Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (4)

Nowi autorzy:
- natpuzlpruk2
- Blue_romance
- harhaihasu22
- kritonetrea24
więcej...

Ostatnie komentarze:
Jaśmin
- fenixferrum
Łąki piosenka
- niteczka
Uśpienie
- reni
Uśpienie
- niteczka
więcej...

Dziś napisano 9 komentarzy.

Komentarze otrzymane - zygpru1948



zygpru1948 2018.10.23; 06:10:36
Komentowany wiersz: Iść z tobą w jedną noc
Warszawa: Oszustwo wyborcze ujawnione! Unieważnią wynik?

Przez
OTOPRESS -
Październik 22, 2018

https://www.otopress.pl/2018/10/22/warszawa-oszustwo-wyborcze-ujawnione-uniewaznia-wynik/?fbclid=IwAR2WdYphTJ1WKeUEd3zMcrYfVdhlo50iszDkAtsrtNYRlwGZ61B0Ks3QU1M


zygpru1948 2018.10.23; 05:42:34
Komentowany wiersz: Iść z tobą w jedną noc
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.23; 05:42:24
Komentowany wiersz: Iść z tobą w jedną noc
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41874560_2175614219177787_1047098763178409984_n.jpg?_nc_cat=103&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=ac88c823a9ba1d26f459beaed2a750ef&oe=5C3D4C91


zygpru1948 2018.10.23; 05:30:21
Komentowany wiersz: Iść z tobą w jedną noc
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

29.02.2012 00:57


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, gdybym się nie bał, że będę posądzony o pedalstwo, to bym powiedział, że z ust mi Pan wyjął.

Powiem tak, że jeśli mąż i żona nie mogą się znosić w życiu codziennym ponieważ ona nie przeżywa dopochwowego orgazmu a on nie umie jej do tego doprowadzić, bo jest za mały, albo za krótki albo za krótko ją penetruje, to konsekwencje tego są dalekosiężne dla życia rodziny ludzkiej w ogóle. Bo jeśli orgazm dopochwowy i współżycie seksualne jest podstawą budowanie miłości i cementem dobrych relacji między mężem i żoną, to cóż stoi na przeszkodzie, żeby tym cementem był również seks między zięciem a teściową, między teściem a synową, między wnukiem a babcią lub wnuczką a dziadkiem. Gdyby dziadzio solidnie przerżnął wnuczkę, dając jej orgazm dopochwowy raz za razem, to ona by go nie wyrzuciła na starość zniedołężniałego do domu starców, bo by się jej od czasu do czasu, jako przyrząd do robienia orgazmów przydał. Analogicznie, gdyby babcia dała wnuczkowi swojej jeszcze dziarskiej łechtaczki i w ogóle dziury, to wnuczek też by babci tak łatwo do domu starców albo do innego przytułku nie wydał. Stosunki seksualne między teściem a synową albo zięciem a świekrą scementowałyby ład i miłość rodziny.


Co więcej, ja nie kpię, bo podobne rzeczy można wyczytać u Bronisława Malinowskiego i Levi-Straussa. Oni twierdzą, że nie istnieją jakieś specjalne przeszkody w uprawianiu kazirodczego seksu rodzinnego. To właśnie wzbudza gorącość uczuć rodzinnych i wzajemne przywiązanie. Levi-Strauss zauważa, że dzisiejsza rodzina nie ma służyć seksualnej przyjemności, tylko płodzeniu dzieci, żeby te dzieci łączyć z dziećmi innych rodzin tworząc z nich nowe rodziny, komórki społeczne i tworzyć otwarte na innych społeczeństwo. Rodzina służy więc społeczeństwu a nie samej sobie. Gdyby nie ten cel społeczny, to najlepszym wyjściem dla rodziny byłaby miłość kazirodcza, dopochwowa, wszystkich z wszystkimi w kręgu rodziny. Zresztą tak jest we wszechświecie, na Polinezji, w Oriencie, tak było u starożytnych Babilończyków, Achajów i Etrusków, tak było również u starożytnych Ariów i Chińczyków. U Chińczyków zresztą jest tak, że wnuczka jest tam córką dziadka, a nie swego ojca, a biologiczny ojciec może dopiero "zyskać" swoje potomstwo w dzieciach swych dzieci, czyli we wnukach, ponieważ dzieci należą do jego ojca. W Chinach wnuki są dziećmi swych dziadków, a rodzice na swoje (z prawno-religijnego punktu widzenia) dzieci muszą czekać, aż dopiero ich biologiczne dzieci urodzą im wnuki. Dopiero te wnuki są dziećmi dziadków. To skomplikowane, ale chyba do zrozumienia, jak to zachodzi. Na tym się opiera taoizm i czerpie z tego konfucjonizm. System jest tak stary ja same Chiny i nie wiadomo, czy nie czerpały z niego ludy aryjskie i semickie. Żydzi zresztą mają niesłychany seksualny kult dziadka i babki, z którymi mają prawo obcować na określonych rytualnych warunkach ich wnuczki i wnusiowie. A rytualne mieszanie krwi u żydów? Przecież w dawnej Polsce było faktem!

W Chinach wychodzi na to, że prawdziwym mężem młodej żony, nie jest jej mąż, ale jego ojciec. Toż samo z zięciem, że żoną jego nie jest córka, ale jej matka, tak jest w mnogości rodzin ludzkich, że wujek z wnuczką brata, a babka z synem siostry. Konieczne jest mieszanie między-pokoleniowe, w myśl maksymy, że na starej piczy młody się ćwiczy, a na starej kości najwięcej miłości (ludowe), (nie ja to wymyśliłem i nie ja wywołałem temat - w końcu jesteśmy dorośli, jest dwunasta w nocy i dzieci tego nie czytają).


Nie ulega wątpliwości, że podstawą jest twardy kutas (najlepiej stary i wytrenowany - taki co to wypieprzy i babkę i wnuczkę) i dość długa penetracja pochwy w celu wywołania orgazmu dopochwowego, w którym bierze udział cała dolna cześć otrzewnej. Nie chcę tu wchodzić w dywagacje jakie to ma konsekwencje dla symbolicznego ludożerstwa i brzuchomówstwa, które z kolei jest podstawą (brzuchomówstwo) do rozwoju mowy wewnętrznej i w ogóle myślenia i życia duchowego. Życie duchowe płynie od pochwy i otworu odbytowego (do głowy), ale tego nikt nie chce spostrzec, chociaż jest widoczne gołym okiem. Cała ludzkość od rana do wieczora myśli tylko o waleniu i uskutecznia różnorakie stosunki seksualne, gorzej niż psy, ale wypiera się w żywe oczy, kłamiąc że myśli o wyższych celach... chyba takich jak okraść bliźniego i wypieprzyć mu żonę.


Zygmunt Jan Prusiński Księżycowy Kochanek... część I

________________________________


zygpru1948 2018.10.22; 10:32:22
Komentowany wiersz: Morski zapach w tobie dziewczyno
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.22; 10:32:11
Komentowany wiersz: Morski zapach w tobie dziewczyno
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41848056_2175794969159712_6362326288983654400_n.jpg?_nc_cat=104&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=93281f522abf85ef471e76a269fe0809&oe=5C3DB98B


zygpru1948 2018.10.22; 10:26:52
Komentowany wiersz: Morski zapach w tobie dziewczyno
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

09.04.2012 15:10


@Zygmunt Jan Prusiński

Podoba mi się Pański wiersz "Boska komedia i moje cygaro". Nic dodać nic ująć, samo sedno poetyckich, subtelnych niepokojów, ledwie zarysowanych tęsknot, bez nachalności i szczypta zgryźliwego humoru (pod swoim adresem). Ta układanka się Panu udała. Jest w tym metafizyka.

O mnie proszę się nie martwić, mam coś z błędnego, średniowiecznego rycerza, ale nie tak głupiego, jak ten z ballady Schillera "Rękawiczka", żebym z kaprysu złej damy wchodził między lwy. Natomiast jak błędny rycerz traktuję kobiety po rycersku, czy Pan nie zauważył, że traktuję tak panią Mar? (głosząc wszędzie, że jest najpiękniejszą damą z La Manczy? Niestety, nie ma już renesansowych kobiet, jak u Boccacia, gdzie panny potrafią wysłuchiwać (z przyjemnością i zrozumieniem) pikantnych historii i opowiadać takież same, podszyte filozoficznym podtekstem (czasem erotycznym). Te panny są ciekawe! Nasze nudne jak flaki z olejem! No, niech Pan poczyta Dekamerona a zrozumie Pan o co mi chodzi. Że te współczesne idiotki (niektóre) robią się na wyzwolone (ale bez odpowiedniego uzbrojenia intelektualnego), pozując na wielce wykształcone, przemądrzałe ale w istocie rzeczy posługują się jakimś gnuśnym, zastraszonym myśleniem rodem z pipidówki, gdzie nauczone w dzieciństwie przez księdza fałszywej skromności, teraz bredzą na okrągło, że kobiecość wymaga od mężczyzny poszanowania (a przecież my je nie namawiamy do jakiejś sodomii albo słuchania obrzydliwych historii), a mają na myśli (mówiąc o szacunku) to, żebyś im schlebiał, bił pokłony przed ich inteligencją, mądrością i wytwornością (którą mają tylko w dobrych chęciach i w słowach, w pustosłowiu, we własnej próżności, ale nie w duszy i w umyśle).

No jednym słowem, Panie Zygmuncie, chciałbym spotkać naprawdę inteligentną kobietę (chociaż może lepiej nie!, bo już dość mam tego humbugu), mam na myśli kobietę, jak w Dekameronie), bo toto z czym mam zwykle do czynienia, to się oczytało jakichś skrótowców, mądrości w pismach dla kobiet, jakichś samouczków jak być mądrą i piękną, że "człowiek brzmi dumnie" etc. jakieś dyrdymały o "miłości" i "przyjaźni" (a samo nie jest do tego zdolne i nie wie jak przyjaźń wygląda) - (bo w gazetach piszą o "przyjaźni" - pseudomiłości między Brucem Willisem a jego następną damską zabawką, czyli o przyjaźni w światowym ujęciu) i powtarzania przez nią jedno i to samo, na okrągło.

Czy pani Jola Butkiewicz nie zrobiła Panu awantury, że napisał Pan w wierszu, że robi placki ziemniaczane na golasa?. Przecież one widzą w tym śmiertelną obrazę swego majestatu, gdy Pan przez sekundę zechcesz dworować sobie (poetycko, ale delikatnie, dowcipnie i ze szczerej sympatii) w jakimś temacie, w którym występują one (napuszone i napompowane kobiecą godnością). Bo w ich wyobrażeniu, byłoby wtedy dobrze, gdyby facet pisał i mówił (kadził), że one robią placki ziemniaczane w brylantach i w krynolinie, a Pan je adoruje na klęczkach. Kurwa, co za wampuka!


PS. A co do moich droczeń z panią Mar Canelą, to to są tylko moje ćwiczenia stylistyczne, nic więcej. Moje prawdziwe poglądy filozoficzne na istnienie świata i rzeczy są daleko ukryte i nie dla profanów.

Aż mam w tej chwili ochotę odpowiedzieć pani Małgosi (ale nie chce mi się otwierać do niej nowej notatki), że się upiera niepotrzebnie przy tym, że kobieta się nie oddaje mężczyźnie tylko mu siebie "udziela"? Ona pisze, że podczas stosunku miłosnego, ona się sobą z nim dzieli? Nie oddaje siebie, bo by jej to ubliżało! Tym samym daje wyraz, że jest jakąś niewolnicą, bez własnej autonomii, która nie posiada nawet samej siebie, własnej woli, pełnej własnej świadomości, rozeznania dobra i zła etc.! czyli nie jest zdolna do prawdziwej miłości! A czy "podzielić" się z kimś chlebem, to nie znaczy oddać mu tego kawałka na wyłączne posiadanie? Ba, co więcej, czy nie znaczy to oddać mu kawałek siebie samego? Jak w międzyludzkiej komunii społecznego współżycia? Czy ona nie wie, że posiadanie jest i wtedy, gdy występują fale czynnościowe w mózgu rejestrujące istnienie w naszej świadomości jakiegoś zewnętrznego przedmiotu? Jeśli są czynności poznawcze i stany świadomości to jest posiadanie czegoś, albo ich wcale nie ma i jest stan nieprzytomności. Kobiety i mężczyźni, muszą się posiadać, wzajemnie (żeby tworzyć stan ludzkości) w sposób różnoraki, fizyczny, miłosny, seksualny, prawny, poetycki, świadomościowy etc. Musimy mówić o posiadaniu a nie o czym innym (np. dzieleniu się z sobą, bo dzielnie jest fazą wstępną albo inną nazwą na udzielnie prawa do posiadania). Bo posiadając kobietę podczas stosunku miłosnego, jesteśmy świadomi tego stosunku i wtedy w ten sposób ją posiadamy, czy ona tego chce czy nie chce, gdy już rozłożyła nogi i współdziała w tym, żebyśmy jej włożyli penisa. A pani Canela chce ten akt nazywać "podarunkiem" ale nie oddaniem siebie (na chwilę, swej waginy w moc posiadania męskich rąk i członków (i obmierzłych pysków! mlus-mlus! mlas-mlas!). Jej wola tak sądzić! Jej wola tak się samookłamywać! Ale czy ona sądzi, że rozkładając nogi nie oddaje się w posiadanie tylko (co?) obdarowuje? albo się dzieli (sobą), udziela?

Udziela się, czy udziela czegoś - bo tu jest istotna semantyczno-filozoficzna różnica! W "udzielaniu się" występują inne akty neontyczne (jakby powiedział Sartre czy Husserl) a w udzielaniu czegoś jeszcze inne. Kobieta udziela siebie samej, albo swej pochwy, mężczyźnie w zależności od stopnia własnej interioryzacji, świadomości łączności ze swym ciałem, zazdrości o własne ego itd. Czym się różni oddanie samej siebie od oddania swej waginy w posiadanie mężczyzny? Łączy się to z prawem mężczyzny do posiadania dziecka. Jeśli mężczyzna nie ma prawa do posiadania kobiety, matki swego dziecka, to nie ma prawa również do tego dziecka. (To po diabla wkładać jej kutasa!) Powtarzam, czy w akcie miłosnego oddania nie mamy do czynienia z decyzją kobiety: oddaję ci moją waginę i mnie samą, zrób z nimi co chcesz! A skoro cię kocham i ufam ci, to ufam, że nie potniesz mnie na kawałki nożyczkami. Pani Canela boi się, że ją partner potnie nożyczkami, dlatego może mu tylko podarować na chwilę, czyli udzielić ewentualnie pożyczyć swej wagińci, żeby sobie wsadził przez lejek, na chwilę, a ona go będzie bacznie obserwować, czy nie nadużywa stanu używania. Krańcowa nieufność do mężczyzny i drugiego człowieka (obawa i strach przed obcym) - (przy nieustannych zapewnieniach o własnym pojęciu o wysokich uczuciach jakimi powinna charakteryzować się miłość). Stosunek miłosny, to jest nic innego, niż oddanie w posiadanie, w chwili gdy facet wkłada kobiecie penisa do pochwy, i tę pochwę na swym członku i członkiem, posiada, kobieta już nią nie "rządzi" (chociaż rządzi w ten sposób, że swą waginą męskiego członka i mężczyznę wzajemnie posiada. Ale z drugiej strony (patrzcie ludziska, co to za dziwne stworzenie ta wagina) wagina wobec umysłu kobiety jest autonomiczna i chce być posiadana, i należy do mężczyzny, bo kobieta (jako psychofizyczna całość) ją oddała mężczyźnie (i wagina nie ma nic to powiedzenia, chociaż czasem waginę łechtaczka boli, bo ją mężczyzna traktuje zbyt mściwie i brutalnie, ale kobieta mówi (do waginy) cierp, bo ja go kocham!), gdy tymczasem mężczyzna używa jej sobie (i na niej) jak "swoje", do momentu, gdy sobie zrobi dobrze (jak byk na krowie - jest to wersja ordynarna, bo są i wersje idealistyczne - wydumane przez metafizyków i poetów).

Nie chcę komentować logiczności pani Mar, niech sobie myśli co chce, ale rozmowa z nią nie bardzo ma sens, skoro rozmówca twierdzi, że słońce jest białe i tylko białe, bo takim go widzi. Jest białe ale również różowe, złote, niebieskie etc. O, albo to, że jest jakowaś "energia" wyobrażona po "buddyjsku", która jest niezniszczalna i wędruje przyczepiona do rzeczy, do przedmiotu (jak że co psiego ogona), albo też wędruje sama (gdzie chce) itp. Z wszystkiego, z każdego pojęcia można zrobić efekciarski gadżet myślowy i używać go jako zdania zastępczego (wmawiając rozmówcy, to jest to zdanie właściwe, choć oboje wiedzą, że nie na temat), bo się nic istotnego nie ma rozmówcy do powiedzenia. A gdy Skręt - rozmówca u Pana na blogu zwraca uwagę na jakiś nowy aspekt sprawy (zwykle dziwny bo świat jest wciąż zaskakujący), to się mówi, że Skręt świntuszy i bulwersuje. Patrzcie państwo, czyżbym miał aż z tak naiwną publiką do czynienia? Cóż on takiego bulwersuje? Mówi coś co jest niezgodne ze zdrowym rozsądkiem? Z opinią większości. To prawda, mówi coś czego opinia większości nigdy nie słyszała i nie potrafi sobie tego wyobrazić, więc to jest rozmowa dziada do obrazu. Ale trudno, Skręt tak musi, musi sam sobie ubarwiać nudę czytania wciąż tych samych komunałów, które PT., blogowicze wypisują jako perełki swej inteligencji i zachwycają się nimi nawzajem. Miernota zawsze znajdzie uznanie w oczach drugiej miernoty.


PS. Co do Pańskich wirtualnych małżeństw, to ma Pan rację, ale to też się wiąże w wirtualnym czy też intencjonalnym posiadaniem. Ponieważ posiada się coś (przedmiot) najpierw w myślach, czyli posiada się myśl... czyż ja czytając Pana nie posiadam Pana, Pańskich myśli w swojej świadomości? (inaczej bym nie rozumiał co czytam, o co Panu chodzi). Czyż Pan czytając mnie nie posiadasz mnie? Części, mojej świadomości? Gdybyś mnie nie posiadał, to byś mnie Pan nie rozumiał. Chyba logiczne. Posiadanie wcale nie oznacza jeszcze dosłownego i doskonałego zrozumienia czyli posiadania, ale to jest już wyższa szkoła jazdy! To należy do epistemologii i filozofii nie będziemy się tu uczyć. Tym nie mniej, nie róbmy ze świata niezrozumiałego domu wariatów. Starajmy się zrozumieć ile się da i zabawić jego komicznymi właściwościami, które są właściwościami nas samych. To my jesteśmy komiczni w naszych pretensjach do zrozumienia tego czy owego (czego nie wiemy i wiedzieć nie będziemy). Ja nie przeczę, że jestem zaciekawiony osobowością pani Caneli i dlatego robiłem takie "dziwne ruchy" myśląc, że ten szyfr będzie przez nią odczytany i ona też za pomocą "dziwnych ruchów" (nie mylić z seksualnymi), myślowych, gier myślowych, symbolicznych komunikatów, sformalizowanych w języku, aluzji, pani Canela też podejmie grę pt. "o, taka jestem, tu mnie smaruj, to mnie bawi, to mnie zaciekawia, ja mam taką zabawkę a ty mi pokaż swoją..." (tu nawet nie chodzi o flircik, tylko o ciekawą znajomość i zabawne żarty - a nie o mecz bokserski, że ja jestem mądrzejsza, ja jestem wyższą nad mężczyzną istotą, kobietą i ty uważaj, bo cię zniszczę) ale to mi się nie uda z tym adresatem. Za dużo tu nadęcia i pozy. To może być dobre dla Pana, te zabawy w księżniczki i grandezy.

O Boże, zdechnę ze śmiechu!


Zygmunt Jan Prusiński Sukienki i Motyle - część II...

______________________________


Zygmunt Jan Prusiński


BOSKA KOMEDIA I MOJE CYGARO

Jolancie Marii Butkiewicz


We wsi Butkiewicz wiosna przyszła,
trochę rozczochrana
jak kochanka w łóżku.

Wróciłem z dalekiej podróży,
akurat Jola smaży mi placki ziemniaczane
- przy kuchni stoi nago.

Siedzę przy stole i palę cygaro -
podarowane od Fidela starca,
przyglądam się jej figurze.

I w tej Boskiej Komedii u niej w domu,
uczę się nowych myśli o kobiecie...

- Taki z niej czarownik.


19.6.2011 - Ustka
Niedziela 10:20


_________________Wiersz z książki "Złap mój księżyc"


zygpru1948 2018.10.21; 10:50:02
Komentowany wiersz: A ta ławeczka i moja muza
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.21; 10:49:47
Komentowany wiersz: A ta ławeczka i moja muza
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41822512_2175697245836151_2289787609712427008_n.jpg?_nc_cat=105&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=dc99da7470ecf1c9ca40195fd9950a03&oe=5C435860


wigor 2018.10.21; 10:49:28
Komentowany wiersz: A ta ławeczka i moja muza
Podoba mi się Twój wiersz. Muza też niczego sobie ;-) Pozdrawiam ;-) +


zygpru1948 2018.10.21; 10:42:21
Komentowany wiersz: A ta ławeczka i moja muza
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

14.04.2012 01:10


@Zygmunt Jan Prusiński

Witam! Panie Zygmuncie nie pomnę w tej chwili autora ani dokładnie tytułu, ale we francuskiej książce (bodajże) "Rycerz, kleryk i kobieta" autor pisze, że instytucja średniowiecznych X-XIV w. trubadurów i truwerów polegała na tym, że poeta opiewający piękno i wdzięki możnej pani (na zamku lub gwarnym dworze) mógł być tylko ubogi klery, świszczypała, student etc. Mógł on zbliżać się do pani na odległość stołu, ale nie bliżej. O dotknięciu jej ręki mógł sobie tylko biedak pomarzyć.

Rycerzem który wybierał sobie damę swego serca mógł być człowiek majętny, szlacheckiego pochodzenia, ale nie za bogaty i również nie było mowy żeby się mógł z damą swego serca spoufalać, dotykać ją itp. Mógł ją co najwyżej pocałować w rękę. Byli jednak oni potrzebni, żeby robić wokół pani sztuczny tłok, w którym przemykali prawdziwi kochankowie, zwykle możni rywale męża tejże damy i pani. To dopiero oni mogli panią chędożyć, za co, gdyby się, doniosło do rozwścieczonego rogatego męża, głowę by stracił trubadur i poeta, bowiem często widziano go przy stole pani, jak jej przygrywał do posiłku i umilał czas swoim śpiewem. On bowiem służył za parawan. Jego widziano publicznie, miał prawo widywać panią w ramach pracy "kulturalno-oświatowej".


To co Pan pisze o "swoich kobietach" to ja wiem to doskonale, co tu jest grane, że właściwie jedyną kobietą z krwi i kości jest tylko pani Mar. Wszystkie inne, to albo Pańskie wymyślunki, z którymi Pan rozmawia i pisze właściwie sam ze sobą, natomiast takie jak pani Jolanta-Kaszmir, to nie wiem, ale wysoce dla mnie podejrzana figura. W każdym razie chyba nie Pan. Zresztą gdyby nawet tak było, to nie mógł był Pan wiedzieć, gdyby miał Pan rozdwojenie, roztrojenie itd. jaźni. Piszę "podejrzana", bo ostatnio wypowiada się na blogu Sowińca jako "Kaszmir" i jej portret psychologiczny z tego i tamtego blogu niezbyt mi pasuje do całości. Na marginesie powiem, że wszystkie te figury, które dawały wypowiedzi i dają na tej "ale literaturze" są jakieś enigmatyczne oprócz takich osób jak Pan, jak Sowiniec, jak Bochwic. Wiem mniej więcej o co Sowińcowi chodzi, jaką ma swoją politykę, wiem też że pani Bochwic nie jest czymś w rodzaju agentury. Ale za resztę nie dałbym sobie ręki uciąć, czy my nie gadamy z jakimiś agentami Bondami. Diabli wiedzą jaką wobec nas mają politykę, czy chodzi o to, żeby nas kanalizować, tonizować nasze wypowiedzi, czy też do czegoś podbechtywać. Zastanawiające jest dla mnie to, że na czyjąś sugestię zamknięto i przywrócono Pańską stronę, chociaż Pan wcale nie zmienił swoich nawyków, a ja poza otwarciem kilku innych blogów na innych witrynach, piszę właściwie tak samo. Mój kolega uważa, że w tym całym internetowym interesie odchodzi robota szpiegowska na całego, przeróżnych szpiegowskich agencji.


PS. Co do Pańskich narzekań, że jest Pan męczennikiem, to nic podobnego. Pan męczennikiem był jak się Pan męczył na dupie Pameli Amon, albo wychowywał Pan dzieci i bronił się Pan przed żonami, żeby nie szły do sądu po rozwód. Ale teraz muszę się przyłączyć do zdania pani Mar, że jesteś (świadomym, bo chcesz nim być) błaznem! Inna sprawa że to dowodzi cech człowieka myślącego, który nie chcąc utracić kontaktu z rzeczywistością, pełną innych błaznów, musi sam upodobnić się do błazna.

PS II. Nota bene miałem kiedyś pretensje do Marianny Bocian (nazywałem ją Alicją), że nie rozumie w swym poemacie (o wielkiej rozpiętości tematycznej, od czasów saskich przez rozbiory aż do współczesności) trudnej roli Stanisława Poniatowskiego nazywając go błaznem. Moim zdaniem to dowodziło jej płytkiej znajomości historii, procesów historycznych, psychologi rządzenia i mentalności tamtych ludzi etc. Bowiem bardzo łatwo zostać błaznem wbrew swej woli, wypromowanym na błazna i sterowanym przez innych, natomiast bardzo trudno zostać błaznem samemu, żeby uniknąć jeszcze większego, wymuszonego na nas przez innych błazeństwa.

PS III. Moim zdaniem, upadek rozbiorowy I Rzeczpospolitej był nieuchronny, bo Polska była jedynym wielkim krajem w Europie, który był najstarszym organizmem państwowym i ten kraj (w sensie państwo), musiał się pierwszy znużyć trudnościami trwania w historii i własną przeszłością i rozlecieć z braku wewnętrznej woli i spójności. Polska trwała jako spójny wielki organizm od ok. 1350 r. czyli od Kazimierza Wielkiego. Natomiast w tym czasie Francja i wszystkie inne kraje europejskie walczyły o swoje scalanie, jak Włochy, Austria, Anglia czy Francja (albo wręcz były w powijakach jak Rosja), lub były pokawałkowane jak Niemcy, malutkie jak Austria, rozbite dzielnicowo i etnicznie jak Hiszpania etc. Dlatego nie powinno dziwić, że Polacy jako najstarszy w Europie naród, w sensie - jako zbiór jednostek o własnej świadomości państwowej, jesteśmy tacy zblazowani, zmęczeni i wykazujący cechy nihilizmu, czyli poglądu, że wszystko już było i nie ma się już czego dobrego spodziewać. Przypominamy starożytnych rzymian, który po tysiącu lat historii, podbojów, świetności... mieli wszystkiego dosyć i czekali na barbarzyńców. Tak jak my. Niemcy wobec nas są narodem młodym (w sensie jednostek które... etc.), w tym sensie, że byli w rozbiciu dzielnicowym do 1873 r. Austria była zlepkiem różnych szczepów i narodzików. Węgrzy są równie starożytni jak Polacy, ale zbyt ich mało, jakby mieli zaszczepione w genach jakieś kurduplostwo. Turcy formowali się pięćset ostatnich lat, czyli są młodzi, Francuzi proces swego formowania zakończyli na dobrą sprawę w nie czasach Henryka Walezego i nie Franciszka I, ale dopiero w czasach Ludwika XIV i Kardynała Mazariniego. Więc o co można mieć pretensje do Polaków? O to, że są zbyt dojrzali!? Albo że są przejrzali, jak te gruszki na starym drzewie i spadają na ziemię, bo nie chcą się już trzymać gałązek życia? Polacy to elita wśród narodów i ich arystokracja. Dlatego wśród Polaków jest tylu zaprzańców, buntowników i wariatów. Ale są to szlachetni zaprzańcy, buntownicy, dewianci i wariaci. To wszystko z przesublimowania i przerasowienia. To dlatego polska kobieta przypomina jakąś zdziwaczałą sukę egzotycznej wynaturzonej rasy. Również Polak, mężczyzna z rasy Polaków, to ni pies ni wydra, ni to kundel, skundlony cham, ni rasowy szlachcic. Na pozór nie mamy w sobie nic, co przypomina hodowlaną elitę (w eugenice i nauce o dziedziczności elita, to pierwsze pokolenie nowej rasy, od której pochodzi łańcuszek nowych, następnych pokoleń), z której żeśmy wyrośli, a przecież właśnie mamy wszystkie jej cechy tylko spotęgowane, często do granic karykaturalnych. Jeśli coś za bardzo przypomina pierwowzory, i stwarza wrażenie większej oryginalności od oryginału, to jako przedobrzone nie budzi zaufania i przynosi więcej kłopotów niż pożytku.

Tak jest z naszym polskim narodem, że nadajemy się tylko żeby nas wsadzili w ramkę za obrazek i mówili, "tak wygląda prawdziwy stary Europejczyk po tysiącu lat nieprzerwanej państwowości" (120 lat rozbiorów się nie liczy, bo państwo w głowach Polaków nie przestało istnieć - dzięki kulturze). Właściwie taki stary Europejczyk nadaje się już na emeryturę a nie do rządzenia, pracowania i zdobywania własnego etat detre (nie ma tu w narzędziach znaków do francuskiej pisowni), czyli po polsku: racji istnienia. Co ciekawe, komuniści po wojnie całą swą dydaktyczną działalnością w szkolnictwie, w teatrze, w prasie, rękami inteligentów poczuwających się do przynależności do szlachectwa urabiały nowe pokolenia (chłopów) na potomków sarmackich szlachciców (nie na robotników i chłopów - robotnicy i chłopi, to był odprysk). Ja dostałem od nich zakaz pisania, bo byłem przeciwko urabianiu takich pokoleń (niczym Dostojewski w carskiej Rosji), które jak hrabia Henryk z Nieboskiej byli w cynicznej, młodej i bandyckiej Europie ciamajdami, dającymi zagranicznym chamom sobie w kaszę dmuchać. Cóż z tego, że polski szlachcic nadawał się do loży masońskiej paryskiego rytu (jako okaz wysublimowanego i zdziwaczałego oryginała) jak nikt, skoro rządzili nim w niej młode francuskie chamy nobilitowane na szlachciców dopiero po Wielkiej Rewolucji Francuskiej?


Kończąc, żeby się nie rozpędzać, Marianna Bocian, moim zdaniem, tego wszystkiego nie rozumiała, i jakiż tu z niej był do cholery Norwid w spódnicy?!. Denerwuje mnie to licencja poetica, ten zasrany poetycki pseudojęzyk, ludzi którzy rozumując płytko, bajdurzą co im ślina na język przyniesie. Ja się Panie Zygmuncie to tego towarzystwa nie nadaję. Uważam, że poeta dużego kalibru musi być jednocześnie uczonym dużego kalibru, bo poezja jest naczelnym narzędziem ludzkiego poznania. I odmawiam tego miana ludziom myślącym płytko albo udających myślicieli. Co innego sklecać rymy, dokładać wolne metafory do metafor, a co innego (tak jak Ginter Grass) zanurzać się w język całej ludzkości, sięgając do pra-mowy i pra-języka, mówiąc, że coś "musi być powiedziane" tylko dlatego, że to "musi być powiedziane", bo tego żąda pra-język i pra-mowa. "Kiedy kamienie krzyczą", to Pana słowa - dopiero wtedy ma prawo i przymus odezwać się poeta, nie wcześniej. Czyli, poezja jest sprawą etyki, nie estetyki. Natomiast "twórca" składający zgrabne wierszyki (dla wyrażenia estetyki), cóż, jest tylko umownym poetą, według licencji poetica. Otóż "Pan Tadeusz" nie musiałby przez Adama Mickiewicza napisany i nic by się złego nie stało, gdyby go Polacy nie dostali i nie czytali. Natomiast "Księgi Pielgrzymstwa Polskiego" (o wędrówce w głąb polskiej jaźni) musiały być napisane i źle się dzieje, że Polacy ich nie znają i nie czytają. Bo nie czytając takich tekstów oduczą się myślenia i właściwego posługiwania się językiem, który nie dopuszcza do zatracenia ich człowieczeństwa. Dlatego też u nas tylu alkoholików, skurwysynów, złodziei, bandytów, oszustów etc. Być może nie więcej niż u innych, znacznie młodszych od nas nacji. Ale te młodsze nacje można usprawiedliwić tym, że ona dopiero myślenia zaczęły się uczyć długo potem, gdyśmy już byli ukształtowani.

PS III. Gdyby ktoś podnosił sprawę starożytności narodu niemieckiego, to spieszę wyjaśnić, że różnice między językiem północno-niemieckim a południowo-niemieckim rozstrzygnął dopiero Adolf Hitler, likwidując strukturę Rzeszy jako odrębnych organizmów państwowych. Czyli, wychodzi na to, że Hitler jest twórcą nowoczesnych Niemiec i jedności Niemców. Powinni o nim mówić z szacunkiem, z wdzięcznością i czułością: "Nasz ojciec. Tatuś!" Aż do czasów Bismarcka Niemcy z południa kłócili się z północnymi, które narzecze jest ważniejsze. Bardzo długo mówiąc północno i południowymi odmianami, nie bardzo mogli się z sobą porozumieć. Uczeni piszą, że sprawa rozłamu Niemców na dwa różne narody wahała się bardzo długo.

PS IV. No to moje zdanie na temat zasług Hitlera dla narodu niemieckiego, Pan zna.


Zygmunt Jan Prusiński Sukienki i Motyle - część II...

_________________________________


zygpru1948 2018.10.20; 10:47:12
Komentowany wiersz: Między udami poznawać świat
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.20; 10:45:31
Komentowany wiersz: Między udami poznawać świat
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41880649_2175689559170253_9119105319128006656_n.jpg?_nc_cat=107&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=e73b3c6be6886611d038b5c3784ec1c4&oe=5C4D955C


zygpru1948 2018.10.20; 10:16:18
Komentowany wiersz: Między udami poznawać świat
Karol Zieliński


KRYTYK I POETA

(recenzja książki „Kobieta białych luster”)



Otóż, poeta Zygmunt Jan Prusiński wcale nie liczy na jakąś miłość, że gdy będzie używał słowa "miłość" to kobieta chętniej itp. Poecie, to pisanie się nadzwyczaj udało. Tyle szczerego, nie wymyślonego, bezpretensjonalnego, powtarzanego od początku świata... banału! A tymczasem jest to tak świeże i prawdziwe, że tu wcale nie chodzi o jakieś tam zakichane miłości... Ludzie miłości... jakie znamy na co dzień, jakie żeśmy w swym życiu przeżyli, to zdaje się betka... przy smutku, z niemożności osiągnięcia prawdziwej miłości... w świadomości, a raczej w podświadomości Prusińskiego, że miłość to coś horrendalnie absurdalnego. I poeta to wie... i cierpi... jakby cierpienie było sednem miłości.


Poeta Prusiński, jako filozof miłości, wszystko to wie! I te erotyki nie są skierowane do ziemskiej kochanki! Jeśli już to do takiej, która nie istnieje albo już umarła, albo lepiej by było, żeby się nie narodziła, lub przed narodzeniem umarła! Bo któraż to z kobiet potrafi pieścić otwarte serce w wazonie, pana Zygmunta. Ja na nic takiego bym się nie zdobył. U mnie sytuacja metafizyczna przebiega inaczej! Tymczasem Prusiński, nie! On przeżywa inaczej, „głęboko” po młodopolsku i pisze jak Edward Stachura: "struny gitary leniwe jak nigdy"! - Co za piekło! (Z tym, że u Stachury nie było kobiety!) Co za boleści i cierpienia! I dalej pisze: "Jednak wiemy oboje, że nasz nurt miłości przetrwa". Otóż nie przetrwa! Poeta wie o tym, że nie przetrwa. W każdym wierszu miłość się rodzi i umiera - od nowa! Prusiński to wie i to samo czuł gdy tytułował wiersze: dla Mar, dla Wieśki, Józki, Maryśki. Wszystkie traktując jak markizy! Jak anioły. Jak matki boskie! Z najwyższym szacunkiem i wiedział, że mimo to nic nie przetrwa! Każdy wiersz kończy się w goryczach smutku! On ma w żołądku samą "żołądkową gorzką"! Po ile ona, poeto?


To bardzo piękne i smutne wiersze! I żadne rewelacje! Żadne takie fajerwerki zadziwiających pomysłów, żeby aż zatkało! Tu nic nie "zatyka", bo tak jak u samego Pana Boga, "wszystko jest spieprzone”! (Przychodzi mi na myśl "Ostatnie tango w Paryżu”). Bo przecież po wszystkich zaglądaniach w serce Prusińskiego w kryształowym wazonie, poeta powinien kochance ulżyć i spędzeniu z jej krwiobiegu w miednicy małej nadmiar napięcia nerwowego z podniecenia (z długotrwałego przekrwienia) od słów: „kocham, całuję pieprzyki między twymi nogami” etc. Od tego kobiecie staje łechtaczka i swędzi! A tu nasz poeta zamiast doprowadzić ją do orgazmu i uwolnienia od napięcia (biedna kobieta!), "zbliża się do granicy jej kolorów"! Niech go licho! Jednakże, mimo tego, nasz poeta, nie daje (Sylwii Żwirskiej) żadnej nadziei, w żadnej aluzji, że jednak zrobi coś fizycznie! Tu nie o fizyczne chodzi! Tu chodzi o "usunięcie zwątpienia" z ciała Prusińskiego: "gdy ona wbije się w niego, w jego ciało, ostrzem promienia, jak motyl". I tu również nie chodzi o niezdrowe konotacje pod XIX -wiecznej poezji epatującej fizycznymi obrazami seksu... tu chodzi o nadanie sensualnego wyrazu ludzkiemu życiu. A tego w poezji Prusińskiego brak. Poeta jeszcze Żwirskiej nie poznał osobiście i fizycznie (nawet w pociągu), a już (do czego ma zresztą - licencja poetica - prawo) akcja poetycka utyka w miejscu, gdzie zwątpienie nie pozwala na dotyk, pocałunek, podniecenie, bo inaczej, po jakiego diabła poeta miałby się zbliżać "do zrozumienia jej kolorów"? Ja to doskonale rozumiem (dlaczego) i mogę na ten temat napisać pięćset stron analizy, ale czy to jest potrzebne (taka gadanina!) zwykłemu zjadaczowi chleba? Pomijając pytanie, czy w ogóle poezja Zygmunta Jana Prusińskiego jest potrzebna zjadaczom polędwicy?


Czytuję różne wiersze, ale dopiero u Prusińskiego trafiłem na ciekawy, współczesny melanż, mianowicie najpierw są słodziutkie porównańka i głupiutkie (czasem) apostrofy, ale po ich złożeniu do kupy, okazuje się, że oglądamy światy przerażające w najczystszej postaci... głupoty, piękna, łatwizny umysłowej i wyświechtanych porównań... za którymi stoi zbrodnia, zdrada, skrobanka, łapówka, oszustwo... i pragnienie zwykłej miłości i ludzkiej bliskości, które jest nieosiągalne i absurdalne w świecie niedorzecznym. Nawet sam Pan Bóg, mówi Zygmuntowi Prusińskiemu: Przecież wiesz, że twoje żądanie bezinteresownej, czystej, duchowej miłości jest niemożliwe (i niemoralne), ale pisz i łudź się, wpadaj w sen, śnij o kochance o wyższym stanie ducha.

Najpierw seks, później poezja! (Jan Kochanowski by się z tym zgodził). Nie odwrotnie, bo nie rozładowane napięcie stworzy dewiację i dysonans! Tak samo jest w Teodycei u samego Boga. Zgodzi się z tym prof. Kazimierz Jaworski! (Dobrze by było, żeby się poeta na te psychoanalityki do mnie odezwał! W kontekście Jaworskiego również).

Tak czy inaczej (na koniec), jeśli Sylwia Żwirska (piękne polskie nazwisko) - masz dobry gust poeto, pozwolisz, że wykorzystam je w swojej powieści!? Jak i również ją samą i ciebie! (W tej chwili czuję się jakbym brał udział w jakiejś salonowej scenie w "Próchnie" Wacława Berenta) - istnieje naprawdę (co nie jest istotne!), to powinna się czuć zaszczycona, że trafiła na takiego mężczyznę, jak Prusiński (niewidzące, wodniste oczy medium! Somnambulika!), który umieszcza jej nazwisko w swoich fantazmatach (ale nie tylko w "swoich" bo to są również nasze fantazmaty! - wyjaśnię przy okazji!


No, poeto. Jeśli miałbym poszukiwać porównań, a spędziłem wiele lat w bibliotekach i na lekturach naszych (i nie tylko) wielkich poetach, to bym teraz porównał Zygmunta Prusińskiego z Zygmuntem Krasińskim! I idę o zakład, że moje uczone koleżanki profesorki od romantyków, musiałyby ulec powadze argumentów, właściwych tej dziedzinie wiedzy... (Nie zdradzam tu tajemnicy, że w nauce liczy się miła powierzchowność zapewniająca poparcie przy głosowaniach na radach naukowych wydziałów. Facet, który przeleci większość koleżanek ma większe szanse na ustalenie co jest bardziej naukowe a co nie, bo oddane jego urokowi byłe kochanki go poprą). Myślę tu o bardzo specyficznym i zamkniętym kręgu specjalistów od Juliusza Słowackiego i Krasińskiego. Bo co innego jest go wydać w stu tysiącach egzemplarzy, ale nic sensownego nie móc poza tym o nim powiedzieć Polakom i "Polsce", np. o figurze „Okopów Trójcy Świętej” lub o ślepocie Orcia. Specjalnie używam mocnych słów, bo tylko one pozostają jako świadectwo, że kiedyś istniał świat naturalny, w którym jednakże poeta Prusiński usiłował szukać duchowej racjonalizacji.
Niech się teraz "przebudzi" (po raz wtóry i wtóry - jak we śnie w dramacie scenicznym, Calderona de la Barca "Życie snem") i próbuje opisać miłość kobiety, która urodziła się z probówki...

Kraków. 12.08.2011

________________________


zygpru1948 2018.10.19; 10:02:46
Komentowany wiersz: Pokojowy nastrój i biały blues
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.19; 10:02:35
Komentowany wiersz: Pokojowy nastrój i biały blues
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41817476_2175653992507143_5365560844547522560_n.jpg?_nc_cat=106&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=2c316705d697aa3ec588a6e160f9e803&oe=5C4512CF


zygpru1948 2018.10.19; 09:53:06
Komentowany wiersz: Pokojowy nastrój i biały blues
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

01.05.2012 18:07


@Zygmunt Jan Prusiński

Witam Panie Zygmuncie. Nie rozumiem tych żałobnych wierszy, jak u Norwida. Co do kuchwy? Teraz znów się Pan ogłasza żałobnikiem w czarnym garniturze.

"Zamknięty od środka", to Pan będziesz zawsze. "Zamknięty również wobec Pańskiej aktualnej narzeczonej. Jeśli Pańska narzeczona boi się wyjść za Pana, to jej zaproponuj "wolny układ", czyli takie małżeństwo, że będzie Pana mogła zdradzać z kim zechce. Pomyśl Pan jakie to podniecające! Pod warunkiem, że będzie to robić "przednią dziurą", a nie tylną. Jedna z blogowiczek dzisiaj na interii, w forum na temat uwodzicielskich kobiet typu femme fatale, napisała, że u niej w biurze wszystkie koleżanki dają kolegom dziury odbytu, żeby sobie chłopcy poruchali, mając chwilę radości. One też mają frajdę, a dzieci z tego nie ma i nie trzeba jeździć na skrobanki do Londynu.

Rzeczywiście można pomyśleć, że nad Kapulettich i Montekich domem, spłukane deszczem, porażone gromem... Ale przecież i Delfina Potocka miała ze swym mężem taki układ, że mogli sypiać z każdym, z kim mieli ochotę. Więc o co biega? Możesz Pan z nią być szczęśliwy, a ona być wolna. Pod warunkiem, że nie będzie chciała od Pana pieniędzy na te swoje eskapady i realizację zachcianek kochanka. I że nie będzie przy tym używać "tylnej dziury" bo one wszystkie uważają, że "anal" nie jest zdradą. Takie dziś wśród nich najmodniejsze hasło: "Anal nie jest zdradą".
One by chciały prędko, ekscytująco i na chybcika. Bez żadnych rozmów o małżeństwie i projektowaniu ilości potomstwa. A Pan zaraz o zapładnianiu. Jakby w jakiejś manii. One nie chcą o zapładnianiu, tylko o ciupcianiu. Więc umawiaj się Pan na randki w sklepie samoobsługowym żeby uskuteczniać szybki seks między półkami. I (ja tak zrobiłem) ona nie będzie miała czasu rozwijać kwestii pieniędzy, wyjazdów, eskapad, planów miłosnych, bo trzeba szybko przetrzepać dupę, wciągnąć majtki, albo schować do torebki, bo klienci mogą nadejść, a kolację każde zje u siebie w domu. Przecież dzisiejsi Polacy oduczyli się jeść wspólnej kolacji. Co innego piwo!


To mi dopiero randka, to mi seks! Tak jest dobrze i tak robią małolaty; dupę przetrzepać między półkami a resztę załatwiać SMS-em. A zaręczam Panu, że emocje są większe, większa przyjemność ze strachu, że może ktoś nadejść, ona też chce tego, żebyście byli przyłapani, bo jak mi powiedziała, chciałaby zobaczyć, żeby i jakiś inny klient zobaczył, że ma zgrabną dupę - tak powiedziała i twardziej od tego staje. No a potem się Pan dziwi, jak spermę znajduje Pan w cukierkach. Warunek jest taki, że najlepiej by było, żeby ona była wysoka, bo wtedy nie trzeba szukać pudeł ani deptać po towarach. Przecież już jest Pan dziadkiem i nie musi Pan płodzić dzieci (musi Pan?). Więc jeśli Pan nie musi, to potraktuj Pan swoje małżeństwo zabawowo, z przymrużeniem oka, a nie podkreślaj swej samotności przez 17 lat.


A tak w ogóle to ja w te Pańskie żeniaczki nie wierzę, tylko zamiast marzyć, to podrywaj Pan te dziewuszyska, które znudzone małolatami, chciałyby zażyć geriatrycznego seksu, z takimi staruchami jak my. Niejedna myśli o swych szynkach jako o niedojrzałej cielęcinie, dlatego że nie wisiały jeszcze na starym haku

Oczywiście, że jestem za czystością związku miłosnego między młodą dziewczyną o chłopakiem, bez zdrady i łajdactwa - ale pokaż mi Pan takich młodych ludzi, którzy czystość związku opierają na wierności seksualnej i wyłączności. Dzisiaj się zdarza, że młody przyprowadza swoją młodą ukochaną do starego kurwiarza i mówi: "przeleć mi ją pan, bo nie mogę ją kochać, gdy nie jest taka jak wszystkie. Teraz jest taka naiwna (gąska) i dziewicza, że wydaje mi się jak kaleka bez nogi. Jak ją pan wydmuchasz, to będę miał pewność, że z nią wszystko w porządku. Ba, co więcej, będę się mógł tym chwalić, że jest kobitą w porządku, bo walił ją stary Baliś"!

Czyż trzeba Pana uczyć kurewstwa? Żyjesz Pan prawie siedemdziesiąt lat i nie wiesz Pan, że nie można od kobiety oczekiwać wierności (wiem, wiem, że Pan powtarzasz, że kobieta jest niebezpieczniejsza od anakondy - a mimo to płaczesz z tęsknoty), miłości i zdrowego rozsądku. Dzisiaj jest tak, że kobieta wie tylko jedno, że chce pieniędzy, a poza tym nie wie nic. Dzisiejsza kobieta nie wie czego chce. Jakże więc można płakać nad sobą, że się od niej za mało plag i kopniaków dostało? Czegoś tu nie rozumiem.


Zamiast być szczęśliwy, że ominęła Pana ta pseudo-miłosna zaraza (dawkowana mężczyźnie przez te wariatki), to Pan płaczesz, żeś miał tych cierpień za mało. Zaiste dziwna logika! Czyś Pan czasem nie jest masochistą?


Zygmunt Jan Prusiński Księżycowy kochanek... część II

___________________________


kaja-maja 2018.10.18; 07:15:55
Komentowany wiersz: Kobieta z winogronami
erotyk nie boli sex
kiedy ma się winogrona
upić się można najeść
też na nich ciasto zrobić
ale pod szklanym lustrem
nie dotknę ciebie
Aleksandrio i choć rodzynki
uwielbiam - przyjeżdżaj
bo inaczej bułgarskiej
rozkoszy skosztuję w:)


zygpru1948 2018.10.18; 07:03:37
Komentowany wiersz: Kobieta z winogronami
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.18; 07:03:26
Komentowany wiersz: Kobieta z winogronami
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41840662_2175653265840549_3370105286340640768_n.jpg?_nc_cat=101&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=7347feb21c26901386e32b8bd05c89f8&oe=5C8A9922


zygpru1948 2018.10.18; 06:57:59
Komentowany wiersz: Kobieta z winogronami
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

25.04.2012 23:09


@Zygmunt Jan Prusiński

Dziękuję za życzenia.
Ostatnio wydano grubą książkę o Zygmuncie Krasińskim pt. "Gigantomachia". Onegdaj przyrównywałem Pana do Wieszcza, z tego powodu, że tak jak On usiłował w Poezji, po poetyckiej drabinie jakubowej wedrzeć się do brzucha Lewiatana. Nie chodziło mu o pieprzenie Delfiny, ani o pieniądze z wydań tomików, bo dzięki papie i carowi miał ich w cholerę, ale właśnie chodziło mu diabli wiedzą o co. Bo tylko diabli sterując tym burdelem naszego życia (społecznego, osobistego etc.) wiedzą o co tu naprawdę chodzi.

Więc gdy go pytali: Hrabio, o co ci chodzi, skoro nie chodzi o opisywanie piękna kwiatów, kobiet, świata, dobroci ludzkiej, dobroci boskiej etc. Wiec czego szukasz dziury w całym? Oni nie wiedzieli, że wierszokletą i pismakiem może być każdy inteligent, natomiast prawdziwym poetą, o któremu chodzi o nic i o wszytko, może być tylko hrabia. Który poklask gawiedzi czytelniczej, tudzież swołoczy krytycznej i profesorskiej... ma w dupie. Chwilami widziałem (widzę), że w chwilach frustracji, Pan też nie wie, o co Panu chodzi i piękno świata, kwiatów, uznanie kobiet etc... też ma Pan (w chwilach poszukiwania sensu i szczerości wobec siebie) w dupie. Bo chodzi Panu o coś więcej. Dokładnie nie wie Pan, o co, ale tak jak w przypadku Hrabiego, zawsze chodzi o brzuch Lewiatana (i o jego genitalia i seksualia też!). Dlaczego chodzi o seksualia diabła, Lewiatana i samego Boga? Bo żądają od nas i od naszych kobiet prawa pierwszej, drugiej, dziesiątej, setnej etc nocy. O tak. Bóg, Lewiatan, Moloch są bardziej bezlitośni i nienażarci niż dziedzice w dawnej Polsce i Europie, którzy od poddanych chłopek żądali prawa pierwszej nocy. I tu dotykam sedna sprawy!


Przestałem uważać tak do końca (w granicach pewnych proporcji) Krasińskiego za poetę absolutnie wielkiego. Był on po szlachecku ograniczony, tchórzliwy i głupi. Pisał niby "Psalmy Przyszłości" a nie przewidział tego, że dopóki nie będzie zlikwidowane prawo własności, dopóki nie zostaną zlikwidowane (po bolszewicku) pieniądze, dotąd będzie istnieć prawo pierwszej nocy (dla każdej kobiety na świecie, po którą wyciągnie burżuj mający wielkie pieniądze rękę. Wyciągnie ręce po moją, po Pańską żonę, po żonę każdego mężczyzny, która mu się spodoba, a dokona tego magia i siła pieniędzy). A skoro tak, to czyż małżeństwo może się ostać? Przecież tam gdzie jest Lewiatan, pieniądze, gdzie nie ma NKWD i bolszewickiego zniesienia prawa własności (dotykamy problematyki z Nieboskiej), tam musi istnieć prostytucja małżeńska i zbrodnia. Tego "mądry" Krasiński nie widział i nie wyłożył eksplicite w swoich utworach. Taki z niego gówniany wieszcz i geniusz?

Pańska Krystyna Amon, czy inna Pańska żona, byłaby z Panem, gdyby Pan miał pieniądze. Duże pieniądze, ale gdyby na świecie nikt nie miał pieniędzy.


Historycy literatury piszą, że Krasiński bywał często u Potockich w Krzeszowicach i właśnie stamtąd zaczerpnął pomysł w swojej Nieboskiej Komedii do nazwania obozu konserwatystów „Okopem Trójcy Świętej”. I tu szkopuł i sedno sprawy (jego poetyckiego, wieszczego niedołęstwa). Przebywał często w krzeszowickim (pod Krakowem) pałacu a nic nie wiedział, że wszystkie chłopki w dobrach Potockich, ba! we wszystkich majątkach szlacheckich w Galicji, są traktowane jako kurwy i nałożnice, jeśli nie dziedzica (prawo pierwszej nocy) i jego synów, to prawem „drugiej nocy” muszą się oddawać plenipotentom, do „prawa trzeciej nocy” ma prawo nadleśniczy bądź leśniczy przydzielający chłopu opał na zimę, do ”prawa czwartej nocy” ma prawo ekonom lub kierownik ekonomów doglądający prac polowych etc. „Prawa” te działały aż do wybuchy drugiej wojny światowej w 1939 r., aż je z likwidacją warstwy ziemiańskiej zlikwidowali święci z NKWD (chwała im za to!) bolszewicy. Na to są świadectwa epoki. Do czasów przedwojennych w każdym majątku ziemskim był rządca a pod nim ekonom, który gdy dorwał dziewczynę w polu, to ją (będąc brutalny) wydupczył! (Kogo boli głupio-patriotyczna polska duszyczka, że poniewieram etosem przedwojennej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej? Ona była taka jasna, jak jasna cholera!)

Czasy wtedy były inne i ludzie byli inni. Chłop sobie z tego niewiele robił i rodzina mu się nie rozlatywała. Ale dzisiaj, gdy taka Krystyna Amon trafi na faceta z pieniędzmi, to prawo pierwszej i drugiej i trzeciej nocy… idzie w ruch! I Zygmunt Prusiński żony ani rodziny już nie ma. W moim przypadku, faceci mający prawa do pierwszej nocy rozbili dwa moje małżeństwa. Pierwsze rozbił mi pierwszy sekretarz PZPR w zakładzie pracy proponując kierownicze stanowisko mojej żonie. Drugie małżeństwo rozbił mi agent esbecji, który załatwił jej za rozwód ze mną piękne mieszkanie (własnościowe) i lukratywny biznes.

Daję to wszystko Panu pod rozwagę, żeby Pan nie był poetą tak głupim, gównianym jak Hrabia Krasiński. Jeśli się już ma ambicje poetyckie, jak Pan, to celuj Pan w prawdziwe sfery „przyszłości”. Bo na chuj taka pseudo poezja, która niczego nie porusza w naszym sumieniu ani nie odkrywa kart, tego tarota, którzy sami jesteśmy. Czasem mi się wydaje, że jest Pan do tego zdolny, tylko się Pan boi własnych wizji. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym twierdził, że takich wizji u Pana nie znajduję, ale znajduję ich wciąż za mało. Nie wszystkie są wycyzelowane i „świecą w ciemności”. Staraj się Pan dostrzec to, czego my współcześni jeszcze nie dostrzegamy. Czy Pan nie widzi, że prawdziwy dialog międzyludzki jest niemożliwy, że niemożliwe jest prawdziwe porozumienie mężczyzny z kobietą, a jeśli tak, to na jakiej zasadzie przypisujemy sobie prawo do nazywania się prawdziwymi ludźmi.


A może dlatego nie ma porozumienia i być nie może, bo np. do autobusu lub tramwaju może wejść tylko dwóch, trzech, czterech mężczyzn; dwie, cztery, pięć kobiet i wszyscy są od siebie tak oddaleni, że nie słyszą, gdy do siebie coś mówią. Tak samo na ulicy, w mieszkaniu, w restauracji. Jest ich kilku, dwóch, trzech, a wydaje się że tłum stoi gęsto koło siebie. Ale to tylko złudzenie. Wokół jest pusto od ludzi. Stoi kilku i stoją tak daleko od siebie, że nie słyszą co do siebie mówią. A dlaczego nie słyszą? Dlaczego tak daleko stoją od siebie? Dlaczego bliżej nie mogą do siebie podejść?
BO IM PRZESZKADZAJĄ ROGI !


Zygmunt Jan Prusiński Księżycowy kochanek... część II

______________________________


zygpru1948 2018.10.17; 09:50:12
Komentowany wiersz: A w tym polu zostawiam wiersze
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.17; 09:49:57
Komentowany wiersz: A w tym polu zostawiam wiersze
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/41833351_2175626195843256_2532439883113299968_n.jpg?_nc_cat=106&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=c78e45382522f9b0d00c97435b7c37a6&oe=5C410979


zygpru1948 2018.10.17; 09:43:35
Komentowany wiersz: A w tym polu zostawiam wiersze
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

11.07.2012 13:35


@Zygmunt Jan Prusiński

Witam drogi Poeto! Bez uszczypliwości w tym "drogi" i w tym "poeto" (Pan wie, że niektórzy na tym blogu wyrażali sugestię że Pan jesteś grafomanem).

Powiem Panu, to jest dobre. I ten ostatni wiersz - dobry - i odzywka pani Caneli, która dosypała odrobinę pieprzu. Jakoś wszystko stało się bardziej pełne życia i smaczne.


Co do sugestii, że wiersze trąca grafomanią, to się dzieje z powodu pewnego mistycyzmu i obracania się podmiotu lirycznego w tym samym temacie. Tematem jest miłość (w ogóle jako stan niezbędny do przeżycia), Pańska samotność, wyrzuty sumienia, zasklepianie się ran etc. Dlatego komuś kto pobieżnie spogląda na Pańskie wiersze wydaje się, że Pan nic więcej nie ma do powiedzenia tylko opisywanie stanu obecnego. Bo wiersze chwytają czas obecny na gorąco, opisują w stanie teraźniejszym, rzadko w przeszłym a już całkiem rzadko w przyszłym, jakby to wszystko nie miało przyszłości. To nie są żadne zarzuty, tyko zauważenia, że gdyby Pan "skakał" wyobraźnią po kulisach wierszy tam i z powrotem, w przeszłość i w przyszłość, "było"-"będzie"; "odeszło"-"nadejdzie". W sumie mało nadziei w tych wierszach (co nie ma nic wspólnego z meritum poetyckim), a ludzki umysł lubi się poruszać po krajobrazie, po pagórkach i dolinach ciągłego oczekiwania, tego co będzie. W tym jest wyćwiczony i w tym kierunku działają mechanizmy potocznego myślenia. Jak zauważył Sartre, ludzka aktywność jest nastawiona na oczekiwanie, a gdy ono nadejdzie to pozostaje zupełnie zignorowane i niezauważone, bo nasza uwaga znów jest kierowana ku oczekiwaniu przyszłości - tak, że nigdy świadomie nie przeżywamy teraźniejszości.

Pan się porusza w teraźniejszości swego życia wewnętrznego, więc... może stąd te...

Pisze Pan prawdziwie i pięknie, że Pan szuka w kobiecie "głębi by udoskonalić to co jest w niej pańskie". To są gorzkie ale dojrzałe myśli i zgodne ze stanem faktycznym, jaki czasem bywa w miłości. Oczywista, miłość jest stanem efemerycznym, niepewnym, tak jak niepewne jest w ogóle nasze istnienie, ale człowiek jak tonący chwyta się brzytwy i szuka czegoś sensownego w swym istnieniu, żeby się tego uchwycić, choćby było ułudą. Ale powiedz Pan, jak się to dzieje, że pewne pary wyznając sobie co godzina gorące uczucia miłości rozstają się już (z niesmaku) po dwóch tygodniach, a inne pary nigdy do siebie nie mówią o miłości, "kocham cię" i przeżywają z sobą całe życie, do śmierci? Wiec chyba istota tego stanu (zwanego miłością) nie leży w nazewnictwie i w definiowaniu przeżyć. Gdyby tak było, to pisanie wierszy wyrażających miłość do drugiej osoby, byłyby albo wyrazem głupoty, albo powinny by zabronione.


Co do przykrych i osobistych przeżyć, jakie spotykają Pana w dwójnasób częściej niż innych ludzi, to dzieje się tak dlatego, że czujesz Pan w sobie "pomazanie" naturą wyższą (tak jak to odczuwają mistycy) i nie umiesz Pan ukryć w sobie "drugiego ciała króla", co partnerki wprawia we wściekłość i prowadzi do zniechęcenia. Zauważ Pan, że w stosunkach z nowo poznanymi ludźmi idzie Panu całkiem normalnie i dobrze, dopóki się nie dowiedzą, że jesteś Pan poetą. Gdy się dowiedzą, to spoglądają na Pana nieufnie, z rezerwą, jak na wariata. Oczywiście nie wszyscy, bo reakcje są różne w zależności od statusu, pozycji i wykształcenia. Ja czasem mam wątpliwości, czy wszystkie Pańskie wiersze są pozbawione akcentów banalnych, bo w niektórych się to zdarza, ale patrząc na dotychczasowy ich całokształt, muszę przyznać, że tych "poetyckich banałów" frazesów etc. jest mniej niż np. u Tadeusza Różewicza.

W każdym razie nie żałuję, że biorę udział w rozmowie z Panem, bo potrafi być interesująca. Często też trafiam na wiersze ludzi piszących podobnie jak Pan i nie wiem od czego to zależy, ale czuję w nich pozę, pustkę, i fałsz - a u Pana nie. Czuję, że "tamci" zasiadają do napisania wiersza (np. na konkurs) - (a teraz napiszę sobie o "miłości") nie mając nic do powiedzenia oprócz oczytania się cudzymi wierszami w szkole albo na uniwersytecie. No, takich wierszy to można napisać wagony. Natomiast u Pana grają takie tajemnicze względy, o jakich wspomina Różewicz, że tajemniczy sens zależy od wewnętrznego kleju, który nadaje sens pierwocinie zdania (które jeszcze nie jest zdaniem i dopiero się rodzi) i kiedy jego "maźnięcie" w pewnym miejscu ustaje, tak następuje przerwa i napięcie uwagi umysłu oczekującego i pytającego "co dalej". Jest to pytanie o sens, a skoro "pierwocina" jest ledwie zarysowana i niejasna, umysł ma szansę rozpoznać "nowe światy". "Nowe światy" za pomocą słów starego języka. Tej "przerwy" następującej po "pierwocinie" zdania (które by mogło być całkiem logiczne - ale i banalne - gdyby Pan - autor - "wiedział" co dalej) by nie było, gdyby autor "wiedział co chce powiedzieć, czyli miał na podorędziu zestaw poetyckich kłamstw i frazesów (szkolnych, uniwersyteckich etc.), czyli robił wiersz, jak szewc buta na kopycie i nie dbał o resztę ("niech gadają, że jestem poetą, to, może dorobię parę groszy a resztę mam w dupie

Natomiast u Pana jest tak, że powstają "przerwy", bo Pan nie wiesz co to jest miłość (bo już porządnie Pana poraniła i wiele razy zwiodła), stajesz Pan ślepy, nagi i niemy, jak żebrak i przed miłością zupełnie bezradny. Pan nie wiesz co to jest miłość, Pan się dopiero chcesz dowiedzieć. Jak Pan napisał, znajdywać w niej głębię, a w niej to co Pańskie".

Z Pańskiego ostatniego pisania wynika, że co rano w Pańskim umyśle, w Pańskim świecie wewnętrznym krzesła są złote i są zarazem dziewczynami. Zresztą z daleka można pomylić stojącą na wzgórzu, na wydmie, rozebraną dziewczynę z rozkraczonymi do słońca szczupłymi nogami, z krzesłem. Zresztą wielu ludzi jest podobnych z natury i z wyglądu do przedmiotów domowego użytku. Np. grubas może wyglądać jak wielki sagan, suchotnik często jest utożsamiany ze stołkiem, pucołowata kobieta, albo cycata, z jakimś garnkiem, wiotka dziewczyna z gałązką, ze źdźbłem żyta, chłopiec w berecie z młynkiem do kawy, matka z bieliźniarką, ojciec z dwudrzwiową szafą, dziadek ze stojącym, gderającym zegarem, babka ze starym zażółconym sedesem (gdyby miała spróchniałe zęby). A propos, dobrze takie kontaminacje opisał w swoim tomiku pijaka, Staszek Franczak. Np. budzi się rano i leży na podłodze, jako kurz. Żona chodzi po nim i pyta, dlaczego tu tak brudno (coś w tym stylu). A więc nie wszystko w umyśle poety jest irracjonalną aberracją. Czy chcę przez to powiedzieć, że miłość, zarówno w umyśle człowieka normalnego jak i poety jest złudzeniem - chyba tak. Im jestem starszy, tym wyraźniej to widzę. Chociaż niektórzy też mnie chcą swatać, bo mówią, że wiele jest kobiet spragnionych miłości. Ale nie - moim zdaniem wiele jest kobiet spragnionych sponsora.


Dziewczyny "rosną na naszych łąkach, jesteśmy ich pasterzami, a z rana dziewczyny szczerozłote, uśmiechnięte zorze".

To nie tylko Pańskie dziewczyny ale i moje i nasze i każdego faceta. Wszyscy tak mamy i dlatego jest Pan wyrazicielem tęsknoty za prawdziwością uczuć i odrobiną czułości. Ale... "a potem przyszło życie zwykłe i tą robótkę zrobił czas..." I tu jest pies pogrzebany, tu jest meritum sprawy, że "miłość" nie potrafi pokonać niszczących efektów czasu. A gdy je pokonuje, to jest już wszystko niepotrzebne, bo przepadłe w przeszłości, której się nie da przywrócić, poza czasem.


Zastanawia mnie często ten występujący u Pana fenomen "teraźniejszości", i myślę, że najpierw musi się Pan "jeszcze raz" solidnie zakochać, żeby potem móc "opłakiwać, jak Dante, to co już nie wróci. Co zaś do Pańskiej intuicji, że nie cali umrzemy, bo pozostaniemy w byłych miłościach, to ma Pan rację, ale pod warunkiem, że była to "prawdziwa miłość". Ale "prawdziwa miłość" zależy chyba do przypadku i roztargnienia, bowiem im więcej uwagi, tym większa rezerwa i uczucie nieufności. Czasem patrzę na kobietę (samotną i wolną) z wyrazem że jest godna pożądania i miłości i że chciałbym ją bliżej poznać... Cóż z tego, kiedy ona tego nie rozumie i się boi. To dla niej kłopot (chociaż i dla mnie też - bo można to tak ustawić, że kłopotu nie będzie, bo nie chodzi wyłącznie o zwarcie ciał i ciupcianie). I wtedy mówię sobie, a do cholery z miłością, a do cholery z "poznaniem". I chyba to jest postawa dla mnie właściwa.


PS. A co Pan sądzi o takiej sytuacji, gdy między kobietą a mężczyzną nie wiadomo o co chodzi? Bo ja myślę, że chodzi wtedy o pieniądze. Ale skąd je nieustannie brać, żeby "kwitła radość i miłość". Więc, skoro światem rządzą pieniądze, to czyż możliwa jest miłość?

I tu uwaga, skoro tak, to wszystko musi grzęznąc w nienawiści, a spółkowanie z partnerem na zimno, również pełne niechęci i ukrytej nienawiści daje "zimny orgazm" (sam doświadczyłem tego w zupełnie zimnej jak lodówka pochwie kobiety). W podręczniku "Młot na czarownice" autorytety św. Inkwizycji piszą, że kobieta obcując z diabłem doznaje orgazmu z zimnego diablego członka. Ja myślę, że to samo jest możliwe, gdy mężczyzna spółkuje z diablicą, a nawet nie z prawdziwą diablicą, tylko ze współczesną naszą kobietą wyzwoloną, emancypantką, może jakąś psycholożką, urzędniczką, filozofką, dziennikarką etc. kobietą opanowaną myślami o pieniądzach przez diabła.

Wyobraź Pan sobie, że w poprzednim numerze (73) odcinka "Prochy" dałem wiersz właśnie, że zimny orgazm pełen nienawiści jest tym, czym odpłacamy diablemu światu, za brak prawdziwej miłości ("czynionej" z dobroci) i... zostałem usunięty z powodu treści uznawanych za społecznie nieakceptowalne. Najprawdopodobniej chodzi tu o to, że nie wolno wspominać, że świat jest konstrukcją i tworem diabła, bo to jest propagowanie satanizmu. Naiwny pogląd i prymitywne rozumowanie. Niedługo niepoprawnie politycznie będzie stwierdzenie, że miłość jest niemożliwa w świecie kapitalistycznych pieniędzy. Owszem, będzie pieprzenie, propagowany seks analny, ale nie będzie Miłości, która równa się Dobroci. Owszem, kochankowie mają, prawo być dla siebie "niedobrzy" - gdy się kochają. Ona czy on może bić partnera z zazdrości po mordzie, ale jest to "gorsza" miłość od opiewanej przez św. Pawła w Liście do Koryntian.


Zygmunt Jan Prusiński Deszczowa Panienka - część II...

______________________


zygpru1948 2018.10.16; 11:52:05
Komentowany wiersz: W osobliwym wyciszeniu ogląd poezji w tobie
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.16; 11:51:31
Komentowany wiersz: Widok kobiety z Otwocka
W KRAINIE CIENI - Część I

Dział: Kultura, Temat: Literatura


Zygmunt Jan Prusiński

https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/902953,w-krainie-cieni-czesc-i


zygpru1948 2018.10.16; 09:23:15
Komentowany wiersz: Widok kobiety z Otwocka
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42045233_2175611122511430_5919647304024850432_n.jpg?_nc_cat=109&oh=9b693fef6864f00a8075e66c400dbf45&oe=5C604F1E


zygpru1948 2018.10.16; 09:16:49
Komentowany wiersz: Widok kobiety z Otwocka
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

12.07.2012 00:36


@Zygmunt Jan Prusiński

Tak, masz Pan rację, teraz ją poznaję, po dupie.
Ale poza tym, to ona nie ma racji. Pociesza Pana, jak głodnego konia batem. Mogłaby być księdzem. Specjalistka od pocieszania różnych frajerów. Ciekawym, czy tych swoich Hiszpanów tak pociesza? Oni są gorącej krwi i kobietę muszą mieć już, albo won! Arabal pisze, że kobieta hiszpańska utrzymuje się tylko dzięki temu przy życiu (społecznym, rodzinnym itp.) że bez skrupułów wygrywa antagonizmy między mężczyznami, silnymi i słabszymi, nastawiając silniejszych, faszystów, gburów, atletów, zbójów, przeciwko tym pasywnym, delikatniejszym, słabszym, mniej zdecydowanym etc. One podobno się w tym specjalizują (w dodatku konsultując to ze spowiednikiem w konfesjonale), a gdy nie może dać chłopu rady, to go udusi. I dlatego są też takie sprężynujące i smukłe w kroczu, bo gdy facet jak ją złapie, to ją głęboko wykorkociąguje (no, chyba cenzura nie będzie mogła się przyczepić) jak butelkę z długą szyjką, a Pan wie, że organ często używany, jak szyjka butelki, rozciąga się i robi się coraz dłuższy (głębszy). Potem trudno się dziwić, że gdy taka siądzie okrakiem na krześle, to nas ciarki przechodzą po krzyżu. Ależ zadaje bobu ta nasza Marr, że znów pójdę z twardym do spania.
Niepotrzebnieś Pan mi mówił, że to ona. Teraz mam rozpaloną wyobraźnię.

Poważnie mówiąc, cóż nam pozostało prócz pisania (i bawienia się w pisarzy lub filmowców) i narzekania na brak kopru w kiszonych ogórkach, skoro po stronie prawdziwych filmowców i pisarzy oraz innych zbrodniarzy i pomocników stoją miliardy dolarów, a po naszej stronie nie stoi nic. Chyba tylko, sam Pan wiesz najlepiej, co nam stoi?


PS. Moimi uwagami o grafomanii niech się Pan nie przejmuje, bo to nie do Pana. Robię to tylko po to, żeby komuś nie przyszło do głowy, że Pan nim jesteś. Sprawa z grafomanią nie jest prosta, a ci co o niej piszą, zwykle wcale nie umieją pisać i nie wiedzą o co chodzi (znam takich zarozumiałych pseudo-inteligenckich osłów).


Zygmunt Jan Prusiński Deszczowa Panienka - część II...

___________________________


zygpru1948 2018.10.15; 07:19:46
Komentowany wiersz: W osobliwym wyciszeniu ogląd poezji w tobie
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/43047886_2201066716632537_2598991243178409984_n.jpg?_nc_cat=107&oh=cc0958809fb081bd13ef18a5992a478c&oe=5C5DF1C3


zygpru1948 2018.10.15; 07:04:31
Komentowany wiersz: W osobliwym wyciszeniu ogląd poezji w tobie
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

31.08.2012 23:51


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie jestem winien Panu komentarz, nt. Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia 1920 r. i w ogóle cudu nad Wisłą etc. Cudu nie było, bo go nie było potrzeba do przepędzenia czerwonoarmistów. Ostatnie dwa lata przesiedziałem nad listami, archiwaliami i dokumentami z epoki końca XIX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem działań Dmowskiego i Piłsudskiego. Oczywiście, jako o politykach, można powiedzie o nich obydwóch: kłamcy, ponieważ każdy polityk to kłamca i zwodziciel. Na kłamliwych obietnicach buduje ład społeczny i porządek, jeśli mu się uda dojść do władzy. Więc w stosunku do nich obu epitet kłamcy jest na miejscu i nie jest niczym obraźliwym. To po prostu tak, jakbyśmy powiedzieli, że obydwaj byli rasowymi politykami. Z tym, że w opiniach obserwatorów epoki Piłsudski był trzeźwiejszym i bezwzględniejszym politykiem niż Dmowski (i chwała mu za to!).

Ja bym dodał, że Dmowski pozował na rzymskiego kunktatora, natomiast Piłsudski był rasowym politykiem-straceńcem o romantycznych rysach charakteru. Nawet potrafił się dzioby na odruchy uczciwej szczerości i tak „mówić, żeby nic nie powiedzieć”. Zapytywany przez Korwina-Milewskiego, jako oficjalnego wysłannika kresowych ziemian, Piłsudski, w 1919 r., jako naczelnik państwa, dał taką pokrętną odpowiedź (jak sfinks), że wysłannicy zrozumieli jedno, iż Litwa etniczna i Kresy bronione przez koroniarzy (czyli przez Polskę) nie będą, o ile nie potrafią obronić się same! Piłsudski nie miał złudzeń, że nie ma co liczyć na to, że Polacy z centralnej Polski będą umierać za Lwów, Kijów i Wilno. Jeśli Kresowiacy chcą utrzymać swą niepodległość przy Koronie, to muszą się solidnie zmobilizować i zawalczyć. Taki był sens rozumowania Piłsudskiego i później taka była jego polityka w 1920 r.

Owszem, wyprawa kijowska była dla Piłsudskiego rekonesansem i sprawdzianem, jak daleko może pójść na Wschód i co wyjdzie z jego współpracy z Petlurą. Poza tym, w tym czasie bolszewicy mieli na karku białych generałów, Kołczaka i Denikina, którzy się odgrażali, że nie uznają niepodległości Polski i że po restytucji caratu znów nią zawładną, więc byli gorszym niebezpieczeństwem od Lenina. Wyprawa kijowska była więc wyznaniem odważnej dziewicy: „chciałabym, lecz boję się”, czyli pójdę na Kijów, ale właściwie tylko po to, żeby dać do zrozumienia Kołczakom i Denikinom, że jestem uzbrojony na Ukrainie i czuwam! Była to bardziej demonstracja przeciwko Kołczakom i Ungerom niż bolszewikom. Granica państwa polsko-sowiecka była nieustalona i właściwie miała przebiegać po linii Curzona, a koniec końców był taki, że zachodni alianci, Francja i Anglia bezradnie wsadziły głowy w piasek, mówiąc: my się na tym nie znamy i wtrącać się nie będziemy, a wy „róbta co chceta”. Poza tym, Francja i Anglia ciągle jeszcze miały nadzieję na powrót białego cara nad Newę i odzyskanie swoich wpływów. Więc i pewnie wraz z powrotem Romanowych, Londyn i Paryż zgodziłyby się na likwidację polskiego państewka sezonowego. Dlatego na wyprawę kijowską Piłsudskiego i jego przyjaźń z Petlurą (katem polskiego ziemiaństwa na Ukrainie) patrzyły jak na egzotyczne tańce rajskiego ptaka. Wyprawa kijowska, według mego podejrzenia, odbyła się w umyśle Ziuka po linii rozumowania, jakiego udzielił ziemianom litewskim z Hipolitem Korwin-Milewskim na czele. Czyli rozumował tak:, „ja Piłsudski pójdę z moimi koroniarzami na Kresy, na Ukrainę i Kijów i wybadam, zobaczę, czy kresowiacy się zbudzą ze snu, czy się zorganizują zbrojnie i wystąpią przy moich legionistach ramię w ramię w celu obrony polskości i niepodległości tych ziem”. Niestety nic takiego się nie stało. Kresowiacy, ziemiaństwo ani chłopstwo kresowe nie ruszyło wraz z Piłsudskim do boju! Mieszczanie z miast kresowych też się nie ruszyli, bo to byli żydzi! Tu, w tych rachubach, trafnie, Piłsudski okazał się rasowym, pozbawionym sentymentów, zimnym politykiem.

Potwierdzają to świadectwa z epoki. W maju, czerwcu i lipcu 1920 roku legioniści Piłsudskiego, koroniarze, wycofywali się pod naporem bolszewików w miarę w sposób zorganizowany, bez paniki, zamierzając dopiero bronić się w koronie, natomiast nie przelewać niepotrzebnie krwi za Kresowiaków, skoro oni woleli liczyć nie wiadomo na co, robić sianokosy, sprzedawać czereśnie etc. Z opisów zachowań społecznych polskiego chłopstwa i ziemiaństwa na Kresach wynika jakiś dziwny partykularyzm, że „to co nasze, kresowe, to ważne, tak ważne, że koroniarze powinni nas ochraniać i bronić, a my w tym czasie będziemy zadawać szyku – bo jesteśmy ozdobą Polski, bo jesteśmy piękni i gładcy!”. To „zadawanie szyku”, to ja rozumiem, jako krzewienie polskości poprzez oddawanie się dewocji (takie pokojowe antemurele). Bernardyni, dominikanie i jezuici za bardzo nauczyli Kresowian liczyć na pomoc boską i na ochronę Matki Boskiej, niż na własne szable i pięści. Szable były używane tylko jako ozdoby podczas procesji maryjnych w kościele. Zresztą tego ich uczył carat w niewoli: macie swoją religię, macie swoją Matkę Boską, to do niej się udajcie pod obronę, skoro nie chcecie prosić o nią dobrego cara. W Galicji Zachodniej tego samego uczyli Austriacy. Tam najwyżej zachęcano do obronnego organizowania się arystokracji przez zrewoltowanymi chłopami. Więc chłopcy Piłsudskiego wracali spokojnie bez paniki (takie są przekazy) spod Kijowa i dopiero ich rodzice i opinia społeczna, gdy Rosjanie byli pod Warszawą, wezwali swych młodych wojaków do boju: „Do roboty chłopcy!”. I chłopcy pogonili bolszewików aż za Mińsk. Pogonili ich dopiero wtedy, gdy interesy królewiackiej burżuazji i ziemiaństwa tego wymagały, nie wcześniej.

O ile Piłsudski flirtował z wywiadami Austrii i Niemiec, miał tam jakieś zobowiązania i tajne konszachty, to Dmowski był zupełnie jawnym, carsko-francuskim figurantem. Najpierw jako poseł do rosyjskiej Dumy, najpierw carskiej później kadeckiej, potem zaś przewodniczącym PKN przy ul. Kleber w Paryżu, za rosyjsko-francuskie pieniądze. Ba, rosyjska proweniencja powstania Błękitnej Armii gen. Hallera we Francji jest tak wyraźna, że Bajończycy zostali uzbrojeni w karabiny, które zostały po rozbrojonych oddziałach rosyjskich carskiego gen. Leszyckiego, które się zbolszewizowały za czasów Kiereńskiego. Akt powołania polskich oddziałów wojskowych, w miejsce rozbrojonych rosyjskich (pod Werdun) powstał w ambasadzie rosyjskiej w Paryżu i został napisany po rosyjsku. Minister wojny i prezydent republiki francuskiej ten „pomysł” tylko przyklepał. Przypuszczam, że przyklepał z lekkim sercem, bez głębszego przekonania, że coś istotnego z tego będzie, bo było to parę miesięcy przed reelekcją prezydenta Wilsona i jego czternastu punktów (napisanych po reelekcji), oraz jego zgody, żeby do błękitnej armii Hallera zgłaszali się amerykańscy ochotnicy, bo we Francji Polaków zdatnych do wojaczki było tyle, co kot napłakał.

Korwin-Milewski pisze, że w owym czasie kolonia polska w Paryżu wynosiła ok. 10 tysięcy osób, z czego większość mężczyzn (Polaków) już na początku wojny poszła walczyć do armii francuskiej. Pisałem już, że do błękitnej armii pchali się sami żydzi. Natomiast błękitna armia stała się prawdziwą armią, gdy jej trzon stworzyli przywiezieni z Rosji legioniści gen. Hallera. Otóż nie uciekł on (wraz z legionem) z terenów cesarstwa rosyjskiego, jak podają historycy filofrancuscy, a został przywieziony w ramach francusko-rosyjskiego porozumienia w tej sprawie. Chodziło o uzupełnienie (wyszczerbionego pociskami niemieckimi we francuskich okopach) menschenmaterial, którego wszystkim stronom wojującym brakowało. Natomiast stronie rosyjskiej nigdy nie brakowało i nie zabraknie. W tym zaś czasie Dmowski i jego prawa ręka, dr. Piltz, byli politykami gabinetowymi i tak niezorientowanymi w posunięciach ministerstwa wojny w sprawie Halerczyków, że właściwie nie wiedzieli co się dzieje. Można powiedzieć, że Dmowski był figurantem, trzymanym na okazję rozmów rozejmowych i pokojowych po wojnie. Jest nawet mapa z tego okresu we francuskim gabinecie ministerstwa wojny, na której ręką Dmowskiego jest narysowana granica wschodnia i zachodnia projektowanej Polski. Wynika z niej, że pierwsze przymiarki Dmowskiego były tak skromne, że sięgały od Częstochowy i Kalisza na Zachodzie, do linii Bugu i Lublina na Wschodzie. Sam Dmowski się tłumaczył, że początkowo musiał „wykrawać” przyszłe terytorium Polski z terenów państw zaborczych bardzo skromnie, żeby nie budzić protestów Francuzów i Anglików, dopiero potem w miarę „jedzenia” miał wzrosnąć apetyt zarówno jego, jak i jego rywala, Piłsudskiego.

Co do zasadniczych różnic charakterologicznych Dmowskiego i Piłsudskiego, to jest prawdą, to co mówił pan Roman o Piłsudskim, że jest człowiekiem jakby niespełna rozumu, z którym nie idzie się dogadać. To wszystko prawda, że Piłsudski nie chciał gadać o kresowych fantazmach, z gabinetowym molem i czarusiem, jakim był Dmowski, który teoretyzował, nie mając pojęcia o realnych zawikłaniach polityki dziejącej się na gorąco w terenie, którego dotyczy „polityka”. Sprawa dotyczyła, bronić, czy nie bronić Kresów Rzeczpospolitej. Dmowski upierał się, żeby bronić i „wcielać” (siłą) oraz polonizować co się tylko da i ile tylko się da (nie brać więcej Kresów niż można „połknąć” – w myśl zasady: mierz siły na zamiary, w tym rozpatrywanym modelu: federacja czy autonomia), natomiast Piłsudski nie chciał z nim gadać, bo wiedział, że Polska będzie mieć przy sobie Kresów tylko tyle ile zdoła wywalczyć „koroniarskim” żołnierzem z centralnej Polski, przy bardzo mizernym wsparciu żywiołów kresowych. Pod tym względem Piłsudski się okazał realnym politykiem, a Dmowski fantastą. To się również sprawdziło podczas bitwy warszawskiej 15 sierpnia 1920 r. Foch pilnował żeby Piłsudski nie dogadał się z Marchlewskim, Dzierżyńskim i Trockim, tymczasem gdzie przebywał Dmowski? Dmowski w tym czasie wyjechał z Warszawy do Poznania i tam mieszkał przez cały ten okres w hotelu, jako osoba prywatna, spacerując, rozmyślając i pisząc (są na to świadkowie!). Udziału w walkach nie brał, bo oświadczył, że już jest na to za stary.

PS. Co do roli jaką Dmowski odegrał na Kongresie Wersalskim, to należy mu się dozgonna wdzięczność Polaków do siedemdziesiątego siódmego pokolenia włącznie.


Zygmunt Jan Prusiński Zaczarowana Muszelka... część II

_______________________


zygpru1948 2018.10.14; 12:23:56
Komentowany wiersz: Splecione myśli we mgle...
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.14; 06:38:49
Komentowany wiersz: Splecione myśli we mgle...
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42951790_2201058909966651_8300611932650471424_n.jpg?_nc_cat=101&oh=217eeb0dedce8bb086267d43f777b138&oe=5C4CAD6F


zygpru1948 2018.10.14; 06:27:44
Komentowany wiersz: Splecione myśli we mgle...
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

07.08.2012 14:42


@Zygmunt Jan Prusiński

Pozdro Panie Zygmuncie. Ja uważam, że jest Pan na moim horyzoncie darem niebios, bo tylko anioł w ludzkim ciele, taki jak Pan, potrafi rozumieć, że Bóg nie stworzył poetów ani poezji, ani ich przeklętego posłannictwa, którym, w postaci swych wypocin dupę trują. Nie ma chleba, opału, pieniędzy, ani sensownego towarzystwa drugiej osoby, bo się po domu smędzi jakiś idiota, ewentualnie jakaś idiotka, a on, ten buc, nazywający siebie POETĄ sadzi androny, że KOCHA, że PIĘKNO, że posłannictwo, (wyjrzyj za okno, kochanie jaki piękny poranek, jaki piękny świat na nas czeka i na naszą miłość), a tymczasem akurat leje, albo tną komary, zimno jak cholera, w lodówce pusto, komornik idzie… A ten idiota pcha się z wierszykami.


No, na pewno z Herbertem albo z Szymborską to bym tak, jak z Panem nie porozmawiał, a w Krakowie miałem niejedną okazję. Bo być może, niektórzy by się nawet pod wpływem logiki moich złorzeczeń zgodzili, żeby „nie drażnić wariata” (czyli mnie), że pisanie poezji jest gówno warte, ale tylko godziliby się od oka, przytakiwaliby dla spokoju, bo przecież każdy z nich się upierał przy swoim, że poezja, to ho ho, wielka rzecz, panie dzieju, nie taka błaha sprawa, dzięki niej jesteśmy „Człowieczeństwem”, a człowiek brzmi dumnie. Nawet ci, co pisali wiersze na część Hitlera i palenia żydami w Oświęcimiu (że wreszcie Polacy się pozbędą tej przeklętej, żydowskiej hołoty) uważali, że poezja jest komponentem godności ludzkiej i świadczy o człowieczeństwie rodzaju ludzkiego.
Można na sto procent założyć, że człowiek który siada do pisania wiersza jest głupcem, nieświadomym siebie ignorantem, zakłamaną świnią, która będzie wmawiać w drugiego (często trzeźwo myślącego) człowieka, że te Rymki i „słówka” ten płód jego „mądrego” umysłu, tak „mądrego”, że klękajcie narody, jest konieczny do zbawienia ludzkości. Klękajcie narody, bo ten płód jest wynikiem boskiego talentu, tytanicznej myśli, genialnej „iskry bożej”. Tak ten kłamca się będzie reklamował, żeby mu za wierszyki zapłacili parę groszy.

Taka Szymborska lub taki Herbert, dla świętego spokoju mogliby przytaknąć maniakowi, (czyli mnie), że poezja jest rzeczą zbędną, ale w swoim gronie natychmiast by zaprzeczyli, twierdząc, że ludzkość bez poezji się nie może obejść. Pan jednak widział wielu nadmuchanych poetów, cwaniaków udających poetów i pewnie się zastanawiał, co trzeba mieć, co trzeba wywlec z siebie, ze swego zbolałego wnętrza, na zewnątrz, do wiersza, żeby się stał wartością poetycką.


Napisałem wyżej, że Pan jest aniołem, a anioły, które były świadkami stwarzania w Edenie (i poza nim) rodzaju ludzkiego, nie potrafią kłamać, że Bogu i pierwszym ludziom, jakaś poezja była do życia potrzebna. Do życia w Raju była potrzebna woda, jakieś orzeszki i miękkie liście do podcierania sobie odbytu po wypróżnieniu. Tylko tyle. To dopiero pod wpływem Szatana zaczęły się dziać z pierwszymi ludźmi niedobre rzeczy, z poezją włącznie. Rzeczy prowadzące do pisania poezji. Te „rzeczy” zrodziły się w kłamstwa pierwszych ludzi i diabła. Zrodziły się z kłamstwa, że coś więcej potrzeba do ludzkiego życia, niż jedzenie i spanie; że do bycia człowiekiem potrzeba czegoś więcej niż woda, orzeszki ziemne i miękkie liście, do podcierania odbytu po wypróżnieniu.

Dobry Pan Bóg tłumaczył Adamowi, żeby nie szalał i nie stawiał mu nadmiernych wymagań; „bo cóż ci mogę dać Adasiu za zabawki?, mogę ci zrobić jakąś grzechotkę z pustego orzecha kokosowego, ale cóż więcej potrafię; nie jestem jarmarcznym handlarzem ani sztukmistrzem, a i tobie nic więcej nie trzeba”. Ale Adam nie chciał go słuchać, tylko nadstawiał ucha na obietnice diabła, że w różowym piekle załatwi mu „nie-wiadomo-co”. To „nie-wiadomo-co”, to jest nasza poezja. Gdy pisze Pan, Zygmuncie, o miłości, o różowych sukienkach, wymyśla niestworzone rzeczy, cuda na kiju, „nie-wiadomo-co”, to właśnie Pan powtarza to, co obiecał Panu diabeł, że „dostaniesz Pan, Zygmuncie, różowe „nie-wiadomo-co”. Różowe majteczki, różowe sukienki, haleczki i podwiązki (jak jakiś fetyszysta – bo przecież wszyscy nimi jesteśmy)! A Pan zaraz dziarsko sadzi miłosne ple-ple, białe różyczki na pupci Margosi. Żadna nowość, on, diabeł, już to obiecał naszemu praojcu - Adamowi w Raju, że mu załatwi takie różyczki i takie Margosie.

A przecież wiemy, czym się to skończyło w Edenie. Otóż wszystko (wszystkie atrakcje), czym dysponowali na spółkę, ci poszukiwacze rajskiego szczęścia, czyli Bóg, Ewa, Szatan i Adam, dysponowali jedynie tym, co Ewa miała pod brzuszkiem (bo nawet nie pod spódniczką, jako, że była golusieńka), czyli tym, że Ewunia (co za niesłychany zbieg imion!) miała tylko skąpo okudloną szparę (biedne dziewczę). Adam wlazł jej między nogi i wsadził członka (znamienne: to była pierwsza rzecz, która przyszła mu na myśl) w tą szparę i oszalał z miłości! Tak szalał, że ogłupiał z tego powodu i wiemy jak się to skończyło! Potem zostali wygnani z Raju, bo kradli, ogołocili z jabłek cały Raj, może nawet przerabiając je na bimber i pili, a Ewa czemuś (ze stresu?) nie mogła zajść w ciążę. Dopiero po wygnaniu z Raju ją popuściło i rodziła co rok prorok, wśród przekleństw, niedostatku, kazirodztwa i pijaństwa – tak że w niebie mówiono ze zgorszeniem, że u Adamów, tych od Homo Sapiens, codziennie chleją wódę, robią awantury i biją się po pyskach.
Biblia tego nie mówi, ale tu nastąpił pierwszy rozwód! Zupełnie na starość. Jak u mnie! No i podobnie jak u Pana (chociaż bez chlania wódy i kazirodztwa).


Ja pierwszy ożenek popełniłem w ten sposób, że moja wybranka miała nieco okudloną szparę, w którą włożyłem członka, wchodząc jej między nogi i oszalałem z miłości; a gdy się wystarałem o mieszkanie i meble, to wzięła ze mną rozwód, proponując mi, żebym poszukał sobie innej nieco okudlonej szpary.

Druga moja żona była prawdziwą pięknością, ale cóż z tego, skoro ona też miała tylko nieco okudloną szparę, w którą włożyłem członka i wszedłem między nogi. I oszalałem z miłości! A gdy kupiłem meble, spłodziłem dziecko, spłaciłem długi swojej żony i długi teściowej, wywiadowca służby bezpieczeństwa, który mnie śledził i za mną łaził, zwrócił uwagę, że moja żona ma nieco okudloną szparę, w którą wsadził członka wchodząc jej między nogi i oszalał z miłości! Oczywiście zaraz potem moja żona wzięła ze mną rozwód, a ja po jakimś czasie spotkałem następną (ładną) kobietę, która miała (tylko) nieco skudloną szparę, w którą włożyłem (jak praojciec Adam) członka i wchodząc miedzy jej nogi, udawałem, że szaleję z miłości!


Pańska historia była pewnie podobna, że spotykał Pan kobietę, która miała nieco okudloną szparę, wkładał jej Pan w szparę członka (jak praojciec Adam) i wchodząc między jej nogi szalał Pan z miłości! Ba, Pan pisał wiersze o różowych sypialniach i różowych sukienkach. Oczekując bóg wie jakich atrakcji i szczęśliwości, podczas gdy do szczęśliwego istnienia w Paradiso potrzeba tylko czystej wody, orzeszków i miękkich liści do podcierania odbytu po wypróżnieniu.

Bo istota rzeczy nadal jest ta sama, Pan, ja i inni, spotykamy kobietę o nieco okudlonej szparze, wkładamy jej tam członka i wchodząc między nogi szalejemy z miłości (wypisując miłosne żale o kolczastych lasach) – ale skoro Boga nie ma… albo, jeśli Bóg umarł – to czy to jest poważne?
Zadaję to pytanie wszystkim poetom świata: Czy, skoro Boga nie ma i przysięga małżeńska: „że ci będę wierna i nie opuszczę cię do śmierci”, nie obowiązuje; to czy mówienie i pisanie wierszy o miłości jest poważne? Czy też jest zajęciem, złych, cynicznych kretynów?


Zygmunt Jan Prusiński Wrzosowiska i wodorosty - część II...

_____________________________


zygpru1948 2018.10.13; 05:07:02
Komentowany wiersz: Jesteś biała jak śnieg
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42980332_2201055113300364_3861464521554001920_n.jpg?_nc_cat=111&oh=154fe0e0b3a9f0667f88fa71c27b5f7f&oe=5C5ED4A1


zygpru1948 2018.10.13; 05:02:12
Komentowany wiersz: Jesteś biała jak śnieg
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.13; 04:59:46
Komentowany wiersz: Jesteś biała jak śnieg
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

21.12.2011 20:36


@Zygmunt Jan Prusiński

Pozwalam sobie pisać do Pana w ten sposób, bo rozmawiał Pan na Zachodzie z naszymi najlepszymi głowami od literackiego myślenia, więc Pan przeszedł dobrą kindersztubę i odróżnia Pan ziarno od plewy. Ja się z Panem zgadzam, że w Pańskiej sytuacji tak należy (jak Pan piszesz) i tak trzeba (bo by Pana zeżarli - baby by też zeżarły - a gra nie jest warta świeczki).


Wiem, że dzisiejsza kobieta jest po zamążpójściu, dla chleba, dla rozsądku, dla bycia żoną i dla "założenia - pożal się Boże - rodziny", ukrytą lesbijką, która nienawidzi męża i w ogóle mężczyzn, jako brutalnych i prymitywnych samców. Tak jest chyba w całym nowoczesnym świecie.

Więc po cholerę jej jeszcze prawdziwy kochanek.
A to że tacy faceci jak my, albo trzepią gruchę albo piją koniak i "rozładowani psychicznie" idą spać (nie marząc już o kobiecie) jak ja, albo (są tacy) im stoi, ale dotąd oglądają pornosy, że się nasycą samym widokiem i przestaje im stać (jest taki mechanizm psychologiczny, że się wyczerpie potencja za pomocą oglądactwa intymnych szczegółów, jak się inni rypią), to już inna sprawa.

Tylko że ja, chciałbym przeczytać, chciałbym widzieć efekty - z samej ciekawości badacza poezji i psychologii twórczej, jakie Pan piszesz (pisałbyś) erotyki do tej, z którą spędzisz rzeczywistą noc na rzeczywistym ruchaniu (o Boże co ja mówię)!

Ale skoro się już rzekło, o "ruchaniu", to przecież, usprawiedliwiam się tym, że nasz wieszcz Adam Mickiewicz napisał kilka wierszy do Maryli, ale skoro nie mógł jej wyruchać, to dał sobie spokój nie pisząc żadnych erotyków, bo to by to już nie była poezja tylko erotomańskie wierszoklectwo (mówmy teraz o teorii literatury).

To by było dla mnie ciekawe, jak by się układało Pańskie pióro i wyobraźnia wobec rzeczywistej kochanki, która by dziękowała za miłosno-duchowe uniesienia ale jednocześnie smarowała maścią łagodzącą podrażniania, swoją wymamlaną i sponiewieraną cipkę.

Bo to co teraz Pan piszesz, czyli te aluzje dla "Laury z księżycowej poświaty"... to wszystko jest "poświatowe", ciągnie się jak guma do życia, cóż z tego, że porównana do zorzy polarnej? ciągnie się jak różowy budyń, podobne toto do różowego kisielu (nawet nie do różowo-perłowej spermy - niech kobiety wiedzą co tracą), trzęsie się toto nawet seksualnie, śpikowato, jak lubricatio, (ale erotomaństwo!), ale przecież bez rzeczywistych i prawdziwych męskich manifestacji pożądania. Bo widać na kilometr, że autor wierszy boi się prawdziwego pieprzenia jak cholera.
Ja nie wiem, czy facet ma prawo pisać o pożądaniu (a mówi teraz do Pana facet głęboko religijny, czyli ja, Karol Zieliński, wyznawca i czciciel dziewictwa Chrystusa i Maryji), jeśli się naprawdę nie pożąda (konkretnej kobiety).


A propos mojego czcicielstwa dziewictwa Maryi, to owszem, uważam, że Maryja ma prawo być dziewicą, ale nasze kobiety powinny być uczciwie wyjebane, a nie kupować sobie po cichu wibratory i dogrzebywać się nimi po cipkach i łechtaczkach do (sztucznego i samotnego) orgazmu, bo mężowie pijani, albo mając chuja do kitu, nie potrafili je dorżnąć miękkimi od pijaństwa, kompleksów niższości, nerwic etc. kutasami. Orgazm jest wtedy, gdy jest robiony i przeżywany we dwójkę. Wtedy ma sens! Ja wiem, że to straszne dla kobiety, usypiać niedodupczoną w środku nocy, bez orgazmu.

Ja wiem, że Pan nie jest za to odpowiedzialny, ale gdyby Pan miał cycatą Margośkę (Pan wie skąd, tylko udaje że nie wie, obaj wiemy skąd!), to by Pan tak pisał odważnie, żeby te biedactwa uwierzyły w możliwość rozkoszy ze swojej łechtaczki. Bo teraz szukają jej w różowych wibratorach zamiast w Pana poezji. Wystarczyłoby im, żeby podpity mąż sztuchnął ją dwa razy, a i ona już by dostała orgazmu, wspominając Pańskie wiersze pisane pod wpływem inspiracji kudłatym ciałem Margośki. Byłby pan Mesjaszem dla wyzwalania w nich orgazmu (tysięcy orgazmu naszych blogowiczek!). To by była dobra robota, ale skoro Pan jest "suchy", teoretyk, to i kobiety Panu nie wierzą i nie dostają orgazm ów. Pańskie erotyki nie wzbudzają u czytelniczek mokrego ciepełka lubricatio między nogami. A przecież poecie na tym zależeć powinno.

Przy czym ja rozumiem, że w poezji pożądanie jest "poetyckie, tym nie mniej, w poezji nie jest mniej prawdziwe niż w rzeczywistości. I to jest twoja odpowiedzialność jako poety, Grzegorzu Dyndało! Sokoro piszesz, że tak ją (je) łechtasz po łechtaczce, tak że się wznosi do nieba, to zrób taki cud poetycki, żeby ona (one) poczuły się w swych macicach zaspokojone!

Ale musi być tu jakaś "prawdziwa kobieta" (bo inaczej być nie może).
Kiedy napisał Pan w erotyku do Joli, że zastanawia się Pan, jak się w niej porusza (członkiem - bo czym?), to cholera jasna, to było prawdziwe, tak że poruszyło czytelnika (czyli mnie!). A przecież było wiadome, że to tylko wiersz i tylko wirtualna sytuacja wirtualnych kochanków... - ale UWAGA - takich, którzy by mogli być nimi w każdej chwili w rzeczywistości. Bo któż mógł zaręczyć, że za chwilę pani Jola nie zadzwoni do Pana z zaproszeniem: Przyjedź tu i tu, będziemy się walić!


Ja nie świntuszę, tylko przeprowadzam dane fenemonologiczne przez proces dowodzenia i dochodzenia jakiegoś wniosku w procesie ustalania poetyckiej prawdy. Moje dane fenomenologiczne są właśnie takie. A jestem zdrowym na ciele i umyśle facetem, który odróżnia uczciwe dupczenie od jakichś pisań na blogach o miłościach ale bez prawdziwej fizycznej miłości. Bo na blogu jest miłosne wzdychanie do poety Zygmunta, a dawanie dupy jest dla jakiegoś chama z mercedesem, hurtownią, szemranym interesem, ubojnią kurczaków itp. Czyli jestem wrogiem internetowego postmodernistycznego kurewstwa. Ona musi się wykazać swoją artystyczną inwencją i ogłaszać, że również jest poetessą, że klękajcie narody, panie Zygmunteczku, piękno, dobroć i poezja. Ale won od dupy, ona jest dla Mariana, króla kiszonej kapusty z Charsznicy. A tym czasem właśnie jej dupa jest tym co najpiękniejsze. Może nie mam oracji? A cóż innego malowali Tycjan, Da Vinci, Renuar, czy Michał Anioł.
I proszę mi nie brać tego za złe, bo Pana szanuję, że tak piszę, ale chyba rozmawiamy na Pańskim przykładzie, o teorii literatury.


Zygmunt Jan Prusiński Bluszczowy Blues...

________________________


zygpru1948 2018.10.12; 05:58:26
Komentowany wiersz: Na tych falach w twojej fali...
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42983404_2201054103300465_2911628127471927296_n.jpg?_nc_cat=102&oh=deec17c9688fdf5b75fa24ee9a98d884&oe=5C5CCEE6


zygpru1948 2018.10.12; 05:54:59
Komentowany wiersz: Na tych falach w twojej fali...
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.12; 05:53:37
Komentowany wiersz: Na tych falach w twojej fali...
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

02.12.2011 12:54


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, musisz Pan ograniczyć picie tego za 20 zł. i 50 gr. Ja od czasu do czasu wypijam trochę koniaku, ale trochę, chociaż mam bardzo mocną głowę. Bo nie piłem całe życie.

Zrobię wyznanie. Mając lat 30, miałem takich współpracowników, alkoholików, że musiałem z nimi od czasu do czasu wypijać flaszkę wyborowej na głowę, ale było dobre jedzenie i rzadko czułem się pijany. Trwało to kilka lat, ale się nie uzależniłem, bo nie pochodzę z familii alkoholików. Ojciec nie pił wcale, dziadek nie pił, pradziadek (podszywany a zarazem rzeczywisty "hrabia", bo podrzucony do Zielińskich przez żydów, ten pił i szalał (również z żydami), ale miał powody, a może i nie był ojcem mego dziadka, kto to wie. Więc efekt jest taki, że ja nie mając alkoholików wśród przodków, potrafię się uzależniać od niczego. Dlatego męki kacowskie są mi nieznane (może trzy razy w życiu). Między czterdziestym a pięćdziesiątym piątym rokiem życia przez 13 lat nie miałem nawet piwa w ustach. Dopiero gdy zachorowałem na serce, powiedziałem sobie: toż ty umrzesz nie zaznawszy smaku koniaku. Najwyższy czas, chłopie, żebyś przeszedł chwiejnym krokiem do wieczności. Ale i tak, popiwszy trochę z (niektórymi) krakowskimi literatami (miałem takich w otoczeniu), znowu przestałem na długie lata. Dopiero właściwie teraz od kilku miesięcy, wypijam lampkę na podniesienie ciśnienia, bo muszę. Nie ma nic lepszego zamiast alkoholu jak ekstremalne myślenie. Ekstremalne, to znaczy takie, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że Bóg jest krwawy i ślepy. Ale tak na poważnie, że świadomość obcowania w świecie (z takim zwyrodniałym czymś - Bogiem, budzi takie uczucia grozy, że aż ciarki chodzą po plecach).


Albo pisać takie wiersze, jak napisał Pan ostatnio o "pieszczeniu członka" To jest lepsze niż 10 litrów koniaku. Gratuluję Panu tego wiersza, bo to jest coś jakby wytyczanie nowych standardów w ujawnianiu ducha języka.
Duch języka jak żywa istota, też się wstydzi swoich tzw. "brzydkich słówek", uznawanych za "nieprzyzwoite", o treściach społecznie nie akceptowalnych etc. I On też nie może wyrazić prawdy, lub rzeczy które chce i jak chce, skrępowany przez zastraszone łby uczonych, inteligenckich bądź religijnych idiotów.

To dopiero modni poeci lub jacyś twórcy "robiący" w języku, ośmielają tą ludzką tłuszczę, do używania nowych i celnie wyrażających istotę rzeczy wyrazów, (o "istocie rzeczy wyrazu" i samej "rzeczy" nie mówmy tutaj, żeby nie rzucać pereł przed wieprze). W każdym razie jest to coś nowego i postęp w poszerzaniu zakresu polskiej kultury erotycznej i kultury w ogóle.

Nie chcę tu analizować Pana wiersza, żeby to udowadniać w świetle racji dostatecznej, ale Jan z Czarnolasu (lub Jan Andrzej Morsztyn) by się Pana nie powstydził.

Teraz nie mam czasu, ale myślę, żeby odpowiedzieć na Pańskie pytanie, jak to było z Jezusem w Malabarze wśród joginów, jak to się robiło w Grecji, u żydów lub w starożytnym Rzymie. Jednym słowem, jak to było, gdy religia seksem i erotyką była.


PS. O tym za 20 zł. i 50 gr. napomykam dlatego, że gdy się Pan ciutkę wstawi, to czuję, że Pan ma skłonność do tykania pani Pitery. Proszę, niech Pan tego nie robi. Gdy już Pan musi, bo się np. zakochał, to niech Pan jej da jakiś pseudonim, np. frezja, żeby było elegancko. Prawda, że ona ma coś z tajemniczej "frezji"? Dopiero teraz pomyślałem (rasowo), jakiej ona może być "krwi". I nie chodzi tu o jakąś krew żydowską, o nie, to by było za proste. Żydówki są ładne, ale ona ma w rysach inny rodzaj urodności. Ciekawa sprawa dla antropologa. Na rysy twarzy wpływa nawet to, czy człowiek pochodzi z północnej "sfery kołyski", czy południowej sfery nosidła, płachty, tłumoka. Pan się już domyśla, dlaczego dawniej słowo "ty tłumoku" miało głębszy sens i uchodziło za pejoratywne.
Dlatego to piszę, że domagam się dla ludzkiej istoty godności, a jak to pogodzić z szacunkiem, czy też brakiem szacunku dla takich osobników jak Stefan Niesiołowski, którzy chlapią ozorem same flegmy na lewo i prawo, to nie wiem. Agresja i nienawiść się bierze ze strachu. Może mu akurat trzeba okazać serce i szacunek i powiedzieć mu: Nie bój się panie Stefanie, przecież my pana też kochamy. I chyba tej miłości brakuje również naszemu Donkowi Tuskowi. On chyba też jest "taki", bo Polacy go nie kochają tak jak nie kochają samych siebie. A zrobiła to niestety nasza religia żydo-chrześci-katolicka. Ten pan, (Ryszard Zasmucony) który pisze tu na blogu, że Kościół katolicki jest ostoją polskości, ma rację o tyle, że jest ostoją polskiego kundlizmu. Ale tylko kundlizmu. Kościół katolicki zrobił z Polaków straszydła do tego stopnia, że jedno straszydło boi się podejść i zagadać do drugiego straszydła. Jedyne odezwania się miedzy nimi to takie: "Masz pieniądze", "Daj pieniądze". Arefleksyjne, asemantyczne, aracjonalne, nieprzystosowane do współżycia lemury i straszydła. Religia, sucha w swoim wyrazie, jak ten opłatek, trudny do przełknięcia, wyprała nas kompletnie z uczuć, które by pozwoliły się zbliżyć człowiekowi do człowieka. Nawet w kościele podczas mszy, Polak Polakowi brzydzi się podać rękę, a co dopiero oddać całym ciałem. A bez ufnego oddania ciał i dusz, nie ma mowy o Agape.

I dlatego w grotach w Qumran najważniejszymi miejscami były baseny do mycia, łaźnie, jadalnie i sypialnie. Zresztą uczta przy stole i erotyka znaczyły jedno i to samo. A Duch Święty, który właściwie jest istotą lucyferyczną, był między nimi i kopulował duchowo. Gdybyś Pan brał udział w takich Agapach, a nie chędożył po ciemku gdzieś w wynajętej wiedeńskiej klitce, to byś nie musiał dzisiaj trawić wyrzutów sumienia z powodu wyskrobanych dzieci. To nie jest jakiś przytyk, czy też aroganckie wypomnienie głupiego świętoszka, tylko refleksja kulturowa. Seks i erotyka powinna być "regulowana" i rozładowywana w Kościele, w Qumran, na rzymskiej Agape (którą chrześcijanie znali i odgapili od moralnych pogan. To dopiero potem, zwyrodnieli księża rozpędzili seksualne Agapy pierwszych chrześcijan i zapędzili małżeństwa do pieprzenia się po norach. Jeszcze w kościele św. Augustyna było wiele seksu i frywolności ale i odwagi cywilnej i wolności. Nie chce tym samym twierdzić, że kościoły starożytności miały patent na godziwe życie i uregulowanie moralności w skali całych społeczeństw - o nie. Kościoły te o których mówię, były grupami 20-30 osób, dla których Agape, "msza" z łamaniem chleba, to było seksualne współżycie, seksualne "spotkanie", kontemplacja i przedsmak Paruzji. Asceza jest czymś równie niemoralnym jak nadużywanie kontaktów płciowych.

Sophrosyne, umiar i wypośrodkowanie to jest istota religii, która uczłowiecza Homo Sapiens, ale pod warunkiem, że zdrowa kobieta i mężczyzna podejmują współżycie płciowe, bo widzą w tym moralność, estetykę i sens. Nie mówiąc już o wzajemnej fascynacji i zauroczeniu tajemniczymi zakamarkami swych dusz i ciał. A tymczasem prawda jest taka, że nasze nieślubne i ślubne dzieci walą się w przedszkolu, ciupciają się w szatniach szkół podstawowych i w gimnazjach (jak króliki), a rodzice wyprani z wszelkiej ochoty do życia, puste mumie, załatwiają to ręką lub palcem.

Prof. Zbigniew Waldemar Izdebski wykonując swoje badania na grupie młodych i zadowolonych Polaków, mające wykazać, że Polacy jednak w tym kurewskim kapitalizmie mają jakieś życie erotyczne, kłamie. Polacy mają tak dość życia w ogóle, że nie mają ochoty na seksualne zbliżenie z własną żoną, która jest im wrogiem. I w tym, co do tego i innych rzeczy się chyba nie mylę.


PS II. Niech Pan zauważy, że ja używam wyrazów uważanych za nieparlamentarne, ale z jednoczesnym szacunkiem dla konkretnych osób i adwersarzy. Np. określając parlamentarzystów (wszelkiej maści) jako bandę skurwysynów nie mam konkretnie na myśli pana Stefana i jednocześnie mam go namyśli, i jest mi zarazem smutno, że dla kasy poszedł do tej bandy i tam się z nimi prostytuuje. Ale przecież z taką troską moralną o niego, jest wyrazem mojego szacunku. Gdybym go nie lubił i nie szanował, tobym w ogóle o tym nie wspominał.

Zostawiam Pana z przekonaniem, że wszystko powinno być inaczej.


Zygmunt Jan Prusiński Słoneczne bolero w twoich udach...

_____________________________


zygpru1948 2018.10.11; 10:04:27
Komentowany wiersz: W tej poezji Dagmara Zawadzka ma udział
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42962322_2201041493301726_5079274533802737664_n.jpg?_nc_cat=102&oh=ed71efe3562882f6f39ee1d73d607d9a&oe=5C481253


zygpru1948 2018.10.11; 09:59:41
Komentowany wiersz: W tej poezji Dagmara Zawadzka ma udział
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.11; 09:58:29
Komentowany wiersz: W tej poezji Dagmara Zawadzka ma udział
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

13.09.2011 23:55


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie spokojnie. Proszę się nie da zwariować. Rozumiem Pana, że popada Pan w popłoch. Dysponuje Pan talentem i poczuciem Poetyckiej mocy, a otaczają Pana idioci. Pan wie, że na wylansowanie mitu o genialności naszego Adaśka Mickiewicza pracowało setki klakierów, którzy chcieli wrócić na jego plecach do Polski, odebrać żydom i rosyjskim generałom swoje majątki i szlify oficerskie w polskiej armii. Gdyby nie owi klakierzy to o Adamie nie dowiedziałby się pies z kulawą nogą. Że nie miał takich klakierów Cyprian Norwid, wiec przepadł w gównach historii, dopiero go przypadkowo odgrzebali i... (przemycli)! Za każdym razem, zarówno naród jednego (Miśkiewicza) i drugiego (żydowskiego Nordola, Nadrala...) miał głęboko w dupie.

Pan też potrzebuje wsparcia, ale zdaje Pan sobie sprawę, że Pańskie wiersze potrzebują środowiskowego "obsypania pieprzem"! Bo wiersze Mickiewicza dla naszych klasyków były wystarczająco skandaliczne, knajackie i pospolite (choćby takie Sonety Krymskie) chociaż bez słów - chuj i dupa.

Dzisiaj niestety, skoro klną zakonnice, dzisiaj Pańska delikatność wierszy szokuje brakiem wulgarności (i to bardzo dobrze, bo tym bulwersuje, że jak to? pisze facet o miłości a nie ma tu ani jednej kurwy ani skurwysyna! i tym szokuje! Co, nie mam racji, może nie ma czytelników, którzy poszukują poezji obscenicznej i płacą za nią grube pieniądze)? Owszem, o ile jeszcze w poezji się powszechnie przeklina, jak w prozie, to przecież wulgaryzm wypowiedzi przebija z zawoalowanych "poetyckimi słówkami" okresów. Takie już signum czasu, że chcąc adekwatnie powiedzieć o biskupie "O, biskup!", a o polityku "O, polityk!", o kurwie trzeba powiedzieć "o, kurwa!".


Pańska poezja, bo ona tu jest najważniejsza, ma dobre podłoże w Pańskiej rozchwianej psychice i biografii. Edward Stachura chcąc dać podstawę metafizyczną swojego życia pod swoje wiersze szukał nietypowych zachowań, pracy w lesie, burdy z kurwami w nocnych lokalach, szukał śmierci pod lokomotywą, bo jego wiersze bez tego byłyby niegodne zaufania. Każdy poeta, nie tylko Pan, musi swoim życiem poszukiwać wiarygodności dla swojego słowa. Bo inaczej współczesna publiczność go olewa, choćby Adam Michnik - Szechter dawał mu sto nagród Gazety Wyborczej to i tak mu nic nie pomoże.

Poróżniłem się onegdaj z ks. prof. Kłoczowskim o jego sformułowanie, że gdy w gminie pierwotnej ktoś (jak teraz Pan Prusiński) prorokował pod wpływem Ducha świętego w imieniu Chrystusa, gramatycznie i logicznymi okresami, to mówił mądrze! A ja się pytam, czy gdy bredził niezrozumiale i "głupio", to prorokował pod wpływem szatana? Kłoczowski twierdził że tak, ja że nie! Niestety, panie Kłoczowski, gdy się bredzi w imieniu Chrystusa to jest to mądrzejsze, niż gdyby się mówiło banały językiem zrozumiałym dla setek idiotów.

Ważne jest to, że go (Chrystusa, proroka etc.) tłumy kretynów nie są zdolne pojąć, bo Słowo profetyczne, jest zaszyfrowane pod pozorem szaleństwa i dostępne tylko dla wybranych.


Proszę Pana, sielankowe obrazy Turnera są w dzisiejszej krytyce kultury odczytywane jako ponure komunikaty nadawane z diabelskiego świata. Za widokami sielskich obrazów wsi angielskiej krytycy dostrzegają widoki dantejskiego piekła. Coś podobnego dostrzegam i u Pana. A widać to również po Pańskim "pęknięciu" (w życiu prywatnym), słodkie obrazy w wierszykach i burza szyderstwa i przekleństw w chwilach realistycznego ocknięcia się z poetyckiego odurnienia.

Ale powtarzam, wszystko jest z Panem w prządku. Nie jest Pan wariatem. Jest Pan artystą i ma do tego prawo. (Jeśli Pan nie przekracza przepisów kodeksu karnego!)

Być może, że w ten sposób Pan przedtem (np. rok temu) nie patrzył na sprawy i ja zdobiłem jakoby złą robotę, ale nie wiem, czy to dobrze, że jeśli to ja i jeśli to już, odtworzyłem Panu oczy, to niech Pan będzie bardziej świadomy! Na zdrowie! Nie wiem do jakiego stopnia odpowiadają - przed Bogiem - za "zgorszenie", w tym wypadku uświadomieni kurestwa, świata, (z którego doskonale zdawał Pan sobie od początku sprawę) w intencji jego naprawienia, gorszyciele! Bo nie wierzę, żeby Pan przedtem nie był tego świadomy.

Ale, powtarzam, spokojnie Panie Zygmuncie. Tylko spokój może nas wszystkich uratować! Ja myślę, że najlepsze dla Pana, to pozwolić się unosić tej fali, która teraz Pana niesie. Być może od pozornego przypadku do przypadku, w konieczności tego co każdego z nas czeka. Tak mi się zdaje, że jest Pan na dobrej drodze do zdobycia samoświadomości lub już ją Pan ma.

Samoświadomości, że jest Pan gównem (co jest zaszczytnym szczytem skromności!), (jak i ja, jak i my wszyscy, z napuszonym Karolem Wojtyłą, JP II na czele)! Historia zbawienia traktuje nas jak gnój! Nie liczy się nasze poszczególne życie, Pan to wie! Jesteśmy zupełnie zbędni Bogu, sobie i bliźnim i niektórzy z nas, gdy to sobie uświadomią, dostają wielkich mdłości.


Jakże współczuje Pan swemu bratu (w wierszu do brata), jakże współczuje Pan sobie! Pan już wie, że źle się jest urodzić. Powinien Pan współczuć również mnie (chociaż ja nie martwię się o nic!), bo nam tego potrzeba, z powodu zabijającej nas świadomości, że jesteśmy obrzydłymi dziećmi Demiurga. Gdyby tak nie było, to Pan nie martwiłbyś się o LOS WŁASNYCH WIERSZY!, które chcesz Pan zanieść przed oczy LUDZKOŚCI I PRZED OCZY BOGA, a czujesz, że mają to w dupie.

Widzi Pan, że jestem ostrożny wobec Pana, nie odważam się dawać łatwych recept. Niech Pan pisze bez mędrkowania, niejako automatycznie, jak Pan czuje! Najważniejsze, że Panu się chce! To CHCĘ jest tu najważniejsze. Bo Stachura doszedł do ściany, na której było napisane, "Nie chcę ale muszę. Musze być poetą. Bo chcę żeby mnie drukowali!". I to na dodatek komuniści!

Gdy Pan będzie za bardzo chciał, żeby Pana drukowali, to spotka Pana śmierć duchowa i zamieni się Pan w grafomana. Pisz Pan tak, jakby nie chciał Pan być drukowany, żyj Pan tak, jakby nie chciał żyć. Pierdolić wszystkie pierożki świata! Pierdolić wszystkie powagi, birety, togi i gronostaje, i świętości świata. "Oni" je wtryniają Panu, żebyś się nimi udławił a sami pierdolą do rozpuku, jak jakieś ohydne świnie, a Panu każą pisać peany pod swój pseudohumanistyczny strychulec, nad lipnym wydumanym człowieczeństwem, którego po prostu nie ma.

Człowieczeństwo zaczyna się tam, gdzie człowiek zdaje sobie sprawę, że przestał już być człowiekiem!

Dlatego zalecam rozwagę, zimne spojrzenie i spokój! Żadnych uniwersytetów. Chuj z nimi! Uniwersytety świata nie zbawiły! Widzi Pan, że otacza Pana mnóstwo idiotów! Pana zadaniem jest pisać... może... ale nie na pewno... się kiedyś na Panu poznają. I to poznają prawdziwie, a nie na sposób: Zygmunteczku jakie to piękne.

Ja też mogę w ten sposób: "Panie Prusiński piszesz Pan: 1) piękne wiersze, 2) jakie piękne wiersze, 3) wszyscy kochamy pana cudne wiersze, 4) ale piękne wiersze, 5) wiele radości sprawiają nam pańskie wiersze".

Pochwała idioty prawdziwemu artyście przynosi ujmę. Co innego zachwyt prostego człowieka - prawdziwy artysta prostemu chłopu czy wieśniaczce to może wybaczyć, cwaniaczkowi zepsutemu i kulturą i do tego głupiemu - nigdy!

Chyba nie oczekuje Pan ode mnie: "Zygmunteczku, jakie to piękne"?
I wydaje mi się, że z łatwej i "pięknej poezji" kalka powinna by zdarta. Nie wiem w jaki sposób, ale zdarta. Już niektórzy młodzi próbują to robić, pisząc ody to butelki coca-coli albo sonety do pudełka zapałek, ale to jeszcze nie to. Chodzi o to, żeby tak napisać, jakby się pisało list do ludożercy, który siedzi przy stole nad zwłokami i przygotowuje, albo delektuje się polędwicą z dziecięcia. I wcale nie chodzi o przekleństwa ani o wulgaryzmy, tylko żeby było widać tę dziecięcą rączkę ogryzioną na talerzu! Wszyscy ogryzamy jakąś rączkę, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wie Pan o czym mówię? Poeta widzi ponad widzeniem ogólnym społeczeństwa. Widzi to, czego nie widział Karol Wojtyła, a jeśli widział to milczał, albo eufemicznie mówił o cywilizacji śmierci!

Panie Zygmuncie, nie, to nie jest mój "powrót", żeby tworzyć tu jakieś uniwersytety. Spokojnie.


Teraz nie mam czasu i muszę się zająć czym innym, pałętać się po wydziale matematycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i na wydziale optyki atomowej, np. Także muszę powałęsać się po Akademii Górniczo - Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie. Tak to widzę i tak to ujmuję, dla mnie to jest pałętanie i wałęsanie... to co do czego inni podchodzą na klęczkach. Nie chcę mi się, ale robię, po to by poznać nowe rzeczy. Rerum novarum.

Muszę też na trochę wybyć do Ameryki.
Ale do dyskusji na dotychczasowym poziomie i luzie, nie mam ochoty, żeby mnie ktoś co chwilę przymuszał do tego, żebym się legitymował jakimiś idiotycznymi tożsamościami, udawadniał swoją (pożal się boże, komu?) profesurę, czy co? A niechże mnie pocałuje w dupę! A skądżeś Pan wytrzasnął takiego głupiego żyda?

Ja już nie mam przełożonych, których bym się bał. Moi przełożeni, to ci co gram z nimi w brydża, ale bym się wstydził przed nimi przyznać, że się wdaję w pogaduszki i się daję obsztorcować jakiemuś głupiemu obskurantowi za swoje poglądy, które w środowiskach (KURWA, że muszę użyć tego trefnego i plugawego słowa: "uniwersyteckich" (szlag by je trafił!) uniwersyteckich, są znane jak bure suki i nikt się tu takimi gównami nie bulwersuje! Gdzie ten gudłaj się wychowywał, że taki ciemny i zacofany, jakby co dopiero wyszedł, neofita, z kruchty? No, ale neofici są tacy! Są jeszcze gorsi od sekciarzy! dopiero co wczoraj został przechrzczony a dzisiaj już jest bardziej papieski od papieża. Moi przodkowie (w sensie, że się przyznaję do łączności z narodem staroszlacheckim) z kościołem i z Rzymem koty zawsze darli i chcieli ciągać biskupów po błocie za końmi, na postronku (gdy będą butni i krnąbrni, gdy infułaci nie będą grzeczni), a i tak ci moi staropolscy przodkowie są tym, Semper fidelis, czym żydowskie popłuczyny (wierne dostojnikom i Stolicy Apostolskiej) nigdy nie będą.

Cóż mam powiedzieć na takie dictum, żebym się wytłumaczył, że jak nie jestem profesorem, to mi nie wolno kląć? Ten idiota nie wie nawet co to jest profesor! Żebym JA się tłumaczył przed takim głupkiem? Który nic nie potrafi powiedzieć (wycisnąć ze swego mizernego móżdżku)? On ze swoją głupotą i brakiem inteligencji chowa się za wiarę w Boga, który nakazuje mu skromność wypowiedzi. A niechże się wypowie i pokaże co potrafi! Bo mówi, że gdyby nie stawiał BOGA NA PIERWSZYM MIEJSCU, to by potrafił wymyślić konstatacje, że klękajcie narody (nie gorsze od Salomona)! Ale jest skromnym służką, więc pokornie milczy, udając głupiego i udawać skromnego, żeby pójść do nieba! No, ale każdy widzi, że mówi głupio i banalnie, i nic poza swoim bogiem, kościołem i frazesami nie ma do powiedzenia. Tylko w kółko Macieju, że Pan Bóg (z wielkiej litery!), że Kościół jako ostoja polskości - he he!... Pan już wie najlepiej co on potrafi, że nic nie potrafi!

A na o mojej uwadze o jego rysunku mówi, że szydzę z rysunku na temat dojrzewania. Oko, proszę Pana to nie jest z guzika, i nie tacy jak on, drżeli, żebym się nie wypowiadał, co w ich malunkach "widzę", czego oni ani nikt zahipnotyzowany "renomą" ich nazwiska nie dostrzegał! A tymczasem co jest narysowane to narysowane! Co powiedziałem, tom powiedział!


Nie będę pisał do Pana często, bo nie mam czasu. Ale też nabrałem wstrętu do inwigilacji i tego wiecznego zdziwienia, że ktoś może, mieć inne zdanie. Bo ja się cieszę, i gdy ktoś ma inne zdanie to daje mi to kopa!
A czego ja się mam bać? Patrz Pan, do tego doszło, że bloger musi się bać drugiego blogera-kapusia, że ten gdzieś tam będzie obrabiał mu dupę. A ja bym nie chciał, żeby moi znajomi dowiedzieli się, że dyskutuję z jakimś chamem, zamiast cenić swoje słowo i własne zdanie. To ty się z takimi zadajesz, mówiliby z przyganą. Wchodzisz do internetu, gdzie chamstwo się produkuje?

Niestety, zrobiłem to, to jest mój błąd i powód do wstydu, moi panowie.

Ale dobrze mi tak, bom ojca nie słuchał i wujów, którzy mnie ostrzegali, nie zadaj się z plewami, to cię świnie nie zjedzą.


Zygmunt Jan Prusiński Kobieta białych luster - część IV...

_____________________________________


zygpru1948 2018.10.10; 07:19:32
Komentowany wiersz: Powielone skarby, ty i gitara
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/43072109_2201017406637468_704940335276490752_n.jpg?_nc_cat=108&oh=8ca073537911ef75978a7c76618a84c6&oe=5C4F3195


zygpru1948 2018.10.10; 07:16:37
Komentowany wiersz: Powielone skarby, ty i gitara
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.10; 07:14:08
Komentowany wiersz: Powielone skarby, ty i gitara
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

18.09.2011 02:57


@Zygmunt Jan Prusiński i ewentualnie Pani Anakonda... sssss!

Zdaje się nie macie nic innego do roboty, tylko siedzicie przed komputerami i sobie piszecie. To jest dla mnie interesujące, ale muszę zarabiać pieniądze a wróble mi ich nie przynoszą. Nie mam czasu nawet na przeczytanie połowę tego coście napisali. Piszę na dwóch kompach i tak nie wyrabiam, bo muszę jeszcze lecieć na wykład np. "jak dyplomacja amerykańska zrobiła sobie z potencjału atomowego ZSRR "konia trojańskiego" własnej polityki międzynarodowej w latach 1960-66"... bo właśnie podłapałem fuchę na kursach mistrzowskich dla kandydatów na stanowiska ambasadorów w służbie dyplomatycznej. A sam biedę klepię! Kuuurrrwa!
Ale wróćmy do poezji Pana Zygmunta.


Zygmunt Prusiński zdaje sobie sprawę, że zamiast ludzi otaczają go dzikie ludzko-podobne zwierzęta. Sami idioci wśród których się trafi od czasu do czasu jakiś Polak, myślący rozumowymi kategoriami korzystnymi dla tego narodu, ale jest to coraz rzadsze zjawisko. Coraz mniej jest Polaków, którzy widzieli na własnej oczy ekosystemy rosnącego lasu, bo go nigdy nie mieli, którzy by wiedzieli co zrobić kiedy świnia zachoruje na różycę, co to znaczy wyprowadzić młodego źrebaka na rajculę, co to znaczy skojarzyć młodą dupną Polkę ze zdatnym do życia i płodzenia, młodym Polakiem (choćby i parobasem z którego z czasem może wyrosnąć tęgi (jak Witos) obywatel. Kurwa!

(Panie Zygmuncie ja Pana wspomagam w kurwowaniu na tę polską ułomną rzeczywistość przybyłą z Zachodu), wspomagam! Pański problem, jako poety bierze się stąd, że widząc, że Pana otaczają - nie mówię o pani Joli (ona jest w porządku), ludzie-zwierzęta (nie ma się co oszukiwać), zachwycające się Pańską poezją, budzą w Panu niepokój. "Jak to, to i bydlaki, pozbawione kwalifikacji moralnych, kanalie, złodzieje i skurwysyny rozumieją mnie i zachwycają się moimi nonkonformistycznymi pełnymi bólu i protestu przeciwko zamienianiu się człowieka w świnię, oni rozumieją?! Stało się to co mi się wydawało ciągle niemożliwe, że rozumieją mnie świnie? Jestem poetą świń!? Jestem świńskim poetą? A może to już sam jestem świnią? A może już stałem się przez pisanie tych wierszy świnią? Przecież Pan Zygmunt zna maksymę: powiedz mi z kim przestajesz, a powiem ci kim jesteś? Z kim przestajesz takim się stajesz! Powiedz mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś! Powiedz mi co jesz powiem ci kim jesteś! Stajesz się tym co jesz! Jeśli jesz wieprzowinę, to stajesz się świnią!

Dawni spowiednicy i kaznodzieje religii chrześcijańskiej doskonale zdawali sobie z tego sprawę i tak kierowali polityką konfesjonału i ambony, oraz kombinacją świąt odrywających świńskich wiernych od wieprzowych myśli, żeby tworzyć w ich umysłach jakieś magiczne zapory przed opanowaniem ludzkiej natury przez "chlewnianą zachciankę". Kiedy chłop lub szlachcic wracał z karczmy a przechodził koło chlewa, to bliżej mu było do gnojowiska, na którym się mógł się smacznie wyspać i bliżej do maciory, którą mógł bez problemu kopulować, niż do chałupy zapchlonej, pełnej pluskiew, pcheł i wszy, lub zarażonego syfem i i gruźliczą flegmą dworku. Zresztą kobiety też musiały się kojarzyć z maciorą, skoro nazywano je "kob", czyli chlew.

Czy jesteśmy przytomni? i w umysłowym domu? Czy też udajemy, że nie wiemy o co chodzi? A tymczasem życie Polskie (i Europejskie) w czasach Reja i Kochanowskiego wyglądało właśnie tak. Bóg wie ilu Polaków (i ilu Europejczyków) urodziło się z maciory? Może dlatego (Europejczykom i) Polakom smakuje tak świńskie, czyli własne mięso? Może stąd się bierze brak wśród Polaków uczuć wyższych i brak zrozumienia wyższych pojęć? Tylko się zesrać w kącie chlewa i uciec, albo podrzucić własne śmieci, własne gówno w lesie i uciec! Wpuścić jak najwięcej szamba ze swego domku do strumienia i wypierać się tego w żywe oczy. I teraz gdy ci sami "ludzie" mówią Panu Zygmuntowi, że pisze wspaniałe, humanistyczne wiersze, to mu się włosy jeżą na głowie. Bo co to znaczy dzisiaj "ludzie"? Jakieś homoidy?


Z jednej strony Pan Zygmunt się cieszy, a z drugiej ze wstrętu go odrzuca od takich "czytelników". On im odmawia prawa bycia ludźmi, jakże więc może im przyznać prawo do rozumienia swoich wierszy, toby mu ubliżało! Doszedł do paradoksalnej granicy, w której odmawia prawa rozumienia swej poezji i do prawa zachwycania się jego poezją przez ludzko-kształtne zwierzęta. Jemu ubliża zachwyt ludzkich zwierząt. Bo on nie wierzy, że taki zachwyt może być prawdziwy, szczery, rozumny, długotrwały i warty uwagi. Tak ja wszytko na targowisku tego świata, gdzie chrumkają i srają pod sienie świnie, gdzie się handluje szczeciną i słoniną, gdzie się przybija utarg oceniając jak głęboko wejdzie masarski nóż w tłustą pierś wieprza, zachwyt nad białymi piersiami Sylwii Żwirskiej budzi przerażenie, czy aby w przekrwionych od gorzały oczach tych rzeźników, oceniających białe ciała loch i samic nie błyśnie iskra pożądania: (iskra pożądania na widok szynki budzi się w oku każdego konsumenta, gdy mówi do sprzedawcy, proszę o dwadzieścia deko tej polędwicy! to jest "prawie" to samo, co w zbrodniczych żądzach masarskiego pracownika rzeźni!), taką to bym zaszlachtował wbijając szpikulec między jej jędrne cycki, aż do serca, ale może bym jej wcześniej wsadził w biały zadek kutasa, bo mnie swędzi na sam jej widok! (Tak myśli rzeźnik transcendentalny, którym jest każdy z nas w tej kulturze zjadaczy wieprzowego mięsa. Natomiast zdanie sobie z tego sprawy, zawdzięczamy funkcjom procesów, które Szyszko-Bohusz nazywa psychologią transcendentalną).

Ja sam gdy natykam się na wiersze, którymi zachwycają się ludzkie świnie, zastanawiam się, czy jestem normalny, bo skoro mi się podoba to samo co ludziom świńskim, to musi być ze mną coś nie w porządku, i z moją głową. Że tego nie widzę, że w tym biorę udział. Że co? Że się odzywam "niekulturalnie", jak cham? W filmie "Arizona", kochanka mówi do Penna Shonna: "Masz dylemat, czy mnie najpierw wypieprzyć, czy mnie zabić"! Podobnie wielu młodych rzeźników przystępując do zabijania świni i patrząc na apetyczną maciorkę doznaje identycznych uczuć!
Kiedyś, gdy bylem młody, sam byłem zwolennikiem "filozofii spotkania" wymyślonej przez Martina Bubera i popieranej przez biskupa Józefa Życińskiego, gdzie sublimacja naszego człowieczeństwa polega na przejściu od "ja" do "my", ale gdy widzę, że to przejście najczęściej przechodzi od świńskiej szynki i kabanosa do "ja" (a potem do zadku i idzie do wychodka i szamba), to się waham, czy spotkanie między dwojgiem ludźmi bez pośrednictwa świni jest możliwe.

To prawda, że bez spotkania z "drugim", nie zaistnieje w pełni nasze "ja", ale w dzisiejszych czasach, gdy mężczyźnie nie postawimy wódki, gdy kobiecie nie zaproponujemy pieniężnych korzyści, wystawnych kolacji, drogich przyjemności, to o spotkaniu nie ma mowy. Wszystko w czasach komercyjnego pieniądza stało się prostytucją. Więc i zachwyty nad poezją nie mogą być szczere (kiedy rozum śpi!) wyrażane przez umysły skłonne do prostytucji i rozumujące tylko w jej kategoriach. Jakże ja mogę oceniać lub popierać coś bezinteresownie, umysłem przyzwyczajonym do tego, że zawsze robi to dla korzyści. Bez korzyści nie ma pozytywnego zrozumienia ani uznania. Wszystko rozpatruje się w kategoriach kupna i zakupu, więc ocenia się to (zakupywany towar) jak najniżej, żeby kupić jak najtaniej i skonsumować jak najwięcej.

To samo jest z poezją Pana Zygmunta, jest towarem konsumpcyjnym! Konsumpcyjnym w tym sensie, że gdy ją spożyjemy, w przekonaniu, że obcujemy z kulturą i człowieczeństwem z wyższej półki, to sami jesteśmy z wyższej półki i łatwiej możemy kłamać, że to nie my wypuściliśmy gówna z naszego przydomowego szamba do osiedlowego strumienia. Wypuściliśmy gówna z naszego szamba, ale obcując z wyrafinowaną poezją Pana Zygmunta jesteśmy w pełni człowieczeństwa, napompowani frazesami o człowieczeństwie, bo przecież te wiersze nas tłumaczą i nobilitują. Gdybyśmy byli pospolitymi świniami i wypuszczaczami szamba (gówien!), to byśmy się nie zachwycali tą poezją! Ale my ją kochamy i rozumiemy! Więc jesteśmy w pełni ludźmi godnymi szacunku! Brrr! Jesteśmy więc kulturalnymi i subtelnymi ludźmi! Brrr! (bo się porzygam)!

Pan Zygmunt dla nas pisze i to zaświadcza! Jest świadkiem naszego człowieczeństwa! Jest naszym ojcem chrzestnym! Naszego kurewstwa!
Tak mówią ci, co szukają w uczestnictwie w tzw. kulturze, usprawiedliwiania dla swego zezwierzęcenia! Tzw. "kultura" zawsze była alibi dla kłamstwa, zbrodni, wyzysku, złodziejstwa i podłości.


Wychodzi więc na to, że Pan Zygmunt, będąc poetą i twórcą kultury jest zarazem alfonsem tego burdelu. Jak się to Panu podoba, Panie Zygmuncie? Czy nie lepiej i uczciwiej robią ci, co wierszy nie piszą i odwracają się od tego społeczeństwa z pogardliwym milczeniem?

Pozdrawiam Pana i proszę, tylko spokojnie! To można przeżyć i nie zwariować tylko na spokojnie! To jest tylko zimna analiza osobnika pozbytego złudzeń.


Zygmunt Jan Prusiński Kobieta białych luster - część V...

________________________________


zygpru1948 2018.10.09; 10:19:22
Komentowany wiersz: Niósł strażak babę na ramieniu
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !



https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/43012753_2200955419977000_4634644164812734464_n.jpg?_nc_cat=110&oh=bf50b393f7d673976cb6059af677858f&oe=5C4DF45F


zygpru1948 2018.10.09; 10:13:37
Komentowany wiersz: Niósł strażak babę na ramieniu
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv


zygpru1948 2018.10.09; 10:12:16
Komentowany wiersz: Niósł strażak babę na ramieniu
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

12.09.2011 14:07


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, dopóki sprawa jest gorąca, Pan jesteś w porządku. Jesteś Pan świadomy, cudownie krytyczny i dojrzały. Czasem udajesz Pan zabawnego wariata ale jest to doskonały greps ludzi inteligentnych.

Wiersze świetne, oczywiście w swojej kategorii. Tworzą kronikę naszego zbiorowego życia, pełnego troski, utraconych możliwości, zmarnowanych szans. Żeby było trochę optymizmu, to przypomnę, że Św. Katarzyna Siemeńska, która się "przyjaźniła" ze św. Antonim, następcą św. Franciszka, wymuszała na Jezusie częste i intensywne erotyczne "spotkania", po których, jak mówiła, i było to po niej widać, wychodziła ze swej katakumby "wykończona". Co oni tam robili we dwójkę, bez świadków, tego nikt nie wie ale możemy się domyśleć.

Skoro ona go nazywała kochankiem? Wiele zakonnic nazywa się oblubienicami Chrystusa. Zresztą Katarzyna mówiła, że doznaje takich potężnych seksualnych żądz, że może być tylko ladacznicą albo świętą. I gdy Jezus nie będzie jej często odwiedzał, to zostanie prostytutką. To nie było tylko podrażnienie swędzącej dziury. To było podrażnienie erotycznych obszarów umysłu. Wszystko to jest skrzętnie zapisane przez jej spowiednika, który miał obowiązek z każdej rozmowy i spowiedzi sporządzać notatkę. Pisze on, że doradzał jak mógł, ale wobec ingerencji boskiej sankcji był bezradny. Był bezradny wobec jej prosto z mostu mówieniu o tym, że gdy myśli o Jezusie to jej "twardnieją cycki", albo "swędzi dupa". Tak jak kuria rzymska nie mogła na to nic poradzić, że leczyła dotykiem a wzrokiem mogła zabić.

Z kolei rekordzista lewitacji, ksiądz Józef z Kopertino, (Copertino) śpiewając Bogu i śmiejąc się głupkowato, na samym czubku jakiejś cieniutkiej gałązki jak by był wróblem, często przeklinał diabła od: "A pójdziesz ty skurwysynu"! (co też często robił ojciec PIO, gdy wyganiał ze swojej celi szatana.

Józef z Kopertino był tak głupi, że nie umiał czytać i msze odprawiał godzinami improwizując swoje modlitwy, bo ledwie znał Ojcze Nasz i Zdrowaś Mario. Kuria rzymska musiała go wyświęcić i dać mu tytuł doktora teologii bo Bóg tak chciał. Gdy go nie chcieli wypuścić z klasztoru na egzamin, każąc mu paść kozy, uciekł od kóz i w ciągu kilku minut był w Rzymie na egzaminie doktorskim, który zdał celująco, odpowiadając tylko, jednym słowem na każde pytanie: Amen. Bo tylko to słowo z teologicznych ksiąg zapamiętał, a profesorzy uznali to za celującą odpowiedź. Gdy kurialiści zamknęli się przed nim w dykasteriach, drzwi przed Józefem otwierała nieznana siła. Papież powiedział, dajcie już temu przygłupowi świecenia, bo od ręki boskiej nie będziemy mieli spokoju.
Odprawiając mszę często lewitował nad ołtarzem (na chwałę bożą - jak mówił) i tabernakulum, i latał jak szybowiec po kościele nad głowami tłumu. A tłumy były wielkie, bowiem każdy chciał zobaczyć te dziwy. Jeden z lekarzy francuskich, heretyk, sceptyk, niedowiarek i racjonalista, napisał; że "gdybym nie widział, to bym nie uwierzył. A skoro widziałam, to myślałem, że wariuję albo jestem zahipnotyzowany. Jednakże mam dowody swojej przytomności i mówię wam, że mi się to nie śniło".


To tak na koniec, żebyś się Pan nie czuł osamotniony w swoich dziwnych doznaniach i potrzebach mistycznych, o których wiem, że je masz. Byłby z Pana doskonały kaznodzieja w typie Swanaroli i nawet chętnie by Pan spłonął na stosie, byle przeklinać wytworne ladacznice i ich kochanków. Stos się Panu marzy i należy Pan do tego typu ludzi, co wielki inkwizytor. Autorzy młota na czarownice tak wspaniale znali szczegóły seksualnych brylancików kobiecych, bo sami byli ich wielbicielami i używaczami. Wydaje mi się, że Pan niejeden raz zastanawiał się, czy nie wstąpić do klasztoru, tylko przerażała Pana konieczność dyscypliny i śluby posłuszeństwa. Ale gdyby było wolno prawić kazania obrazoburcze i pełne przekleństw, to byś Pan poszedł jak w dym!

Jeden sławny kaznodzieja francuski, gdy schodził po kazaniu z ambony w Paryżu, gdzie miał kazania do hrabin, markizów i kurtyzan, jedna hrabina powiedziała mu: "Ojcze, byłeś dzisiaj wspaniały!" Odpowiedział: "Wiem o tym, przed chwilą diabeł mówił mi to samo."

Ile jest w naszej twórczości, w naszym uwielbieniu życia i Boga inspiracji i zachęty od strony diabła, to tylko wie Pan, ja i Pan Bóg. Naiwnym prostaczkom się wydaje, że jak będą gaworzyć jak małe dzieci to ich bozia pogłaszcze po główkach.

Panie Zygmuncie pisz Pan dalej, bo nie wszyscy są naiwni i głupi w tym narodzie i w tym kraju. Trzymam za Pana i będę zaglądał w Pańskie wiersze.


PS. A swoją drogą szkoda, że nie możesz Pan trafić na taką towarzyszkę życia prorokinię, jaką miał Izajasz, na kobietę mądrą i odważną. Gdy Izajasz chodził nago po Jerozolimie z jarzmem woli na karku i przeklinał króla, bankierów, mieszczan i kapłanów, to jego małżonka dzielnie mu sekundowała a nawet dawała własne produkcje i popisy. Gdy swoim dzieciom nadawał znaczące imiona: "Biegnij z kłamstwem i pochlebstwem", drugie: "Pospiesz się do łupu", to wcale nie protestowała, że to chamskie i nie wypada. Dla Pana Boga wszystko wypada.


Zygmunt Jan Prusiński Kobieta białych luster - część IV...

____________________________________


zygpru1948 2018.10.08; 13:16:37
Komentowany wiersz: Ta cudowna kraina Van Gogha
Margot Bene z Avinion - krytyk literacki i felietonistka,
zawsze czeka na mój Erotyk !


https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/42974441_2200950743310801_8117368153694011392_n.jpg?_nc_cat=110&oh=8e81de1eba15b6854bf0486cd865674f&oe=5C472C99


zygpru1948 2018.10.08; 13:10:48
Komentowany wiersz: Ta cudowna kraina Van Gogha
Las kobiet - Część IV
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/898207,las-kobiet-czesc-iv
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24][25][26][27][28][29][30][31][32][33][34][35][36][37][38][39][40][41][42][43][44][45][46][47][48][49][50][51][52][53][54][55][56][57][58][59][60][61][62][63][64][65][66][67][68][69][70][71][72][73][74][75][76][77][78][79][80][81][82][83][84][85][86][87][88][89][90][91][92][93][94][95][96][97][98][99][100][101][102][103][104][105][106][107][108][109][110][111][112][113][114][115][116][117][118][119][120][121][122][123][124][125][126][127][128][129][130][131][132][133][134][135][136][137][138][139][140][141][142][143][144][145][146][147][148][149][150]
Wiersze na topie:
1. Bukiet jesieni (13)
2. Lutnik (12)
3. Ukłony (12)
4. Jak zbierać grzyby (11)
5. Zbieracz (10)

Autorzy na topie:
1. stanislawa (76)
2. Duszka (54)
3. 666 (44)
4. Klara (44)
5. duch44 (38)
więcej...