Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (31)

Nowi autorzy:
- Nellis
- sfzqmy
- bgzrnc
- pzqrzfcinbtphaf
więcej...

Ostatnie komentarze:
Podział
- Bellona
ZDUN
- Gabrys
Zapraszam cię
- kosta.woj
wietrzne pióro
- niteczka
więcej...

Dziś napisano 264 komentarzy.

Czwarta noc minęła...

Czwarta noc minęła...

Zygmunt Jan Prusiński


CZWARTA NOC MINĘŁA...

Motto: Zakochana - bo inaczej patrzy...


Te miłości pańskie mają coś ze smaku
cytrusów z południowego środka
najpierw obieram skórkę
to znaczy całuję.

Jest gorąco odsuwam kołdrę
przypływ powietrza nadchodzi
z otwartego balkonu
gwiazda na łożu odkryta
balansuję pomiędzy częściami
od do i dalej i głębiej...

Panna M. to niczym Kariatyda
jest moim symbolem
architekturą ciała
spijam krople
deszczu.

Odbywa to się samoczynnie
jak zapalanie latarni w mieście
elektryzuje napięcie wpierw
czuję jej rękę na podbrzuszu
delikatnie rozbudza moją męskość
powstaje nowa rzeźba trwała.

Więc pozostaje mi przedłużyć stan
by w jej intymnej krainie
urodził się owoc z jabłoni...


13.3.2016 - Ustka
Niedziela 05:48

Wiersz z książki "Różowe schody"...


autor ZJP
http://mm.salon24.pl/im/g-/img-20160207-135405-004bf987f1a7,2,0.jpg


Margot Bene
http://mm.salon24.pl/ob/ra/obraz-1032-231210f00e13047e57807,2,0.jpg
Napisz do autora

« poprzedni ( 564 / 1197) następny »

zygpru1948

dodany: 2016-03-18, 02:25:44
typ: przyroda
wyświetleń (118)
głosuj (0)


          -->> Aby głosować lub komentować musisz się zalogować.

zygpru1948 2016.03.18; 18:01:06
Komunikat

Już nie chodzi o to żebyście czytali moje wiersze, ale czytajcie teorię o literaturze Karola Zielińskiego, bo to człowiek BIBLIOTEKA - w swoim życiu przeczytał tysiące książek naukowych. Jest z czego się uczyć poeci...

Polecam, tego nie ma nigdzie w żadnych periodykach literackich

zygpru1948 2016.03.18; 03:01:14
Komentarze autora Karola Zielińskiego


31.07.2012 19:46

@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, czytam: "Dążę do pokoju naszych ciał / fioletowe słowa rzeźbię - jest zarys i rysa modlitwy / głodnej w moim pocieszeniu / na zielonym prześcieradle / gdzie wszystko rośnie powoli”. I zastanawiam się czy są to metafory. To bardzo dobrze, że dąży Pan do pokoju ciał. Ale czy jest to metafora czy już język prozy? Ba, zdanie: „na zielonym prześcieradle wszystko rośnie powoli”, może być zdaniem nie tylko poetyckim ale nawet naukowym, bo zostawmy mokre prześcieradło w wilgotnym pomieszczeniu a z biegiem czasu wyrosną na nim pleśnie, grzyby, kiełki roślinne, trawa, a nawet zawiązki systemów korzeniowych drzew. Więc jest to zdanie obiektywne naukowo, dalekie od poetyckiej przenośni. Ja wiem, że tak piszą wszyscy, ale czy to nie jest ślizganie się po kisielu? To oczywiste, że lepiej być zdrowym, młodym i bogatym… To oczywiste, że lepiej wtedy kochać, śmiać się, mówić komplementy niż nienawidzić, myśleć o śmierci i przeklinać. Ja kiedyś na jakimś sympozjum zgorszyłem prałatów mówiąc, że naszą radosność z obcowania z Bogiem i z dobrymi ludźmi zatruwa myśl o śmierci i lęk przed śmiercią. Że ten fakt kasuje każdą pozytywną wypowiedź, nie dopuszczając do jej sensowności. Tylko wypowiedzi negatywne, negujące wartość życia, przeżycia etc. mają sens, bo są oparte o gorycz krzywdy i lęk przed cierpieniem śmierci. Bo śmierć nie tylko jest stanem, w którym nas nie ma, i nie cierpimy, nie przejmując się, że nas nie ma, ale wobec faktu, że „czas przeżywany” (a nie ten mierzony, zegarowy), jest realnie istniejącym stanem egzystencji który, może w poszczególnych przypadkach „rozwlec się do rozmiarów wieczności”, przynosząc jednostce zmarłej faktycznie, ale nie mentalnie, niewysłowione cierpienia z racji uzmysłowionej niesprawiedliwości śmierci. Moja myśl (i nie tylko moja) jest taka, że nie w całości naraz umieramy, i umierając biologicznie nie musimy umrzeć mentalnie. Nasza mentalność nie kończy się wraz ze śmiercią i nie jest zależna od namacalnej fizycznie, rejestrowanej przez encefalografy, świadomości. Gdyby tak i było, nie byłoby czegoś tak subtelnego i skomplikowanego jak stan poetycki, jak ukryta w rzeczy zwykłej poezja etc.

zygpru1948 2016.03.18; 03:00:31
W Pańskich wierszach właśnie jest ukryta w rzeczach zwykłych poezja, i jest tam dużo wierszowanej prozy, ale czasem brak mi prawdziwie poetyckiej metafory. Jesienin np. znajdował metafory na stan, w którym „słońce na słońce utopione w bagnach” – umiał to wyrazić w dwóch słowach. Jednym słowem, chodzi mi o taką metaforę, w której rzecz opisana jest no możliwa do zaistnienia. A u Pana wszystkie niemal rzeczy istnieją realnie w realnych prozatorskich związkach przyczynowych. Owszem, byłbym niesprawiedliwy, gdym twierdził, że takich metafor u Pana wcale nie ma, bo choćby te: „Rośliny plotkują o nas” / „instynkty miażdżą struny” etc., to są „rzeczy-przedmioty” poetyckie, możliwe do istnienia tylko w poezji. Ale mnie chodzi jeszcze o metafory realizujące w poetyckim świecie jeszcze głębsze związki (możliwe do semantycznego rozbioru i logicznego opisania. Mówiliśmy ostatnio o „metaforze” a raczej zdaniu prozatorskim funkcjonującym na pożyczce z licencji poetica w funkcji metafory: „pasterze schodzą w gór” i w tym celu, żeby pokazać jak ja realizuję podobny bukoliczny, czy też klasycystyczny trop, pozwalam sobie przedstawić wiersz z 78 odcinka Prochów. Jest tam mowa o pasterzach, ale w kontekście zapowiedzi śmierci i jej poszukiwania. Nie wiem czy trafnie, ale tylko samemu Bogu udaje się stwarzać rzeczy, które jednocześnie są własnymi metaforami i metaforami całości świata.

zygpru1948 2016.03.18; 02:59:46
Odcinek 78 - idąc

Idąc do staruchy, Kulbaka przypomniał sobie swój dawny wiersz, który kiedyś napisał w stylu „filozofii Heideggera”. Było to w czasie jego „studiów” nad Sein und Zeit. Taki heidegerowski, a nawet nietzscheański – że aż jego samego, autora, darło w członku z przerażenia od tego nihilizmu i zwątpienia. No, oczywiście prostacy, redaktorzy nabuzowani urzędowym optymizmem w gazetach, odrzucili te jego „narzekania” na rzeczywistość, „która skrzeczy”, mówiąc, że to faszystowskie brednie, a sami jęli kultywować kapitalistyczny humanizm i dalejże krzywdzić biedaka, jakiegoś ogłupiałego tanim optymizmem życiowych, a’la dostojewszczyzna, robotniczego parobka na pańskim folwarku. Nie mógł się wyzbyć tych porównań; nowoczesnych zakładów przemysłowych do zarzuconych zwierzęcym gnojem przedwojennych majątków dziedzica.

Stoi jeszcze, jest, nie leży (oni o tobie)
Się, czerwono-żółte, jeśli nazywać, złość (ty o sobie)
Oni już zrobili, nie ja… (ty o sobie)
Ale „wierzy!” Wiara, wierzyć… (ktoś)
Rymuje się: śmierć-nadzieja! Dość!
Nie leży!, wisi, jeszcze Się nie urwało (oni o tobie)
Ale już, jakby dym, co płynie z chmur (ono o tobie)
Kontemplujesz złe piękno, co rankiem bieży…
zrywać? Co? ja stoję, ty stoisz, patrzysz… nakapało; (ty o sobie)
dojrzałe do pęknięcia, strach pustkę mierzy… (coś)
zamieć, wszystkiego za mało; majaczysz – (ego)
nic nie było, pamięć dręczy… pamięć. Po co? (ty o sobie)
kołek metafizyczny, czego, wbity (w ziemię), w „ciało”
męczy, na kołku Cień, w duszy, nocą, też stoi (ty o sobie)
bity w ciemię, w nocy się boi; co cię wiąże… - (coś)
Się, zły sen, stado myszy, co się samo pasie…
Zły pastuch, nie możesz wstać, bez pomocy… rosi (ono o tobie)
Czarny krążek, jak zmora, w tym Czasie… (ty o sobie)
o już, wszystko, jak dzień… cień mija, unosi,
jak w piekle niemożności, ani żyć, ani umrzeć… ani…
Tu szereg niemocy... Obcy udaje swojskie w ambarasie
, a tymczasem, zrobili za Ciebie (ono o tobie),
że tacy dobrzy, że tacy kochani…
Oścień! Nawet oścień w tobie! Zrobili! „Wierzgać przeciwko.?.”
(Obcy:, on, ona, ono - i bindas, którym nierówno pany obdarzono!)
Śmierć swoją robię! (to jest zagadka logiczna, czy możesz twierdzić tak o sobie)
mojowski odcień ( ktoś) - nic tu po tobie (coś)

Wypowiedź to bardzo hermetyczna, niektórzy twierdzili, że nihilistyczna i „faszystowska”, ale nic nie mógł na to poradzić. Tak pisał, żeby być niezrozumiałym dla motłochu (nie rzucać pereł przed wieprze), bo zrozumienie tłuszczy obniża wartość artystyczną poematu.

zygpru1948 2016.03.18; 02:58:52
Wartość artystyczna to jest coś, co jest niemożliwe dla zrozumienia i rozszyfrowania dla prostaka, jak muzyka sfer niebieskich. Poeta posługuje się logiką wyższą i paradoksalną, taką, jaką posługiwał się Bóg podczas stwarzania Adama i Ewy, dając im wolną wolę i ryzykując, że z jego ukochanych dzieci staną się, na własne życzenie, brudnymi świniami. A jednak postąpił jak postąpił, jak głupiec i geniusz! W jego rozumieniu, Kulbaki, te owe kilka strof wiersza, składających się z ułożonych w następujących po sobie króciutkich haiku, powinno się tak połamać, pogruchotać młotkiem boskiej, eschatologicznej logiki tworzenia świata, żeby nie były podobne do niczego istniejącego na tym świecie i dopiero wtedy poskładać je według logiki paradoksalnej, czyli logiki śmierci. Dopiero taki wiersz może koić nasze lęki i rozpacze życiowe, wobec niezrozumienia przyczyn i ogromu bezsensu żądania przywrócenia jedności widzialnemu światu. Sens świata jest sensowny dla tych, którzy tworzą ten świat. Jest on bezsensowny dla nas, którzy żyjemy poza światem. Dla nas, którzy żyjemy w „żywej śmierci”. Bo oprócz „żywego życia”, tak sławionego przez Fiodora Dostojewskiego, trzeba jeszcze podnosić wielką wartość „żywej śmierci”, w której egzystuje, żyjąc na umarciu, jako żywe trupy, dziewięć dziesiątych ludzkości.

zygpru1948 2016.03.18; 02:57:44
Cóż w tego, że kobieta deklaruje mężczyźnie miłość i rodzi mu żywe dzieci, zamieniane szybko w małe trupiątka, skoro jest to miłość trupianki? Ten stan jest niewykrywalny niewidoczny na zewnątrz psychicznego życia, bo mąż nie dysponuje wykrywaczem kłamstw, wykrywaczem trupich, kłamliwych myśli, ale gdyby takowy posiadał, to by się prędko powiesił z przerażania, że mieszka z trupami na jakimś cmentarzu, gdzie robaki zgryzają powoli jego meble, niczym deski trumien i naśmiewają się z głupich ludzkich łez, wysychających wśród więdnących kwiatów. I to jest piękne, ale dopiero wtedy, gdy spojrzymy na to okiem robaka, nie człowieka. Bo tylko robak widzi więdnięcie i ma świadomy udział w uczcie gnicia i rozpadu. Człowiek też ucztuje na śmierci i gniciu zwierząt, ale bez tego robaczego cudnego, wzmacniającego naszą odporność przeciwko rozkładowi, weryzmu, który pozwala robactwu prócz zaspokojenia smaków fizjologicznych, zaspokajać smaki intelektualne i potrzeby duchowe. Natomiast wśród ludzi, gdzie żona na zgniłe, obce „żywemu życiu” myśli, a dzieci nijak nie przystają do rozwoju na jakość, a przyrastają tylko jak kamienie, obrastające mchem, na ilość, żona (niczym Sonia Marmieładow) myśli jedynie z kategoriach trupiego świata, czyli, jeśli mamy za mały wobec sąsiada i jego firmy zysk, to nie mamy w ogóle zysku i jego sklepik handlujący żelaznymi łańcuchami, wydaje brzęk piekielnego łańcucha, w którym nie dochodzą do naszych uszu żadne niezniekształcone słowa. Natomiast w brzęku piekielnych łańcuchów i przekleństw potępieńców pozytywny sens mają tylko biblijne napomnienia, żeby szanować wartość własności prywatnej, (bo w piekle siedzą przeważnie rewolucjoniści – których potępieńcy-kapitaliści się brzydzą) i pomnażać zyski z dachówek na kościele. Jeśli Jezus w swym logionie: „Nie będziecie służyć Bogu i mamonie) użył arameńskiego słowa „mammon” w znaczeniu literalnym, to powiedział: „Nie będziecie służyć Bogu rozpusty Mamonowi, złotemu cielcu, który sankcjonuje wśród Żydów kultową rozwiązłość i prostytucję i jednocześnie służyć Jahwe prawowitemu Bogu”. Pierwotnie wśród Żydów służenie mamonie nie miało nic wspólnego z posiadaniem pieniędzy, tylko służyło zaspokojeniu chuci. Związek mamony z pieniędzmi jest pośredni, że za usługi seksualne trzeba płacić i mieć na to pieniądze. Koniec cytatu. Jak Pan widzi, przy podobnym powoływaniu się na trop pasterzy schodzących z gór, ja mam na myśli śmierć i są oni dla mnie wysłannikami śmierci, dla Pana są wysłannikami miłości. Z tym, że wydaje mi się, że u Pana realizują oni bardziej związki prozatorskie, a u mnie bardziej poetyckie, czyli nierealne w świecie rzeczywistym i ukryte. Ale nie możemy się równać z Bogiem, który tak stwarza rzeczy, że są sobą i zarazem metaforami siebie i świata. Pozdro

PS. I proszę mnie nie tytułować profesorem literatury UJ. bo nim nie jestem. Jeśli już Pan musi się do mnie zwracać z namaszczeniem i górnolotnie, to jak kelner do Franca Fiszera: "Boże Ojcze"...

Zygmunt Jan Prusiński Wrzosowiska i wodorosty... część I

___________________________


Wiersze na topie:
1. Czyżby zima? (15)
2. I tak bywa (14)
3. Miłość matki (12)
4. erotyki (12)
5. Podział (11)

Autorzy na topie:
1. kaja-maja (171)
2. Super-Tango (132)
3. Jan Gawarecki (40)
4. przyjaciel wiatr (36)
5. Ola24 (36)
więcej...