

a ja
ze słuchawką
przytuloną do ucha
sławię tych
którzy wynaleźli telefon"


Piękny "Telefon"


"Miłość do dziecka
które włożyło obie rączki
do cukiernicy

do ziemi
fioletowej
gdy długo nie pada deszcz

do słoneczników
w glinianym dzbanku

Miłość do ciebie
i do ciszy
zawisłej nad światem
delikatnie
jak kruche skrzydła ważki

jest światłem moich wierszy

Słowa bez miłości
są jak puste pestki dyni"


"Miłość" - "jest światłem moich wierszy"


"Bezdomni
z nie spełnioną pieszczotą
wśród obojętnych stolików
i ludzi

Biedniejsi o ławkę
pod zielonym drzewem
którą zabrał mróz

Płonącymi oczami
mówimy sobie rzeczy
nie ogarnięte słowem

Zanurzam się w mowie
twych oczu
jak trzmiel kosmaty
we wrzosie

Czuję jak pęcznieją wargi
a spragnione palce
rąk miłych szukają
jak bezwolnieje ciało
i nie broni oczom twoim
rozbierać z sukien
które dzielą

Tulisz mnie nagą
kasztanami źrenic

Nie zasłaniaj oczu
prosisz

Lecz oczy moje
rozpalone pieszczotą
są jak płomienie

Jeżeli ich nie zasłonię
podpalą
tych ludzi obojętnych

Wtedy zobaczą
że jestem naga
i spojrzeniem
pierś
ustom twoim podaję
jak jabłko"


"Rozmowa oczu" - chcę, byśmy smakowali się nawzajem


"Młoda tak
że powinna jeszcze
z książkami chodzić
do szkoły
albo po dwa stopnie skacząc
na radosne biec spotkanie

Ma małe ręce
które nie klaszczą
z radości
ani nie pieszczą
twarzy ukochanego
tylko powoli przesuwają
martwe ziarnka różańca
ruchem cierpliwego automatu

Młodość jej
zawinięto szczelnie
w suknie długie ciężkie
przed słońcem i radością

Idzie teraz
z unieruchomioną głową
środkiem XX wieku

Dokoła palą się georginie
dziewczyny budują dom
śmieją się płaczą

Ona jest jak głuchoniema
nie usłyszy nigdy
własnego dziecka
nie zatańczy
na kolorowym placu"

zygpru1948 2020.02.26; 03:26:20
TADEUSZ LINKNER


Poetyckie ścieżki Małgorzaty Hillar

Zapewne nigdy nie brakowało wśród nich Janiny Hillar, która później jako Małgorzata opowiedziała to wierszem. Pamiętała cyganki, zawsze chcące „powróżyć" i najczęściej widywane z dziećmi przy piersiach, te cyganki którymi na pewno nieraz ją stra­szono, co ostatecznie nakazało jej właśnie tak zakończyć ten wiersz: Szkoda że nie kradnie się dzieci cyganom.

W następnym utworze, niczym dziecko wpatrzone roz­szerzonymi ze zdziwienia oczami w wystawę, opowiadała owe zdjęcia oglądane „u fotografa"; może właśnie w pobli­skim Starogardzie. A w ostatniej zwrotce wszystko udanie sumowała konceptem, wykorzystując tym razem najczęst­sze na wystawach małomiasteczkowych fotografów zdję­cia niemowląt: Tylko gołe dziecko leży na brzuchu z miną pocałujcie mnie wszyscy w pupę. Umiejętnego opowiadania poetyckim językiem zaob­serwowanych niegdyś scenek dowodzi także pierwszy utwór w tym zbiorku. Jego lektura sprawia takie wrażenie, jakby rzeczywiście było się na jarmarku. Opowiada tam o koniach, wozach, handlujących babach i po leśmianowsku wreszcie o tym dziadzie, który sprzedaje gliniane dzban­ki, o których to nieraz jeszcze będzie mowa w następnych tomikach: Siwy dziad gliniane garnki na ziemi rozstawił Astry w te garnki możesz włożyć ogórki z koprem zsiadłe mleko. Po brodzie dziada skacze słońce. Tu jednak Hillar nie opowie glinianego garnka, a jedy­nie wskaże na jego funkcjonalność. I to też będzie poezją, co najlepiej umiała dostrzec Kamieńska. Nazywając to poetyckim reizmem, wskazywała na udane opowiadanie takich przedmiotów, które najczęściej spotyka się w codzien­nym życiu. Należałoby jednak pamiętać, że były to nie tylko atrybuty zapożyczone z codziennego życia wsi, ale pełniące tam odwiecznie swoją konieczną rolę. Dlatego znajdujemy w tym wierszu teraźniejszy i odwieczny zarazem obrazek z jarmarku, na który ci sami ludzie z tymi samymi towarami zjeżdżają się od wieków. Zresztą podobnie można by po­wiedzieć o tymże letnim wiejskim wieczorze, kiedy to Ostat­ni wóz żyta / wjechał prosto / w otwarte wrota nocy. Taka będzie również groza morskiego sztormu, niepokoją­ca zawsze człowieka z lądu i tak autentycznie przeżywane­go na żółtym kutrze przez bohaterkę wiersza, czy wreszcie odniesienie przebytej na nim podróży do człowieczej egzy­stencji i zarazem żywota biblijnego Piotra - rybaka. Wnio­sek zaś z tego taki, że w wielu wierszach Hillar czas i zdarze­nia tylko na pozór są momentalne i zwyczajne, bowiem w ich codzienności znajdujemy godną poetyckiego zapisu mityczną odwieczność. Podobnie jest w Hillarowych poetyckich drobia­zgach, którym najbliżej do impresji, jeżeli wskażemy na wiersze Krokus, Cisza nocna, Południe, Dzban, Gęsi. Interpretacja pierwszych trzech wierszy, prowadzona z symboliczno-mitycznej pozycji, tworzy zadziwiająco spójny obraz. Kwiat zakwitający obok kamienia jeszcze niewiele mówi, ale jeżeli jest to krokus zwiastujący wio­snę, to już inna sprawa. Zima i kamień mają ze sobą tyle wspólnego, że bliskie jest im milczenie śmierci. Podob­nie bliski śmierci jest sen, jak często się powiada „sen kamienny", „sen twardy", w którym dziecko szuka
owe­go krokusa o liliowych płatkach. I nie znajduje go, od­suwając we śnie ów kamień, jakby pod nim, niczym w grobie mógł się kwiat ten skryć. Nie przypadkiem za­pewne mamy zaraz po tym wierszu Ciszą nocną, która jeszcze lepiej zapowiada ostateczną sytuację. W niej nieruchomieją liście, cichną koty, milknie sowa, zasy­pia świerszcz i oczywiście jabłka spadają, bo one naj­lepiej określają dojrzałość i kończący się czas. Jeżeli nawet nie pozwala zasnąć maciejka fioletowym zapa­chem, to zda się wieścić śmierć symbolicznym a' rebours. Wszak jej słodki zapach, przyprawiający o ból głowy, też niczym trucizna na wieki może uśpić. W Południe sen również ogarnia wszystkich, bo jest to mityczny czas zła. Dlatego wszystko znowuż ogarnia cisza. Nie przypad­kiem kot jest tu czarny i niczym na obrazie Wyspiań­skiego śpi snem nieprzespanym mały chłopiec (Staś), którego może dosięgnąć pod martwym drzewem żądło śmierci, a to już przypomina obrazy Malczewskiego: W powietrzu jak kosmata pszczoła zawisł spokój którego nie wolno zakłócić żeby nie zbudzić małego chłopca śpiącego pod nieruchomym drzewem.

Dalekie od takich omówień będą dwa ostatnie utwory - Gęsi, Dzban. Pierwszy jest po prostu poetyckim obrazkiem gęsi oglądanych na łące i niczego w nim poza tym nie znaj­dziemy. Jedynie porównanie gęsiego stadka do kobiet cię­żarnych i wielkich dam mogłoby zasługiwać na uwagę, ale nie jest to oryginalne. Podobnie jak ostatnia zwrotka tej impresji, kierująca pytanie do poetów, dlaczego porównu­ją szyje swych ukochanych / do szyj łabędzi. Nato­miast udanie został w następnym wierszu opowiedziany gliniany dzban, dzban używany stale w wiejskim go­spodarstwie i mający już w tym zbiorku nie tylko swoją historię, ale i poetycki sens. Nie tylko z racji tytułu tego tomiku i pierwszego wiersza o dzbanach na jarmarku, ale także biblijnej przypowieści jak to W takim dzbanie / Chry­stus wodę w wino zmienił, wprowadzające najzwyklejszą i radosną sytuację, jak to W moim dzbanie / mieszkają sło­neczniki / od ciebie. Bo najczęściej wszystko w tych wierszach sprowadza się do prostej i szczerej refleksji z sytuacji nam najbliższych, przez nas niejednokrotnie prze­żywanych. Codzienność spotkamy także w poetyckich refleksjach, sięgających często do biografii i osobistych przeżyć Hillar i dających zarazem jej autocharakterystykę. Tak można by powiedzieć o wierszu Dziki człowiek, w którym odnajdu­jemy wspomnienia z czasów dzieciństwa - jak to samotna kryła się na strychu i pisała wiersze, czy jak myślała nad tym, jak wyleczyć chorą nogę żaby. Podobnie było zapewne z wierszem Korale, w którym tytułowe korale z ja­rzębiny też przypominają tamten beztroski czas, a poetyc­ka przestrzeń zda się być szczególnie bliska krajobrazowi Kociewia: Zatrzymały się jarzębiny nad rowem przy kapliczce gdzie wśród zeschniętych kwiatów gipsowy święty ma nadtłuczone ucho. Przyszła tu dziewczynka przed świętym uklękła Ojcze nasz zmówiła i zaczęła zrywać kulki jarzębiny. Gdzie indziej Hillar powie o swoich rodzicach - naj­pierw o ojcu, którego wyśni liryczny podmiot jej wiersza, a potem o zmęczonej codzienną pracą matce, której nie oka­że już takiej miłości {Sen o ojcu, Moja matka). Ojcu po­święci potem jeszcze jeden wiersz, dziękując mu za lekcje zoologii i przyrody (Narcyzy). Opowie też pewien epizod ze swego dojrzałego już życia, jak to na miejskim bruku było jej nielekko, ale nie traciła nadziei (Latający chodnik). Niełatwo znosiła samotność, a cisza była wtenczas jej naj­większym wrogiem, budzącym nawet samobójcze myśli (Cisza). Bała się takich sytuacji i chciała je zapomnieć, jak tamto samobójstwo, którego była przypadkowym świad­kiem. Dlatego z taką szczerością powie, czego musi się strzec i przed czym musi uciekać: Uciekam przed wysokością czwartego piętra przed zapachem gazu • przed smakiem luminalu. I przyzna się wtenczas, że ratunek znajduje w miłości. Sprawą jednak dyskusji byłoby, czy właśnie z tego powo­du znajdujemy w tym tomiku tyle miłosnych wierszy. Cho­ciaż próżno by ich oczekiwać, gdyby nie szczerość poe­tyckiej wypowiedzi i tak śmiałe opowiadanie miłości. Tym zaskoczyła odbiorcę, jako że w latach pięćdziesiątych było to absolutnie świeże i inne. Ponadto nie pisała wierszy w romantycznej konwencji, jak zauważała to Kamieńska, ale w aurze subtelnego sensualizmu, jak trafnie określał to Soszyński.

Szczerze i bez jakiejkolwiek pruderii mówiła, że miłość jest światłem moich wierszy. A poznamy ją najpierw z telefonicznej rozmowy. Ale to nie on zadzwoni pierwszy i będzie zwierzał się ze swoich uczuć, lecz ona. Natomiast prawdy dodają temu wszystkiemu zmysłowo odbierane wrażenia słuchowe, kiedy to on i ona słysząc w słuchawce swoje oddechy, zdają się być ze sobą. Potem spotykają się w kawiarni. I chociaż wokół tyle ludzi, jak to z zakochanymi bywa, są sami. Mówią niewiele, ale mówią ich oczy. To im wystarcza i budzi tym większe pożądanie. Bo jest to erotyk, jak na lata pięćdziesiąte rzeczywiście śmiały w słowach i skojarzeniach: Czuję jak pęcznieją wargi a spragnione palce rąk miłych szukają Jak bezwolnieje ciało i nie broni oczom twoim rozbierać sukien które dzielą - kończący się jednak biblijnym akcentem (nie pierw­szy raz zdarza się to Hillar), bo on i ona zdają się być Adamem i Ewą popełniającymi pierworodny grzech. Jest to nie tylko wielce śmiałe i odważne wyzwanie dla obo­jętnego na ich miłość kawiarnianego tłumu, ale także zmysłowe i zarazem subtelne: Wtedy zobaczą że jestem naga i spojrzeniem pierś ustom twoim podaje jak jabłko. W następnych wierszach z miłosnego cyklu można było poznawać inne realia pierwszej miłości, które były tak sugestywne, że mogły niejedną nastolatkę przypra­wiać o szybsze serca bicie. Tym bardziej, że miłosne wiersze w tym zbiorku stworzyły istną rodzajową scen­kę. Najpierw ona się zastanawia, czy może mu zaufać, bo kiedy się całują, on nie mówi, co czuje. Ale Jest dla niej / bardzo dobry, a ona gdy jest samotna, zawsze za nim tęskni. Nie tylko w dniu upalnego lata, gdy tak pachnie siano, nie tylko w nocy, ale i na morzu. Tylko z nim czuje się pewnie, samotność natomiast ją przeraża. Szczęście jednak nie trwa wiecznie. Najpierw zabraknie im wzajemnego zrozumienia. Słowa będą Pęcz­niały rosły / i pchały się / z powrotem do gardła. A kiedy ich miłość znajdzie się na przysłowiowej kra­wędzi, jak zapowie to tytuł wiersza, już nic jej nie uratu­je. Lecz chociaż się skończy, to coś z niej pozostaje, jeżeli Inne usta nie kołyszą światem // Pod ich dotknię­ciem / nie rozchylają się wargi / jak maciejka na przyjęcie nocy. Pozostała pamięć tamtej miłości i cho­ciażby wspomnienie twych rąk. Ale będzie to już tylko czas miniony, czas przeszły następnych wier­szy. Wyśni się jej wreszcie spacer z ukochanym po wrzo­sowisku podczas babiego lata. Lecz będzie to tylko sen, kryjący w onirycznej symbolice fioletów wrzosu i jesie­ni jego śmierć. Ona oczywiście to wie, ale zawsze pozo­staje ta iskierka nadziei, że jednak nie zginął, kiedy przekwitał wrzos. Ponadto jakże tu wierzyć w sen we śnie? Wiesz mówię miałam taki zły sen śniło mi się że nie żyjesz. Sny jednak się kończą, a pozostają tylko wspomnie­nia (Zapach siana). A potem pojawi się już inna mi­łość, o której będą opowiadały ostatnie w tym tomiku erotyki: Smak i Chwila. Nie warto im jednak poświęcać już czasu, bo nie są one tak ważne, jak te poprzednie, z których udało się odczytać historię miłości
liryczne­go JA Hillar. Bowiem interpretacyjnym zamysłem było zdanie tu sprawy z historii pewnej miłości, którą udaje się odczytać z erotyków istniejących w tym tomiku, i to zapisanych w takiej kolejności, jak zostały tu omówio­ne. Niewiele ma to wspólnego z ars poetica autorki Glinianego dzbanka, ale na pewno cokolwiek z kompo­zycyjnym zamysłem oraz z konceptem też. Na konceptyczne finały wierszy w Glinianym dzban­ku zwracano już nieraz uwagę, ale specjalnie się nimi nie zajmowano. Może dlatego, że widziano je akurat w nie­udanych utworach. Na ich omówienie przyjdzie czas
póź­niej, tu natomiast warto powiedzieć o wierszach, w któ­rych Hillar dawała swój program poetycki, bo o nich nie mówiono w ogóle. Może dlatego, że było ich w tym tomi­ku o wiele mniej od refleksyjnych czy miłosnych, a po­nadto ich treści nie zdradzały tytuły. Mówiący był jedynie wiersz zatytułowany Spotkanie z Pegazem, natomiast w pozostałych - Miłość, Ciężar, Drabina - można było na ars poetica Hillar natknąć się tylko podczas uważnej lektury. Ponieważ nieudane okazało się pierwsze spotka­nie z Pegazem, symbolicznie znaczącym tutaj poezję wysoką więc Hillar postanowiła zająć się zwykłymi co­dziennymi sprawami i pisać o nich zwyczajnie i prosto.

Zrezygnowała z górnych i chmurnych romantycznych eskapad i zajęła się poezją codziennego dnia. A ponieważ wcześniej w wierszu Miłość zapowiadała, że Słowa bez miłości / są jak puste pestki dyni więc tych utwo­rów dała w pierwszym tomiku najwięcej i one, okazały się najbardziej udane. Zanim jednak to się stało, musiała się wewnętrznie przełamać, doznać psychicznej metamorfozy i zrzucić z siebie ciężar milczenia. Bo czymże jest pisanie, jak nie głośną mową. Ale Hillar nie tylko na to musiała się zdecydować, aby być sobą aby była to jej poezja, trzeba jej było jeszcze w życiu uśmiechu i radości. Bo jak mówiła, Jeżeli nie roześmieję się chociaż raz zwyczajnie po prostu radośnie Nie napiszę już nigdy o czerwonym gilu o czereśniach o miłości. Kończyła zaś ten tomik, swój pierwszy, takimi słowami, jakby była to tamta niedokończona rozmowa z Pega­zem. Kiedy uleciał jej tenże spotkany na krawędzi da­chu skrzydlaty koń i nie mogła się doczekać, zrezygnowa­ła z niego i zdecydowała się na zwyczajne konie. Jeżeli potem już za Pegazem nie zatęskniła, to zdecydowała się raz jeszcze ponowić eksperyment, jak widzi się z wy­soka. Wtenczas spotkała się z Pegazem na krawędzi dachu, a teraz postanowiła spojrzeć na świat ze szczytu drabiny. Ale na nic się to zdało, ponieważ się przekona­ła, że Stamtąd zupełnie inaczej / wygląda szare dziec­ko / ze szmacianą lalką w dłoni. A konkluzja z tego taka, że z wysoka pisze się, bo inaczej się widzi. Dlaczego więc z drabiny patrzeć na świat. Lepiej wi­dzieć go zwyczajnie. I wtenczas na miejscu okazały się te konceptyczne w swoim metaforycznym podtekście słowa: Drabina utrudnia chodzenie po ulicach dam ją chyba kominiarzowi. I tak już pozostało, chociaż poznane tutaj poetyckie ścieżki Małgorzaty Hillar okażą się w następnych tomi­kach nie wszystkie jednakowo wydeptane i nie wszyst­kie uczęszczane. Ponadto pojawią się jeszcze nowe, któ­rych tym bardziej nie będzie można ominąć.



Małgorzata Hillar, poetka lirycznych fascynacji
Źródło: W. Wiśniewski, Tego nie dowiecie się w szkole. Z wizytą u pisarzy. Warszawa 1981

https://cms.antykwariat.waw.pl//mfc/9/9/6/4/ba93e6dcfa3f9ed5ddf0620fd8324b89aa43.jpg


Wiersze na topie:
1. Me ciało potrzebuje odpoczynku (22)
2. Powielać dotyk (22)
3. Aniu Twa własna prawda jest godna (22)
4. Mój spacer po Paryżu (22)
5. Dozgonne w naturze ciała (21)

Autorzy na topie:
1. Klara (497)
2. Bezsenność (203)
3. yolkaw (175)
4. Donia51 (168)
5. Jan Gawarecki (159)
więcej...