Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl ZAPROPONUJ ZMIANĘ W SERWISIE
Logowanie:
Nick:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Odzyskaj hasło
Zarejestruj się
Dostępne opcje:
Strona główna
O serwisie
Regulamin
Zaproponuj zmianę
Indeks wierszy
Ranking autorów
Ranking wierszy
Dodane dziś (7)

Nowi autorzy:
- karmelas38621
- gprotm
- biocyd
- Revellcommike2
więcej...

Ostatnie komentarze:
]:)
- motaj_łapownik
Hanna, motyle i Edward Stachura
- zygpru1948
]:)
- Assasin F.
]:)
- Assasin F.
więcej...

Dziś napisano 50 komentarzy.

Komentarze otrzymane - zygpru1948



zygpru1948 2018.06.21; 08:03:51
Komentowany wiersz: Hanna, motyle i Edward Stachura
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

16.07.2011 02:55


@Hermenegilda i Anakonda

Teraz widzę, że się bardzo różnicie, jak ogień i woda.
Anakonda jest jakby powiedział Nietzsche apolińska na pierwsze danie ale dionizyjska na drugie - do czego się zresztą przyznaje, że pociąga ją dojrzałość zmysłowa. Natomiast Pani - odwrotnie. Od zmysłów do ducha. Ale ja czuję w Pani gnostyczkę i buddystkę, albo jakiegoś odmieńca. W każdym razie chyba nie katolika. Co zaś do Pani tez, jakby wyjętych z Bahagawatgity, to nie jest takie oczywiste. Każde z Pani twierdzeń można poprzeć lub obalić, w zależności od chęci. Bowiem nic nie jest w nas, ani nic na zewnątrz nas. Jest i nie jest, nie wiadomo gdzie. Nie ma dobra i zła a zarazem wszystko jest dobre i złe. Nie należy brać serio twierdzenia buddyzmu, że jest prawda o cierpieniu i o powstawania cierpienia, jako podstawie wszechrzeczy i sensie „wszystkiego”, działania, odrzucenia działania wyzwolenia itd. A jeśli cierpienie nie istnieje, bo jest go tyle wszędzie, że gdy nie ma nic poza cierpieniem, którego już nie jesteśmy zdolni odczuwać, to co? To cierpienie znika jako kategoria rozumowa, która jest bardzo ważna w buddyzmie i waży na losie naszego zmagania o lepszą karmę. A co, jeśli rozumu nie ma?


I co, jeśli Pani Anakonda (i ja też) ma rację, że miłość jest taka straszna, że zakochana kobieta dostaje torsji i rzyga z rozkosznego strachu, idąc na randkę. Boi się nie dlatego, że ją coś złego czeka, ale wręcz przeciwnie, napad panicznego lęku bierze się z poczucia nadmiaru szczęścia i nierozumnej emocji. Bo czyż miłosne szczęście można zrozumieć? Ono się nie mierzy po ludzku. Patrząc na zakochaną kobietę, często mówimy, że się goni jak suka, a o facecie też odpowiednio. Bo to ma swoje nieludzkie, zwierzęce odpowiedniki. Czy muzykę można zrozumieć, lub własną akceptację istnienia? To są rzeczy zwierzęce i pozarozumowe. Miłość jest zwierzęca, bo gdyby taką nie była, to by mnie wołami nie zaciągnęli do tego kieratu jakim jest małżeństwo i kobieta, żeby się zakochiwał, żenił, płodził dziecko, wychowywał i robił jak wół. A potem się rozwodził i żarł na starość o podział majątku. Koszmar. A niech sobie Bóg ojciec płodzi i wychowuje, w takim świecie stworzonym przez siebie, do kitu! Tak bym powiedział, gdybym nie miał trzęsionki. A tymczasem nie protestowałem tylko lazłem między kobiece nogi jak żaba do węża! I trząsłem się ze strachu przed emocją, jak pytel. Wzywam Panią Anakondę na świadka, niech mnie poprze, że miłość jest stanem najwyższego zaburzenia w naszej psychicznej równowagi, naszej sytuacji życiowej, często przysparzającej więcej kłopotów niż „przyjemności”... i tak naprawdę to chyba jest szczęśliwym nieszczęściem. Tym bardziej, że jak pisze (tu się wymądrzę) Camus, ukochana osoba musi przestać kochać i zakochać się w kimś innym. Takie jest prawo życia, które odrzucają buddyści, chociaż go w jakiś sposób akceptują!


I nie sposób się zgodzić, że miłość zabezpiecza przed cierpieniem, bo nie zabezpiecza przed niczym i jednocześnie godzi z cierpieniem, którego przysparza. Cholerka (która to powiedziała?), dzięki wam mam okazję powrócić w myśleniu do tych spraw o miłości i nienawiści, o których dawno nie myślałem, bo pisałem o historii i polityce. Kiedyś uważałem, że Bóg (bóstwo, Ganesia, awatar - obojętnie jak tego stworzyciela świata nazwiemy) jest zazdrosny o człowieka i jego szczęście (a raczej nieszczęście – bo wszystko polega na chwilowym złudzeniu) z drugim człowiekiem i widząc dwoje kochanków, wpycha się między nich, żeby też z nimi spółkować (do kupy), bo przecież kiedyś zamyślił stworzyć Androgyne, czyli człowieka pełnego i niesprzecznego, zarazem mężczyznę i kobietę w jednym. W dzisiejszej sytuacji metafizycznej człowiek nie oglądając się na niepełnione obietnice zbawienia na ziemi, sam robi sobie powrót do raju, łącząc się z kobietą, i podczas orgazmu następuje między nimi zjawisko jedności z kosmosem i całym porządkiem ułomnego stworzenia. Ba, na moment następuje reduplikacja Raju. Bóg jest oczywiście zły i wściekły, że ludzie obywają się bez jego oszukańczego nieba, robiąc sobie w ziemskim łóżku niebo na ziemi.
Od strony teologicznej piszę o tym w powieści pt. "Amerykańska żona", publikowanej też tu na Salonie 24. (to nie jest kryptoreklama, bo właściwie to wszystko mi wisi). Jeśli o tym wspominam, to dlatego, że zależy mi na dokształcaniu rodzaju ludzkiego, w czym mam konkurenta w Szatanie i w Bogu. Oni też chcą dokształcać, ale nie wiedzą jak, i robią to źle.


W każdym razie życzę Paniom, wielu miłosnych napadów zimnicy i trzęsionek. Jeśli ich nie ma, to owszem, stosunki seksualne mogą się zdarzyć, ale niekoniecznie. Jak mi powiedział kiedyś w mojej młodości jeden franciszkanin, gdy zrobisz samogwałt, to świat się od tego nie zawali. No, świat się nie zawali, ale miłość ucierpi. A miłość, napady zimnicy i trzęsionka, gdzie? Czym odróżnić miłość od pożycia małżeńskiego? Po trzęsionce. Czy można odczuwać w małżeństwie trzęsionkę do własnego męża? Można! To wielki dar i łaska. I jeśli tego nie ma, to czai się znudzenie, którego nie wygonisz żadnym pornosem i to znak, że czai się kryzys małżeństwa. Można tylko trwać w przyjaźni, co też jest piękne, dobre i zalecane przez stoików, ale miłością erotyczną tego nazwać nie można. I owszem, miłość małżeńska może dawać wielkie poczucie wartości i przypływ dobrego humoru, ale to dopiero stan po trzęsiące, zakończonej tryumfalnym orgazmem (no czasem spazmatycznym i w drgawkach epileptycznych), daje samopoczucie uskrzydlenia (a przynajmniej łaskawego uwolnienia). To jest dopiero Eros, psyche i genius! Jednym słowem „Viwat floreat eros"! Zawsze po takim czymś pisałem wiersze, bo czułem się jak młody bóg. A teraz powspominać miło! Co się będę wypierał! To wam, Panie muszę przyznać, bez obłudy, że też to się stało dzięki wam i waszej podpuszczce!


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

________________________________



zygpru1948 2018.06.21; 07:49:45
Komentowany wiersz: Hanna, motyle i Edward Stachura
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.20; 11:20:54
Komentowany wiersz: Monika, szampan i zachęty pod strzechą
Deszczowa Panienka

http://static.jpg.pl/static/photos/310/310520/bc09ec57b71c694d1baf22fd9f852233_normal.gif


zygpru1948 2018.06.20; 10:46:20
Komentowany wiersz: Monika, szampan i zachęty pod strzechą
Z księgi samokontroli


Piszę do nikogo...
w tył zdarzeń co nastąpią.

W ciszy rozwartych ust,
zawracam wypowiedziane już słowa.

Toczę z nimi bój

Te które przeżyły mój upadek
krępują mi nogi i ręce.
Te których śmierć przeżyłam ja
nie mają mogiły.
Ich cienie snują się w pamięci,
domagając zadośćuczynienia.

Czy boję się ich ?

Tak, bo kiedy zamknę usta,
echo ciszy wypełni mi serce
wypierając zeń miłość.



K.K.(Kubitza Katharina)©2018


zygpru1948 2018.06.20; 10:44:41
Komentowany wiersz: Monika, szampan i zachęty pod strzechą
Powiedz mi


Czy potrzeba nam słów,
gdy przemawia ciało ?
Słowa to głoski rzucane na wiatr.
Nie szumią w zieleni skrzypu.
Nie skrzą się w śniegu pod naszymi plecami, gdy na ustach tańczy śmiech .
Nie są splotem nóg,
opuszkami przesuwnymi po Epidermis,
pomiędzy którymi trwa wieczność.

Powiedz mi

Nie potrafię ubrać w słowa uczuć, nigdy nie potrafiłam.
Wyrażałam je zmysłami.
Dotykiem przekraczałam barierę twojej skóry.
Patrząc na przestrzał źrenic,
wchłaniałam się całą w ciebie.
Przenikałam poprzez strefy twojej nieświadomości, że miłość to nie seks i chęć posiadania.
Po zostawiłam usta na wnętrzu twojej dłoni, przyłóż swoje do nich, mówią więcej niż słowa.

Powiedz mi

Uczyliśmy się siebie...
Bez wstydu i zahamowań zdejmowaliśmy warstwy życia z nas.
Skanowałeś mój strach w nadziei że go pokonasz.
Byłeś jak Ikar.
Z łota mojego wzniosłeś się ponad własną cielesność.
Dlaczego chciałeś wiecej mając już wszystko.

Powiedz mi

Tak człowiek odchodzi... odeszłam.
Tak miłość zostaje... kocham.
Może kiedyś zrozumiesz dlaczego.



K.K.(Kubitza Katharina)©2018


zygpru1948 2018.06.20; 06:38:24
Komentowany wiersz: Monika, szampan i zachęty pod strzechą
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.19; 10:14:54
Komentowany wiersz: Spokój twarzy i moje inspiracje
Kartka


Pusta kartka nie jest po to aby na nią patrzeć, lecz by wypełnić ją myślami.
Podałeś mi ją publicznie prosząc o zdjęcie.
Nie mam.
Te z przeszłości, cenzurowane są zaparkowane na twardym...

Wymowa aktualnych nie mieści się
w wymiarach przyszłości.

Jestem jak twoja kartka...

...zemnij ją i wyrzuć.


K.K.(Kubitza Katharina)
Copyright


zygpru1948 2018.06.19; 09:37:13
Komentowany wiersz: Spokój twarzy i moje inspiracje
Maska


założyłam maskę
dopasowaną do ust i oczu
napina mięśnie żuchwy

nie chcę przełknąć ostatniego kęsa
ktory podsunąłeś mi pod nos
chcę się nim delektować tak jak ty delektowałeś się moim ciałem
kiedy ja odmieniałam miłość przez czasy
utkwiona w przeszłym

ruch języka jest po to aby przesuwać go po rozchylonych wargach...

nie marnujmy słów kochany


K.K.(Kubitza Katharina)©2018


zygpru1948 2018.06.19; 06:16:06
Komentowany wiersz: Spokój twarzy i moje inspiracje
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.19; 06:14:44
Komentowany wiersz: Spokój twarzy i moje inspiracje
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

18.07.2011 01:08


@Ryszard Smutny

Drogi, sympatyczny i zasmucony Panie. Bardzo mi przykro z tego powodu, że Pana smucę. Jest taki pasuus (nie pamiętam w której Ewangelii, chyba u św. Jana) - (nie o 12 w nocy), gdzie Jezus po ostatniej wieczerzy już będąc w Ogrodzie Oliwnym mówi: "Chodźcie, uciekajmy stąd, bo nadchodzi Pan tego świata (różnie w zależności od tłumacza). Bo nachodzi zły. I odeszli"...


Ewangelika, jak Pan wie jest utworem "potarganym" i "rwanym" i fragmentarycznym. Składając ją z wielu kawałków nie doszlibyśmy do spójnego obrazu wydarzeń, więc tu nie ma sensu. W tym wypadku Ewangelia nie mówi dokąd odeszli (w synoptycznych Jezus został w tym momencie pojmany). Ale skoro uciekli, ze strachu przed Diabłem, który wziął w panowanie ten świat Natury, to jakiż z Jezusa "Król wieków"? Co więcej, dalsza lektura Ewangelii nie potwierdza objęcia korony króla i władcy świata przez Jezusa po zmartwychwstaniu, tylko sugeruje, że delikatnie i tchórzliwie czmychnął do nieba. By panować w niebie przy boku Ojca. Wprawdzie wróci z nieba panować na ziemi i odzyskać swój ziemny tron, ale czekaj tatka latka, trele morale, obiecanki cacanki. Dlatego to ja jestem smutny, a nie Pan. Pan udaje smutnego, nie wiadomo po co. Niby po to, by pokazać, że się Pan smuci z głupców, a Pan jest mądry. Bo Pan nadmienia od czasu do czasu, że w życiu stawia Pan Boga na pierwszym miejscu (i dodaj Pan świętą religię)! z Pana chyba jakiś dewot. Nawet przemknęło mi przez myśl, że być może jest Pan z Opus Dei, ale nie, Pan jest na to za głupi - przepraszam - z opus-owcem namęczyłbym się o wiele bardziej. Co do smutku. Niech sobie Pan nie przypisuje smutku, bo Pan nie ma pojęcia, co to być smutnym z powodu absurdu świata, którego częścią i to nieusuwalną jest Pan. Ja Pana nie przymuszam do czytanie moich wypocin. Jeśli nie rozumie mnie Pan, to nic nie szkodzi, świat się nie zawali, a jeśli rozumie i uważa za głuptaka, to trudno. Bardzo proszę. Nie piszę, żebyś się Pan nie odzywał, ale postaraj się Pan coś zrozumieć, zanim się Pan odezwiesz.


PS. A propos "pozornych mądrości", napisz Pan ze dwa zdania, gdzie są te pozorne mądrości. A miło by było jakąś definicję mądrości, którą się Pan posługuje od Pana usłyszeć, do cholery. Nie bądź Pan gołosłowny i naiwny.

Pokaż Pan kawałek swojego umysłu przy robocie, w działaniu. Czy to Pan potrafi?


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

________________________________


zygpru1948 2018.06.17; 21:48:36
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
17 czerwca 2017 o 11:56 ·


Zygmunt Jan Prusiński


89 URODZINY

Teraz żyjesz modlitwami
tylko tyle by przez chwilę
poczuć się lepiej Mamo.

W ogródku pod oknami
zakwitły czerwcowe kwiaty
srebrzy się krucha radość.

Bo samotność od lat zaplotła
wizerunek tych co odeszli -
(choćby Karol Kurlanda
twoja miłość życia)...

- Co mam ci życzyć w Urodziny?

Niech płyną słowa od syna -
niech się wdzięczy kwiat i motyl.


17.6.2017 - Ustka
Sobota 08:46

Wiersz z książki "Pacierze zachodzącego słońca"


zygpru1948 2018.06.17; 21:44:02
Komentowany wiersz: Nic o niej nie wiem...
Karol Zieliński

Tak Pani Jolu. Można nic nie robić. Im więcej się robi, im bardziej się stara tym wychodzi większa blaga i kicz. Ale warunkiem jest pewien poziom umysłu człowieka. Bogusław Wolniewicz mówił, że istnieją poziomy umysłów wyższych i niższych. Nie są od siebie gorsze, ale umysły wyższe rozumieją widzą i rozumieją coś zakrytego przed oczami większości ludzi, żeby ich nie przerażać i nie zniechęcać od życia. Podejrzewam, że natura twórczości, czyli rozumienie i widzenie rzeczy wyższych niż próg naszej percepcji, polega na tym, że im mniej zależy nam na odkrywaniu tajemnicy, tym bardziej tajemnica Świata, Życia (obojętnie jak zwał) nam się odkrywa. Czy to, co zanotujemy, narysujemy, utrwalimy z tego cośmy wewnętrznymi zmysłami doznali, będzie zrozumiane i rozpoznane jako własne-niewłasne w duszy naszego bliźniego, to już inna sprawa i nie od nasz zależy.


zygpru1948 2018.06.17; 21:42:37
Komentowany wiersz: Nic o niej nie wiem...
Karol Zieliński

Niedawno przejeżdżałem obok stadniny i widok koni zrobił na mnie duże wrażenie, jakby widział dinozaury albo lwy afrykańskie na sawannie. W Polsce jest tak, że mamy dwadzieścia milionów samochodów i może dwa tysiące koni. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani zrozumieć tego procesu, jaki się odbywa i co się dalej, w cywilizacji maszyn bez takiego elementu jak konie, stanie. Ile zawdzięczamy temu, że prawie w każdej rodzinie na europejskim niżu, do lat 50-tych XX wieku był koń albo para koni, tego dzisiejszy durny człowiek nie pojmuje ani o tym nie myśli. Cywilizacja samochodu jest o tyle degenerująca, że niebezpiecznie przeprowadza w człowieku procesy zwyrodnienia. Dobrym przykładem, który to opisuje jest książka: "Zen, czyli instrukcja obsługi motocykla". Nie ma dowodu na to, że używanie przez społeczeństwo samochodu niszczy struktury integracji umysłowej, wprowadzając takie stany jak rozdwojenie jaźni, czy niemożność porozumienia się ze swoim "Ja", ale statystyka wykazuje, że im bardziej zbliżamy się ku zmotoryzowanym czasom, tym więcej anomalii i defektów umysłu występuje w zmotoryzowanej populacji społeczeństwa.


Jola Kosek

Przedwczoraj pracowałam w pałacu, w sali myśliwskiej i jest to przerażające z czego ludzie są dumni. Porażka człowieczeństwa. Mnie się bardzo podobają Pana prace, można nic nie robić a samo się pisze, ja mam pełno rysunków z projektami lecz same się nie zrobią


DARK VEGA 2018.06.17; 21:37:48
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
Duży szacunek dla Twojej Mamy Krystyny .!!!


DARK VEGA 2018.06.17; 21:36:24
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
Moja Mama urodzona w Kępnie (Wielkopolska) 10 grudnia 1930 roku Wiktoria i ma się dobrze .Ojciec mi zmarł w 2017 mając 92 lata z demencją ale nie cierpiał odszedł podczas snu.!


zygpru1948 2018.06.17; 21:14:47
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
Krystyna,
ur. 17 Czerwca 1928 roku w Parysowie, koło Pilawy i Kąłbieli -

dziękuję Dark Vega za życzenia dla mojej mamy !


DARK VEGA 2018.06.17; 10:02:13
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
Wszystkiego Najlepszego Dużo Zdrówka i Optymizmu Na Co Dzień Vega Twojej Mamie Życzy Sto Lat.!!!

Jak Ma Na Imię Twoja Mama.?


zygpru1948 2018.06.17; 07:47:28
Komentowany wiersz: Deszczowy 3 Maja w Ustce
Moja Mama dzisiaj 17 Czerwca 2018 skończyła 90 lat !

http://s26.flog.pl/media/foto_300/12620589_moja-mama-dzisiaj-17-czerwca-2018-skonczyla-90-lat--.jpg


Wszystkiego Najlepszego Mamo !

https://fotek.pl/upload/dddd/o152863-dddd.jpg


DARK VEGA 2018.06.16; 10:57:46
Komentowany wiersz: Nic o niej nie wiem...
Zygmuś ludzie nie znają się na Twojej poezji nie umieją czytać twoich dobrych metafor a szkoda bo masz wyjątkowy talent pozdrawiam Vega.


zygpru1948 2018.06.16; 08:08:16
Komentowany wiersz: Nic o niej nie wiem...
Karol Zieliński


Często się coś napisze samo. Dosłownie prawie bez świadomego udziału człowieka. Nie mam się i nigdy się nie miałem za żadnego poetę. Wszystko co piszę przychodzi do mnie i dyktuje mi jakoś do ucha. Nie zastanawiam się przedtem. Często coś napiszę i zapominam. Tak jest z wierszem niby o koniach. A właściwie o ludziach. Muszę powiedzieć, że jak większości wierszy nie wymyślam, nie wypisuję ich dla kogoś, mnie się już prawie gotowe objawiają, tylko muszę chwilę posiedzieć w wewnętrznej ciszy, żeby usłyszeć co mówią. Wszakże dla de Sausere'a słowo jest znakiem dźwiękowym słyszanym w naszej głowie. Pisząc to myślałem o świecie który odszedł, a skoro nic dwa razy się nie zdarza, to kiedyś, gdy zabraknie benzyny i paliw do poruszania samochodów, ludzie będą jeździć, jak nasi dziadkowie na koniach, prawnuki będą jeździć na odpowiednio zmutowanych genetycznie psach?


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Elegia na śmierć koni


Ustał ruch świerszczy w ciepłej koniczynie
Nie ma zapachów ciągnących ode wsi
Francuzi zżarli końskie mięso w winie
Z kopyt aptekarz zrobił artretyczne maści

Człapania koni znikły z ulic miasta
Szlachtuz je przyjął na mięsny inwentarz
A wróble poszły szukać owsianego ciasta
Przenosząc swoje włości na kobyli cmentarz

W wymiarze apolińskim nasze brudne konie
Po tysiącleciach przemian boskich w gadach
W lśniącym od deszczu czarnym hipodromie
Jadą na grzbietach kurew, w blaszanych owadach

Tu już nie chodzi o Jozue Proroka
O kłamstwa Wisznu, Kryszny i Jowisza
Ale o prostą prawdę wisieloka
Nad którym w sraczu martwa wisi cisza

Różni nas tylko ilość wychylonych kufli
Na cześć nowoczesnego habitatu
W którym zjedzono Bucefała w trufli
I gołąbki pokoju w sosie Monsalwatu

Popatrz na rzeczy, zgniłe spod stodoły
Ślady po ludziach, co dawno odeszły
Kury, źrebięta, świnie i kwiczoły
Roztarte o spód twej chamskiej podeszwy

Te pozostałe po nas marne ślady
Obsrają muchy, wyschną w kociej szczynie
Porosną na nich szorstkie prawoślazy
Kroplą rosy błyszcząc w dzikim winie


_____________________



zygpru1948 2018.06.16; 07:57:30
Komentowany wiersz: Nic o niej nie wiem...
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.15; 08:36:48
Komentowany wiersz: Rok 2013
Ostrzegam

https://s.tvp.pl/images2/a/7/4/uid_a7462f258d093a7a8424306de0ac362b1490549049178_width_736_play_0_pos_0_gs_0_height_414.jpg


zygpru1948 2018.06.15; 07:53:21
Komentowany wiersz: Rok 2013
DARK VEGA 2018.06.15; 07:39:07
zmarnowałeś kupę czasu na pisanie
a ona bawiła się pierścionkiem miast
twoim pisiorkiem
miłego dnia poeto:)

____________________


To prawda Dark Vega, okoliczności były trudne, bo ona była wychowana przez matkę w sekcie świadków jehowy...


zygpru1948 2018.06.15; 07:42:50
Komentowany wiersz: Rok 2013
Wiersz z książki "Mężczyzna z kryształowego sadu"

dla Pauliny Puszalskiej

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/19030402_1827965447522381_819818963856437560_n.jpg?_nc_cat=0&oh=723ffcdc2f44126fcf6e8775897df4d3&oe=5BA3D77E


__________________



Zygmunt Jan Prusiński


DZIEŃ POCAŁUNKU

Złudzenia plączą się
kobieta uczy mnie
jakim być mężczyzną.

Staram się jak cichy pomnik
spełniać te zachcianki
w nieparzystej mgle.

O świcie wybiega z domu
by w kryształowym sadzie
poszaleć po argentyńsku.

Zagryza czerwone jabłko
zostają ślady zębów -
raz mnie ugryzła w wargę.

Taka jest miłość - czasem
ponosi ją jak flaga kapryśna
rozpostarta na błękicie.

Mężczyzna musi wytrzymać
kaprysy kobiety w nocy -
wtedy grają bębny z Konga.


22.1.2014 - Ustka
Środa 15:23


DARK VEGA 2018.06.15; 07:39:07
Komentowany wiersz: Rok 2013
zmarnowałeś kupę czasu na pisanie
a ona bawiła się pierścionkiem miast
twoim pisiorkiem
miłego dnia poeto:)


zygpru1948 2018.06.14; 08:57:23
Komentowany wiersz: 13 Czerwca 2018 roku
Na Salonie24


Tatarka

Komentarza jeszcze nie przeczytałam. By nie zgubić klimatu powyższych wierszy powiem tak: uwiódł mnie Pan. Znaleźć się w takim kalejdoskopie - to gratka.

Serdeczności ślę gt
12.06.2018 03:53


Zygmunt Jan Prusiński

@Tatarka ______Jest mi miło, tak mało do mnie ludzie - Czytelnicy piszą; Pokłony i Pozdrowienia - Zygmunt z Ustki

Ps. "uwiódł mnie Pan"., o proszę uważać... Dzięki
13.06.2018 07:02


____________________________


Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.14; 08:55:16
Komentowany wiersz: 13 Czerwca 2018 roku
Recenzja


Zygmunt Jan Prusiński


POEZJA JEST DLA WYBRANYCH

Mam przed sobą książkę, Antologię Poezji pt. „Gdzie kwitną sny” (2009). Wydaną przez Starostwo Powiatowe w Słupsku. Jest to z tego cyklu 7 tom, dar dla Grupy Literackiej – którą utworzyłem wraz z Janem Wanago z Wrześnicy koło Sławna. Siedem lat temu, w roku 2001 wziął się początek życia literatów na Pomorzu Środkowym, to znaczy z fizycznej prawdy, wziąłem ten ster poetycki na ziemi i tak powstała nieformalna grupa pod nazwą ”Wtorkowe Spotkania Literackie”. Pamiętam moje na początku wystąpienia na pierwszych warsztatach, iż nie będzie u nas żadnych strukturalnych nazw pod względem takowych stanowisk: przewodniczący, wiceprzewodniczący, sekretarz, członek, skarbnik. Po prostu, wszyscy jesteśmy (żeglarzami pod wiatr i z wiatrem), Rodziną Poetycką. Dziś jest to prężne środowisko literackich ludzi, zajmujących się przepiękną kulturą jaką jest Poezja. Więc tak jak w tytule – Poezja jest dla wybranych.

Wczoraj, w czasie pracy zajrzałem o tak zwyczajnie do środka, i trafiam na wiersz bez tytułu (str. 150) Marii Krupy. I nieźle sobie dziewczyna poczyna:

„Dwa pocałunki z papieru
Z czułej bibuły wycięte”.

Od razu można stwierdzić, po przeczytaniu i po przeglądzie tego wiersza od strony budowy, że autorka wie o co chodzi w tej Krainie pod nazwą „Poezja”.

Dam drugi przykład, na str. 149 poetka pisze w wierszu „Hymn ku bezdomnej miłości”:

„Byłam tam,
gdzie kwitną sny
i rosną marzenia”.

Teraz wiem, skąd tytuł tej Antologii. Maria Krupa powinna być usatysfakcjonowana.

Chyba zabiega o ocenę Teresa A. Ławecka. Ładnie obrazuje liryką i trafnym kolorem. Mowa o wierszu „Latawiec” i „Wyszeptaj tajemnicę”. Lecz prawdziwie jestem dotknięty wierszami Anny Bożeny Bielińskiej. Może dlatego że splotła w tych utworach dramat. W wierszu bez tytułu (str. 142) powtarza akapit, „Gdybym była”, i tylko to podam:

„gdybym była czasem
to przestałabym płynąć
znieruchomiała w jednej tamtej chwili

jeśli snem to powracającym
jeśli jawą to jak sen z montażowni wybornych ujęć
jeśli drogą to do mnie
jeśli schronieniem to we mnie”.

Autorka nie rozpieszcza nas tytułami. Jej cztery utwory są bez tytułu. Często mnie ta pustka drażni, bo tytuł wskazuje zawsze drogę… W wierszu na str. 141 jest taki ciekawy melanż. Bohaterką jest Dulcynea (Aldonza Lorenzo). Epizod z życia Miguela de Cervantesa Don Kichota:

„Przegniłe skrzydła utrąciłyby nawet kij pasterza,
który teraz pozuje do turystycznych folderów”.

Na str. 140 w wierszu bez tytułu, ładnie poetka zaczyna:

„Nie schodź po mnie do piekła
bo będzie jak było
już widziałam światło”.

Kierując swe uczucia do Orfeusza, nie zaprasza go by ten dostąpił z nią piekła, lepiej niech gra, zresztą wyznaje: „pięknie grasz”. Zakończenie głębokie:

„ moja tęsknota za zielonym liściem
i twoja muzyka może przekona bogów
uwolnią mnie”.

A moja prośba jest taka: Pisz Anno Bielińska – nie opuszczaj pióra…

Ciąg dalszy moich wędrówek. Antologia gruba, 374 strony, jest w czym wybierać, bo poezja w niej jest różna, przeróżna, więc idę tam „Gdzie kwitną sny”.

W pierwszej części recenzji omówiłem wiersze Marii Krupy ze Słupska, Teresy Wałeckiej ze Słupska i Anny Bielińskiej z Gdańska. Niestety, nie doczekała się ona osobistego odbioru tej książki, zmarła przed 16 czerwca 2009 roku. Anna Bożena Bielińska okropnie to przeżywała będąc w szpitalu. Byłaby to dla niej najpoważniejsza publikacja w jej życiu. Niestety, tylko niestety a szkoda, bo z jej wierszy wynika ogromna wrażliwość i umiejętność operowania słowem. Umiała zawładnąć słowem; nie rozpędzała się bez takowej w poezji dyscypliny. A co sama napisała o sobie w Credo?

„Słowo to materia, z której tworzyłam i tworzę swój wizerunek. Poezja oddycha, żyje, wypełnia codzienność. Moje wiersze zadziwiają szczerością, poszukiwaniem sensów i odcieni języka. Często sięgam do motywów utrwalonych w kulturze, by na nowo odkryć ich znaczenie”.

Trafiam na osobisty rozdział „Krzyk umiera”, a chodzi o autorkę Annę Marię Różańską z Gałęźni Małej. I co w tej książce proponuje poetka ? W wierszu „Ułamki czasu” (str. 276) chciałaby:

„zamieszkać w klatce ze szkła
gdzie nie dociera ludzkie odczucie”.

Synteza ucieczki. To dzisiaj takie modne. Ludzie nie garną się ku sobie a wręcz zamykają się sparaliżowani biernością. To jest choroba w nowej epoce; lęk i milczenie, choć ciało ludzkie wciąż woła z pragnienia, ale dokąd iść, czym się częstować, co dać z siebie. Zawsze winę widzimy u drugich, oszczędzając swoje ego w pajęczynie zakratowanej prywatności.

W wierszu „Nieosiągalny” (str. 275) Anna Różańska jako dojrzała kobieta pisze erotyczną barwą do mężczyzny:

„Nazbyt długo cię tu pieszczę
W moich ranach
By odrzucić beznamiętnie
Jak nieżywe pisklę z gniazda”.

Typowy sarkazm kobiety do osiągnięcia celu. Wystarczy spróbować i odrzucić. Tyle jeszcze przede mną… zdobyczy.

W wierszu „Rozdwojenie” (str. 273) jest ważny fragment:

„Patrząc na staruszków na elektrycznych wózkach
Przestaję martwić się jutrem”.

Ogólnie, to brak jest Annie Różańskiej (poetyckiego ciepła). Patrzy na życie obok je otaczające, jakby wkoło kamienie mówiły do głuchych. Brakuje mi powagi, w tym co robi. Chce napisać wiersz, polać go miodem, ale to tak wygląda jakby cebulę zmieszać z marmoladą. Czegoś mi brakuje. Tej jednej kropli deszczu by zwilżyć słowa… Bo soczystość musi być w nich, nie tylko sam zapis o różnościach przez poetkę uchwyconych, ale i po 10 latach wiersz ten musi kwitnąć, wciąż być wilgotny.

Odchodzę od kobiecej poezji i wkraczam do tej odważniejszej, pisaną ręką mężczyzny. Zacznę od Mirosława Kościeńskiego ze Słupska. – To stary wyga. Onegdaj nazwałem go, (królem erotyków) na Pomorzu. Poeta naturalny, bez żadnych sztuczek rozgłasza i ogłasza ten męski stan do kobiety w wierszu.

Oto jego rozdział pt. „Lękliwy odlot”. Zaczynam od wiersza „Dziesiątka kier” (str. 64) a tam moce pożądania i wciąż niespełnienia do końca:

„noc rozbłyskuje granatami pożądania (…)
…rozpiąć bastion cnotliwego słowa (…)
wyciągam zawleczkę języka i ponownie
granat żądzy wybucha”.

- Spodziewałem się takich zaklęć ciała o rozbieżność interpretacji. Przecież poeta pisze do swojej żony, zna ją tyle lat w pożyciu nie tylko pod kołdrą, ale i jemu jakoś nie wychodzi to spełnienie, bo nie potrzebne są w miłości monologi.

- Po co pytać: „Dasz”? W małżeństwie nie można tasować kart zbyt długo.

W wierszu „Czuwanie przed rejsem” (str. 63) jest imponujący opis:

„zasmarkał się nam erotyk i próbuje
wycierać namiętność w chustkę
prześcieradła na którym pozostał
czerwony płatek róży
jak pierwsza krew naszej przelotnej
znajomości
co w długim rejsie zwiędnie
i zakrzepnie”.

- Dlaczego poezja erotyczna Mirosława Kościeńskiego do mnie przemawia ? Bo on nie spłaszcza, ale i nie wulgaryzuje. Dopełnia i szuka teorii innej, nowej, wciąż ustawia zegar tylko po to, by nie przedłużać seansu w wierszu.

W wierszu „Smutny erotyk” (str. 62) poeta delikatnie wprowadza nastrój:

„dyskretne wejrzenie ulicznej lampy
w okno taniego hotelu jesienną porą”.

A dalej zmienia się ta spokojna definicja i brzmieć zaczyna forte:

„żeglujemy w usta zagryzione do krwi
bo młodość jest jak dwuzłotówka którą
wrzucam do grającej szafy namiętności
by powtórzyć ten długi spokojny
numer carlosa santany”.

Tak, na obrzeżach świata zewnętrznego można się ułożyć i zdobyć minimalną odkrywczą posługę słowa w poezji. Wiersz nie jest przymusem do życia. Czynią to w większości szaleńcy – sami wygnani przez siebie; nikt ich przecież nie namawiał do twardej samotności. Bo nie wierzę by powstawały dobre wiersze w tłumie.


22 Czerwca 2009 r.

__________________________


zygpru1948 2018.06.13; 07:05:29
Komentowany wiersz: W samej melodii samotnego dźwięku
Na Salonie24


Tatarka

Komentarza jeszcze nie przeczytałam. By nie zgubić klimatu powyższych wierszy powiem tak: uwiódł mnie Pan. Znaleźć się w takim kalejdoskopie - to gratka.

Serdeczności ślę gt
12.06.2018 03:53


Zygmunt Jan Prusiński

@Tatarka ______Jest mi miło, tak mało do mnie ludzie - Czytelnicy piszą; Pokłony i Pozdrowienia - Zygmunt z Ustki

Ps. "uwiódł mnie Pan"., o proszę uważać... Dzięki
13.06.2018 07:02


zygpru1948 2018.06.13; 06:28:36
Komentowany wiersz: W samej melodii samotnego dźwięku
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.13; 06:27:28
Komentowany wiersz: W samej melodii samotnego dźwięku
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

19.07.2011 02:33


@Hermenegilda + Pan Zygmunt, ukrzyżowany nadmiarem talentu.

Po pierwsze, nie przyszło na "myślunek" do głowy, że Hermenegilda będzie się kojarzyć z Kociubińską? Gdzie był Szariputra Dajmonion, czy jak mu tam? Ja Pani powiem, tutaj publicznie, nie robiąc z tego żadnej tajemnicy (bo nie ma się czego wstydzić, pewnie niejeden by chciał, żebym mu to zaproponował), że gdybym miał teleportować do Pani umysłu (bo, nastawionego pozytywne) tzw. niewidzialne światy, to bym zaproponował światy presokratyków, tajemniczej sekty do której należeli Pitagoras, Hezjod, Heraklit, Ksenofanes, Zenon, Parmenides, Empedokles... bardzo tajemnicza sekta. Jest to ciekawy okres, bo z jednej strony mamy patriarchat i krańcową maskulinizację stosunków społecznych a z drugiej strony religie, grecka jest co najmniej obojnacka i charakteryzuje się chaosem moralnym. Bogowie greccy pieprzą się z kim popadło. Podobnie się dzieje w religii mojżeszowej. Aniołowie, dwupłciowe istoty bzykają się również z ziemskimi kobietami, które rodzą im gigantów. Zresztą wśród Izraelitów homoseksualizm był rozpowszechniony bardziej niż w jakimkolwiek narodzie Śródziemnomorza. Żeby mi się tu nie odezwał jakiś nieopierzony obrońca moralności i teologii starych żydów. Sam miałem w ręce jedenaście niewydanych książkowo żydowskich wersji stworzenia świata, natomiast w książkowej wersji jest ich dziewięć. W Biblii jest jedna, a raczej dwie podobne do siebie. Ktoś mądry, kto to przeczyta, nie odezwie się słowem, wiedząc że to prawda. Milczenie jest złotem. Wiedzą o tym wszyscy głupcy chcąc uchodzić za mędrców!


Religie Wschodu też są obojnackie i w androgenicznych tworach jest więcej kobiety niż mężczyzny. A to dla mnie źle, bo nigdy w życiu z żadną kobietą nie mogłem się dogadać ani zgodzić. Nie mówię tu o profesorkach, które miewają poglądy inne od moich, ale to nie szkodzi, bo w branży nie sposób się pokłócić, jeden po prostu ma tak a drugi inaczej i to właśnie jest dobrze. Wśród większości profesorek, różnice w poglądach nie wpływają na chęć i wyrażenie zgody na bzykanie. Szkoda że wśród cywilów tego nie ma. Jeśli facet odezwie się nie po myśli kobiety, to jest u niej spalony i za żadne skarby mi nie da.

No, mniejsza... Pani Her. proszę pamiętać, że według mnie "wszystko jest nie tak". Wszytko jest nie tak ale odwrotnie, jak sobie myślimy, mówimy, sądzimy czy widzimy (na własne oczy - bowiem wzrok i słuch nas myli i nie jest żadnym prawomocnym przewodnikiem). Wszystko jest inaczej! Trzeba dążyć do tego, by poznać prawdę, która się wymyka (co za banał). Któraś z was powiedziała, że gdy szczęście zamykasz w dłoni, to ucieka, gdy je otwierasz to go przybywa. No może niedokładnie jest tak w przypadku otwierania rąk, ale na pewno jest tak w przypadku zamykania.
Oczywiście i w tej chwili się mylę, bo na pewno jest inaczej! Na pewno z tym SZCZĘŚCIEM JEST COŚ NIE TAK, skoro ucieka, gdy się go chce zamknąć w dłoniach! To nie jest normalne i oczekiwane w logicznych strukturach myślenia. Gdyby było inaczej, to podobnego rozumowania nie dałoby się przeprowadzić (pomyśle). Każde pytanie wątpiące i każde zdanie zaprzeczające, już świadczy o niekoniecznym istnieniu a nawet nieistnieniu rzeczy czy podmiotu, o który pytamy. Wydaje się, że o prawo ciążenia nie możemy pytać z powodu oczywistości, że ono jest a jednak... niektórzy twierdzą że w świecie nanostruktur i mokro-wymiarów, ciążenie nie istnieje. Zresztą, czyż cząsteczki powietrza zachowują się jakby były przyciąganie siłą grawitacji do ziemi?


Panie Zygmuncie, gdy pisze Pan, że komuniści zniszczyli Panu rodzinę, to wyraża się Pan nieściśle, bo to Pan sobie zniszczył rodzinę. Bo darł koty z komuną. Gdyby Pan mniej darł kotów etc. Co Pan na to?

Dlatego się wtrącam, aby uprzedzić zarzuty Pańskich oponentów. Przecież i pan Ryszard Zasmucony zarzucił mi to samo, że piwa nawarzyłem sobie sam, a nie komuniści.
Panie Zygmuncie, postawa i życie polskiej emigracji na Zachodzie powinna nas bardziej interesować od tego co działo się w Polsce, bowiem gdy się uświadomi, że trzy ważne Polonie a każda inna i każda ze sobą skłócona śmiertelnie - trzy Polonie: Paryż, Londyn, Nowy Jork i ew. Kanada, to daje do myślenia przy okazji konstatacji, dlaczego u nas w kraju taka Polska parszywa? Dopóki byli komuniści, to mówiliśmy że jesteśmy parszywi, bo ze Wschodu zrzucają na nas wszelkie syfy. Z której strony dzisiaj zrzucają syfy, żebyśmy byli parszywi? Czy widzi Pan te związki przepływu parszywości z zachodnich ośrodków polonijnych do kraju, do polskich rodzin i środowisk?

Pamiętajmy, że do zbeszczenia (wydupczenia) "Solidarności" przyczynili się również polonusi. Co Pan na to? Był Pan na pewno świadkiem, jak starzy polonusy przeklinali matkę Polskę, (niektórzy nazywając ja kurwą) życząc jej wszystkiego najgorszego! Co Pan na to?
Wzywam Pana do Apelu Poległych Wartości (które nas doprowadziły do rozbicia naszych rodzin)! Może nas jacyś ubecy i polonusi, czyli dwie najbardziej zainteresowane robieniem nam z mózgu wody (takim ludziom jak ja i Pan) nas czytają i osądzają, śmiejąc się z frajerów w kułak. Ja przynajmniej nie mam zamiaru dawać im satysfakcji, że nic nie wiem, mówiąc, że wiem, że Polonia dawała dupy komunie a komuna Polonii. I niech teraz nie robią przede mną z siebie takich niewiniątek.


Zrób Pan coś niech nas nie mają za głupców! Bo kiedy byłem u Jerzego Giedroycia, rozmawiał ze mną jak z powietrzem i miał mnie za głupca. Rozmawiałem z innymi polonusami, mieli mnie za głupca; rozmawiałem w kraju z ubekami, też mnie mieli za głupca; ale też rozmawiałem w kraju z opozycją będącą pachołkami tych polonusów i też te pachołki mieli mnie za głupca?
Czy Pan nie miał takiego wrażenia, że polonusi mają Pana za głupca? Opowiadali Panu w żywe oczy różne patriotyczne bajdy, szklili dupę, a mieli Pana za głupca. Nie widział Pan tego, że robią z Pana głupca? Z Adama Mickiewicza też próbowali (przy winku, pasztecikach i ciepłych bułeczkach) zrobić głupca, dopóki nie wyjechał szukać śmierci w zimnych pustkowiach Anatolii. Co Pan na to?
Poświęć Pan na to kawałek tekstu i zrób Pan rachunek sumienia! Ja już zrobiłem!

Do Pani Hermenegildy.
Czy Pani sądzi, że istnieje płciowość poza zwierzęcego i duchowego świata? To się wiąże pośrednio z poezją Pana Zygmunta. {Ogólne Pozdro


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

_______________________


zygpru1948 2018.06.12; 21:15:33
Komentowany wiersz: Odrobinę zachodu słońca
25. Międzynarodowy Festiwal Poezji „Maj nad Wilią” 2018

https://www.youtube.com/watch?v=EeSxj6OGX7I


Zygmuncie

Z poetyckim pozdrowieniem z Wilna, bardzo serdecznie,

Leokadia Komaiszko


zygpru1948 2018.06.12; 07:46:44
Komentowany wiersz: Odrobinę zachodu słońca
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.12; 07:45:01
Komentowany wiersz: Odrobinę zachodu słońca
Recenzja


Zygmunt Jan Prusiński

POEZJA JEST DLA WYBRANYCH



Mam przed sobą książkę, Antologię Poezji pt. „Gdzie kwitną sny” (2009).
Wydaną przez Starostwo Powiatowe w Słupsku. Jest to z tego cyklu 7 tom,
dar dla Grupy Literackiej – którą utworzyłem wraz z Janem Wanago z
Wrześnicy koło Sławna. Siedem lat temu, w roku 2001 wziął się początek
życia literatów na Pomorzu Środkowym, to znaczy z fizycznej prawdy,
wziąłem ten ster poetycki na ziemi i tak powstała nieformalna grupa pod
nazwą ”Wtorkowe Spotkania Literackie”. Pamiętam moje na początku
wystąpienia na pierwszych warsztatach, iż nie będzie u nas żadnych
strukturalnych nazw pod względem takowych stanowisk: przewodniczący,
wiceprzewodniczący, sekretarz, członek, skarbnik. Po prostu, wszyscy
jesteśmy (żeglarzami pod wiatr i z wiatrem), Rodziną Poetycką. Dziś jest
to prężne środowisko literackich ludzi, zajmujących się przepiękną
kulturą jaką jest Poezja. Więc tak jak w tytule – Poezja jest dla
wybranych.

Wczoraj, w czasie pracy zajrzałem o tak zwyczajnie do
środka, i trafiam na wiersz bez tytułu (str. 150) Marii Krupy. I nieźle
sobie dziewczyna poczyna:
„Dwa pocałunki z papieru Z czułej bibuły wycięte”.


Od razu można stwierdzić, po przeczytaniu i po przeglądzie tego wiersza
od strony budowy, że autorka wie o co chodzi w tej Krainie pod nazwą
„Poezja”.
Dam drugi przykład, na str. 149 poetka pisze w wierszu „Hymn ku bezdomnej miłości”:
„Byłam tam, gdzie kwitną sny i rosną marzenia”.

Teraz wiem, skąd tytuł tej Antologii. Maria Krupa powinna być usatysfakcjonowana.

Chyba zabiega o ocenę Teresa A. Ławecka. Ładnie obrazuje liryką i
trafnym kolorem. Mowa o wierszu „Latawiec” i „Wyszeptaj tajemnicę”. Lecz
prawdziwie jestem dotknięty wierszami Anny Bożeny Bielińskiej. Może
dlatego że splotła w tych utworach dramat. W wierszu bez tytułu (str.
142) powtarza akapit, „Gdybym była”, i tylko to podam:
„gdybym była czasem to przestałabym płynąć znieruchomiała w jednej tamtej chwili
jeśli snem to powracającym jeśli jawą to jak sen z montażowni wybornych ujęć jeśli drogą to do mnie jeśli schronieniem to we mnie”.


Autorka nie rozpieszcza nas tytułami. Jej cztery utwory są bez tytułu.
Często mnie ta pustka drażni, bo tytuł wskazuje zawsze drogę… W wierszu
na str. 141 jest taki ciekawy melanż. Bohaterką jest Dulcynea (Aldonza
Lorenzo). Epizod z życia Miguela de Cervantesa Don Kichota:
„Przegniłe skrzydła utrąciłyby nawet kij pasterza, który teraz pozuje do turystycznych folderów”.
Na str. 140 w wierszu bez tytułu, ładnie poetka zaczyna:
„Nie schodź po mnie do piekła bo będzie jak było już widziałam światło”.


Kierując swe uczucia do Orfeusza, nie zaprasza go by ten dostąpił z nią
piekła, lepiej niech gra, zresztą wyznaje: „pięknie grasz”. Zakończenie
głębokie:
„ moja tęsknota za zielonym liściem i twoja muzyka może przekona bogów uwolnią mnie”.

A moja prośba jest taka: Pisz Anno Bielińska – nie opuszczaj pióra…

Ciąg dalszy moich wędrówek. Antologia gruba, 374 strony, jest w czym
wybierać, bo poezja w niej jest różna, przeróżna, więc idę tam „Gdzie
kwitną sny”.
W pierwszej części recenzji omówiłem wiersze Marii
Krupy ze Słupska, Teresy Wałeckiej ze Słupska i Anny Bielińskiej z
Gdańska. Niestety, nie doczekała się ona osobistego odbioru tej książki,
zmarła przed 16 czerwca 2009 roku. Anna Bożena Bielińska okropnie to
przeżywała będąc w szpitalu. Byłaby to dla niej najpoważniejsza
publikacja w jej życiu. Niestety, tylko niestety a szkoda, bo z jej
wierszy wynika ogromna wrażliwość i umiejętność operowania słowem.
Umiała zawładnąć słowem; nie rozpędzała się bez takowej w poezji
dyscypliny. A co sama napisała o sobie w Credo?
„Słowo to
materia, z której tworzyłam i tworzę swój wizerunek. Poezja oddycha,
żyje, wypełnia codzienność. Moje wiersze zadziwiają szczerością,
poszukiwaniem sensów i odcieni języka. Często sięgam do motywów
utrwalonych w kulturze, by na nowo odkryć ich znaczenie”.
Trafiam
na osobisty rozdział „Krzyk umiera”, a chodzi o autorkę Annę Marię
Różańską z Gałęźni Małej. I co w tej książce proponuje poetka ? W
wierszu „Ułamki czasu” (str. 276) chciałaby:
„zamieszkać w klatce ze szkła gdzie nie dociera ludzkie odczucie”.


Synteza ucieczki. To dzisiaj takie modne. Ludzie nie garną się ku sobie
a wręcz zamykają się sparaliżowani biernością. To jest choroba w nowej
epoce; lęk i milczenie, choć ciało ludzkie wciąż woła z pragnienia, ale
dokąd iść, czym się częstować, co dać z siebie. Zawsze winę widzimy u
drugich, oszczędzając swoje ego w pajęczynie zakratowanej prywatności.
W wierszu „Nieosiągalny” (str. 275) Anna Różańska jako dojrzała kobieta pisze erotyczną barwą do mężczyzny:
„Nazbyt długo cię tu pieszczę W moich ranach By odrzucić beznamiętnie Jak nieżywe pisklę z gniazda”.

Typowy sarkazm kobiety do osiągnięcia celu. Wystarczy spróbować i odrzucić. Tyle jeszcze przede mną… zdobyczy.
W wierszu „Rozdwojenie” (str. 273) jest ważny fragment:
„Patrząc na staruszków na elektrycznych wózkach Przestaję martwić się jutrem”.


Ogólnie, to brak jest Annie Różańskiej (poetyckiego ciepła). Patrzy na
życie obok je otaczające, jakby wkoło kamienie mówiły do głuchych.
Brakuje mi powagi, w tym co robi. Chce napisać wiersz, polać go miodem,
ale to tak wygląda jakby cebulę zmieszać z marmoladą. Czegoś mi brakuje.
Tej jednej kropli deszczu by zwilżyć słowa… Bo soczystość musi być w
nich, nie tylko sam zapis o różnościach przez poetkę uchwyconych, ale i
po 10 latach wiersz ten musi kwitnąć, wciąż być wilgotny.

Odchodzę od kobiecej poezji i wkraczam do tej odważniejszej, pisaną ręką
mężczyzny. Zacznę od Mirosława Kościeńskiego ze Słupska. – To stary
wyga. Onegdaj nazwałem go, (królem erotyków) na Pomorzu. Poeta
naturalny, bez żadnych sztuczek rozgłasza i ogłasza ten męski stan do
kobiety w wierszu.
Oto jego rozdział pt. „Lękliwy odlot”.
Zaczynam od wiersza „Dziesiątka kier” (str. 64) a tam moce pożądania i
wciąż niespełnienia do końca:
„noc rozbłyskuje granatami pożądania (…) …rozpiąć bastion cnotliwego słowa (…) wyciągam zawleczkę języka i ponownie granat żądzy wybucha”.


- Spodziewałem się takich zaklęć ciała o rozbieżność interpretacji.
Przecież poeta pisze do swojej żony, zna ją tyle lat w pożyciu nie tylko
pod kołdrą, ale i jemu jakoś nie wychodzi to spełnienie, bo nie
potrzebne są w miłości monologi.
- Po co pytać: „Dasz”? W małżeństwie nie można tasować kart zbyt długo.
W wierszu „Czuwanie przed rejsem” (str. 63) jest imponujący opis:
„zasmarkał się nam erotyk i próbuje wycierać namiętność w chustkę prześcieradła na którym pozostał czerwony płatek róży jak pierwsza krew naszej przelotnej znajomości co w długim rejsie zwiędnie i zakrzepnie”.


- Dlaczego poezja erotyczna Mirosława Kościeńskiego do mnie przemawia ?
Bo on nie spłaszcza, ale i nie wulgaryzuje. Dopełnia i szuka teorii
innej, nowej, wciąż ustawia zegar tylko po to, by nie przedłużać seansu w
wierszu.
W wierszu „Smutny erotyk” (str. 62) poeta delikatnie wprowadza nastrój:
„dyskretne wejrzenie ulicznej lampy w okno taniego hotelu jesienną porą”.

A dalej zmienia się ta spokojna definicja i brzmieć zaczyna forte:
„żeglujemy w usta zagryzione do krwi bo młodość jest jak dwuzłotówka którą wrzucam do grającej szafy namiętności by powtórzyć ten długi spokojny numer carlosa santany”.


Tak, na obrzeżach świata zewnętrznego można się ułożyć i zdobyć
minimalną odkrywczą posługę słowa w poezji. Wiersz nie jest przymusem do
życia. Czynią to w większości szaleńcy – sami wygnani przez siebie;
nikt ich przecież nie namawiał do twardej samotności. Bo nie wierzę by
powstawały dobre wiersze w tłumie.


22 Czerwca 2009 r.
__________________________


zygpru1948 2018.06.11; 21:03:04
Komentowany wiersz: Patrz tam, gdzie ja patrzę
11 czerwca 2013 o 16:58 ·

Aforyzm Zygmunta Jana Prusińskiego


Anakonda jest bezpieczniejsza od kobiety...


fajowojest 2018.06.11; 08:55:19
Komentowany wiersz: Głaszcz instrumentalnie mój instrument
Tyle tego, trzeba nic nie robić żeby to przeczytać


fajowojest 2018.06.11; 08:55:19
Komentowany wiersz: Głaszcz instrumentalnie mój instrument
Tyle tego, trzeba nic nie robić żeby to przeczytać


zygpru1948 2018.06.11; 08:54:12
Komentowany wiersz: Patrz tam, gdzie ja patrzę
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.11; 08:53:01
Komentowany wiersz: Patrz tam, gdzie ja patrzę
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

21.07.2011 21:46


@Zygmunt Jan Prusiński

Niech Pan takich wariactw nie pisze, żebyśmy namawiali zwierzątka...
Zaś co do tego, to co kraj to obyczaj. Jeszcze w latach 60-tch w robotniczych dzielnicach w Anglii i w Belgii, na jarmarkach stawiano namioty i budy, w których publiczność mogła zobaczyć kobietę orangutana albo kobietę spółkującą z gorylem... i taki spektakl jako impreza zamknięta, dla angielskiej policji było wszystko w porządku. Natomiast w Japonii dopiero w 1896 zakazano publicznych pokazów seksu kobiety z koniem, nie dla obrazy moralności, (bo jak Pan wie w północnych rejonach Honsiu obchodzi się święta świętego fallusa, ucztując i kopulując w setkach przemiłych burdeli) ani nie dla bezpieczeństwa kopulowanej kobiety albo widzów. Tylko dla bezpieczeństwa koni, bo się zdarzyło podczas pokazu w Tokio, że spłoszony krzykami widowni koń wystraszył się, spadł z kobiety i potłukł sobie żebra. Właściciel wystąpił do burmistrza o odszkodowanie za leczenie konia, burmistrz odesłał sprawę do rozstrzygnięcia sądu, a ten zakazał występów w całej Japonii ze względu, na dobro i bezpieczeństwo zwierząt.


Panie Zygmuncie, Polki nie są wcale zimniejsze od Szwedek czy Niemek. One na razie kurestwa się uczą i za jakiś czas same będą zaczepiać mężczyzn łapiąc ich za kuśkę. Może Pan tego doczekasz niedługo unikając nocnych polucji, szkodliwych dla zdrowia psychicznego. One się uczą a my im nie przeszkadzajmy w utracie cnoty, bo przecież jako starcy, zużyte samce, którzy już ani żenić się nie będziemy (jeszcze czego!) ani płodzić dzieci, nie mamy co liczyć na faustyczne odmłodzenie i rozkochanie w sobie dziewczęcia, które się garnie szczerze do małżeństwa, macierzyństwa i byłaby dobrą żoną, gdyby tego jakiś skurwysyn nie popsuł. Takie maleństwo (ładne mi maleństwo, metr osiemdziesiąt wzrostu!) potrzebuje ciepła i opieki, a tutaj jakiś młody nierób śpiewa "zaopiekuj się mną". No proszę, dziewczątko ma brać młodego byka na utrzymanie! Przecież Pan dobrze wie, że starsze kobiety, majętne i przy pieniądzach ani myślą brać sobie na kark takiego pasożyta a jeśli już to tylko na chwilę, żeby je puknął i do pola! Dlatego rozumiem, że kobiety unikają nas jak ognia. I ja też ich unikam, bo z kolei nie chcę sobie brać chomąta na łeb. One mają dzieci i wnuki i potrzebują na nie pieniędzy i dlatego nie mają głowy do wolnego seksu z Panem czy ze mną. Jedna aptekarka bardzo chciała ze mną robić seks ale była pilnowana przez dorastającego syna, który ją śledził, żeby przypadkiem nie zaznała odrobiny "przyjemności".


Moje koleżanki, różne profesorki spoglądają na mnie z ukosa, żebym je zabrał na malagę (w tym wypadku na wino, a nie na "lagę") a potem, oczywiście (bractwo jest wolne i rozwiedzione), hyc do łóżka, ale ja tylko żartuję, że je wezmę i żarcikami, seksualnymi aluzjami i obiecankami je rozognię i tak zostawię. Pocieszam się, że biorę odwet na rodzaju żeńskim za wszystkie krzywdy, jakich doznają mężczyźni, ale prawda jest taka, że są tak żarłoczne na pieniądze, żeby z torbami puściły samego Rothschilda. Więc rozumie Pan, że muszę z nimi ostrożnie. Ze studentkami i innymi młodszymi nie bardzo próbuję, żeby się nie zbłaźnić, kiedy dziewczyna powie mi "tak, idziemy do łóżka" (mam takie, 25, prawie 30-letnie) o Jezu jak mi się chce z nimi pogrzeszyć! One się czują przekwitające a ja się wykręcam, że nie mam czasu. A tymczasem jak już mówiłem, nie chcę się w to bawić, bo wiem ile to jest marnotrawstwa czasu, pieniędzy, i w ogóle.

W ogóle, to boję się zakochać i zawracać sobie głowę. Przecież wiemy, że kobieta się otrzepie jak kura z piasku i idzie do innego, a Pan zawsze dostaje po zadku i płacze. Mam kolegę, który ma kochankę 25 lat młodszą, a ja mógłbym mieć jeszcze młodszą, ale unikam. W ogóle pociągają mnie starsze, zadbane, którym nie trzeba ojcować. Nie wiem, czy w jakiś tajemniczy sposób kobiety na Fecebooku się nie zwiedziały, że jestem rozwodnikiem, bo ciągle mam jakieś głupie propozycje, a ja nie mam czasu na te głupoty, a szkoda, bo to są "piękne głupoty". Jeśli zachodzi o zmazy nocne, to sobie od bardzo dawna z nimi radzę, że się budzę ze snu erotycznego i do niczego nie dochodzi. Mam po prostu taki organizm który słucha psychiki jak szwajcarski zegarek. Cierpię na chorobę nadmiernej samokontroli psychicznej nad swoim "ja" i gdy chcę zrobić gafę, to jest ona zawsze w jakiś sposób obmyślana i zamierzona. Zawsze niczego nie liczyłem na przypadek. To jest dobre i złe, ale w tym wypadku zaoszczędzające niepotrzebnej utraty nasienia. Dajmy już spokój tym nasienno-waginalnym wynurzeniom, bo się będą nami gorszyć i wezmą za zboczeńców.


PS. Rozumiem jednak, że będąc w różowej sypialni, strzyka Pan różowym nasieniem?

Drugie PS. Rozumiem też, że Pan nie tylko okazjonalnie przybywa w różowej sypialni, gdy idzie do kochanki, ale w ogóle też wtedy, gdy kochanki w niej nie ma, też się Pan tam zadomowił jak słowik w cudzej dziupli, na stałe i tam mieszka, bez zameldowania. Wiec nie tylko spełnia Pan funkcje różowego kochanka ale również różowego mieszkańca, płatnika podatków i obywatela Polskiej Rzeczpospolitej. Zostaw Pan wobec tego w rodzinnym domu adres dla pogotowia, żeby wiedzieli gdzie przyjechać, gdyby Pana trzeba było zabrać do domu wariatów. Oczywiście różowych! Pozdro. Życzę zdrowia!


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

______________________________


zygpru1948 2018.06.10; 12:01:00
Komentowany wiersz: Taniec z Wojownikiem
Wzgórza Aniołów - Część I
Dział: Kultura, Temat: Literatura


https://www.salon24.pl/u/korespondentwojenny/872645,wzgorza-aniolow-czesc-i


zygpru1948 2018.06.09; 17:45:18
Komentowany wiersz: Jeśli dotrwam do ostatniej strony deszczu
Niech nasze slowa rozniesie Mila !

Pozdrawiam



mila 2018.06.09; 11:35:27
Komentowany wiersz: Jeśli dotrwam do ostatniej strony deszczu
I bardzo dobry tytuł ;)


mila 2018.06.09; 11:28:56
Komentowany wiersz: Jeśli dotrwam do ostatniej strony deszczu
,,Jest ścieżka.
rozrzucam słowa na wiatr,
niech je rozniesie na żyznych polach."


Niech rozniesie...


zygpru1948 2018.06.09; 09:52:28
Komentowany wiersz: Jeśli dotrwam do ostatniej strony deszczu
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

22.07.2011 19:27


@Zygmunt Jan Prusiński

Tak czy inaczej, reaguję lękowo i "odrzuceniowo" bo byłem zatrzymywany i aresztowany kilka razy (tylko trzy razy, na szczęście nie więcej). Przed chwilą na blogu "Zelkan" Dwa Auschwitze, opublikowałem kawałek o Katyniu (o międzynarodowym tle) i natychmiast został on umieszczony w tzw. "treściach ukrytych". Znaczy to, że moje, ale również Pańskie poglądy są bardzo kontrowersyjne, nawet bardziej niż Korwina-Mikke, który pisze ogólnie ale nie tyka szczegółów. Natomiast ja mogę odwołać się do numerów poszczególnych dokumentów np. z kancelarii III Rzeszy zagarniętych po wojnie nie tyko przez bolszewików ale również przez Anglików, którzy bardzo na te dokumenty dybali.

Tak więc o ile przytyki do dupokracji Janusza Korwina-Mikke można potraktować jako jajcarskie dowcipy, to ujawnienie że istnieją dokumenty ścisłej współpracy żydów np. w sprawie eksterminacji Palestyńczyków w czasie II wojny światowej, nie należy już do sfery dowcipów. Owszem wielu ludzi ma to w nosie, ale może też trafić się ktoś, komu to da do myślenia (a tego "byśmy nie chcieli"). Numery tychże dokumentów (czy ich zbiorów), znanych również wśród polskich historyków są niebezpieczne jako punkty zaczepienia konkretnej dyskusji. A tego żydzi i poplecznicy by nie chcieli. I chwała historykom angielskim, że się to dostało na naukowe forum (dopiero w latach 60 i nie wszystko). Ja muszę wyznać, że piszę jakby w podziemiu, bo już miałem trochę scysji (z których wycofałem się z przeprosinami i na paluszkach) z historykami krakowskimi typu prof Jerzy Wyrozumski (ja nie mam profesora tzw. belwederskiego i nie chcę o tym mówić, bo dostaję gęsiej skórki) i jego uczniowie (każdy znaczniejszy profesor ma swych zwolenników i swoją szkółkę, która zwalcza drugą szkółkę itd.) Szkoła Wyrozumskiego jest oczywiście ortodoksyjnie katolicka i bardzo "poważna". O Karolu Wojtyle nie powiedziano by nic krytycznego. Jakby to była "święta krowa". To że w jego otoczeniu i w otoczeniu jego następcy byli ubecy, że oni sami (purpuraci) kolaborowali z komunistami (bo teraz się mówi że musieli), że wreszcie oni i komuniści byli w jednej szajce do otumanienia narodu, z tym że jedni stawiali krzyże w Nowej Hucie a drudzy je obalali, ale jednym i drugim chodziło o to, żeby być, zarówno być w partii jak i chodzić do kościoła, bo ten typ Polaka jest najlepszy dla stabilności władzy... ale o tym sza!


Najgorszy Polak to wichrzyciel, taki jak ja lub Pan Z. Prusiński, co to ani do kościoła ani do partii. A jak tu było do kościoła, skoro żony katolicko ale zarazem komunistycznego chowu, uciekały, rozwodziły się i w ogóle rozpieprzały życie... A Kościół na to nic, udawał, że nie ma problemu wychowania w przyzwoitości przyszłych żon i polskich matek. Kościół miał to w nosie. Proszę sobie wyobrazić, że jestem (byłem) żonaty w rodzinie powiązanej blisko z historią królowania Wojtyły na stolcu biskupim w Krakowie, a moja żona prowadziła się skandalicznie. Prosiłem proboszcza o interwencję, prosiłem (bogobojną, zaprzyjaźnioną z kardynałem) rodzinę o mediację, o leczenie z alkoholizmu, o interwencję... bez rezultatu, ponieważ jest to środowisko zakłamane, jak mało które (Jezu, gdyby się to dostało do wiadomości rodziny! Już milczę). Ale to tylko dla Pana wiadomości - bo w Krakowie nikt nie zna mojej ksywki!) Zresztą chyba Pan wie, że Kościół krakowski jest i był umaczany w skandale.

Najlepszy model socjologiczny Polaka jest właśnie taki (i popierany przez hierarchię): chodzić masz do kościoła i do partii! Podczas okupacji był podobny: do hitlerjugend i do kościoła! Podczas zaborów ten model socjologiczny był również podobny. I do carskiej ochrany i do Kościoła! Kolaboracja na dwa fronty jest najlepszym gwarantem neutralności i stabilności emocjonalnej Polaka.


Kiedy kradzione materiały budowlane na budowę kościoła, w latach siedemdziesiątych, jechały przez pół Polski, to zaufani partyjno-katoliccy milicjanci ochraniali ten konwój (np. z blachą miedzianą na kościelne dachy), chroniąc przez niespodzianą kontrolą innych milicjantów, którzy nie byli wtajemniczeni w tę kradzież. To księża uczyli w komunie kradzieży.

Takich frajerów w stanie wojennym, jak ja wyrzucało się z pracy (a po stanie wojennym już nie bardzo można było do niej wrócić), a tacy jak Pan uciekali, żeby się tułać po świecie, tymczasem stan wojenny zrobiła komuna w porozumieniu z Kościołem, żeby przygotować się do zagarnięcia tego co się dało.


Wojtyła w latach 70-tych udawał, że nie wie o co chodzi i robił wszystko, żeby rozmiękczać komunę systemem kolaboracji, do uzyskania w przyszłości wspólnych zysków. Mówił do komunistów: porzućcie doktryny, dyktatury proletariatu i walki z kościołem, a podzielimy się władzą nad robotniczo-chłopskimi duszami, i podzielimy się majątkiem narodowym, wypracowanym przez tych chamów. Taki był Wojtyła. Był gorszym kunktatorem i bardziej dwulicowym politykiem, niż Macharski, który (był bezradny i znerwicowany) z nerwicy płakał wielokrotnie podczas odprawiania mszy przy ołtarzu. Byłem i widziałem. Znam go osobiście i szanuje, mimo szwagra esbeka. A Wojtyła, to był przebiegły i wyrachowany chłopek roztropek, któremu bardzo imponowały złoto, kadzidła i pontyfikalia, człowiek o mentalności lisa. Udawał, że kocha polski ludek, a serdecznie nim pogardzał liżąc tyłek swojej ukochanej krakowskiej inteligencji i szafarzom nauki. No i kombinował, jak by tu wejść w kolaborację z komuną, żeby ją skłonić do demontażu w celu dorwania się do majątków i rewindykacji. W ten sposób zabezpieczył interesy kościoła na wiele dziesięcioleci.

Teraz w Krakowie mają go za świętą krowę i wszyscy za takie "święte krowy" pragną uchodzić. Teraz proszę sobie wyobrazić w tym wszystkim mnie, szaraczka, bez placów i kamienic! Gdyby wiedziano, że obszczekuję ich na równi z czerwonymi, to...!
Na szczęście, jak powiedziałem, staram się być bardzo ostrożny w środowisku, w którym się obracam (najlepiej by było, żeby o mnie zapomniano) - zrobić co muszę i znikać. Zresztą już niedługo, bo wybędę pod jesień z Krakowa i podmiejskie okolice. Nigdzie nie należę, nigdzie nie piszę, bo przez 40 laty aktywnego obracania się wśród dziennikarzy czy pismaków, wiem... już wiem, że wszystko to jest guzik warte!


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

____________________________


zygpru1948 2018.06.08; 09:44:30
Komentowany wiersz: Tajemniczy profil szatynki
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

04.11.2011 21:49


@Mar Canela

Pani Marzeno, jest Pani ponoć wykształconym psychologiem. Proszę sobie wyjaśnić, kto to powiedział w Pani wierszu: "Nie wpadam w zasadzki, pająki, myszy i żaby ostrzegają mnie"? Gdybym ja się tak zwrócił do kogoś, dając mu do zrozumienia, że zrozumiałem jego podstępne pytanie, to by mnie uznał za trochę chorego umysłowo, który miewa omamy rozmów z żabami, myszami etc. Natomiast gdy mówię to w wierszu, to ostrzegam odbiorcę: "uwaga, nie mówię tego jako Karol, lecz jako podmiot liryczny, którego jestem twórcą, posługując się licencją poetica. Ja tak napisałem na papierze, że ktoś ma takie odczucia, bo w naszym scjentystycznym świecie nawet w poezji ludzie normalni nie miewają rozmów z pająkami i kumakami.

Gdy zrobię takie zastrzeżenia, wtedy nikt mnie nie posądzi o chorobę umysłową, bo wie, że mówię to jako podmiot liryczny, kreując go poprzez moje autorskie działania. A Pani się upiera, że nieważne, czy jest Pani gospodarzem, podmiotem lirycznym czy kochanką pana Zygmunta. Gdy nie zrobi Pani tego rozróżniania, to czytelnicy z Ustki pomyślą, że jest Pani jego kochanką, zaszła Pani w ciążę i będziecie mieli śliczniutkie dzieci. Chce Pani tego? Czy Pani udaje głupią? Jeśli nie, to już radzę napisać odpowiednie sprostowanie. Przecież po tym, jak on Pani we śnie wchodził (do kogo wchodził? Do Pani czy do podmiotu lirycznego?) mogła Pani zejść w ciążę. Zastanów się, nieszczęsna kobieto!


Rozróżniania w tym, kto co mówi są ważne. Czasem poemat jest jak trybunał karny, gdzie za nieprecyzyjne zeznania grozi szafot.

PS. A coście z panem Zygmuntem zrobiły, że go nie ma (to pytanie raczej do pani Anakondy)? Dlaczego się nie odzywa? Czyżby Pani zabiła pana? Nowa odmiana "Lilii"? Ładny pasztet! A miało by wesele, jakiś Sylwester (chyba Sylwek z Pruszkowa!) jakieś Chlewiska, czy coś tam.

Chłop dostanie przez was rozstroju nerwowego. Gdybyście mogły tobyście go powiesiły! I to za co? Za to że paple byle co? A co nie wolno mu paplać, tak jak wam? Paple, bo wy do niego paplecie i jak rośnie brednia wzajemnych głupot. Dlaczego on do mnie nie papla? Bo nie bredzę do niego głupio. Nie mam pretensji, że jest jaki jest. Nie piszcie mu o pierogach, to nie będzie bredził o cebuli. I kto tu mówi o tolerancji dla inności. To że jest inny, to wam przeszkadza? Gdy was wielbi, to źle, gdy klnie na swoją samotność po wypiciu Krupniku za 20 zł. i 50 gr. - to też źle.
Moim zdaniem, dla jego typu temperamentu najlepiej by było, gdyby uczciwie opisał swój pobyt na emigracji, bez koloryzowania i bez bogoojczyźnianej blagi. To by była interesująca lektura i przegląd ludzkich charakterów i postaw.


A że wy potraficie to zrobić, bo wiem na jakich pejsatych blogach lubicie publikować, że pan Zygmunt nie będzie miał czytelników to nie szkodzi. Bowiem ja i kilku innych tym bardziej będziemy go czytać. Tylko nie o waszych pierożkach. Ba, wy potraficie doprowadzić do tego, że go mogą ukryć na stałe i to diabli wiedzą dlaczego? A raczej wiedzą, bo przecież pejsaci nad tym "salonem" czuwają. Czy wy jednak myślicie, kobietki, że takiego faceta można przymusić, żeby rysował z wami na blogu stokrotki, żabki i misie? To by było przerażające przedszkole, jakie współczesne feministki chcą zafundować mężczyznom. To i tu, na tym blogu już się rozgrywa taka walka płci? Nie wiedziałem? Myślałem, że wszyscy jesteście równi, a tymczasem pan Zygmunt jest "zły", bo nie chce się bawić w waldorfowskie szkółki. Jeśli pan Zygmunt żyje, to niech się odezwie. Artykuł o śmierci cywilnej w Kodeksie Napoleona był, ale został zlikwidowany przez ustawodawstwo drugiej republiki francuskiej. Ukrywanie cudzych poglądów na tym blogu jest nietolerancją i nie powinno się odbywać bez sądu. A tymczasem ja tu widzę same treści ukryte. Sprowadza się to do tego, że gdy ktoś napisze słowo "żyd", to jest to słowo tak plugawe i obraźliwe moralnie, że cenzor na "salonie24" natychmiast musi go ukryć. No, może i słusznie. W każdym razie gdy widzę napis "treści ukryte", to już wiem o kim tam piszą.


Zygmunt Jan Prusiński Kobieta i rosa...

__________________________


fajowojest 2018.06.07; 21:12:45
Komentowany wiersz: Rok 2012
To dlaczego wydają tomiki z wierszami ?


zygpru1948 2018.06.07; 15:15:44
Komentowany wiersz: Rok 2012
fajowojest

- Po co mi "inni"? Literaturę pisze się w samotności...


zygpru1948 2018.06.07; 07:11:56
Komentowany wiersz: Rok 2012
Niestety, ja nie komentuję tylko (w moim Klubie Literackim) wstawiam innych, choćby Karola Zielińskiego - to zacny człowiek !

Pozdrawiam


fajowojest 2018.06.07; 06:57:41
Komentowany wiersz: Rok 2012
Inni nie komentują tylko autor siebie ? Pozdrawiam


zygpru1948 2018.06.07; 06:38:29
Komentowany wiersz: Rok 2012
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

25.07.2011 12:54


@Zygmunt Jan Prusiński

Nie znam Pana bliżej, ale wydaje mi się, że tak, mówiąc serio, jesteś Pan człowiekiem godnym zawierzenia. Szkoda że wcześniej Pana nie znałem.
Już w Krakowie mnie nazwano "wściekłą awangardą". Wspominam Mariannę Bocian i Rafała Wojaczka. Cenzura, ubecja i tzw. czynniki społeczno-polityczne (wszystko to było powiązane z krakowskim Kościołem i inteligencją katolicką, która jedną nogą stała w komitecie partyjnym a drugą w kościelnej kruchcie - przecież tak było!) robiła wszystko, żeby się to rozmyło. Wojaczka wydrukowano, a Bocianównę i mnie nie! Jackowi Bierezinowi raz puszczano wiersz a raz nie. Ryszardowi Krynickiemu także, raz nie a raz tak... Ale nie o to biega.


Chyba mi Pan wierzy, że byłem "wściekły" od samego początku, ale tak prostolinijnego i cudownie mówiącego wprost o co chodzi, człowieka - jakim Pan jest, jeszcze nie spotkałem.

Kiedyś miałem taką rozmowę w jednym przedsiębiorstwie, w którym pracowali ludzi ze średnim i wyższym wykształceniem, i już w roku 1995 widzieli, że szlag trafił ich (robotniczo-urzędniczą) "Solidarność" i wszystkie mrzonki o życiu w jakiej takiej godności obróciły się wniwecz. Polski przemysł i potencjał, poszły do kieszeni prywaty, Kościoła i żydów (prywaciarze rozdrapali, żydzi dali pieniądze na rozruch interesu, a księża pobłogosławili i rozgrzeszyli to złodziejowo, sami należąc do złodziejowa i robiąc to złodziejowo!
Na jakimś spotkaniu ci ludzie (o którym wyżej mowa), mówią do mnie tak: Ty jesteś dobrze zorientowany i bojowy, więc nas poprowadź. Stworzymy jakiś nowy radykalny związek "solidarności walczącej" i spróbujemy odkręcić, to, co "zakręcili" księża i żydzi (a musi Pan wiedzieć, że żydzi kombinują unieważnienie ksiąg wieczystych na zakup mieszkań w pożydowskich kamienicach! I mają duże szanse, że te kamienice (nie mające spadkobierców) dostaną się z powrotem w ręce żydowskich organizacji).
Ja na to tym ludziom (wyżej wymienionym) odpowiedziałem, że się boję stawać na czele jakiegokolwiek ruchu, bo gdy przychodzi atak, to koło przywódcy robi się pustka, towarzysze uciekają a przywódca dostaje po uszach. Po prostu mało jest ludzi prostolinijnych i zdeterminowanych, którzy nie uciekają z barykady w chwili niebezpieczeństwa. Takim człowiekiem, który nie ucieka z barykady, jest Pan!


Powiem Panu, że ja się boję, pyszczyć tak bezpośrednio na żydostwo, byłą komunę i złodziejowo... jak Pan. Z Panem można by robić bardzo ciekawą, gorącą intelektualnie gazetę albo periodyk - oczywiście gdyby były pieniądze. Ale to marzenia na marginesie, a właściwie po cholerę nam taka gazeta i dla kogo? Słowo daję, że tak myślę, że na starość (względną co prawda) lepiej się napić piwa, niż użerać się z tą bandą idiotów.
W każdym razie, takiego prawdziwego pasjonata weryzmu i poszukiwacza szczerości, nie spotkałem jeszcze nigdy! Pan jest jak cenny brylant!

Mam tu na myśli powiedzenie Melchiora Wańkowicza z książki o Monte Casino, że spotkał tam tylu wszarzy i łajdaków (z Władysławem Andersem i Józefem Gawliną na czele), że brała go chęć ucieczki od tego ludzkiego chlewa. Tym co zdecydowało, że został, byli nieliczni ale wspaniali ludzie podobni do "brylantów człowieczeństwa". I powiedział tak: Naród polski jest garścią brylantów, sklejonych kupą gówna. Aż mnie trzęsie z obrzydzenia, gdy pomyślę, co musi czuć taki "brylant" oblepiony gównem! Bo sam siebie żadną miarą nie odważyłbym się zaliczać do tych brylantów.
I te cudowne Pańskie porównania, kiedy się Pan wkurwia na sprzedajną hołotę. Ma Pan do tego talent! I robi to w porę! I ma Pan prawo!


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

___________________________________


zygpru1948 2018.06.06; 07:10:19
Komentowany wiersz: Śpij ze mną i wchłaniaj mnie
Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

01.08.2011 00:51


@Zygmunt Jan Prusiński

Panie Zygmuncie, odstawiłem na bok te studenckie głupoty, nad którymi pracuję i piszę do Pana, bo mnie ogarnia zwątpienie do robienia czegokolwiek. Przecież to wszystko, co nas otacza, na równi z tym co szanujemy i kochamy, jest chuja warte. Bo cóż z tego, że my to kochamy i szanujemy, gdy "to" nas nie kocha i nie szanuje! Miłość nieodwzajemniona! Cóż z tego że pokrywamy ją cynizmem i drwiną, skoro w środku cierpimy! Z miłością to jest tak, że z miłości powstała grudka piasku i trwa, po której depczemy. Dlatego idąc po trotuarze powinniśmy iść z miłością (i przepraszać) i wyrozumieniem (dla poranionego świata) dla tych grudek piasku, które nam chrzęszczą pod podeszwami. Dopiero wtedy możemy oczekiwać miłosierdzia i miłości dla samych siebie. Bo przecież bez miłości żyć się nie da.


Ja w tej chwili zastanawiam się nad panem Ryszardem Zasmuconym, bo jakiż on musi być samotny (skoro ucieka do pisania na blogu) i pozornie kochany przez rodzinę, Boga, współparafian, przez synów i wnuków... skoro od czasu do czasu przyskakuje do mnie (ze złości! z miłosnej złości!) lub do Pana, jak pinczerek, żeby nas potarmosić za portki, domagając się chwili uwagi (tak samo jak i my, oczekując tego od niego!) Bo co innego jest twierdzić, że rodzina nas kocha, córki i wnuki, skoro nasze córki nie mają z nimi o czym rozmawiać, a żony w ogóle nie zwracają na nas uwagi (wszyscy mają nas w dupie!), to cóż to za miłość?... a miłość do Boga jest w jedną stronę, czyli "mówił dziad do obrazu" i znów wychodzi na to, że jesteśmy sami, że nikt nas nie kocha... Więc gdy na blogu u Pana ZYGMUNTA Prusińskiego, jeden na drugiego się trochę pozłości (a nawet nazwie go świnią! - to z miłości!) to jest to jakby wyznanie miłości i oczekiwanie tego samego uczucia. I przyznaj pan, panie ZASMUCONY, że jest panu miło, gdy nazwiesz mnie świnią, a ja łaskawie (i miłośnie) wybaczę, rozumiejąc, że (jak mówił Siemon Zacharowicz Marmieładow do Rodiona Romanowicza Raskolnikowa): "To nic łaskawy panie, ona tak wcale nie myśli, tylko się tymi myślami tak bawi... ale to dzieciństwo i banialuki, które dobry Bóg wybaczy, i gdy do niego pójdziemy powie, chodźcie tu do mnie wszyscy,. bo chociaż świnie jesteście, to przecież kochacie i to was upoważnia do wejścia do królestwa niebieskiego!" Które, zwracam uwagę, jest już tu, tyle razy, ilekroć przebaczamy jedni drugim.

Tak naprawdę, to ja się źle czuję, gdy jestem przez innych źle zrozumiany i staram się tak pracować umysłem, żeby dobrze zrozumieć swych bliźnich a wtedy nie muszę im nic wybaczać.
Zastanawiam się tylko, czy taka postawa jak moja, spowalnia wyścig szczurów? Czy gdyby było więcej ludzi o takiej postawie, wyścig szczurów przestałby morderczym procederem dobijania zmęczonych koni.


Przyznam się, że jeszcze pod tym kątem na Pańskie wiersze nie patrzyłem i nie wiem, jaką by Pan musiał zastosować formułę, w której by nastąpiło wybaczenie (w imię miłości do ziarnka piasku) Sztoltzmanowi jego sztoltzmanostwa a Lejbie Kohne jego lejbusiostwa. Mówię tu do Pana jako do polskiego Petrarki, który może, gdyby chciał opisać nasze ostatnie dzieje w postaci "Boskiej komedii", tych wszystkich zasłużonych w niebie… a Lejbe Kohne i Stoltzmany byłyby w dziewiątych kręgach poetyckiego piekła. Pan wie co czym mówię? Jeśli miałby być Pan talentem równy Słowackiemu i Norwidowi (a czemu nie, gdyby Pan to potrafił napisać?), to powinien napisać Pan taki poemat, w którym oprowadza swego zmarłego przyjaciela po piekle, albo nawet mnie, zasranego profesora, który chujuje na diabły, niczym w amerykańskim filmie, ale jednakże coś tam swym rozumkiem kuma, a Pan pokazuje mu wśród płomieni, że tu siedzi profesor Bartoszewski (choć jeszcze żyje) ale już przykuty do swych zachodnioniemieckich marek, a tu Geremek przykuty łańcuszkiem do piecyka, tam zaś Sztoltzman się smaży z płonącą żagwią w dupie, a tam nasz ukochany przywódca „solidarności”, Lejba Kohne, całuje po rękach naszego osmolonego od sadzy, uwielbionego polskiego papieża. A co? czyż piekło, jak mówił Quintus Septimius Florens Tertullianus, nie jest w pierwszym rzędzie dla papieży?

Panie Zygmuncie, stwierdzam też, że, gdyby nawet Pan się pokusił o coś takiego, to ja zastrzegam sobie, że gdy znajdę chwilę czasu i zdrowia, sam też postaram się płodzić tego potworka, czyli taki elaborat, na ten temat piekielnej historii Polski. I nie będzie to plagiatem ani z mojej ani z Pańskiej strony. Tak się zastrzegam w razie czego, bo jak powtarzam, mam różnej roboty od cholery, tylko coraz mniej chęci, bo nic mnie nie cieszy. Choruje na coś co się nazywa, niemożnością odczuwania przyjemności. Nawet napicie się wódki jest dla mnie bez sensu. Wszytko jest bez sensu. Proszę sobie wyobrazić jeszcze żyję, a jakbym umarł. Jeśli to prawda, że po śmierci nie odczuwa się emocji, wstydu, poczucia, grzechu, przyjemności itd. to jak tak właśnie mam. {Poczucie pełnej ataraksji! Żyję, bo się zmuszam do pracy, jedzenia, czytania i pisania... Jeśli Pan w to wierzy, to proszę się pomodlić za mnie do jakiegoś zwariowanego Boga, bo przecież w tym świecie sartrowskim, bez wartości, musi być coś warte (oprócz chuja) - (ja wiem, że dla mężczyzny jedyną wartością jest kobieta, ale mnie, tak jak Hamleta, kobieta nie bawi mnie, lubię się tylko jej przyglądać, nic więcej). Proszę sobie wyobrazić, że nie mam pragnień i zazdroszczę mojej matce, że umarła.


Powiem Panu, co ma dla mnie tajemniczą wartość, co może przykuć uwagę mego umysłu, to to, gdy się położę na wersalce, wyciszę wewnętrznie i oddam się medytacji, w której dochodzi do pozornej lewitacji, czyli przestaję czuć swoje fizyczne ciało i (chyba - tego nie wiem) myślowo odrywam się wraz ze swym wyobrażeniowym ciałem i unoszę się pół metra (bo więcej nie chcę) nad sobą, nad rzeczywistym swym, ale jakby porzuconym i bezwolnym, zwiotczałym, ciałem, jakby to był martwy zezwłok. Zrobiłem to kilka razy i ciągle tęsknię za powtórzeniem tego, upatrując w tym głębszego sensu i wartości, to tak na marginesie, dla obopólnej refleksji. Podobno takie stany można wywołać gdy się pijak opije do nieprzytomności albo po amfetaminie, ale nigdy nie byłem pijany do nieprzytomności ani nie brałem żadnych prochów. Jeszcze jest jeden sposób na uzyskanie takiego stanu, co próbowałem, ale się nie udało, to tantryczny stosunek płciowy z odpowiednio przygotowaną umysłowo kobietą. W tym stanie, też można we dwójkę lewitować! Oczywiście są to duchowe lewitacje, bo ciała zostają nieporuszone na pościeli.

Jest to przyczynek do tego, co mówiliśmy, że nie mamy szczęścia do kobiet, bo jesteśmy prymitywne chamy, więc kobiety od nas uciekają, bo nie umiemy je kochać. Dobre sobie! Ja nie umiem kochać! Umiem i to na sto tysięcy sposobów! Ale gdzie jest taka, która umie chociaż na jeden raz! Raz, a dobrze!


Panie Zygmuncie, przepraszam, że zawracam głowę swoją osobą... Ale wyrażam tym swoje zaufanie, że jest Pan rozumnym facetem i równie nieszczęśliwym miłośnikiem piękna. Amen i pozdro.


Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę !

____________________________
[1][2][3][4][5][6][7][8][9][10][11][12][13][14][15][16][17][18][19][20][21][22][23][24][25][26][27][28][29][30][31][32][33][34][35][36][37][38][39][40][41][42][43][44][45][46][47][48][49][50][51][52][53][54][55][56][57][58][59][60][61][62][63][64][65][66][67][68][69][70][71][72][73][74][75][76][77][78][79][80][81][82][83][84][85][86][87][88][89][90][91][92][93][94][95][96][97][98][99][100][101][102][103][104][105][106][107][108][109][110][111][112][113][114][115][116][117][118][119][120][121][122][123][124][125][126][127][128][129][130][131][132][133][134][135][136][137][138][139][140][141]
Wiersze na topie:
1. Gorąco ... (10)
2. Nie pij w pracy (9)
3. Altruiści (9)
4. Marzenie...chyba z upałów (8)
5. Czy tak było (8)

Autorzy na topie:
1. wiewióra (10)
2. przyjaciel wiatr (9)
3. Gabrys (9)
4. wigor (9)
5. roman (9)
więcej...