Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (1)

Nowi autorzy:
- boloy
- Doktor
- 7adriane883tr1
- Światełko
więcej...

Ostatnie komentarze:
Lubię
- tomekwasilewski
Kłótnia
- tomekwasilewski
Pisane nocą
- ikcesok
Lubię
- ikcesok
więcej...

Dziś napisano 2 komentarzy.

Inez, przyjdź do mojej krainy

Inez, przyjdź do mojej krainy

Zygmunt Jan Prusiński


INEZ, PRZYJDŹ DO MOJEJ KRAINY

Motto: Ta twarz dużo mówi, nawet jeśli usta milczą.



Mogę ci zaśpiewać, choćby
wiedeńską piosenkę "Świat pod powieką".

Posłuchaj Inez tej melodii...

Pisałem dla Krystyny Amon,
pięknej mojej kobiety.

Ale to było dawno, jak książka
nieskończona - zabrakło kartki.

Unikam dramatu w literaturze,
choć dzieła zostały dla pokoleń.

Literatura piękna jest w tobie,
napiszę dla ciebie wiele słów lirycznych.

Złap mnie za rękę, pobiegniemy ku wiatrom,
a wiatr zatrzyma się we włosach,
ochłodzi twarz, piersi, uda...


2.08.2009 – Ustka

Wiersz z książki "Kobieta pachnąca stepem"


autor ZJP
https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcR5yLgjWoIL-KQ8TV3KmZUdIENA6ASPkeCG
Napisz do autora

« poprzedni ( 1607 / 1748) następny »

zygpru1948

dodany: 2020-03-14, 04:42:47
typ: życie
wyświetleń (56)
głosuj (20)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2020.03.14; 05:28:17
Zygmunt Jan Prusiński


NOSISZ W SOBIE MOJE WIERSZE

Motto: Nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść.
- Adam Asnyk –


Kiedyś napisałem na emigracji
że kobieta jest dla mnie ołtarzem
myliłem się wielokrotnie
nie wiem na czym to polega
przecież Polki nie mają chęci
ze mną iść do łóżka – posucha
ma swoje blokady a przecież
nie jestem (z tych trędowatych)!

Kobiety kochają mnie w poezji
co za mądrość przeklęta
znam to z autopsji – nawet piszą
do mnie listy jakby chciały
pocieszyć mnie na odległość
co za psychoza nie pojmuję tego
wszak jestem zdrowym mężczyzną.

Siedzę w domu jakby to była wyrocznia
- mój świat jest żywszy w literaturze
ma tyle zakątków i zaułków
przechodzę obok cieni malując je
na obrazach w ciemnych kształtach…


11.03.2020 – Ustka
Środa 12:25

Wiersz z książki „Zaułki światła”


Muza Zofia Musiał
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/s960x960/83328453_270188347291499_2451725980058779648_o.jpg?_nc_cat=107&_nc_ohc=Oz8nUJ9CwxAAX8f-W4n&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=0c061b4c2c778826274549bb56352e24&oe=5E949DFE

zygpru1948 2020.03.14; 05:21:18
Karolina Nos-Cybelius


„Prawdziwa poezja przemawia do nas nim zostanie zrozumiana” – poematy T.S. Eliota

31 marca 2017

http://czepiamsieksiazek.pl/wp-content/uploads/2017/03/DSC_6312-676x451.jpg


Mój związek z poezją to bardzo skomplikowana sprawa. Nie umiem pisać wierszy i do niedawna uważałam, że nie umiem ich też czytać. To trudne. A poezja nie powinna być trudna w odbiorze. Jest kilku poetów których bardzo cenię. Tadeusz Różewicz, Czesław Miłosz, Leopold Staff, Paul Verlaine, Rainer Maria Rilke, a z absolutnej klasyki Mickiewicz i Shakespeare. Często wracam do twórczości Edgara Allana Poego, ale to wciąż mało. Przyznaję, czytam zbyt mało poezji. Chyba bardziej przemawia do mnie proza poetycka. Mam słabość do poematów Stanisława Przybyszewskiego, ogromne wrażenie zrobiły na mnie teksty ubiegłorocznej laureatki Nagrody Nike, Bronki Nowickiej. Moim najnowszym odkryciem jest twórczość T.S. Eliota. Z jednej strony bardzo liryczna, z drugiej zaskakująca prostotą i naturalnością. Znalazłam niedawno w antykwariacie dwa tomiki Eliota. Wybór poezji opublikowany w 1988 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy i Cztery kwartety w oryginale – Four Quartets od A Harvest Book.

Prawdziwa poezja przemawia do nas nim zostanie zrozumiana (…) niekonieczne od razu trzeba pojąc treść poezji, by móc się nią cieszyć – lecz radość poetyckiego doznania zachęca nas do podjęcia wysiłku aby tę treść zrozumieć – twierdził Thomas Stearns Eliot. Może właśnie tak było ze mną i z Prufrockiem. Bo właśnie od poematu Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka, od jego pierwszych wersów, zaczęło się moje uwielbienie dla Eliota. Zaznaczam jednak, że wszystko co tutaj piszę, piszę z pozycji laika. Nie zagłębiłam się w eseje i twórczość krytycznoliteracką Eliota ani w biografię noblisty. Nie czytałam nic poza dwoma wspomnianymi tomikami. Kiedyś na pewno to nadrobię, a tymczasem kilka mocno subiektywnym obserwacji z lektury wierszy, które sprawiły, że mam ochotę na więcej poezji.

W istocie zadaniem poety jest tworzenie poezji z niewyczerpanych zasobów tego, co niepoetyczne – przeczytałam we wstępie do polskiego wydania poematów. To słowa samego Eliota i nie jest to pusty frazes. Poeta dokładnie to robi, opowiada o codzienności, ludzkiej egzystencji sprowadzonej do łańcucha banalnych rytuałów i o nieuchronnym przemijaniu.

Utwory Eliota odbieram jako prozaiczne i poetyckie zarazem. Czymś niezwykłym są słowa – a zdarza się, że i całe wersy – umieszczone w nawiasach, przecież nawiasy są takie niepoetyckie… To poezja pozbawiona wielopoziomowych metafor, o które czytelnik się potyka, nie ma tu stylistycznych pułapek, a jednak każdy z utworów Eliota wydaje się symboliczny. Jako całość. W skali makro.

Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka to monolog dojrzałego mężczyzny, być może artysty, który nie czuje się nikim wyjątkowym. Wielu poetów – i szerzej, artystów – kreowało się na półbogów, tworzenie było dla nich synonimem omnipotencji, tymczasem bohater Eliota to człowiek znużony, słaby, pytający nieustannie: Czy się ośmielę? Jak mam się ośmielić? I jak zacząć?

W krótkim wprowadzeniu do poematów Eliota przeczytamy: przywrócił lekceważonej na początku XX wieku poezji angielskiej intelektualną i emocjonalną godność (…) Było to możliwe w dużej mierze dzięki jego wyjątkowej sprawności technicznej w posługiwaniu się wolnym wierszem, która nigdy nie oznaczała dowolności czy braku rygorów. Eliot uważał, że w wierszu najbardziej interesujące są te wersy, które – dążąc do osiągnięcia jak gdyby pewnego wzoru – ostatecznie nigdy w nim nie zastygają (…) To właśnie ten kontrast między stałym a zmiennym – to nieoczekiwane uniknięcie monotonii jest istotą wiersza.

Wiersza, ale też życia. Bo podmiot liryczny poematów Eliota dokładnie to próbuje robić. Z jednej strony podporządkować się zasadom, z drugiej je odrzucić. Wymknąć się rutynie. Poematy Eliota mają pesymistyczną wymowę. Człowiek zdominowany przez fizjologię: jedzenie, sen, ruch, bezruch – i tak w kółko. Człowiek pokonany przez starzejące się ciało, bezsilny i bezwolny. Prowadzi kurtuazyjne rozmowy o niczym, jest więźniem konwenansów, odlicza kolejne podwieczorki i filiżanki herbaty, jest samotny wśród ludzi, pogrążony w marazmie. Jest lunatykiem.

Łyżeczkami kawy odmierzyłem życie;
(…)
Jak wtedy mogę zacząć
Wypluwanie niedopałków dnia mojego życia?
(…)
Czyżbym po herbacie, keksach, lodach
Miał siłę przemóc ten słabości moment?
Lecz choć płakałem i modliłem się, pościłem i płakałem,
Choć ujrzałem na półmisku mą głowę (nieco wyłysiała),
Nie jestem prorokiem – i tu nie ma to wielkiego znaczenia;
Widziałem chwilę błysku mojej wielkości,
Widziałem, jak wiekuisty sługa trzyma mój płaszcz i chichocze
I krótko mówiąc, czułem przerażenie.

Utwory takie jak cytowana wyżej pieśń, a także Wydrążenie ludzie (The Hollow Men), Ziemia jałowa (The Waste Land) czy Gerontion również ukazują pustkę i miałkość egzystencji. Poeta nazywa człowieka błaznem i chochołem. Eliotowski bohater może być marionetką w rękach demiurga, ale chyba jeszcze bardziej przypomina statystę, dublera, który obserwuje z boku, jak ktoś odgrywa przeznaczoną dla niego rolę, żyje życiem, na które jemu samemu zabrakło odwagi. Do pesymistycznej wizji losu człowieka dochodzi też poczucie kresu całej cywilizacji, która ostatecznie też niewiele znaczy. W Wydrążonych ludziach Eliot pisze:

I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
I tak się właśnie kończy świat
Nie hukiem ale skomleniem.

Cztery kwartety różnią się od wspomnianych wyżej poematów. Nadal są zanurzone w egzystencjalizmie, ale dominuje w nich refleksja nad wiarą, dążeniem do transcendencji i konkretną religią – chrześcijaństwem. Cztery kwartety są bogate w mitologiczne i sakralne odwołania.

http://czepiamsieksiazek.pl/wp-content/uploads/2017/03/eliot1.jpg


Mój związek z poezją to bardzo skomplikowana sprawa. Boję się jej. Boję się, że coś źle zrozumiem, przeinaczę intencje autora. Boję się, że nie spodoba mi się to, czym inni się zachwycają. Że zabraknie mi przenikliwości i wrażliwości… Koniec z tym szaleństwem. Doszłam dziś do wniosku, że mam prawo odbierać literaturę subiektywnie. Mogę czytać – i odczytywać – wiersze tak jak podpowiada mi serce i osobiste doświadczenia. Bo poezja, i wszelkiego rodzaju sztuka, rodzi się dwa razy. Pierwszy raz rodzi ją autor, drugi raz odbiorca. Amen.

*

Jeśli macie ochotę przeczytać fragment otwierający Pieśń miłosną J. Alfreda Prufrocka, to zamieszczam go poniżej w trzech wariantach. Po wielokrotnej lekturze nadal nie mogę się zdecydować, który przekład podoba mi się bardziej, ale wiem jedno, w oryginale Eliot brzmi fenomenalnie.

Oryginał T.S. Eliota:

Let us go then, you and I,
When the evening is spread out against the sky
Like a patient etherized upon a table;
Let us go, through certain half-deserted streets,
The muttering retreats
Of restless nights in one-night cheap hotels
And sawdust restaurants with oyster-shells:
Streets that follow like a tedious argument
Of insidious intent
To lead you to an overwhelming question…
Oh, do not ask, “What is it?”
Let us go and make our visit.

In the room the women come and go
Talking of Michelangelo.

The yellow fog that rubs its back upon the window-panes,
The yellow smoke that rubs its muzzle on the window-panes,
Licked its tongue into the corners of the evening,
Lingered upon the pools that stand in drains,
Let fall upon its back the soot that falls from chimneys,
Slipped by the terrace, made a sudden leap,
And seeing that it was a soft October night,
Curled once about the house, and fell asleep.

W przekładzie Michała Sprusińskiego, z tomiku Wybór poezji:

Idźmy więc, ty i ja,
Kiedy wieczór na niebie rozpostarty trwa
Jak pacjent eterem uśpiony na stole;
Idźmy przez jakieś wyludnione uliczki,
Gdzie mamroczące zacisze
Bezsennych nocy w pokojach na godziny
I knajp ze skorupami ostryg w trocinach:
Uliczki ciągną się jak nudna dysputa
Z podstępną intencją,
Aby cię wpędzić w nękające kwestie…
Och, nie – „Co to?” – nie pytaj,
Idźmy już i złóżmy wizytę.

W salonie, gdzie kobiety krążą dokoła,
Rozmowa wokół Michała Anioła

Żółta mgła, co pociera grzbiet o szyby okien,
Żółty dym, co pociera swój pysk o szyby okien,
Wpełza językiem w zaułki wieczoru,
Liże kałuże, co w rynsztoku stoją,
Zbiera na grzbiet sadzę prószącą z kominów,
Wślizguje się pod taras, podrywa do skoku,
A widząc, że to cicha noc październikowa,
Zwija się wokół domu i zasypia.

W przekładzie Stanisława Barańczaka, odnalezione w sieci:

Chodźmy więc, ty i ja, przed siebie,
W ten wieczór, rozciągnięty bezwładnie na niebie
Jak pacjent pod eterem na stole;
Chodźmy przez te uliczki, na wpół wyludnione,
Zapewniające mrukliwą osłonę
Bezsennym nocom w hotelach, gdzie płaci się od godziny,
I knajpach, gdzie pod nogą skorupy ostryg, trociny…
Uliczki, co się ciągną jak nudna dysputa,
W której adwersarz udaje, że słucha,
Po to, by cię przygwoździć, gdy zapyta o…
Nie pytaj: „O co zapyta?”.
Chodźmy, przed nami wizyta.

W salonie – panie, pań, paniami, paniom.
Konwersacja. Temat: Michał Anioł.

Żółta mgła, co ociera się grzbietem o szyby,
Żółty dym, który mordę rozpłaszcza na szybie,
Wetknął dziś ozór w każdy kąt wieczoru,
Wytaplał się w kałuży w zatkanym odpływie,
Podstawił grzbiet pod sadzę, prószącą z kominów,
I nagłym skokiem dostał się na taras;
Widząc, że jest spokojna noc październikowa,
Zwinął się wokół domu, po czym zasnął zaraz.

O ile nie zaznaczono inaczej, cytowane fragmenty pochodzą z tomiku T.S. Eliot. Wybór poezji od Państwowego Instytutu Wydawniczego.


http://czepiamsieksiazek.pl/wp-content/uploads/2017/03/DSC_6310.jpg

zygpru1948 2020.03.14; 05:00:59
Moje najukochańsze wiersze Małgorzaty Hillar

(Czytatka zdradza co nieco.)


Wiersz otwierający "Utwory zebrane"...

"To jest nasza miedza
przez środek
wymyślonej pszenicy
twoje usta
na moich powiekach
pośpieszne motyle

To jest nasza ścieżka
przez las
u jej krańca
w ciemnościach
niezapalonej trawy
dojrzewają dla ciebie
moje wargi

To jest nasza uliczka
pełna mgły zadziwienia sobą
przez którą nie dostrzegamy
rozrastających się
po obu stronach
białych krzaków drzwi

To jest nasza wąska łąka
jarząca się
kwiatami oczekiwania
Chodzimy po niej
zanurzając stopy
w brązowej trawie
długiego szpitalnego dywana"


"Wąska łąka" - zastanawiam się tak, co ja w tej Hillar widziałam? Poświatowskiej nie dorównuje.


"Kiedy wargi twoje
odtajały moje źrenice
zamienione od dawna
w bryłki lodu
wtedy zobaczyłam je znowu
widziane je kiedyś
w kraju dalekim

i pokazałam je tobie
najpiękniejsze okna
w kaplicy Sainte-Chapelle
zrobione z ciszy
niebieskiej jak zwiastowanie

i zaczęliśmy iść
po magnetycznej bieli śniegu
do nowo narodzonego

Błękitne matki boskie
trzymały w dłoniach kule
mego gasnącego niepokoju

Nad ich głowami
tkliwe czerwone ptaki
były jak twoje dotykanie

Zielone krople różańca
obmywały ze wszystkiego
co nieczyste

W powietrzu unosiły się
różowe pióra
ze skrzydeł anielskich

Wyścielimy nimi nasze łóżko
powiedziałeś
i uśmiechnął się do nas
modry Chrystusik
zasypiający
w żółtym rozchodniku
w bieli mirry i kadzidła
otaczającej nas
jak jaśminowa mgła

Objęci nią czule
wchodziliśmy na wieżę
z kości słoniowej
wysoko
coraz wyżej
oparci o parapet
szpitalnego okna"


"Okna" - nie czuję nic.


"Kiedy huk ludzkich głosów
oplątujących głowę
sznurem blaszanego bluszczu
twój głos
cicha łąka pełna rumianków

Kiedy deszcz dokoła
coraz więcej
wzbierające morze
coraz wyżej
do gardła
do rzęs
wtedy budka telefoniczna
twój głos
latarnia morska

Kiedy cisza
ciężkie kwiaty niepokoju
na ramiona
na włosy
nie odepchnę
nie rozgarnę
wtedy twój głos
śpiewającego ptaka gałąź
dla moich rąk

Kiedy ciemność największa
czarny płomień lęku
i tylko gołe wodorosty neonów

Na końcu ciemnej drogi
martwy meteor telefonu
wtedy twój głos
gwiazda betlejemska"


"Gwiazda Betlejemska" - Twój głos...;*


"Kiedy wszystko zawiodło
zwróciłam się do podłogi

Pozwól mi chodzić
po sobie
spokojnie

ale ona zachowała
odchodzące ślady stóp
wyraźne i głębokie

Chciałam zdrapać
nie pozwalała
trzymała je
uparcie i złośliwie

Patrzyły na mnie
triumfalnie

Ściany zagrodziły mi
wszystkie strony świata
Trwały nieme nagie

Pospadały z nich
holenderskie ryby
leżały martwe
na pustym łóżku
wybałuszając nieżywe ślepia

Prosiłam szafę

Ukryj mnie w sobie
szafo
ukryj mnie przed

Zgodziła się

ale tam dopadła mnie
dusząca łapa ciemności

Zapaliłam więc
wszystkie lampy
w ich blasku
nie znalazłam
ani jednego ziarenka światła

Jest jeszcze gaz
pomyślałam
Można postawić na nim
czerwony imbryk
na herbatę

Można"


"Ukryj mnie" - potrzebuję chyba innej poezji.


"Te słowa były kolorowe
jak kule na choinkę

Rozbijały się łatwo
składałam je cierpliwie
kaleczyły ręce

albo jak złote liście
które zwijały się
w zeschnięte trąbki

Usiłowałam rozprostować
zamieniały się w proch

To co mówił było
jak nitka babiego lata
zawieszona między drzewami
pod niebem

Chodziłam po niej
zręcznie i wytrwale

Aż nagle pękła
nitka babiego lata

Spadając
zaryłam się
w głębokim dole przerażenia"


"Nitka babiego lata" - ufam Ci całkowicie!


Wiersze na topie:
1. ...dla ciebie... (24)
2. Skaleczony euforią (24)
3. Tęsknota (23)
4. Nieskończenie dobre jest twoje życie (23)
5. A to pianino i ja w zalotach (23)

Autorzy na topie:
1. ArchiVista (240)
2. Klara (210)
3. stanislawa (208)
4. Jan Gawarecki (204)
5. Latarnik z Faros (196)
więcej...