Wiersze poetów - poetyckie-zacisze.pl
< sylen 2015.07.03; 09:50:44 > Takie życie- godz 09:19:20 i drugi... No cóż- godz 09:19:57/58 (tu akurat normalne, dwa razy kliknął/ęła/
< sylen 2015.07.03; 09:45:12 > Jak to możliwe, żeby heros370 wstawił dwa wiersze- czyżby UFO?
< sylen 2015.07.03; 09:40:38 > Ile czasu potrzebuje ten zaleniony na odlenienie się?
< chador 2015.07.03; 09:11:53 > Uwaga powstal nowy nick uzaleniony od wiktorianskiego stylu...
< Miro 2015.07.03; 09:08:09 > :D Miłego
< sylen 2015.07.03; 09:04:35 > Zdrówko jako tako, nie narzekam. ☺Do wieczora Kr⊙peczko☺
< TESSA 2015.07.03; 09:02:46 > zdrowie jest, bo było i będzie...i tej wersji będę się trzymać:)...miłego dnia poeto-piórki i do zobaczyska wieczorem...hej!
< Miro 2015.07.03; 08:59:47 > Witam, witam i o zdrowie pytam :D
< sylen 2015.07.03; 08:55:11 > To ja po polsku cześć Miro☺
< TESSA 2015.07.03; 08:55:05 > ELOU:)...to podumaj za mnie tyż:)
< sylen 2015.07.03; 08:53:57 > To fakt, duży nie, ale kapuśniaczek to jak najbardziej☺ w weekend chyba pojadę do Żaganiu podumać nad doczesnością w klasztorze bożogrobowców
< Miro 2015.07.03; 08:52:34 > ELOU :D
< TESSA 2015.07.03; 08:47:29 > no bez przesadyzmu, bez słońca nie ma życia, a deszcz niech pada z umiarem:)
< sylen 2015.07.03; 08:45:21 > Dobrze, że nie lubię słońca i jak zawsze w cieniu. Gdzie deszczyk się schował.
< TESSA 2015.07.03; 08:42:02 > dziekuję, dzisiaj będę raczej w cieniu, bo po wczorajszej rzecznej przygodzie zjarana jestem nieco:)
< sylen 2015.07.03; 08:32:22 > Słoneczko dla Ciebie☺
< TESSA 2015.07.03; 08:28:03 > witaj Kropku:)
< sylen 2015.07.03; 08:24:36 > Witaj Kr⊙peczko☺
< TESSA 2015.07.03; 08:11:46 > drogi Donie, życzyłabym Ci tyle miłości, ile ja mam...ale Ty i tak tego nie zrozumiesz, więc nie ma co rzucać pereł...:)
< Sword 2015.07.03; 05:53:25 > to ja w kimonko:) miałem okropny dzień, ale do przodu. inspekcja numer dwa. jeszcze dwie:( szlag. later
< sylen 2015.07.03; 05:50:30 > Dzień dobry zacisze☺
< Sword 2015.07.03; 05:49:59 > witaj pręgowany:)
< klituśbajduś 2015.07.03; 05:46:30 > siema poeci......strzałeczka Swordik......hej :)
< sylen 2015.07.03; 00:55:49 > Trójca w jednym... C D P, żona faraona i nocny marek. Szmuglują punktami. Brawo.
< sylen 2015.07.03; 00:46:28 > www.youtube.com/watch?v=K9iqB52nK_8
< Cichy Don... Pedro 2015.07.03; 00:38:34 > Matko Tereso i bez tego meeee, wiadomo kim jesteś. Tego nie ukryjesz żadną swoją poezją miłosną. Miłość najczęściej omija takie kobiety i myślę, że to też jakaś sprawiedliwość jest na świecie.
< sylen 2015.07.03; 00:37:14 > ☺♡
< TESSA 2015.07.03; 00:35:59 > dobrej nocy łobuzy:)...do jutra.
< sylen 2015.07.03; 00:32:07 > www.youtube.com/watch?v=XbxClyd2KSY
< TESSA 2015.07.03; 00:31:32 > dokładnie Donie na balonie, dokładnie, meee:)
< Cichy Don... Pedro 2015.07.03; 00:29:36 > Chcąwszemu ciągle zechceń za mało. Zuza, zostaw tę parę. Pasują do siebie, jak ulał. Łowiecka i baran.
< TESSA 2015.07.03; 00:26:09 > idź zuziu spać i nie grzesz więcej, tak bardzo:)
< sylen 2015.07.03; 00:22:42 > www.youtube.com/watch?v=OGoLY9thP6U
< *zuza 2015.07.03; 00:22:22 > A już wiem! To robota boga sylena! Zatem nie przeszkadzam i żegnam"czcigodną" parę! Amęt :)
< TESSA 2015.07.03; 00:20:30 > bo mam wielkie oczy, żeby cie lepiej widzieć:)
< *zuza 2015.07.03; 00:19:28 > Matko, a czemu tak ci się język plącze?
< sylen 2015.07.03; 00:18:11 > Jak wszystkie odbiorniki telewizji kolorowej w krajach europy radzieckiej i okolicach Rubin był telewizorem pracującym w systemie secam. Głównym powodem zastosowania SECAMu w ZSRR była kwestia polityczna - współpraca Francji, która stworzyła ten system i zaoferowała wsparcie w dziedzinie wprowadzenia go na tereny Rosji i w kwestii opracowania odpowiednich odbiorników (czyli pierwszych kolorowych Rubinów) Nie bez znaczenia było też to że SECAM oferował po prostu bardzo dobrą jakość odbioru i wśród pozostałej dwójki (a zwłaszcza w porównaniu do amerykańskiego NTSC) wykazywał się mniejsza wrażliwością na niedoskonałości infrastruktury i sygnału, co dla Rosjan było szczególną zaletą Generalnie jednak z biegiem czasu i w obliczu rozwoju PALa oraz istotnych wad systemu SECAM - wyjątkowo dużej uciążliwości w pracy edycyjnej, na całym świecie rozpoczęło się powolne wycofywanie secamu na rzecz pala. Dla Polski i CCCP przesiadka na PAL to początek lat 90. Do zmiany zachęcał też fakt braku konieczności dokonywania istotnych zmian w infrastrukturze telewizyjnej, zmieniał się w zasadzie tylko system nadawania. Ponieważ pierwsze polskie i rosyjskie tv mogące pracować w Pal lub obydwu systemach pojawiły się na krotko przed zaprzestaniem nadawania w secamie, rozpoczęła się era wielkiego biznesu w zakresie produkcji i montażu dekoderów pal do polskich i radzieckich telewizorów aby mogły znów działać w nowych realiach. Pojawiło się mnóstwo firm robiących takie dekoderki w pełnym zakresie modeli i metod produkcji. Od profesjonalnie, zrobionych układów ze wszystkim co powinno być na pięknych płytkach z porządnie zamontowanymi dobrej jakości elementami wykonywanych maszynowo, po ordynarne, prymitywne i nienaprawialne badziewie ze stodoły, lub pokoju pryszczatego smarka cechujące się ścieżkami ze sreberka po galaretce, rozpieprzające się już w reku i ze zwarciami na dzień dobry. Przy takim czymś najwredniejsza płytka z Rubina to przykład wyżyn kunsztu elektroniki.
< TESSA 2015.07.03; 00:15:11 > nie psesadzoj, dyć takik kiej jo jes wielu:)
< *zuza 2015.07.03; 00:14:01 > Matko, aż mnie zatkło z podziwu dla cię!
< TESSA 2015.07.03; 00:14:00 > dzięki DARK:), miło posłuchać czegoś innego:)
< TESSA 2015.07.03; 00:13:19 > tylko osioł nie zmienia zdania...yyyha, yyyha:)
< DARK VEGA 2015.07.03; 00:12:55 > Krzysztof Komeda "Dziecko Rosemary, kołysanka" na uspokojenie od Endriu:)https://www.youtube.com/watch?v=Oyixy0G7YMA
< *zuza 2015.07.03; 00:12:41 > Amęt ;)
< TESSA 2015.07.03; 00:12:36 > jestem blisko miłości do człowieka, tylko tyle i aż tyle...dobrej:)
< *zuza 2015.07.03; 00:12:19 > tessuseniuniu - święta matka od zacisza nie przywołuje do porządku, ale cierpi w ciszy za grzeszników! Cuś ci się role nagle pomyliły ;)))
< Gladiator 2015.07.03; 00:08:06 > no to bajo:))))
< Gladiator 2015.07.03; 00:06:56 > jesteś blisko z tymi z Kalkuty to niech przyślą kretynowi nowy TV bo mu Rubin resztki puszku na łbie wypalił
< sylen 2015.07.03; 00:05:17 > Gdy pies zbyt często trzepie głową może to oznaczać problem w przewodzie słuchowym zewnętrznym.Źródło: Shutterstock Jeśli jednak pies trzepie głową wiele razy w ciągu dnia, jest to oznaka, że w przewodzie słuchowym zewnętrznym dzieje się coś niepokojącego. Najczęściej przyczyną takiego stanu jest zapalenie. Choroba skutkuje tworzeniem się znacznej ilości wydzieliny, która drażni ucho i sprawia zwierzęciu dyskomfort. Przyczyn samej choroby może być wiele: od zakażenia bakteryjnego poprzez pasożyty i alergie. Ilość i charakter wydzieliny możemy sprawdzić sami w domu, nabierając na palec watkę umoczoną w oliwie spożywczej i „smarując” nią ucho tak głęboko, jak jesteśmy w stanie sięgnąć. Jeśli wata po takim zabiegu jest nasiąknięta ciemną, cuchnącą wydzieliną, wymagane jest dokładne przeczyszczenie uszu przez lekarza weterynarii i leczenie odpowiednimi preparatami. Jeśli jednak wydzieliny jest niewiele, ma ona jasny kolor, a pies nie protestuje zbytnio przy dotykaniu ucha, można poczekać z wizytą. Należy wtedy zabieg czyszczenia powtarzać codziennie samemu w podany powyżej sposób i przez parę dni obserwować, czy objawy dyskomfortu u psa ustępują. Jeśli do ucha dostało się małe ciało obce, konieczne jest jego wyciągnięcie. Niekiedy jest jednak ono na tyle małe (np. źdźbło trawy) i wnika tak głęboko, że nie jesteśmy w stanie go zobaczyć gołym okiem. Niezbędny jest wtedy specjalistyczny sprzęt, który umożliwi dokładne oględziny przewodu słuchowego zewnętrznego na całej jego długości, dzięki czemu można także ocenić ewentualne uszkodzenia błony bębenkowej. Źródło: Shutterstock Trzepanie głową jest objawem świądu na terenie głowy. Jedną z jego przyczyn może być świerzbowiec uszny lub skórny. W przypadku podejrzenia tego schorzenia lekarz wykona zeskrobiny skóry i spróbuje znaleźć winowajcę pod mikroskopem. Czasem wystarczą pojedyncze pasożyty do wywołania ogromnego świądu. Pies zazwyczaj drapie się intensywnie nie tylko po uszach, ale i całym ciele. W uchu, jak w każdym miejscu organizmu, mogą rozwijać się nowotwory. Często charakteryzują się one polipowatym kształtem, zwężają przewód słuchowy i przyczyniają się do powstania wtórnych zmian chorobowych. Częste trzepanie głową skutkuje pojawieniem się krwiaków w małżowinach. Są to zazwyczaj miejscowe, niebolesne zgrubienia. Niekiedy wymagają opracowania chirurgicznego. Przyczyn zapalenia ucha jest wiele i jeżeli problem trzepania głową staje się nagminny, konieczna jest dokładna diagnostyka,  aby precyzyjnie stwierdzić przyczynę choroby
< Gladiator 2015.07.03; 00:04:14 > debila przywołaj bo wpadł w trans amokowo amoniakowy
< TESSA 2015.07.03; 00:02:37 > przywołuję Was do porządku, w końcu jako matka Zacisza: nie chcem ale muszem:)
< Gladiator 2015.07.03; 00:01:21 > teska ja mam real w sypialni a jestem hetero cholero i to bardzo hetero ty podeślij swojemu koleżce z okienka po się zatrzepie na smierć
< sylen 2015.07.03; 00:00:45 > kulawychromykiepskiułomnybeznogichory defectivewadliwybrakowyułomnyniepełnyniepełnowartościowy infirmniedołężnyułomnysłabyniemocnybezmocnychory imperfectniedoskonaływadliwyniedokonanyniezupełnyułomny faultywadliwybrakowynieprawidłowybłędnymylnyułomny invalidnieważnynieprawomocnychoryułomnyinwalidzki Powiązane słowa ułomny słownik językowy angielski, ułomny co to znaczy, ułomny administrator hipoteki, ułomny margonem, ułomny synonim, ułomny człowiek, ułomny po angielsku
< TESSA 2015.07.02; 23:58:50 > zuziu, tylko nie zdzieraj kolan tak bardzo:), szkoda by Cię dziołszko było:)
< sylen 2015.07.02; 23:58:45 > ☺
< TESSA 2015.07.02; 23:57:49 > gladiczku, weź se czopek i idź spać, bo Ci podeśle taki model, że Ci nawet czopek nie pomoże:)
< *zuza 2015.07.02; 23:57:06 > Na kolana! objawiła się święta matka od zacisza!
< Gladiator 2015.07.02; 23:54:41 > a to ty masz ten wyższy model, ale gada po niemiecku czy ang-sku?
< TESSA 2015.07.02; 23:52:20 > pozegnoł siem wsak, to cheba jus po nim, co nie?
< sylen 2015.07.02; 23:52:19 > ułomny dopuszczalne w grach  ułomny 1. mający jakąś wadę budowy; będący kaleką; niedołężny; 2. niedoskonały, słaby ułomny dopuszczalne w grach  ułomny osoba ułomna; kaleka, inwalida
< Gladiator 2015.07.02; 23:51:43 > zbuntował się? baterie mu wymień i powinien podrygać jeszcze :)))
< Gladiator 2015.07.02; 23:50:47 > ty świnto teso wstydź sie za siebie, a jak tam wirtualny Jontek?
< Gladiator 2015.07.02; 23:49:02 > to trwa od chwili narodzin lekarz ja go zobaczył padł bez czucia bo on już taki ułomny się urodził. na szczęście to ostani egzemplarz w dziejach ludzkości. eksperyment po jego przypadku zakonczono
< sylen 2015.07.02; 23:45:22 > W Centrum Medycznym Dom Lekarski pracują doświadczeni ortopedzi i fizjoterapeuci. Dzięki szerokim możliwościom wykorzystania nowoczesnego i w pełni profesjonalnego sprzętu, wszelkie zabiegi, operacja, jak również rehabilitacja, przebiegają bez zakłóceń, w pełni sprawnie i efektywnie. Korzystając z usług naszego ortopedy, będą Państwo mogli mieć poczucie pewności, że oddają swoje kości i stawy w ręce odpowiedniej osoby. Każdy ortopeda i fizjoterapeuta pracujący w Domu Lekarskim to specjalista najwyższej klasy, doskonale wykwalifikowany i posiadający wszelkie uprawnienia do przeprowadzania specjalistycznych zabiegów. Nie ma tutaj mowy o błędach i pomyłkach. Jest nowoczesność, precyzja i najwyższy komfort zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów. Profesjonalny ortopeda lub fizjoterapeuta? Najlepszy wybór to Dom Lekarsk
< TESSA 2015.07.02; 23:44:47 > wstyd mi za Was.
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:44:11 > wójt :)
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:43:42 > Jemu powinni odebrać sygnał internetowy. Wój gminy powinien to zrobić razem ze strażą prezydencką. Trzeba zawnioskować o dożywotnie pozbawienie sylena internetu.
< Gladiator 2015.07.02; 23:42:32 > to fakt jest wqrjący wyjątkowo
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:40:57 > Jasne, już z tych nerwów na tego palanta, rozum mi odbiera... dzięki :)
< sylen 2015.07.02; 23:40:14 > Ortopedia to dział medycyny zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem nabytych oraz wrodzonych nieprawidłowości w działaniu i budowie narządu ruchu człowieka. Specjalizacja ta ma na uwadze choroby i urazy: kości (z wyłączeniem kości czaszki), układu więzadłowo-stawowego oraz wynikające z nich uszkodzenia mięśni, nerwów i naczyń. Do chorób kości należą m.in. nabyta lub wrodzona upośledzona mineralizacja kości, która prowadzi do osłabienia ich struktury, deformacji, skrzywień, a w efekcie do licznych złamań i trudności w ich gojeniu. Chorobą najczęściej dotykającą stawów jest zapalenie spowodowane ich nadmiernym obciążeniem. Zapalenie stawów powoduje duże dolegliwości bólowe nasilające się przy wysiłku aktywującym dany staw.  Innym rodzajem schorzeń z jakimi można zwrócić się do ortopedy są wady kręgosłupa polegające na nadmiernym jego wygięciu do przodu w odcinku szyjnym i lędźwiowym (lordoza), do tyłu w odcinku piersiowym (kifoza) lub w bok (skolioza).  Ortopedia zajmuje się również leczeniem różnych urazów kości i stawów, wśród których wyróżnić można złamania, zwichnięcia, skręcenia oraz stłuczenia
< *zuza 2015.07.02; 23:39:13 > Debil wymknął się spod kontroli "opiekunów"! A mówiłam: nie stawiać na "trojańskiego konia"!
< Gladiator 2015.07.02; 23:38:44 > cichy chyba przywieźć
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:37:46 > Ale Ciebie, sylen, nie da się zaprosić. Ciebie trzeba przywieść na sygnale.
< GAJA 2015.07.02; 23:37:35 > Cichy - szkoda słów ...
< Gladiator 2015.07.02; 23:36:51 > jemu ortopeda jest potrzebny a nie psychiatra :(
< sylen 2015.07.02; 23:35:14 >  Ambulatorium powstało w 1994 r. Prowadzi je Fundacja Wspierania Rozwoju  Kliniki Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Warszawie.                       Ambulatorium udziela płatnych konsultacji psychiatrycznych.          Od dwunastu lat zatrudniamy najlepszych lekarzy psychiatrów, psychologów, a także pracowników  socjalnych.                                                                                             Pomagamy leczyć wszystkie rodzaje zaburzeń psychiatrycznych.              Leczymy :  zaburzenia lękowe   zaburzenia snu  depresję  psychozy             Prowadzimy:   poradnictwo socjalne  specjalistyczne usługi opiekuńcze dla osób z psychicznymi zaburzeniami, w miejscu zamieszkania.          Przyjmujemy każdego dnia, w godzinach od 11 do 20, od poniedziałku do piątku. A także  proponujemy wizyty domowe.               Zapraszamy serdecznie!           
< *zuza 2015.07.02; 23:34:10 > Zatem - od dziś PACYNOM mówię T A K !! Przybywajcie jak najliczniej! PLUSUJCIE rekruta, wigora, Super Tango i kogo jeszcze chcecie! Czujcie się jak u siebie w domu i nie zważajcie na pogróżki oraz apele do etyki i moralności, którymi wymachuje Sword&Co! Hulaj dusza, piekła nie ma!!!
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:33:06 > Gaju, czy to jest ten skromny, odrzucony przez życie, Twój okienkowy przyjaciel? On potrzebuje natentychmiast do ambulatorium psychiatrycznego... powiedz, co wzbudza w Tobie litość do ludzi? Debilizm, czy brak środków do życia?
< sylen 2015.07.02; 23:30:12 > Trudno jest określić czas, w jakim dzieje się akcja Przygód Koziołka Matołka. Wiemy, że jest ona rozciągnięta w czasie, gdyż np. Koziołek przez rok chodzi do szkoły; nie wiemy też, jak długo Koziołek rządził Beduinami. Brak też faktów historycznych, które pozwoliłyby powiedzieć, kiedy dokładnie toczy się akcja. Można jedynie zakładać, że są to czasy współczesne autorowi, czyli pierwsza połowa XX wieku - są już samochody, działa radio. Akcja Przygód Koziołka Matołka dzieje się w zasadzie na całym świecie. Koziołek mieszka w Polsce i szuka polskiego miasta, ale podczas poszukiwań odwiedza Afrykę i Amerykę, kraje takie jak Włochy, Afganistan czy Chiny, a nawet trafia na Księżyc.
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:29:19 > Gaju, cieszę się, że wreszcie zaczynasz patrzyć na swoje oczy... co za ulga...
< Gladiator 2015.07.02; 23:28:46 > Gajowa on nie robi on jest debilem :(
< sylen 2015.07.02; 23:28:30 > Przygody Koziołka Matołka to właściwie nie powieść, tylko komiks, składający się z szeregu obrazków, z których każdy podpisany jest rymowanym czterowierszem. Każdy z nich opowiada kolejny fragment historii. Twórcą rysunków jest Marian Walentynowicz (1896-1967), polski rysownik i pierwszy polski twórca komiksów. Zwykle jego nazwisko podaje się jako współautora Przygód Koziołka Matołka. Przygody Koziołka Matołka to właściwie nie powieść, tylko komiks, składający się z szeregu obrazków, z których każdy podpisany jest rymowanym czterowierszem. Każdy z nich opowiada kolejny fragment historii. Twórcą rysunków jest Marian Walentynowicz (1896-1967), polski rysownik i pierwszy polski twórca komiksów. Zwykle jego nazwisko podaje się jako współautora Przygód Koziołka Matołka. Przygody Koziołka Matołka to opowieść o sympatycznym koziołku, który wyrusza do miasteczka Pacanów, w którym rzekomo podkuwa się kozy. Po drodze ma mnóstwo przygód, trafia do Ameryki, Afryki, Chin i nawet na Księżyc. W końcu udaje mu się odnaleźć Pacanów, a wtedy dowiaduje się, że nie podkuwa się w nim kóz, a jedynie pracuje tu rodzina kowali o nazwisku Koza (czyli „Kozy kują”). Koziołek pociesza się jednak szybko, bo tłumaczą mu, że kozy nie potrzebują podków. Przez jakiś czas Koziołek zostaje w Polsce i chodzi do szkoły. Potem wyrusza do Afryki na zaproszenie zwierząt. Znowu ma mnóstwo przygód, zostaje między innymi szejkiem Beduinów. Gdy nie ma go już tak długo, że w Polsce uznaje się go za zaginionego, odnajduje się w warszawskim sklepie zoologicznym, gdzie łowcy zwierząt usiłują go sprzedać jako rzadkie afrykańskie zwierzę. Uszczęśliwione odnalezieniem Koziołka polskie dzieci namawiają go, by już nigdzie z kraju nie wyjeżdżał, i Matołek daje im taką obietnicę.
< Gladiator 2015.07.02; 23:27:07 > być kretynem dla śmiechu można wybaczyć bycie kretynem po DNA też ale bycie kretynem z opcją szkodzenia innym bez rozgrzeszenia
< GAJA 2015.07.02; 23:26:29 > Rysiu nie rób ... z siebie debila ....
< GAJA 2015.07.02; 23:25:12 > Uwaga - na topie właściciele PACYN :):):)
< sylen 2015.07.02; 23:25:07 > Edytuj Fabuła książeczek (powstała ich cała seria: 120 przygód Koziołka Matołka, Druga księga przygód Koziołka Matołka, Trzecia księga przygód Koziołka Matołka iCzwarta księga przygód Koziołka Matołka) sprowadza się do podróży bohatera po całym świecie w poszukiwaniu mitycznego Pacanowa (w rzeczywistości istnieje Pacanów, w województwie świętokrzyskim), jedynego miejsca w świecie, gdzie jakoby podkuwają kozy. Przygody są oczywiście niezwykłe i absolutnie nieprawdopodobne, koziołek jest sympatyczny i łatwowierny, śmieszny i niezgułowaty, niezdarny i dobrotliwie naiwny[2]. Makuszyński napisał całą historię w postaci rytmicznych czterowierszyośmiozgłoskowcem; do każdego czterowiersza przypisana jest jedna ilustracja Walentynowicza. To z tekstu Makuszyńskiego pochodzą liczne utrwalone w polszczyźnie sformułowania jak „w Pacanowie kozy kują”, porównania czy inne określenia. Warto zaznaczyć, że wizerunki powszechnie dziś znanych i pamiętanych postaci z Koziołka są trzecią wersją rysunkową Walentynowicza; pierwsze dwie dość znacznie się od ostatecznej różniły. Obaj autorzy wrócili raz jeszcze do postaci koziołka Matołka w 1938 r. w ostatnim z trzech tomów przygód małpki Fiki-Miki (dwa pierwsze ukazały się w latach 1934 i 1935. Książeczki te były pisane i rysowane identyczną metodą ilustrowanych czterowierszy jak opowieści o Matołku. W tej książeczce Matołek z racji swych dawnych osiągnięć i sławy jest już królem polskich kóz i ukazany jest jako rozważny władca. W roku 2003 minister kultury Waldemar Dąbrowski zorganizował w Pacanowie obchody 70. urodzin Koziołka Matołka. W 2005 roku powstał pomysł stworzenia nowoczesnego centrum kultury dla dzieci, a w 2010 roku miało miejsce oficjalne otwarcie Europejskiego Centrum Bajki im. Koziołka Matołka. Wkrótce ma ukazać się również pełnometrażowy film 3D Koziołek Matołek i porywacze zabawek[3].
< sylen 2015.07.02; 23:23:34 > Koziołek Matołek – postać stworzona przez Kornela Makuszyńskiego (tekst) iMariana Walentynowicza (kolorowe rysunki) w jednej z pierwszych w Polscehistoryjek obrazkowych dla dzieci w roku 1933. Jest to postać kultowa[styl do poprawy], mimo że od śmierci obu autorów minęły już dziesięciolecia, a opisane i narysowane przygody tytułowego bohatera niekoniecznie przystają do współczesnej rzeczywistości. Ta powieść obrazkowa należy do kanonu polskiej literatury dziecięcej. Historia Koziołka Matołka uznawana jest za prekursorską w polskim komiksie[1
< Gladiator 2015.07.02; 23:22:31 > ja pitolę czy ten kretyn kiedyś przestanie? debilu przestań męczyć to okienko :(
< Cichy Don... Pedro 2015.07.02; 23:21:10 > zuza, do nich takiego pytania nie kieruj. Jak matoły mają to pojąć?
< sylen 2015.07.02; 23:18:54 > Pierwszy stos Pierwszy proces czarownic odbył się w 1640 r. Oskarżono i spalono cztery kobiety: żonę wachmistrza, markietankę i żony dwóch zwykłych żołnierzy. Egzekucję wykonano na rozkaz dowódcy oddziału szwedzkiego stacjonującego wówczas w Zielonej Górze. 14 lat później podobny los spotkał 84-letnią mieszkankę Łężyc Katarzynę Funck oskarżoną o odebranie mleka kilku krowom sąsiadów, sprowadzenie na wieś burzy oraz wywołanie choroby. Jednak najgłośniejsze procesy czarownic ruszyły w 1663 r. Oskarżenia rozpoczął właściciel Przylepu Melchior von Landskron podejrzewający Helenę Kilch o spalenie oberży. Torturowana kobieta przyznała się i oskarżyła kolejne osoby. W ciągu trzech lat zginęły 23 kobiety, głównie mieszkanki okolicznych wsi.  - Ofiar byłoby jeszcze więcej, gdyby oskarżano jedynie ubogie kobiety - mówi Toczewski. - Jednak kiedy przed śledczych trafiły bogate zielonogórskie patrycjuszki, rodziny natychmiast zaczęły interweniować, docierając nawet na dwór cesarski. Dwie kobiety uratowano. W 1669 r. zakazano zielonogórskim sądom wydawania wyroków śmierci w procesach o czary.  Zielona Góra nie była wyjątkiem. W tym samym czasie płonęły stosy m.in. Zbąszyniu, Bytomiu Odrzańskim, Sulechowie, Szprotawie, Świebodzinie, Krośnie Odrzańskim, Gubinie, Głogowie i Gorzowie. - W samych tylko Strzelcach Krajeńskich w czasie dwóch miesięcy spalono 150 kobiet. Ostatni stos A kiedy ostatni raz w Zielonej Górze zapłonął stos? W 1796 r. Rok wcześniej, 11 września, 59-letni Kirschke podpalił dom w Przylepie. W ogniu zginęło dziecko. Podpalacz został szybko zatrzymany i trafił do aresztu w Zielonej Górze. Zarzucano mu również inne podpalenia. Co było przyczyną zbrodni? Zawiedziona miłość. Kirschke podłożył ogień z zemsty na niewiernej narzeczonej. I niewiele to miało wspólnego z czarami. - Jednym z największych nieszczęść jakie mogło dotknąć mieszkańców był pożar, który wywołany w jednym miejscu natychmiast przenosił się na sąsiednie domostwa. Dlatego w sposób bardzo okrutny karano podpalaczy - tłumaczy historyk dr Stefan Dąbrowski. - A w tym przypadku w ogniu zginęło dziecko. Karą za to mogło być spalenie na stosie. Takie przypadki wcześniej się zdarzały. Wyrok wykonano 10 marca 1796 r. (kronikarz Führling, na którego powołuje się Hugo Schmidt, autor przedwojennej monografii Grünberga) lub 10 czerwca (kronika Johna). Miejsce kaźni wyznaczono na łące przed Płotami, niedaleko miejsca zbrodni.  - Jak odnotował Führling na stos zużyto 23 sążnie drewna, 10 kop chrustu i dwie kopy słomy. Do tego dołożono jeszcze siarkę i smołę - wylicza Zbigniew Bujkiewicz z Archiwum Państwowego w Starym Kisielinie. Prawdopodobnie było to ostatnie publiczne wykonanie wyroku śmierci poprzez spalenie na stosie.  JAK BADANO CZAROWNICE Próba wody. Najczęściej sprawdzano czy kobieta jest czarownicą poprzez pławienie. Domniemana czarownicę wiązano w "kozła” - lewą rękę z prawą nogą a prawą rękę z lewą nogą. Potem powoli spuszczano ją na linie do wody. Jeśli tonęła to była niewinna. Natomiast kiedy utrzymywała się na wodzie to uznawano ją za winną i sądzono. Tak skrępowane kobiety zazwyczaj dobrze unosiły się na wodzie, w czym pomagał kształt wygiętego ciała i suknie, które przed namoknięciem utrzymywały ofiarę na wodzie. W próbie wody zakładano, że czarownica została tak wyposażona przez diabła, że jest lżejsza od innych ludzi. Próba wagi. Opierała się na przekonaniu, że czarownice posiadają jakąś nadzwyczajną lekkość i ważą mniej niż wyglądałoby to z budowy ciała. Domniemaną czarownicą rozbierano do naga, dokładnie rewidowano, a położna sprawdzała czy w miejscach intymnych nie ukryła jakiegoś ciężaru. Podobnie postępowano z mężczyznami. Oskarżonych ważono i porównywano ze specjalnie stworzonymi tabelami. Jeżeli wynik był zdecydowanie niższy od zakładanego, osobę badaną uznawano za winną stosowania czarów.  Wielką sławę zdobyła holenderska miejscowość Oudwater, gdzie dokonywano próby wagi. Dzięki przywilejowi wydanemu przez cesarza Karola V, rada miasta mogła wystawiać zaświadczenie o pozytywnym zaliczeniu próby, które wykluczało podejrzenie o uprawianie czarów. Setki ludzi jechało tam po taki dokument. Jednak wielu z nich, ze strachu w ostatniej chwili się wycofywało.  Próba igły. Uważano, że szatan biorąc w posiadanie czarownicę dotykiem palca dawał jej znamię. Nie koniecznie musiało ono być w widocznym miejscu. Doświadczony śledczy szukał jej np. pod językiem lub w miejscach intymnych. Znamię diabelskie było nieczułe na nakłucia. Nie płynęła z niego krew. Mogło być też całkowicie niewidoczne. Dlatego ciało podejrzanej nakłuwano igłą szukając bezbolesnych miejsc. Próba łez. Podobno czarownice nie potrafiły płakać. Dlatego sędzia prowadzący proces kładł ręce na głowie kobiety i kazał jej przysiąc na gorzkie łzy Jezusa Chrystusa, który płakał na krzyżu, że jest niewinna. Często przerażone kobiety nie potrafiły wtedy zapłakać, a sędzia mógł uznać, że łez było za mało i są diabelskim oszustwem. Próba ognia. Oskarżona musiał przejść pomiędzy dwoma płonącymi stosami drewna, przenieść rozżarzony pręt lub przejść po rozpalonych węglach. Dowodem niewinności był brak jakichkolwiek poparzeń. 
< *zuza 2015.07.02; 23:13:47 > Może ktoś z "pluskaczy" NOTORYCZNEJ PLAGIATORKI -Izabel, zechce się wypowiedzieć czym ten bezsensowny zlepek wygrzebanych w necie fraz itp, i "ozdobiony" cytatem pochodzącym z wolnego przekładu jednego z wersów szwedzkiego hymnu, tak go zauroczył.
< klituśbajduś 2015.07.02; 21:56:51 > Dobry wieczór wszystkim obecnym :)
< karen 2015.07.02; 21:12:18 > hihihi, i dobranoc :)
< karen 2015.07.02; 21:06:53 > Uśmiechnięte dobry wieczór mówię :D
< Izabel 2015.07.02; 17:35:14 > dz :)
< firletka. 2015.07.02; 16:49:44 > pastuszek:)
< firletka. 2015.07.02; 16:48:23 > Izabel popraw błedy, to może pasuszek się znajdzie, co do fujarki pewnosci nie ma...
< Sword 2015.07.02; 14:39:26 > Lee Mary K, jak miło:D
< Sword 2015.07.02; 13:18:51 > a nie, jest strefamarzeń, to ok:)
< Sword 2015.07.02; 12:50:13 > Dzień dobry, zastałem Nefrtette3333 ???
< sylen 2015.07.02; 10:19:54 > Też tak świeci, ☺
< klituśbajduś 2015.07.02; 10:13:10 > Witojcie Ludki kochane ....u mnie ostro słonko świeci a jak u Was drogie dzieci :)))) pozdrawiam :)
< sylen 2015.07.02; 09:31:13 > Witajcie ludki i ludzikówny ☺a dla Kr⊙peczki... jakiegoś raczka co uszczypnie w pupcię, hej☺
< TESSA 2015.07.02; 09:09:13 > miłego dnia łobuzy:)...spadam nad rzekę, gdzie kamieni kupę, popływam jak rybka i wygrzeję d..ę...heeej!
< Sword 2015.07.02; 02:11:25 > do dzisiaj:D Waszego:) u mnie jeszcze wczoraj:)
< Gladiator 2015.07.02; 02:04:44 > do dzisiaj w południe :D
< Sword 2015.07.02; 01:56:59 > papatki:)
< TESSA 2015.07.02; 01:50:30 > dobranoc Krzysiu:)
< Sword 2015.07.02; 01:29:09 > Nefretette, czy Ciebie oczy nie bolą od tych punkcików??? Boże wykończysz się dziecko, cały dzień stawiasz te punkciki, zjedz coś, prześpij się. Wykończysz nam się i co będzie?
< księżycowa 2015.07.02; 00:41:52 > dobranoc wszystkim
< sylen 2015.07.02; 00:36:29 > www.youtube.com/watch?v=gaKK2tvuK6w
< Sword 2015.07.02; 00:35:08 > już Cię lubię:)
< tecklis 2015.07.02; 00:27:39 > a mianowicie: siedzi sobie kniaź Golicyn i pułkownik Rżewski w jakimś paryskim cafe chantan. Spleen, dziwkom się nie chce wdzięczyć, jazzband przynudza... atmosfera melancholijna. Golicyn: "Pułkowniku! Może nasramy do fortepianu?" "Ależ nie, Wsiewołodzie Wsiewołodowiczu! Francuzy! Nie zrozumieją!" ;-))))
< sylen 2015.07.02; 00:26:00 > To nie ta strona. Proponuję kierunek na alfa Crucis
< tecklis 2015.07.02; 00:25:56 > co nie zmienia faktu, że i tak mam w głowie pewien dość brzydki dowcip.
< Sword 2015.07.02; 00:24:46 > jasne:)
< tecklis 2015.07.02; 00:20:55 > a co? :D trzeba się czasem pokazać z tej właściwej strony :)
< sylen 2015.07.02; 00:19:32 > Majkelo Aquino też zawzięte
< Sword 2015.07.02; 00:17:42 > tecklis. fiu fiu. ciężka artyleria wytoczona:D
< Sword 2015.07.02; 00:15:45 > ooo niteczka:) no proszę, proszę
< sylen 2015.07.01; 23:57:46 >  WISIOREK Z NEFRETETE - Symbol miłości, uwielbienia i oddanie czci kobiecości. Nefretete3333 jest symbolem piękna kobiecego ciała.
< Sword 2015.07.01; 23:04:47 > no, kiedyś jeszcze mieli marki. też fajne:)
< Gladiator 2015.07.01; 22:30:40 > to strzała :D
< Gladiator 2015.07.01; 22:30:13 > są dwie niemieckie rzeczy które uwielbiam samochody i owczarki :D
< Gladiator 2015.07.01; 22:29:16 > za 4 lata bedzie miał staus zabytkowego bo ma same orginalne części Golf II
< Gladiator 2015.07.01; 22:28:00 > to nie z chytrości ona się przywiązuje od 3 roku życia jeździ z nami po Polsce do SPA i dlatego ale wiesz co by nie mówić wózek jest fajny robi różnicę :) ale ona na pierwszy samochód moje córki a jej mamy mówi z atencją staruszek i też go jej zostawiłem :D
< Sword 2015.07.01; 22:26:15 > dobra. lecę zaszczycić kucharza swoją obecnością:) later
< Sword 2015.07.01; 22:25:10 > no popatrz jaka chytra :) fiu fiu:D ma zachciewajki
< Gladiator 2015.07.01; 22:24:14 > kocham ich jak Irlandię :D
< Gladiator 2015.07.01; 22:23:29 > i zaraz jak cos zrobi to mówi dziadku ale ta beemka to bedzie moja jak kupisz nową hihhi
< Gladiator 2015.07.01; 22:22:30 > a panna to już szlifuje deski i maluje :D
< Gladiator 2015.07.01; 22:21:48 > najlepszy jest wnuczek przychodzi do warsztatu i mówi dziadku w czym ci moge pomóc a ma 4,5 roku
< Gladiator 2015.07.01; 22:20:46 > wiesz do 16:00 robiłem daszek nad hustawke ogrodową a oni nagle dziadku na rowr chcemy a ja wnukom nie odmawiam
< Sword 2015.07.01; 22:19:47 > o kurczę. mówiłem, że są mocni:)
< Gladiator 2015.07.01; 22:18:22 > usnąłem wczoraj przy 2:0 ale było 6:1 dla arg
< Sword 2015.07.01; 22:17:50 > he he:) zajeżdżą dziadka:D
< Sword 2015.07.01; 22:15:47 > daj spokój z tym pedałowatym Bondem, gadaj jak człowiek:D
< Gladiator 2015.07.01; 22:14:36 > nie wiem do kogo bo cierpiarz pedalicho też Marek ale moje ok właśnie wróciłem z wnuczkami z wycieczki rowerowej padam na pysk a oni dopiero rogrzewka
< Sword 2015.07.01; 22:12:38 > kurczę, jaki wynik Argentyna - Paragwaj? znasz?
< Gladiator 2015.07.01; 22:12:07 > jednak chyba jest tak jak mi donosi mój agent Jamus Blond dałęś hasło kretynowi a on jak zwykle swoje kopiuj wklej :(
< Sword 2015.07.01; 22:11:21 > Witam Cię Marku, jak zdrówko?
< Sword 2015.07.01; 22:09:42 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< norka 2015.07.01; 22:09:38 > Nie wiem nie czekałem nigdy na obizkę.Widać nie wszyscy poznaniacy tacy
< Sword 2015.07.01; 22:09:14 > albo wcale...
< Gladiator 2015.07.01; 22:08:56 > a zkim tu gadać jak tobie na mózg padło i wklejasz jakieś teksty dla debili jak znany kretyn portalowy
< Sword 2015.07.01; 22:08:07 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Gladiator 2015.07.01; 22:07:23 > mieczu bujnij się dwie mile w bok co? ty lubisz miec tyłek wylizany ja nie cierpię ani pedałów ani lizusów
< Sword 2015.07.01; 22:06:42 > jeszcze raz. okienko to nie WC z dworca centralnego. ok? albo gadamy po ludzku, albo wcale.
< Sword 2015.07.01; 22:05:34 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Gladiator 2015.07.01; 22:05:00 > gips ale gryps buachacha
< Sword 2015.07.01; 22:04:43 > a kogo to obchodzi?
< klituśbajduś 2015.07.01; 22:04:34 > znów rynsztokiem plujesz.....dam Ci spokój ....podobno ciśnienie Ci skacze :))
< Gladiator 2015.07.01; 22:04:23 > zapylaj pod centralny bo ci słupek zajmą hihhi
< Gladiator 2015.07.01; 22:02:20 > ty cierpiarz ty to wiesz co mi możesz cwelu jeb...
< Gladiator 2015.07.01; 22:01:19 > nie przypuszczałem że kretynizm jest zaraźliwy ale widać że tak :(
< Sword 2015.07.01; 22:01:04 > to jeszcze raz: okienko to nie kibel, że wchodzisz, szczasz i nie spuszczasz po sobie wody. ok?
< klituśbajduś 2015.07.01; 22:00:25 > Ty się baranie pchasz do gipsu ....przebierasz miarkę grubasku :))
< Sword 2015.07.01; 21:59:48 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Sword 2015.07.01; 21:59:00 > ale jak trzeba będzie, to trzeba:)
< Sword 2015.07.01; 21:57:39 > w okienku ma być porządek. nie zamierzam tu więcej po nikim spuszczać wody:D
< Gladiator 2015.07.01; 21:56:45 > o jajcu :(
< Gladiator 2015.07.01; 21:56:11 > wypierdku pacynowy psikutasie wypier... stąd biegusiem
< Sword 2015.07.01; 21:56:03 > Gladi, o czym Ty kurna napastujesz?
< klituśbajduś 2015.07.01; 21:54:48 > No widzisz Julian ...jak chcesz to możesz grzecznie :)))
< Gladiator 2015.07.01; 21:54:29 > no po tym co dziś zrobiłęs w okienku to raczej tak :D
< Sword 2015.07.01; 21:53:47 > chyba mi odwala śruba:( koniecznie do Nitki muszę się udać:D
< Gladiator 2015.07.01; 21:53:21 > siema dupolizoprzyjmujący :D
< Gladiator 2015.07.01; 21:51:42 > co to za psikutas nowy jakiś ale skoro wilkowi na jego widok staje... sierść to będę uważny :(
< Sword 2015.07.01; 21:50:50 > dzię dobry nasz kochany dzierżymordo, jak zdróweczko???
< sylen 2015.07.01; 21:49:21 > ☺
< klituśbajduś 2015.07.01; 21:47:47 > Julian zważaj co mówisz ....jęzor sobie przytniesz jak bedziesz za dużo klepał
< Sword 2015.07.01; 21:47:18 > na jego widok robi się ze mnie zwierzę:(
< Sword 2015.07.01; 21:46:27 > no ja go nie trawię:( skóra na grzbiecie mi się jeży, a kły wysuwają o cal. w tym układzie na chemię bym nie liczył:(
< Gladiator 2015.07.01; 21:45:19 > a co to za nowa pacyna wilczuniu psi tobie pod ogonem ci mlaska oj ty lubisz tych kretynów lizusów mitomanki i wszelaka inną sw....
< klituśbajduś 2015.07.01; 21:43:34 > a jesteś pewny ?
< Sword 2015.07.01; 21:37:59 > nie wydaje mnie się abym był w jego typie:D
< klituśbajduś 2015.07.01; 21:35:58 > a może Julian chce Cię wysadzić ....niedomyślny jesteś :)
< Sword 2015.07.01; 21:33:05 > jawohl her Brutal!
< Gladiator 2015.07.01; 21:21:17 > wilczusiu a zrobiłes siusiu przed snem?
< TESSA 2015.07.01; 19:28:52 > wyśpij się dobrze wilczku:)...wszystkim życzę zajefajnego wieczoru...hej!
< sylen 2015.07.01; 19:05:08 > Syrenich snów☺
< Sword 2015.07.01; 19:01:39 > idę w słomkę:D later
< sylen 2015.07.01; 18:58:49 > Klonorób ruszył z kopyta
< Sword 2015.07.01; 18:55:28 > i Lee Mary K...he he:)
< sylen 2015.07.01; 18:40:37 > Nefretete 3333 znowu w natarciu
< Miro 2015.07.01; 18:19:39 > :)
< sylen 2015.07.01; 18:12:54 > Wchodzę☺
< Sword 2015.07.01; 17:42:10 > jasne, pokaże uśmiech! wchodzi:D
< karen 2015.07.01; 17:34:58 > Dzień dobry, nie jestem smutasem :D mogę wejść ?:D
< Sword 2015.07.01; 17:30:56 > na jednym ze statków w pokoju rekreacyjnym mieliśmy napis na drzwiach: "smutasom wstęp wzbroniony". zróbmy tak z okienkiem na Zaciszu:)
< grazyna 2015.07.01; 16:50:41 > na pewno masz rację, popieram:) tak trzymaj:)warto się uśmiechać:)
< DARK VEGA 2015.07.01; 16:50:10 > A czterech turystów ze Skocji wykupiło karnet po dwudziestej, 25 % z dziesięciu groszy:) hehe
< Sword 2015.07.01; 16:49:35 > niktorym przydałoby się trochę poczucia humoru:) jak pogoda?
< grazyna 2015.07.01; 16:49:28 > Witaj!!!!!
< Sword 2015.07.01; 16:48:02 > :) witaj Graż:)
< grazyna 2015.07.01; 16:47:17 > fajne, brawo Sword:) można się uśmiechnąć:)
< grazyna 2015.07.01; 16:46:11 > witam
< Sword 2015.07.01; 16:45:16 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:43:59 > Cóż, skoro nie chcesz do agregatu, to agregat przyjdzie do Ciebie.
< Sword 2015.07.01; 16:43:43 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Sword 2015.07.01; 16:43:05 > wal się na R.
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:42:00 > Sword, tak się składa, że Ty nie jesteś dla mnie użytkownikiem. Co najwyżej... pasożytem okienkowym.
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:40:32 > Owszem, zrobię to, jeżeli Ty zadzwonisz do ambulatorium psychiatrycznego. Warunek - muszą mieć agregat prądotwórczy w Izbie Przyjęć.
< Sword 2015.07.01; 16:38:58 > poczytaj regulamin. obrażanie innych użytkowników jest niedopuszczalne. i tu by się przydała maksyma Maksa.
< Sword 2015.07.01; 16:37:45 > Donek, czas ci się kończy. swój limit antenowy na dzisiaj wykorzystałeś. zadzwoń na telefon zaufania.
< Sword 2015.07.01; 16:37:05 > smacznego Tesso:) uważaj na bezroski w zupie, bez względu na to co to takiego:D
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:36:21 > beztroska, to młodsza siostra... głupoty.
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:35:37 > Sword, czy ja się Ciebie coś pytałem? Nie przeszkadzaj sobie i ćwicz "kopiuj-wklej". To Ci wychodzi dużo lepiej od pisania wierszy.
< TESSA 2015.07.01; 16:33:50 > a co to jest bezroska?...nie odpowiadaj: idę na obiad, życz mi smacznego...hej!
< Sword 2015.07.01; 16:32:28 > ja tam wszystkich bufonów na CL i spokój. nie interesują mnie ich tyrrady o dupie Stasi:(
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:29:33 > na balonie bezroski językowej, czy poważnych braków wiedzy?
< TESSA 2015.07.01; 16:27:21 > dokładnie Donie na balonie, dokładnie:)
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 16:26:33 > to tylko kwestia "zechceń", ale dla "chcąwszego"... nic trudnego hehe
< Sword 2015.07.01; 16:26:29 > :D
< TESSA 2015.07.01; 16:23:23 > lubię dobrych ludzi, m.in.: wilki morskie, że o parzystokopytnych nie wspomnę...hej:)))
< sylen 2015.07.01; 13:43:27 >  Wygląda facet przez okno a tam przechodzi ludzkie pojęcie  2. Siedzi babcia na ganku i nagle zaczynają sypać się jej na głowę wióry, patrzy w górę a tam dziadek struga głupa  
< sylen 2015.07.01; 13:42:45 >  Siedzi facet w fotelu slyszy tupanie za oknem patrzy a tam droga biegnie do lasu. 4. Siedzi facet w fotelu slyszy tupanie w szafie, otwiera i widzi, ze ubrania wychodza z mody. 5. Ten sam facet siedzie w fotelu slyszy trzask za sciana, otwiera drzwi a tam za sciana zone szlag trafil. 6. Nadal siedzi w fotelu, slyszy mlaskanie za oknem, patrzy, a tam rdza zzera parapet.
< sylen 2015.07.01; 13:41:22 > Facet słyszy szybkie kroki na schodach - otwiera drzwi a tam zbieg okoliczności Leży chory facet w łóżku ,nagle łomot!Schyla się pod łóżko ,a tam temperatura mu spadła 
< sylen 2015.07.01; 13:40:01 > Budzi się facet rankiem, patrzy a w pokoju mnóstwo krwi! Patrzy pod łóżko a tam ranne pantofle. 
< sylen 2015.07.01; 13:39:19 > Robiła babcia na drutach - przejechał tramwaj i spadła.  --------------------
< Sword 2015.07.01; 13:38:36 > :D
< sylen 2015.07.01; 13:37:42 >  Później poszedł na pustynię i dał się wsypać  Później szedł po mleko i dostał z bańki 
< sylen 2015.07.01; 13:36:45 >  Przechodził facet kolo koparki - i dał sie nabrać Później poszedł na pustynię i dał się wsypać 
< sylen 2015.07.01; 13:36:28 > ☺
< sylen 2015.07.01; 13:34:53 >  Szedl facet przez ogród i nalał w pory!!  Siedza dwa gołębie na gałezi. Jeden grucha drugi jabłko  -------------------- Jeśli nie ma cię tam gdzie mnie nie ma  i nie ma cię tam gdzie ja jestem  to gdzie jesteś?? 
< sylen 2015.07.01; 13:33:22 > Orał chłop pole i znalazł w gruncie rzeczy. Siedzi babcia i nagle słyszy jakiś trzask i krzyk. Wchodzi do pokoju a tam dziadkowi kamień z serca spadł. Na nogę... Takich trzech jak nas czterech to nie ma ani jednego - powiedział piąty po czym obaj udali się w stronę lasu.
< sylen 2015.07.01; 13:32:04 > Siedzi koles w fotelu i słyszy, że za oknem coś spada. Patrzy a to temperatura.  Szedł facet brzegiem morza i wpadł w depresję.  Siedział facet na krześle i dobrze mu się złożyło  Wyjrzał żołnierz z okopu i coś mu do łba strzeliło   Szedł koleś brzegiem morza i wpadł w depresję  Śpi leśniczy w leśniczówce, nagle słyszy parskanie. Otwiera okno, patrzy, a to zajączek dał się zrobić w konia. 
< sylen 2015.07.01; 13:31:44 > ☺
< Sword 2015.07.01; 13:24:33 > to jedyna metoda, aby tu wreszcie był porządek.
< Sword 2015.07.01; 13:23:18 > Twój czas antenowy mija. przykro mi:(
< *zuza 2015.07.01; 13:23:10 > od myślenia to ty już jesteś -efekty widać na każdym kroku?
< *zuza 2015.07.01; 13:21:29 > Dbajcie o niego "przyjaciele", ja już muszę do realnego życia. Mam nadzieję, że po pżowrocie nie będę musiałA opłakiwać straty po naszym dzielnym mieczyku ;)
< Sword 2015.07.01; 13:18:36 > jak Ci się jeszcze kiedykolwiek zdarzy pomyśleć, budź mnie bez względu na porę dnia czy nocy!
< *zuza 2015.07.01; 13:18:29 > L e k a r z a!!! Sword ma bardzo wysoką gorączkę i już majaczy w malignie!! Ze też musiałAm tego dożyć!
< Sword 2015.07.01; 13:10:25 > od ponad dwóch lat na to czekałem i taki niewypał:( ech.
< Sword 2015.07.01; 13:09:32 > "myślałam"? kurczę, szkoda, że mnie tu nie było:(
< *zuza 2015.07.01; 13:07:10 > he, he ;)
< sylen 2015.07.01; 13:06:50 > :P
< *zuza 2015.07.01; 13:06:12 > myślałam, że to tylko choroba morska - jednak to o wiele gorsza przypadłość. Nic to, "zacne zacisze" ręka ci poda ;)
< Sword 2015.07.01; 13:04:13 > ale da się zakneblować tegoż. Jak sie ktoś chce czepiać innych to najpierw do dr NItki niech się uda. drugie piętro pokój 212. w piątki przyjmuje. mdzy 16 a 17.
< sylen 2015.07.01; 13:03:40 > Dzień dobry zacisze☺
< Sword 2015.07.01; 12:58:05 > he he:) to był test pt. jak zamknąć gębę Trollowi. średnio wyszedl:(
< TESSA 2015.07.01; 11:50:02 > kochani:), życzę Wam dużo słońca i dobrego humoru: nich każdy cieszy się tym, co sprawia mu największą radość...hej!
< sylen 2015.07.01; 11:01:03 > Oooo, ha, ha, ha- mamy tutaj detektywa, ale jaja.
< Gladiator 2015.07.01; 10:11:31 > mieczu czy ty dałeś dostęp do swojego konta kretynowi portalowemu bo to zrobiło coś z twojego nicka to wybacz ale czysta pogarda z pozostałych
< heros370 2015.07.01; 08:44:28 > witam szanownych poetów
< Sword 2015.07.01; 06:20:58 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< Sword 2015.07.01; 06:17:31 > przyszedł,nasrał, a ja muszę wodę spuszczać po debilu:(
< Sword 2015.07.01; 06:16:33 > niektórzy mylą okienko na Zaciszu z publiczną toaletą:(
< Cichy Don... Pedro 2015.07.01; 05:56:27 > Trzeba być zdrowo pierdolniętym kretynem, żeby robić w okienku takie wpisy. Nie masz co robić Sword? Dłonie Cię swędzą? Zajmij się swoją rosówką i stanem mopa pokładowego. Z tego widać, że intelektualny guru Sworda, Sylen, nauczył Sworda "kopiuj - wklej". Cóż ze metamorfoza? Jak łatwo stać się zwykłym idiotą. Wystarczy przebywać w towarzystwie drugiego idioty, cha cha
< Sword 2015.07.01; 04:19:21 > Biały wiersz Pewno już będę nieśmiertelny, Jeśli przez ciebie nie umarłem; Oto jest prawda mego życia, Którą mi pisał wiatr na czole. Tak było dawniej: białe dłonie Kładłaś na białych mych powiekach, Dzieje te bliskie, choć dalekie, Dzisiaj wspominam białym wierszem. Lecz z rymem, tak jak niegdyś z tobą, Tylko na krótko się rozstaję: Powraca ptak do swego gniazda, A noc do snu, a sen do powiek. Niechaj twe serce odpoczywa W moim spokoju, w mojej ciszy; Byłaś niewierna mnie i sobie, Gdy przybywałaś na nizinach. Teraz powracasz dniem i nocą Z drogi dalekiej chociaż z bliska, Do ust przyciskam twoje smutki, Twoje pomyłki, twoje winy... Dopiero teraz, ukochana, Możemy spojrzeć sobie w oczy Jak w dwa zwierciadła przeciwległe Zamykające nieskończoność. Jan Brzechwa
< Sword 2015.07.01; 04:10:55 > no nie da się dziadostwa ściągnąć w dół:( ech.
< Sword 2015.07.01; 04:06:43 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku
< Sword 2015.07.01; 04:06:16 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku
< Sword 2015.07.01; 04:01:57 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku
< Sword 2015.07.01; 04:01:26 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku
< Sword 2015.07.01; 04:00:48 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku
< Sword 2015.07.01; 03:56:21 > Bezpotomność Jestem sam założycielem mego rodu I na mnie ten ród wygaśnie; Nie dbałem o męskiego potomka za młodu, A może syn mi przydałby się właśnie? Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? Kto puści honoraria za pisma zebrane? Gdy tak o tym pomyślę, serce mi się ściska, Że bez potomka zostanę. Ale zaraz myśl inna starość mi umila, Że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla, Grafomana lub syjamskich braci? I zresztą skąd mam pewność, na co syn by wyrósł? Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kolęd, Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus Albo zwykły chuligan typu >>Made in Poland
< Sword 2015.07.01; 03:55:00 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:54:35 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:54:05 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:53:36 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:51:47 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:51:19 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:50:53 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:50:28 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:50:00 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć. Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widzia
< Sword 2015.07.01; 03:46:13 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:45:53 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:45:28 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:45:04 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:44:38 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:43:11 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:42:47 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:42:23 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:41:59 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:41:36 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:41:13 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:40:48 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:40:25 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< Sword 2015.07.01; 03:40:02 > Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< sylen 2015.07.01; 03:29:28 > Czterech emerytów pojechało na wakacje do Gdyni. Spacerują po mieście, nagle patrzą: knajpa i napis: "Wszystkie drinki po 10 groszy". Zszokowani ta informacją, wchodzą do środka. Knajpka milutka, czyściutko, dużo miejsca, sporo ludzi. Od progu słyszą głos sympatycznego barmana:- Witam panowie! Proszę, tutaj jest miejsce. Cóż wam nalać?- Prosimy cztery kieliszki martini.- Już podaję... Proszę, 40 groszy.Panowie spojrzeli po sobie, zapłacili, wypili, zamówili kolejną kolejkę. Znowu zapłacili 40 groszy. Zamówili jeszcze po jednym martini i znów 40 groszy. W końcu jeden nie wytrzymał i pyta barmana:- Niech pan nam wytłumaczy, czemu tu jest tak tanio?- Wie pan... Sprawa wygląda tak. Przez lata byłem marynarzem, ale zawsze marzyłem aby mieć swoją knajpkę. Gdy wygrałem na loterii 25 milionów dolarów, wróciłem do Polski, kupiłem lokal i ponieważ lubię ludzi, postanowiłem sprzedawać tu tanie drinki. Mając tyle pieniędzy nie muszę zarabiać. Robię to co lubię, poznając przy okazji wiele ciekawych osób.Jeden z emerytów jest zachwycony: - Co za wspaniała historia! A proszę mi powiedzieć, czemu tamci trzej w kącie siedzą tu od 40 minut, ale nic nie zamawiają?- Aaa, ci. Przyjechali z Poznania i teraz czekają, bo od 18-ej wszystko będzie o 50 procent tanie
< sylen 2015.07.01; 02:51:02 > Uśmiech politowania to tylko nad tobą klonie. Paszła ty won.
< *zuza 2015.07.01; 02:21:17 > Sword, jeśli jesteś takim prawdziwym przyjacielem, to pohamuj "niebieska-miłości ikonę"! Nie robisz jej żadnej przysługi liżąc jej rany i utrzymując ją w niezłomnym przekonaniu, że to "świat jest zły", a tylko ona - święta lecz tak okrutnie pokrzywdzona i zbeszczeczona...prze życie, ludzi, kochanków, zaciszan i "bógwi" co jeszcze! Lubię dobre przedstawienia, ale ta zaciszańska farsa wywołuje tylko uśmiech - nawet nie politowania ;)
< sylen 2015.07.01; 02:14:02 > Och, jaki ze mnie gapa. Dobranoc też szanownej pani klon Nefretete
< Sword 2015.07.01; 02:13:18 > dobranoc. muszę popracować. later.
< sylen 2015.07.01; 02:12:35 > Dobrej nocki. Miło z Tomaszkiem i Zuzieńką się gawędziło. Oni do wody święconej, a ja do łóżeczka. Papatki :P
< sylen 2015.07.01; 02:05:49 > * To trzym się danego słowa.
< sylen 2015.07.01; 02:04:50 > Tomaszu vel Marku spod palmy z Al. Jerozolimskich- pożegnanaleś się? Pożegnałeś. To trzymam się danego słowa.
< Sword 2015.07.01; 02:03:45 > a może slona woda wyprała mi mózg i pozbawiła możliwości logicznego myślenia???
< sylen 2015.07.01; 02:02:39 > Ależ masz zuzanno, masz. Belzebub twoim przyjacielem. Łżesz dziecinko
< Sword 2015.07.01; 02:02:32 > to trzymaj się tej zasady i w drugą stronę. nie szukaj tu wrogów. bądź konsekwentna. neutralność. czyż nie?
< sylen 2015.07.01; 02:00:49 > Dobranoc Marku. Dobranoc- palma z Al. Jerozolimskich na noc.
< Tomasz32 2015.07.01; 01:59:22 > Dobranoc:)
< *zuza 2015.07.01; 01:58:51 > Sword, masz rację -na szczęście, nie mam tutaj "przyjaciól", bo takowych właśnie TUTAJ nie szukam!
< sylen 2015.07.01; 01:58:32 > Nafteta, czy ja ci nie pisałem, żebyś zaprzestała plusować? Pisałem, to czemu w takim razie uprawiasz ten proceder? A po łapkach by nie chciała, hę?
< Tomasz32 2015.07.01; 01:57:21 > Ja też się martwię o Sworda, bo to niegłupi facet, ale ostatnio z nim coraz gorzej:)
< sylen 2015.07.01; 01:56:02 > To było pytanie do Krzysztofa z Krakowa.
< sylen 2015.07.01; 01:54:24 > Krzysztofie zacny pacykarz jak tam na Pijarskiej? - jeszcze wstawiasz swoje wiekopomne dzieła?
< Sword 2015.07.01; 01:54:00 > no proszę, jadnak dwóch przyjaciół jest:)
< *zuza 2015.07.01; 01:53:22 > Tomasz32, nie wiem kim jesteś, ale nie mogę się z Tobą nie zgodzić - bóg sylen, to robi mieczowi wodę z mózgu. Jeśli tak dalej pójkdzie, to wkrótce poziom Sworda spadnie na dno i siedem metrów mułu boga sylena :)
< Tomasz32 2015.07.01; 01:52:26 > Ja też Cię lubię:)))
< Sword 2015.07.01; 01:50:57 > bo Ty nie masz tutaj przyjaciół, no poza mną:D bo ja Cię bardzo lubię, ale to już wiesz:)
< sylen 2015.07.01; 01:50:49 > Zuzanna twój czas na scenie dawno się skończył. Co więc tu jeszcze robisz? Chyba po purzytach mopem zdziellę.
< Tomasz32 2015.07.01; 01:49:09 > Mądra kobieta nie dzieli się swoim życiem z całym portalem. tutaj zgadzam się z *zuzą.
< sylen 2015.07.01; 01:48:44 > Sumienie ruszyło. Ale jaja. Pacynce humorek widać niczego sobie. Brawo.
< *zuza 2015.07.01; 01:47:11 > Sword - ponoć wierząca?! A kto Cię nafaszerował takimi informacjami?! A co do energii - wystarcza mi jej na tyle, by własny los - taki, sraki czy owaki "przerabiać" w realnym życiu, a nie w okienku "zacnego zacisza". I z tego miejsca informuję ;), że "nie głaskało mnie życie po głowie", ale...nie odczuwam konieczności głaskania mnie - publicznie - przez "przyjaciół z " zacnego zacisza".
< Tomasz32 2015.07.01; 01:46:36 > Sword,za dużo przebywasz w towarzystwie sylena i zaczynasz głupieć:)
< sylen 2015.07.01; 01:45:48 > No tak Kaśka i Krzysiek pacykarz w swoim żywiole. Brawo. Proszę częściej nie w ten sposób.
< sylen 2015.07.01; 01:44:01 > Teraz Tomasz w natarciu i dwa punkcik i już przybyły. Czekam na dalszy rozwój sytuacji.
< sylen 2015.07.01; 01:42:47 > Już jej to proponowałem, ale zuzia wymaga większej terapii, trzeba jej wody ś więc onej ze źródła miłosierdzia. Spragnioną trza napoić.
< sylen 2015.07.01; 01:39:55 > Ależ Nafteta, czyżby tatuś Aj i mamcia Teje wysłali na plusowanko? Bój się Boga klonie.
< Sword 2015.07.01; 01:39:49 > szatan jest podstępny, tylko czycha aby nas zniewolić. nalogi, zdrada - to wszystko jego robota:(
< Sword 2015.07.01; 01:38:31 > mozliwe, że jesteś zniewolona. powinnaś pomyśleć o egzorcyzmach. mówię jak najbardziej poważnie.
< Sword 2015.07.01; 01:37:33 > za dużo w Tobie złej energii, za dużo. dziwię się bo mądra z Ciebie baba i ponoć wierząca. nie potrafię tego pojąć:(
< Sword 2015.07.01; 01:35:42 > uważaj, żeby zlo do Ciebie nie wrociło, bo Pan Bóg nierychliwy, ale wiesz. uważaj, otrząśnij się kobieto.
< sylen 2015.07.01; 01:35:11 > Zuzanno- zejdź ze sceny. Twójt limit czasu się już wyczerpał. Z aktorstwa niedostateczny.
< *zuza 2015.07.01; 01:31:31 > Sword, jeśli się modlę - to chyba jeszcze nie jest obowiązkiem - to...nie w kościele i nie za kogoś - obcego, kto, na siłe i wszelkimi sposobami robi z siebie jedyną na świecie ofiarę niewdzięcznego losu, a jednocześnie ma czelność figurować jako "miłości ikona"!
< sylen 2015.07.01; 01:30:01 > Bez serca, bez duszy, nic jej nie poruszy. Zuzanna to jak nic cybrg
< sylen 2015.07.01; 01:27:57 > Ależ Nafteta, czyżby tatuś Aj i mamcia Teje wysłali na plusowanko?
< *zuza 2015.07.01; 01:23:47 > Wasze? Chrześcijańskie? Sword, nie wyjeżdżaj mi tutaj z religią i "miłosierdziem". Oprócz "swiętej"/pokrzywdzonej przez los matki od zacisza, są też na "zacnym zaciszu" inni użytkownic, którym życie dało porządnie w kuper. Jednak, z tego powodu nie robią z siebie, publicznie, jedynych na świecie nieszczęśliwców - prawie męczenników. Nie "afiszują" się swoim cierpieniem, uważając, że za te wszystkie kopniaki od losu należą im się pokłony i czołobitność!
< sylen 2015.07.01; 01:23:44 > Żona faraona Echnatona w natarciu, będą punkty. Brawo. A po łapkach nie chce czasami, hę?
< sylen 2015.07.01; 01:22:15 > Do Zuzi i tak nic nie dociera, bo ta tylko wlezie, naszczeka i hyc ze sceny
< sylen 2015.07.01; 01:20:30 > Nie omieszkam tak zrobić. Za zuzię w niedzielę modły.
< Sword 2015.07.01; 01:19:12 > nie chcialabyś przejść piekła jakie ona przeszła, zapewniam Cię.
< sylen 2015.07.01; 01:18:18 > Wynurzyła się żona faraona Echnatona.
< Sword 2015.07.01; 01:18:14 > to daj jej chociaż trochę spokoju na dojście ze sobą doładu i pomoódl się za nią na najbliższej mszy.
< sylen 2015.07.01; 01:15:15 > Zuzuleńka nie trawi normalności. To wcielenie Belzebuba. A kysz siłowni nieczysta.
< sylen 2015.07.01; 01:13:20 > Zuzuleńka jest antychrystem i stąd jej takie, a nie inne zachowanie. Egzorcyzmy trza by nad nią.
< *zuza 2015.07.01; 01:12:19 > Nie, Sword! Dzielą nas upodobania - nie trawię namolnej "niebieskości"!
< Sword 2015.07.01; 01:11:31 > za co Ty jej tak nie lubisz? zrobiła Ci coś? jest w strasznym dole, może bez środków do życia, a Ty walisz w nią jak w kaczą dupę. tylko dlaczego? to jest to Wasze chrześcijańskie miłosierdzie?
< Sword 2015.07.01; 01:09:24 > zuzo, mogę Ci zadać pytanie?
< sylen 2015.07.01; 01:08:32 > Amęt ;P
< *zuza 2015.07.01; 01:07:17 > Popłakałam się, jak nie wiem co! - ze szczęścia, oczywiście ;))), gdyż zrobiłam (a jednak) wrażenie na zaciszańskiej "miłości ikonie", i dzieki jej... tęczowemu sercu oraz (nad)boskiej duszy zostałam przez nią r o z g r z e s z o n a! Jak gdyby tego było mało, uzyskałam też zapewnienie, że nigdy nie zrobi ze mnie napisu na dropsie! ;)) Ja to mam farta, że hej! - nie to co inni grzesznicy, którym przyjdzie pokutować/bić się w piersi/czytać "wspomnień czar", aż do zasmarkanej śmierci ;))) Tak się teraz zastanawiam, czy nie powinnam (z wdzięczności) paść na kolana i zacząć modlić się do "miłości ikony" - zaciszańskiej matki tessuseniowskiej ;)) Zmykam zatem, by oddać się rozmyślaniom....Amęt ;)
< Gladiator 2015.07.01; 01:03:28 > strzała kamracie :)
< Sword 2015.07.01; 01:02:48 > czyli tchórz i oszust. ot i cała prawda o posiadaczach pacyn.
< Gladiator 2015.07.01; 01:02:41 > dobra idę do sypialni i skupiam sie chwile na meczu kobitek dopóki nie usnę
< Gladiator 2015.07.01; 01:01:40 > krzychu z pacyny mogą dobijać lżyć itp bez konsekwencji
< Sword 2015.07.01; 00:59:17 > cholera wie. przestałem śledzić, bo za dużo tu tego robactwa:( ech. nie rozumiem po co komu pacyna. totalnie nie czaję. dla mnie to chore.
< Gladiator 2015.07.01; 00:56:14 > a ta komu wali chyba kaari ?
< Gladiator 2015.07.01; 00:55:38 > kurde chyba nie dotrwam bo rano o 7 wstaję
< Sword 2015.07.01; 00:54:59 > Nefretette 3333, ech. pracowita pszczółka:D
< Gladiator 2015.07.01; 00:54:24 > zaczyna sie finał MŚ kobiet Niemcy-USA
< Gladiator 2015.07.01; 00:53:32 > a propos Jerzego Janowicz dał dupy na Wimbledonie juz w I rundzie
< Gladiator 2015.07.01; 00:52:41 > pewnie nie :D
< Sword 2015.07.01; 00:43:45 > choć Jerzy się pewnie skarżyć nie będzie:D
< Sword 2015.07.01; 00:42:56 > walą. co zrobisz. ta sama ekipa. sprawdzałem. szkoda gadać. w nosie. ważne, że rekruta zostawili. niech spoczywa w pokoju. amen.
< Gladiator 2015.07.01; 00:40:21 > ty przestali walić na rekruta ale na miszcza wala nadal
< Sword 2015.07.01; 00:32:49 > no właśnie, każdy inny termin podaje:(
< Sword 2015.07.01; 00:32:04 > to za pół godziny sie chyba zacznie. kurczę a ja dupię na wachcie:(
< Gladiator 2015.07.01; 00:31:13 > przez te ich info nie obejrzałem chile peru
< Sword 2015.07.01; 00:29:06 > no właśnie zgłupieć idzie. u mnie tu napisane 30.06 23.30 powariowali
< Gladiator 2015.07.01; 00:25:54 > w programie piszą sroda o 1:30 też nie wiem bo 1:30 to za godzine w sobotę finał 21:15 polskiego czasu
< Sword 2015.07.01; 00:24:42 > ok:D
< Sword 2015.07.01; 00:24:04 > Argentyna mocna, tylko trafić nie mogą:( dadzą radę Messi się wpreszcie wbije:) na pewno
< Gladiator 2015.07.01; 00:23:12 > a teraz czytaj mój wiersz dla cibie kamracie
< Sword 2015.07.01; 00:22:56 > nic nie kumam, ten mecz 30.06 czy 01.07 ale tu napisali:(
< Gladiator 2015.07.01; 00:20:41 > może byc dobry mecz byłby numer jakby arg umoczyła
< Sword 2015.07.01; 00:19:26 > kurczę
< Sword 2015.07.01; 00:17:29 > no właśnie doczytuję. kurczę może będzie kotwa to obejrzę:)
< Gladiator 2015.07.01; 00:13:39 > byłem na dworzu karmiłem sunie dziś arg-parag a chile już w finale finał w sobotę
< chador 2015.07.01; 00:00:46 > Ja zmykam! Nie, Nie !!! Bron Boze , nie jestem handlara. To nie moj styl! A teraz juz zmykam ...dobrej nocy . w kolorze Granata
< Sword 2015.06.30; 23:59:02 > Marek, kiedy finał? no i Brazyle przrżnęli.
< Gladiator 2015.06.30; 23:58:22 > natomiast ty na allegro podobno dorabiasz do renty:)))
< GAJA 2015.06.30; 23:58:11 > Assandi....
< chador 2015.06.30; 23:58:03 > a nie? przepraszam nie wiedzialam! Ocenilam zbyt szybko:) Przepraszam serdecznie!
< chador 2015.06.30; 23:57:03 > dobrej nocy ...serdenko!
< Gladiator 2015.06.30; 23:56:40 > mam cała szafę szalików Ruben oj jest tego sporo a na allegro nawet nie wchiodzę nie kupuje nic z netu
< chador 2015.06.30; 23:55:58 > Kto kogo nie wiem...ale dobrej nocy maksiu!
< chador 2015.06.30; 23:55:14 > Napisale juz jaki jest, kim jest itp. My juz to wiemy , ba na pamiec nas nuczyles!
< Gladiator 2015.06.30; 23:54:48 > będę kobieto ja mam tylu kolegów i wychowanków że nie narzekam ciebie pod siuski chciałem wziąć
< chador 2015.06.30; 23:54:35 > Ale on biedny tylko slowo sie odezwie...a Ty juz zmorda
< chador 2015.06.30; 23:54:03 > http://allegro.pl/listing/listing.php?order=m&string=szalik+kibica&search_scope=wszystkie+dzia%C5%82y&bmatch=engagement-v6-promo-sm-sqm-spo-2-0629
< chador 2015.06.30; 23:53:53 > zobacz moze tutaj uda ci sie :
< Gladiator 2015.06.30; 23:53:19 > tego niestety nie mozesz zmienic kto mnie szczypie ma w ryj i tyle :D
< chador 2015.06.30; 23:52:26 > i nie bedzisz mial!
< Gladiator 2015.06.30; 23:52:00 > no wiesz ale to tylko tak ja szalik Juve mam od rudego dostałem ale Torino nie mam
< chador 2015.06.30; 23:50:43 > oby nie byly na piszczelach!
< chador 2015.06.30; 23:50:19 > Makiu, trzymaj sie chlopie i pozwol tutaj tym ludziom normalnie zyc. Daj juz spokoj Ryskowi i innym.
< Gladiator 2015.06.30; 23:49:27 > ide po kawke bo mam pyszne jagodzianki synowa zrobiła
< chador 2015.06.30; 23:49:06 > Szalika nie bedzie ...dawno i nie prawda
< chador 2015.06.30; 23:48:21 > po swiecie glakaja sie teatralne atrapy...a po portalach poetyckich jest tego badziewia troche
< Gladiator 2015.06.30; 23:47:23 > Glik ok keidyś bylaś za Juve i gdzie mój obiecany szalik ?
< Gladiator 2015.06.30; 23:46:15 > ja widzę samca alfa ale nie tu hihhi to metafora :D contessa
< chador 2015.06.30; 23:45:19 > ja jestem TORO mnie Juventini ...W Toro kapitanem jest POLAK
< Gladiator 2015.06.30; 23:44:02 > ekstra zawodnik bajeczny wręcz jak keidyś Kazik Deyna
< chador 2015.06.30; 23:43:48 > Pirlo Andrea?
< chador 2015.06.30; 23:42:48 > Maksiu! A gdzie Ty tu widzisz samca Alfa?
< Gladiator 2015.06.30; 23:42:47 > szkoda mi Pirlo kozak był i odszedł :)
< chador 2015.06.30; 23:41:42 > Samiec Alfa ? Jezli ktos chcial przerobic mnie na taka na jaka mnie przerobiono aby dowartosciowac wlasne ego...tego juz nie moge zmienic.
< Gladiator 2015.06.30; 23:40:16 > tego nie ejsteś w stanie mu załatwić dopóki żyję ja albo on nie daruję.
< Gladiator 2015.06.30; 23:38:48 > az mi sie wierzyć nie chce że normalnie piszesz. wietrzę podstęp Ruben oj czuje to jak samiec alfa waderę
< chador 2015.06.30; 23:37:48 > Dobra, maksiu. Teraz musze juz isc. Zostaw juz tego biednego Ryska, nie wyzywaj go juz. Jest taki jaki jest , ma swoje grono znajomych , jakis wiersz ladny napisal...wyluzuj sie. Nie wszyscy jestesmy doskonali..
< Gladiator 2015.06.30; 23:36:26 > że przeczytasz to wiem komentować nie musisz ale masz racje czytelnik oceni
< Gladiator 2015.06.30; 23:35:21 > Ruben (skoro ty do mnie Maksi) Powstania i stolycy moge bronic wszędzie do ostaniej kropli :)
< chador 2015.06.30; 23:33:43 > czy miodzio pozwol ocenic czytelnikowi
< chador 2015.06.30; 23:32:45 > chyba mi wybczysz, ze nie bede czytac i komentowac !
< Gladiator 2015.06.30; 23:31:49 > no i wiersz własnie konczę a napisałem satyrke o zaciszu miodzio
< chador 2015.06.30; 23:31:47 > kto mysli i sadzi, ze Powstanie bylo niepotrzebne jest w bledzie
< chador 2015.06.30; 23:30:30 > Ale wiesz co Maskiu! Za edna rzecz musze Ciebie pochwalic i to powiem szczerze...broniles Powstania jak wypisywali glupoty w okienku...i za to szacun
< Gladiator 2015.06.30; 23:29:45 > Anka wiesz że ja nie przebieram ani w słowach ani w rodzaju jeżeli ktos mi za pazur zajdzie :D
< chador 2015.06.30; 23:29:02 > No nie!
< Gladiator 2015.06.30; 23:28:12 > więc wychodzi smiesznie
< Gladiator 2015.06.30; 23:27:49 > sorry oglądam film i nie patrzę co pisdze
< Gladiator 2015.06.30; 23:26:23 > ustaólmy fakty: srake odpada, cichy odpada(mamy kilka spójnych poglądów) to nie pwod do kolezenstwa inni to koedzy li tylko od wymiany koemnt i plusików
< chador 2015.06.30; 23:25:00 > Wiesz, mi go bylo szkoda jak nim tak pomiatales
< chador 2015.06.30; 23:23:58 > przeèraszam ex kolege bo kolege to fakt masz tutaj tylko jednego wiecej kolezanek
< Gladiator 2015.06.30; 23:23:47 > Anka co ty dziś jarałaś albo wciągałaś?
< Gladiator 2015.06.30; 23:22:57 > chyba nie mówisz o kretynie(dawno nieprawda)
< chador 2015.06.30; 23:22:35 > a wczoraj mi napisal, ze mu kazalam wklejac. Tak to prawda!!! Przystawilam mu spluwe do skroni wiesz jak pomaga ...przeklejal szybciej .
< Gladiator 2015.06.30; 23:22:06 > nadal nie kumam ja tu mam tylko jedengo kolegę mamy swoje telefony skype maile itd więc?
< chador 2015.06.30; 23:20:05 > chyba sie nie obrazisz?
< chador 2015.06.30; 23:19:33 > o twoim koledze gadam...pogadalm sobie jego glosem , pisalam mu na skype a on wklejal
< chador 2015.06.30; 23:17:57 > oj! Maksiu tez masz klawiature apple, ze ci tak literki zmienia?
< Gladiator 2015.06.30; 23:17:48 > cooo?
< Gladiator 2015.06.30; 23:17:19 > znowu nie wiem o who is ty spikujesz :D
< chador 2015.06.30; 23:16:15 > wisze co???
< Gladiator 2015.06.30; 23:15:33 > nie mówie o twoim image tolko o brain :D
< chador 2015.06.30; 23:15:19 > chyba mi wybaczysz?
< chador 2015.06.30; 23:14:57 > nie! Nic nie bralam, pogadalm sobie tylko jego glosem!
< chador 2015.06.30; 23:14:01 > moj byly kolega tez ciebie wzial na gwalt ...to nie moja wina
< Gladiator 2015.06.30; 23:13:35 > zaczynasz jak kretyn/padalec/dupowkręt więc zawiodłęm się na tobie daj inny zestaw bo wzięłąś z pólki dla mitomanów sięgnij wyżej :D
< chador 2015.06.30; 23:13:25 > alez maksiu jestem calkiem ogarnieta, bylam dzis u fryzjera, pazury pomalowane...nie czepiaj sie
< Gladiator 2015.06.30; 23:11:25 > ale co mnie to obłazi co kto komu? jeżeli mój kolega gwałci inwalidkę to ja jestem winny bo to mój kolega? ogarnij sie Anka
< chador 2015.06.30; 23:11:12 > przepraszam!!! ona jest zalamana :))))))
< chador 2015.06.30; 23:10:35 > cos sie zle wpisalo w okienku...przewin tasme
< Gladiator 2015.06.30; 23:09:42 > Anka prosze cię zawiedziona a jest taka w ogóle?
< chador 2015.06.30; 23:09:28 > Ale Ty masz wiele osob tutaj zaprzyjaznionych, ktore kochaja publikowac maile innych.
< Gladiator 2015.06.30; 23:08:26 > pisz jasno kawa na ławę a nie rebusy walisz jak w kalamburach dla niewidomych
< chador 2015.06.30; 23:07:25 > Maksiu jezeli zawiedziona 1968 nie jestes Ty to znaczy, ze to nasza kochana poetka uzalezniona o wiktoranskiego stylu , jak to kiedys spiewal Sztur . .. spiewac kazdy moze.
< Gladiator 2015.06.30; 23:05:01 > kto jest z kim pogodzony i jakiego priva twojego ja pusciłem *never!* mogłem pisać złośliwości chamskie odzywki stosować ale nie priva. tego Anka nie mów bo obrażasz moja inteligencję :D
< chador 2015.06.30; 23:03:14 > Ludzie plotkuja, jestes osoba, ktora jest slawna gossip to rzecz normalna
< chador 2015.06.30; 23:01:57 > wszystko jednak maksiu zostalo w rodzinie, teraz jestescie juz pogodzeni. Nie tylko ja puscilam w eter...swiety nie jestes.
< Gladiator 2015.06.30; 22:51:26 > zrobił to samo co ty kiedyś sprzedał priva do publicznej widomości ale kobietom moge wybaczyć jemu nigdy
< Gladiator 2015.06.30; 22:49:56 > nie wiem o czym mówisz? o jaka pacyne idzie i skąd ja mam wiedzieć twoją date urodzenia
< chador 2015.06.30; 22:49:37 > az tak ostro o bylym koledze. Mazepa i tyle!
< chador 2015.06.30; 22:48:35 > mam nadzieje, ze to nie Ty zasugerowales bo bylabym bardzo rozczarowana
< chador 2015.06.30; 22:46:33 > Wrocilam, bo ktos Q...mac pomlil moj rok urodzenia w pacynie a ja nie jestem ten numerek
< Gladiator 2015.06.30; 22:46:31 > on nie jest rysio tylko frajer/cwel/konfident/dupoliz
< chador 2015.06.30; 22:45:20 > nudno ci? a ja slyszalam , ze inteligentni ludzie nigdy sie nie nudza!
< chador 2015.06.30; 22:43:00 > masz Rysia !
< chador 2015.06.30; 22:42:45 > nie pilnujesz chyba tutaj haremu ?
< Gladiator 2015.06.30; 22:41:33 > aneczko skoro wróciłas to juz tu będziesz fajnie bo nudno jak cholera
< Gladiator 2015.06.30; 22:40:38 > o chociażby kaja też moja muza :D
< chador 2015.06.30; 22:40:32 > ale tera przykro mi, musze opuscic twoje doborowe towarzystwo , nie nalegaj bo nie wiem jak bede musiala odmowic. pozostawim cie w dobrych rekach do nastepnego oby nie predko
< kaja-maja 2015.06.30; 22:40:09 > w:) życzę słodkich snów w:)
< Gladiator 2015.06.30; 22:39:12 > sa pozytywne i negatywne
< Gladiator 2015.06.30; 22:38:52 > ja mam sporo muz :D
< Gladiator 2015.06.30; 22:38:23 > która to moja muza tesska?
< chador 2015.06.30; 22:37:09 > wiesz taka klase jak ma Twoja muza tutejsza nie smiem nawet porownywac.
< Gladiator 2015.06.30; 22:35:09 > Aneczko ja ciebie i tak lubię :D masz wdzięk aczkolwiek bez klasy aleś w koncu kobitka z Bródna
< Gladiator 2015.06.30; 22:32:16 > jak obojniak który w życiu nie miał nawet przymiarki do baby może pisać o teściowej? toż to s/f lepszy jak u Lema.:D
< chador 2015.06.30; 22:31:40 > F Anka owszem ale czy Twoja ...? Nie lubie konturencji masz juz muze nad muzami i niech juz tak zostanie. Pasujecie do siebie jak ulal.
< chador 2015.06.30; 22:30:12 > podobno z cichym teraz jestescie jak jacek i placek
< Gladiator 2015.06.30; 22:29:52 > Aneczko czy to ty moja fanka? największa :D
< chador 2015.06.30; 22:28:50 > czyli nic nowego ...wszystko w normie
< Gladiator 2015.06.30; 22:28:14 > bo nie kumam
< Gladiator 2015.06.30; 22:26:45 > why! pisz gramatycznie bo ?
< chador 2015.06.30; 22:26:35 > Ale co do typa masz racje!!! Taka mazepa bez charakteru
< chador 2015.06.30; 22:25:21 > wiesz lubic Ciebie juz jedna dama nie chce jej robic konkurencji bo wiem, ze jestem bezkonkurencyjna
< Gladiator 2015.06.30; 22:23:39 > nie wiem who is i dlaczego mnie nie lubisz czy znam cię kobieto?
< chador 2015.06.30; 22:22:53 > Rysieniem wraz z poetka uzaleniona od wiktoranskiego stylu maja po zaciszanskich zakamarkach pochowane pacyny.
< chador 2015.06.30; 22:21:25 > Gladiator Ty wiesz, ze ja Ciebie nie lubie ale musze Ci przyznac racje!
< Gladiator 2015.06.30; 22:21:22 > bo twój styl jest prosty(dla mnie) jak suwak logarytmiczny o ile kumasz o czym mówię
< chador 2015.06.30; 22:20:42 > Rysiu kiedys myslam , ze jestes protym czlowiekim ...dzis jestem pewna, ze jestes zwykylm prostakiem
< Gladiator 2015.06.30; 22:20:05 > komu teraz cieciu dałeś hasło znowu gajowa pisze za ciebie czy mieczu
< Gladiator 2015.06.30; 22:18:45 > chyba na mopie a nie mapie hiihih
< sylen 2015.06.30; 22:18:41 > Aniu rwij sobie włochy z trzech futerek
< Gladiator 2015.06.30; 22:18:20 > cześć Nadi nawet nie wiesz jak sie cieszę że jesteś :)))
< Nadia 2015.06.30; 22:18:17 > dobry wieczór Zacisze:)
< chador 2015.06.30; 22:17:50 > Rysiu, ty nawet nie wiesz gdzie sa na mapie!
< Gladiator 2015.06.30; 22:17:33 > otóz to otóż to usunięty na apel sworda za pacyny udaje że sam to zrobił a sam słyszałem jak gadał do mitomanki że to ja go wywaliłem
< Nadia 2015.06.30; 22:17:21 > dobry wieczór Maksiu - normalna opcja wita:)
< sylen 2015.06.30; 22:16:20 > O Włochy się odezwały
< chador 2015.06.30; 22:15:41 > Rysiu jestes tutaj ostatnia osoba, ktora moze krytykowac innych za pacyn
< Gladiator 2015.06.30; 22:15:27 > sie - manko zaciszu syczącym leniom i innym mito-mankom oraz normalnej opcji :D
< sylen 2015.06.30; 22:11:11 > da winci i innych nicków, fuj
< Cichy Don... Pedro 2015.06.30; 22:09:10 > Izabel, diabłu się pokłoń, notoryczna plagiatorko i oszustko.
< Sword 2015.06.30; 18:10:25 > dobranoc. later
< Izabel 2015.06.30; 16:21:40 > Witam serdecznie :)
< sylen 2015.06.30; 12:24:23 > I ja wypracował już 35 latek, ale niech tam zuzia pewnikiem pani na tronie, to i od pracy nieboga stroni☺
< TESSA 2015.06.30; 12:19:30 > jak będziesz znowu miał mycie, to mnie zawołaj, niech ja też na nasz kraj popracuję, chociaż co miałam wypracować, to wypracowałam i niejeden, niejedna zdziwiła by się jak ciężko...do potem Rysiu:)))
< sylen 2015.06.30; 12:16:34 > Pamiętam i ciężko na chlebek pracuję. Mimo to nie narzekam, bo mam zawsze około 3 godzin wolnych, no chyba, że jest mycie okien, to wtedy po całości, ale to raz na dwa m- ce.
< TESSA 2015.06.30; 12:12:47 > witaj parzystokopytny:)...nie zaniedbuj pracy, Ty wiesz;), pracujesz na nasz kraj, co by nie mówić;)
< sylen 2015.06.30; 12:11:33 > Witajcie o niebieskie i wszelcy wilcy. ☺
< TESSA 2015.06.30; 12:07:07 > a hoj!
< Sword 2015.06.30; 12:03:54 > witajcie ludzie i ludziska.
< sylen 2015.06.30; 09:03:16 > Witaj Kr⊙peczko☺
< heros370 2015.06.30; 08:55:39 > witam wszystkich dupków
< TESSA 2015.06.30; 06:46:14 > dzień dobry poeto-piórki:), życzę miłego dnia...
< TESSA 2015.06.30; 06:43:17 > rozgrzeszam Cię zuziu z Twojej zajadłości, widocznie inna być nie potrafisz, widocznie taką Cię bóg stworzył...piszę z małej litery, bo to nie mógł być ten sam Bóg, który stworzył mnie...nikt nie jest doskonały ale w Tobie tkwi tyle wściekłości, że hej!...nie robisz na mnie najmniejszego wrażenia i nie umieściłabym Cię nawet na napisach na dropsie...strzała!
< Sword 2015.06.30; 04:36:36 > Udawanie Greka Zacznę od Greków, ponieważ od starożytności rozpoczyna – i słusznie - szanujący się podręcznik, a chcę, by epoezjański się szanował. Dlatego nie udam Greka i nie powiem, że w słowniku nie ma grafomanii. Niektórzy przekonują, że nie istnieje: nie znajdzie się obiektywnych mierników wartości wiersza, a tylko takie pozwoliłyby decydować o bezwartościowości poezji. Słowo grafomania jest etykietką - sugerują zwolennicy poglądu. - Ten, kto ją przykleja, ogranicza wolność wypowiedzi, nie respektuje praw drugiego człowieka do mówienia tego, co on chce, komu chce, kiedy, gdzie i w jaki sposób chce. Mimo to w serwisach poetyckich wpisuje się w komentarze: grafomania, grafo, zamiast na przykład: nieciekawe; dno literackie, szmira; rozwściecza mnie; nudzi potwornie; widziałem, widziałam setki podobnie brzmiących wyznań. Skoro pojęcie pozostaje w obiegu, pożyteczniej chyba mu się przyjrzeć niż o nim milczeć. Grafomania, czyli natręctwo, przymus pisania literatury u osób pozbawionych talentu, utrwala prastare cząstki. Greckie graphein znaczyło w antyku - skrobać; rytować; rysować; pisać. Mnie bardziej interesuje mania. Grecy wymawiali ją manija i znali miłosną, religijną, wieszczą, poetycką. Owładniętego którąś z nich starożytni uważali za rodzaj szaleńca; potęga z zewnątrz wstępowała w duszę i poddawała słowa, powodowała uczynkami, a człowiek widział więcej niż śmiertelnicy, potrafił dotykać świętości; przez niego mogli przemawiać bogowie. Ze współczesnej wierszomanii zniknął boski szał. Zostało wrażenie chorobliwości lub nieszczęść nieodwzajemnionej miłości do poezji, opętania z operetki czy horroru; człowiek wybebesza się, często z cyklicznością i pomysłowością maszyny. Chociaż wspólne Grecji i teraźniejszości zdaje się wychodzenie poza powszedniość. Dawniej szał poezji wiązano z mocą, talentem, z przekraczaniem ludzkich granic, przekonań, wiedzy, zachowań pospólstwa. Dziś często - przeciwnie - liryczny bzik wygląda na objaw uwiądu, na niemal religijne oddanie dla szpetoty, pospolitości i nudy, daremne poszukiwanie daru bogów lub samych bogów. Autorzy bez iskry bożej jednak tłumaczą: pisanie odrywa od codziennej szarości, więc najwidoczniej też opuszczają zwyczajny świat. Poeta ucieka z dobrze znanych sobie miejsc i próbuje przekonująco pisać o niczym lub o wszystkim, o czym nie ma najbledszego pojęcia, czego nie zaznał ani nie umie sobie wyobrazić. Jak można ciekawie pisać o rzeczach, o których nic się nie wie? Wyobraźnia nie stworzy cudów z gołego powietrza. Czasem, gdy na oślep odejść od szarzyzny, szarzeje się - wbrew pragnieniom - po trzykroć.
< *zuza 2015.06.30; 03:12:22 > Napisałam tysiąc wierszy - dla "cię" - mój na dropsach napisie, ale...wybacz, kiedyś wstawiać, ich nie chciało mi się ....;) Jednak teraz tak mnie naszło - wspomnienie, taaak pełne czułości , że się muszę tym podzielić - zdradzić nasze... intymności...;))) Ty, napisie mój stracony, przebrzydły do tego - czytaj, o tym co straciłeś! Niech też wszyscy wiedzą....jaka byłam, nadal jestem niebieska i cudna...Teraz...całuj ty mnie w zadek - choć cię mam...gdzieś w udach ;) Bo ja jestem nietypowa połetka "od serca" - kocham, lubię i szanuję...siebie w swoich tekstach ;))) A z tragedii, jak nikt innny, umiem zrobić hecę - wszyscy bardzo mi współczują, mnie to strasznie łechce. Bez łechtania, jak bez chleba - żyć się nie przecież nie da , zatem, żegnaj mój napisie - "zwierzać" mi się trzeba....;)))))
< sylen 2015.06.30; 02:46:52 > Słuchaj trollu. Paszła do diabła.
< sylen 2015.06.30; 02:43:36 > O!- jaka Zuzanna doinformowana. Zajmij się lepiej swoim pryszczem pod nosem i jak go wyciśniesz, to idź spać... na wieki, wieków. Amen.
< Sword 2015.06.30; 02:18:04 > to nie Bóg, to posłaniec.
< *zuza 2015.06.30; 02:16:22 > TESSA napisała: 29. 06. 2015; 11:56:20 : " (...) a na miejscu Twojego szefa pozbyłabym się pracowników, którzy się zajmują pierdołami w pracy...i tacy ludzie jak Ty, pracują na nasz biedny kraj...ech:(" ------------ tessuseniuniu - święta matko od "zacnego zacisza" , nie zapomnij pozbyć się też, i to w trybie natychmiastowym, boga sylena, który to w GODZINACH PRACY wisi c i ą g l e na tablecie, wypisując "pierdoły" (sorki, za to subtelne określenie) zamiast "pracować na nasz biedny kraj". Przecież to o pomstę do "ciał niebieskich" woła! Wiem - jesteś "miłości ikoną", wiec nawet na błędy b o g ó w potrafisz przymknąć oko sprawiedliwości...;((( zatem, o "święta matko od zacisza", -czemu, ach czemu - jesteś taaak surowa, n i e t o l e r a n cy j n a i bezlitosna dla zwykłego śmiertelnika - Cichego?! Czyżby los/dobrobyt "naszego biednego kraju" zależał jedynie od różnych - "na ten przykład" - cichych...(cytuję) "mend", "paparuchów"?! "kanalii" "krakowskich towarzychów", "homosiów", "starych zbuków" itd. ? Czyżby nasz kraj, twoja "mała, ziemska Ojczyzna" nie zaslugiwała na poparcie i rzetelność bogłw?! ;(( I wiesz (bez urazy) "miłości ikono", myślę, że nawet ikonom korona by z głowy nie spadła, gdyby przestały szukać usprawiedliwienia w "jelitach", ale wzięły się - w r e s z c i e - do ROBOTY na rzecz tego "naszego biednego kraju" ;) POEZJA odetchnęłaby (na pewno) z ulgą, a "nasz biedny kraj" wreszcie poplynąłby mlekiem i miodem - bowiem wszechmocna miłość, to pierwszy, ale decydujący krok do...dobrobytu wszelkiego - nie tylko jednostki, ale i "matki Ziemi" ;) nieprawdaż, ty zaciszańska " niebieska matko - miłości ikono"?! ;))))
< chador 2015.06.29; 21:04:11 > https://www.youtube.com/watch?v=1SJkBJjbybU
< chador 2015.06.29; 21:04:05 > Andy! Ta tez mi sie podoba z tego samego albumu
< chador 2015.06.29; 20:50:14 > *Anders
< chador 2015.06.29; 20:49:55 > posluchaj tej Tomas Andres https://www.youtube.com/watch?v=PHj-dBOCpps
< DARK VEGA 2015.06.29; 20:48:02 > Nightflight To Venus - Boney M. https://www.youtube.com/watch?v=XGDkMHTQ3Bc
< chador 2015.06.29; 20:24:19 > https://www.youtube.com/watch?v=VAyxz1Qc5RQ&noredirect=1
< chador 2015.06.29; 20:12:51 > Rysiek nie pisz do mnie! dzis miales mnie zablokowac na skype. Wiec prosze zrob to i tutaj. Dziekuje za znajomosc.
< Sword 2015.06.29; 15:49:46 > strefamarzeń, znowu znęcasz się nad rekrutem. udaj się chłopie do dr Nitki. już czas najwyższy.
< klituśbajduś 2015.06.29; 14:01:00 > later:)
< Sword 2015.06.29; 13:55:09 > siemka klituś, coś taki rozćwierkany, musi wpylone było:D uciekam popracować. later:)
< klituśbajduś 2015.06.29; 13:47:31 > asystent Juliana ucichł.....mak posiany :)))))
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:42:16 > Sylen, ok, wyjdź już zza Rubina... lunch się u mnie kończy... możesz przejąć ster łajby, zwanej zaciszem. I nie bój się mnie... nie zabiorę Ci sweterka w serek :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:30:18 > Nie prowadzisz? A wczoraj to kto prowadził, sufler? Wiesz, papatkować to możesz do Księżycowej, czy Tessy. Mnie nie weźmiesz na morbidezza. Masz teraz trochę czasu... już słyszę, jak googlujesz i szukasz tego słowa haha :)
< sylen 2015.06.29; 12:27:21 > *łosiu
< sylen 2015.06.29; 12:26:56 > Jakoś łosie go nie było i dyskutowałem z tobą, ale od dziś, czy ci się to podoba czy nie, z kłamczuchem nie prowadzę dysputy. Papatki..
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:22:51 > Sylen co taki jesteś "wylękniony bluźnierca"? Jak jest Twój guru, morskie zoombi... na pasku, to jesteś bardzo pyskaty a teraz cisza. Jest z Tobą wszystko ok?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:14:16 > Sylen, ok, potraktuję to jak tik nerwowy Twojej samotnej... samotności.
< sylen 2015.06.29; 12:08:26 > Cichy Don... Pedro Poziom 4 2015.06.29; 00:50:06 > Księżycowa, ja cały dzień w oloenku, to mogę być tylko w niedzielę,
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:07:32 > Syleni bobku, czy Ty się podłączyłeś pod jakiś agregat prądotwórczy? Bo tak rzuca Tobą, jak szlauchem ogrodowym :)
< sylen 2015.06.29; 12:05:01 > Cichy Don... Pedro Poziom 4 2015.06.29; 00:50:06 > Księżycowa, ja cały dzień w oloenku, to mogę być tylko w niedzielę,
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:03:15 > Syreni bobku, asio... do Rubina he he
< sylen 2015.06.29; 12:02:44 > Cichy Don... Pedro Poziom 4 2015.06.29; 00:50:06 > Księżycowa, ja cały dzień w oloenku, to mogę być tylko w niedzielę,
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 12:01:29 > dam Ci telefon do mojego szefa, to mu osobiście powiesz, co myślisz o jednym z jego pracownilów. Nie sądzę, żeby długo trzymał telefon przy uchu hehe
< sylen 2015.06.29; 12:00:32 > Cichy Don... Pedro Poziom 4 2015.06.29; 00:50:06 > Księżycowa, ja cały dzień w oloenku, to mogę być tylko w niedzielę, a Wy jesteście codziennie od świtu do nocy. Skoro wolisz być nijaka, to dobrze siebie oszacowałaś. Czyli nie na marne rozmawiam z Tobą. Wreszcie to wykrztusiłaś.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 11:58:49 > Tessa, mówiąc komuś, że ma braki i intelektualne zawirowania... nie podciągałbym tego pod chamstwo... to oczywiste nadużycie. Nie byłem dla Ciebie chamski, a raczej krytyczny. Na szczęście ja nie pracuję na nasz biedny kraj. Nie mam daru wyciągać biedy z... biedy :)
< TESSA 2015.06.29; 11:56:20 > lepszy gęsi, niż chamski...a na miejscu Twojego szefa pozbyłabym się pracowników, którzy się zajmują pierdołami w pracy...i tacy ludzie jak Ty, pracują na nasz biedny kraj...ech:(
< sylen 2015.06.29; 11:54:47 > Kr⊙peczko nie dyskutuj z kłamczuchem. Miało go dzisiaj nie być, podobno tylko w niedzielę się udziela, a tu masz babo placek. Niewiarygodny donek. Fuj
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 11:52:21 > Tak, jestem w pracy i za chwilę mam lunch, ale nie mogłem się powstrzymać i siadłem przy biurku szefa, żeby się tutaj pojawić. Koledzy po piórze buchacha . Chyba gęsim... hehe :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 11:50:28 > Po piórze, dobre hehe Czego Ty uczyłaś w szkole, Tessa? Wuefu, czy przysposobienia obronego, hę? Miazga!
< TESSA 2015.06.29; 11:48:45 > Maryś, jesteś niekonsekwentny, podobno masz czas tylko w niedzielę, a dzisiaj już poniedziałek / zbudź się chłopie /...to, co Ty o mnie myślisz, to mi zwisa i powiewa: nie mam czasu na debilizm, idę żyć! reszcie kolegów po piórze życzę miłego dnia...hej!
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 11:44:36 > Miałem dużo "zechceń" w życiu, ale "chcąwszy" je policzyć, to myślę, że koralików by na liczydłach nie starczyło cha cha. Masakra, Sieczkarnia polskiego języka i młócka na ugorze... intelektu :(
< TESSA 2015.06.29; 11:41:25 > witaj Ryś:)
< sylen 2015.06.29; 11:34:26 > Witajcie zaciszanie i zaciszanki ☺
< Gladiator 2015.06.29; 10:46:48 > ale niech tam niech trwa TWA
< Gladiator 2015.06.29; 10:45:08 > stań na stole i przeczytaj głośno co nabazgrałaś hihihi
< Gladiator 2015.06.29; 10:43:13 > teska i kto to mówi? piszesz bzdury(vide twoje twory i komentarze ot choćby pod wierszem kretyna) i to takie, że drut w kieszeni sie prostuje i nawet nie umiesz klaty wystawić
< TESSA 2015.06.29; 10:39:14 > "Na­wet jeżeli jes­teś idiotą, sta­raj się nie być głupi" / Forrest Gump /...odpowiedni cytat, dla odpowiedniego człowieka?
< Gladiator 2015.06.29; 10:21:11 > dotknij mnie wiatrem w dół bezszelestnie by ciepło we mnie doznało wrzenia rozkołysane pieszczotą zechceń w gamie kolorów pękło czerwienią o fuj Teska ty lubisz w tych trudnych dniach dla kobiety?
< Gladiator 2015.06.29; 10:12:17 > mieczu ja wiem że masz świetną zabawę ale kretyn jest przekonany że ty go popierasz po całości. a przecież sam mi pisałeś żeby kretyna omijać
< Gladiator 2015.06.29; 10:08:05 > koniec świata być musi! największy kretyn jakiego nie znała histeria zacisza wymądrza się na każdy temat do każdej dyskusji nieproszony włazi z gumiakami i tego oto debila wspiera wielki guru jedyna wyrocznia na temat wierszy, prozy i wszelakiej tfurczości. ło matko swińto. ocknij się wreszcie.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 09:47:26 > Karen, nie zadawaj takich prostych pytań, proszę Cię :( Gdybyś Ty napisała komentarz pod moim wierszem, a potem zliwidowałabyś konto, to też bym nie wiedział, że napisałaś, bo znika wszystko, jak od szabli.
< karen 2015.06.29; 08:45:17 > ale ani komentarza, ani wierszy tego kogoś nie ma, co to i dlaczego?
< karen 2015.06.29; 08:44:20 > Na poczcie dostałam wiadomość, że mam koment. od niejakiego " yakuba"
< karen 2015.06.29; 08:43:21 > Piotrom i Pawłom składam serdeczne zyczenia :)
< karen 2015.06.29; 08:42:36 > Cześć :) miłego dnia poetom i wierszokletom życzę :D
< Sword 2015.06.29; 02:03:27 > chwalipięta:( ech.
< klituśbajduś 2015.06.29; 01:26:45 > Dobranoc . Idę strzelić gola i w kimono.Trzymajcie się :))
< Sword 2015.06.29; 01:10:07 > Znaczenie erupcji dla chronologii starożytnej[edytuj | edytuj kod] Popioły pochodzące z wybuchu wulkanu Thera zostały odkryte przez archeologów w warstwie zwanej IA (terminologia archeologii egejskiej) związanej z okresem późnominojskim. Na podstawie podobieństwa ceramiki pochodzącej z okresu udało się ustalić, że erupcja miała miejsce za rządów egipskiego króla Ahmosea (Jahmesa) lub nieco później (XVIII. dynastia). Manfred Bietak podczas wykopalisk w Tall ad-Dab (Izbat Hilmi) odkrył ponadto pumeks w kontekście stratygraficznym datowanym na okres pomiędzy panowaniem Ahmosea a Totmesa III. Ponieważ chronologia starożytnego Egiptu została ustalona już wcześniej na podstawie retrokalkulacji dokonanych w oparciu o tzw. cykl Sotisa, egiptolodzy założyli, iż wybuch na Santorynie miał miejsce w II połowie XVI wieku p.n.e. Jednakże próbki materiału pochodzącego z erupcji poddane analizie metodą 14C umiejscawiały erupcję w okresie 1760-1540 p.n.e. ze wskazaniem na okres wcześniejszy. Podczas Trzeciego Międzynarodowego Kongresu poświęconemu erupcji Thery uczestnicy założyli, iż omawiane zdarzenie miało miejsce w I. połowie XVII wieku p.n.e. Wnioski wulkanologów zostały jednak stanowczo odrzucone przez egiptologów, którzy nie zamierzali zmieniać ustalonej chronologii egipskiej wskazując na małą wiarogodność datowania za pomocą metody węgla radioaktywnego. Należy przy tym zaznaczyć, że zmiana chronologii starożytnego Egiptu oznaczałaby zmianę całej chronologii starożytnej dla II. tysiąclecia p.n.e.[2] W latach 80. XX wieku wulkanolodzy oraz dendrolodzy wykryli zależność pomiędzy wielkimi erupcjami wulkanicznymi a krótkotrwałymi ochłodzeniami klimatu powodującymi przedwczesne przymrozki. Pozostawiają one widoczne ślady w słojach drzew pochodzących z roku erupcji lub z roku następnego. Po odkryciu długowiecznych okazów sosny ościstej w Ameryce Północnej udało się ustalić, iż jedyna potężna erupcja w II. tysiącleciu p.n.e. miała miejsce w roku 1627 (±1 rok) p.n.e. Godnym uwagi jest fakt, iż według wulkanologów wybuch Thery był dwukrotnie potężniejszy od erupcji Krakatau. Data dostarczona przez dendrochronologię potwierdziła więc wcześniejsze przypuszczenia wulkanologów datujących erupcję na XVII wiek p.n.e. Pomimo powyższych faktów, egiptolodzy nadal odmawiają dokonania zmian w chronologii starożytnego Egiptu. Dr Walter Friedrich z duńskiego Uniwersytetu w Aarhus oraz dr Walter Kutschera z austriackiego Uniwersytetu Wiedeńskiego badali próbki gałęzi drzewa oliwnego, posiadającej 72 pierścienie rocznego przyrostu. Dwa drzewa oliwne zostały odnalezione podczas wykopalisk na wyspie Santoryn w pobliżu muru zbudowanego w epoce brązu. Zdaniem naukowców, drzewa były częścią gaju oliwnego znajdującego się tuż obok zabudowań starożytnej osady. Drzewa zostały odsłonięte w pozycji stojącej, tak jak zostały przykryte przez pumeks, skałę wylewną powstałą po szybkim zakrzepnięciu lawy podczas erupcji wulkanu. Badania wykazały, że wielka erupcja wulkanu na Therze nastąpiła 1613 (±10 lat) p.n.e.[3]
< Sword 2015.06.29; 01:08:51 > no nie wiem, może jakieś laski to kręci. o gustach się nie dyskutuje.
< sylen 2015.06.29; 01:07:06 > Bidudek w ekran. Jak on od ejakulatu musi być zafajdany. Donek no co ty? Wypoleruj go irchą
< sylen 2015.06.29; 01:06:14 > BiDudek z ekranu. Jak on od ejakulatu musi być zafajdany. Donek no co ty? Wypoleruj go irchą
< załamana1968 2015.06.29; 01:02:18 > to jest klamca i oszust!!
< załamana1968 2015.06.29; 01:01:34 > jaka zona?? Pedrys sie do monitora na skype paluje jak sie mu uda zarwac i wykorzystac jakas panienke z neta!!
< Sword 2015.06.29; 01:00:10 > dobra. kończmy, Trolla się nie karmi, Trolla się olewa.
< sylen 2015.06.29; 00:59:25 > *wynaturzenia
< sylen 2015.06.29; 00:58:25 > Przecież już ci dońciu pisałem, że nie musisz opowiadać co ty robisz, bo nikogo twoje seksualne wynurzędu a nie obchodzą. Oj do gerontologa migusiem dońciu, bo demencja starcza w poważnym stadium
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:54:53 > Sylen, a cóż mi tak żonę wypominasz? Czy ja Ci cały czas mówię, że masz żylaste dłonie od robótek ręcznych? Nie, raz Ci powiedziałem. Widzisz, faceci bez kobiet muszą się sami zaspakajać w pokoju swojej samotności. Ja nie muszę i widzę, że nie możesz mi darować tego. Zmień w tym tygodniu prawą dłoń na lewą, bo już Ci usycha od tego nocnego trzepania rosówki.
< księżycowa 2015.06.29; 00:54:29 > No przecież wiem:)
< sylen 2015.06.29; 00:53:06 > Cyrk- donek spodził ravba
< Sword 2015.06.29; 00:52:50 > oj Donek wiele już such zaliczył:) z zaimka osobowego zrobił zwrotny - "bo się zwracasz":D ech. alfa i łomega
< księżycowa 2015.06.29; 00:52:45 > bo nic mi nie brakuje:) rozmawialiśmy o osobowości Maryś nie odwracaj kota ogonem wiem jak się pisze uwierz :) i kompletnie mnie nie interesuje co ty sobie myślisz
< sylen 2015.06.29; 00:51:17 > Żona pewnikiem wystawiła walizki i siedzi gdzieś na ławce i razem z klonem Tomusiem łapie zasięg i nadaje poprzez wi- fi
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:50:06 > Księżycowa, ja cały dzień w oloenku, to mogę być tylko w niedzielę, a Wy jesteście codziennie od świtu do nocy. Skoro wolisz być nijaka, to dobrze siebie oszacowałaś. Czyli nie na marne rozmawiam z Tobą. Wreszcie to wykrztusiłaś.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:47:55 > Nigdy nie mówiłem, Księżycowa, że mi nic nie brakuje, a Ty to powidziałaś. To jest istotna różnica. Ja takich błędów nie robię, jak "uwież"... uwierz mi.
< księżycowa 2015.06.29; 00:46:27 > zaczepiałeś dziś donek nawet bogu ducha winną Ulitkę i ty mówisz o godności i moralności? ostatnio opowiadałeś o sobie w samych superlatywach jaki to nie jesteś cudowny że wszyscy w realu chcą z tobą rozmawiać to co robisz cały dzień w okienku? powiedziałam wolę być nijaka niz udawać kogos innego, ale to problemy natury psychicznej, wiem
< księżycowa 2015.06.29; 00:45:43 > Ty się popatrz geniuszu na siebie:) i swoje pozbieraj do kupy a nie chwytaj za słówka kogo to sam ostatnio za błąd przepraszałeś?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:44:57 > Sword, tylko Ty jeden możesz zatąpić Geliusza. Nikt nie zrobi tego lepiej, uwierz mi. Taka sama pamroczność i pustosłowie.
< księżycowa 2015.06.29; 00:44:26 > racja Tomku mój błąd:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:43:11 > No właśnie, a miało jej nic nie brakować. Właśnie takie są skutki błędnego oceniania samej siebie. Ok, Księżycowa. Bywaj.
< Sword 2015.06.29; 00:42:03 > Historia[edytuj | edytuj kod] Przed wybuchem wulkanu Thera istniała na wyspie rozwinięta cywilizacja (kultura minojska), której mieszkańcy opuścili w większości wyspę tuż przed wybuchem wulkanu – po wielkim trzęsieniu ziemi, które nawiedziło wyspę. Wybuch wulkanu przyczynił się prawdopodobnie również do znacznego zniszczenia położonej ponad 110 km (60 mil morskich) na południe Krety (pałac w Knossos). Współcześni badacze przypuszczają, że wybuch wulkanu i późniejsze jego zapadnięcie się na ok. 300-400 m pod powierzchnię obecnego poziomu morza spowodował powstanie olbrzymiej fali tsunami o wysokości dochodzącej do 200 metrów. Jedna z hipotez utożsamia zniszczenie wyspy z mityczną Atlantydą. Zdaniem dr. Stevena Careya z University of Rhode Island z krateru wytrysnęło tak wiele popiołu, że opadając zasłonił on dopływ promieni słonecznych na całym obszarze basenu Morza Śródziemnego – co najmniej 300 tys. kilometrów kwadratowych. Jeszcze dziś pumeks wulkaniczny wokół archipelagu Santoryn tworzy warstwę grubości 80 m i pokrywa dno morskie w promieniu 20-30 km od wysp. Naukowcy oszacowali, że wulkan wyrzucił z krateru 60 km sześciennych magmy[potrzebne źródło]. Po katastrofie przez 300-500 lat wyspa była niezamieszkana. Ponownie zasiedlili ją greccy Dorowie. Obecnie na Santorynie (a przede wszystkim na głównej wyspie Thira) silnie rozwija się turystyka, która jest jednym z głównych źródeł dochodu. Główne miejscowości: Akrotiri, Emporio, Faros, Fira, Oia, Kamari, Megalochori, Perissa, Pyrgos.
< sylen 2015.06.29; 00:41:29 > Ty to Krzyś masz fajnie, bo kurs na wschód i jesteś.
< Sword 2015.06.29; 00:41:11 > Gellusza nie da się zastąpić.
< Tomasz32 2015.06.29; 00:41:03 > Chyba uwierz księżycowa:))
< Sword 2015.06.29; 00:39:47 > jedna z teorii mówi, że mogła to być Atlantyda. kiedyś się tam wybiorę:) jak Bóg da dożyć:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:39:40 > dobre
< Tomasz32 2015.06.29; 00:38:57 > Sword , zastępujesz Geliusza:)
< księżycowa 2015.06.29; 00:38:55 > Uwież mi Maryś że niczego mi nie brakuje, ale skoro wiesz lepiej nie będę cię wyprowadzać z błędu
< sylen 2015.06.29; 00:37:16 > Świetnie Krzyś, wolę o wulkanach niż jęki pedrusia
< Sword 2015.06.29; 00:35:06 > Santoryn, gr. Santorini (Σαντορίνη), a w odniesieniu do starożytności: Thira (Θήρα) – wulkaniczna wyspa na Morzu Egejskim tworząca z kilkoma mniejszymi wyspami, należący do Grecji, mały archipelag o tej samej nazwie, wchodzący w skład archipelagu Cykladów. Wyspa położona jest 175 km na południowy wschód od wybrzeża Grecji i 110 km na północ od wybrzeża Krety. Istniejąca przed ok. 1600 r. p.n.e. jedna wyspa (o nazwie podobno Strongili – „okrągła”[1]) została w wyniku silnego wybuchu wulkanu zatopiona (powstała jedna z największych na świecie kalder o średnicy 10 km), pozostały tylko jej boczne fragmenty stanowiące dzisiaj wyspy (zobacz zdjęcie satelitarne obok): Thira (Θηρα) – największa wyspa archipelagu, Thirasia – druga co do wielkości Nea Kameni – wyspa z kraterami wulkanu (większa czarna w samym środku) Palea Kameni (mniejsza czarna w środku) Aspro (właściwie Aspronisi) – biała plamka w lewej dolnej części zdjęcia. Nazwa Santorini pochodzi z XIII wieku od imienia św. Ireny (Saint Irene), poprzednie nazwy: Kallisti, Strongili lub Tera/Thira (gr. Θηρα).
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:35:01 > żeby być człowiekiem, Księżycowa, to trzeba mieć twarz, godność, honor i etykę moralną. Reszta przyjdzie sama. Spytaj się siebie, czego Ci brakuje, ale to może być za trudne pytanie dla Ciebie :(
< sylen 2015.06.29; 00:34:09 > Gdzie da winci? da vinci!, da vinci! da vinci!!!!...... winci!
< Tomasz32 2015.06.29; 00:32:54 > Do ciebie sylen, to taczej odwrotną stroną powinno się mówić:))
< księżycowa 2015.06.29; 00:32:35 > da się donek, da się tylko trzeba być człowiekiem
< Sword 2015.06.29; 00:32:00 > ja go może wyślę na Santorino:)
< Sword 2015.06.29; 00:31:02 > to jaki temat proponujesz? on z wszystkiego cienki, to może o czymkolwiek?
< sylen 2015.06.29; 00:30:15 > Oooo jakie to zdolne- znowu brzuchem mówi
< Sword 2015.06.29; 00:29:49 > Donek siada z lustrem
< sylen 2015.06.29; 00:29:18 > Masz rację Krzyś, totalna zlewa i niech pies za jego estrusem
< Tomasz32 2015.06.29; 00:28:36 > sylen,całuj Iwonkę w podeszwy , a o mnie się nie martw:))
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:28:04 > Księżycowa i to jest właśnie Twój problem... nie z każdym da się usiąść przy stole. Ale skoro Tobie to wychodzi, to gratuluję :)
< księżycowa 2015.06.29; 00:27:54 > muza dla wilka i Rysia
< księżycowa 2015.06.29; 00:27:22 > https://www.youtube.com/watch?v=bOVsW0EhpBw
< Sword 2015.06.29; 00:27:10 > wklejcie mu cos z google, niech jutro blyśnie:)
< księżycowa 2015.06.29; 00:26:16 > ja w przeciwieństwie do ciebie usiądę do stołu z każdym tylko ty masz z tym jakis problem
< Sword 2015.06.29; 00:26:12 > proponuję zlewać tego zarozumialca. niech sie pałuje sam ze sobą:( i zachwyca błyskotliwością własną. tu i Nitka ręce rozkłada:(
< sylen 2015.06.29; 00:25:14 > To dobrze Iwonko, Maryś ma cieczkę, to i będzie się działo
< księżycowa 2015.06.29; 00:25:13 > Nio
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:24:50 > Tak Ci się tylko wydaje, Księżycowa, ja nawet zaryzykuję stwierdzenie, że u Ciebie jest brak osobowości, co widać po Twoich zaciszańskich koneksjach.
< sylen 2015.06.29; 00:24:07 > Goń za tomeczkiem, bo biedactwo zagubione w lesie i płacze bachorzę
< księżycowa 2015.06.29; 00:24:03 > coś ty Rysiu, pies wyczuje:)
< sylen 2015.06.29; 00:22:43 > O ile Iwonka ci pozwoli, to możesz jedynie pocałować podeszwę
< księżycowa 2015.06.29; 00:22:41 > mojej osobowości nie dorastasz do pięt choćbyś stawał na palcach nie sięgniesz
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:22:33 > sylen, mówiłem Ci... nie pij więcej, bo zaczyna się u Ciebie bredzionka a potem będą białe myszki i się rozdygoczesz.
< sylen 2015.06.29; 00:21:25 > Ty dońciu Iwonce, to nie jesteś godzien nawet bucika pocałować, takie z ciebie nic
< sylen 2015.06.29; 00:20:51 > Ty dońciu Iwonko, to nie jesteś godzien nawet bucika pocałować, takie z ciebie nic
< księżycowa 2015.06.29; 00:20:35 > Masz rację Marysiu nie wiedziałam do niedawna dopóty dopóki się nie pojawiłaś:) Wolę być nijaka albo kwoką na grzędzie niż udawać kogoś kim nie jestem
< Sword 2015.06.29; 00:20:08 > he he:) donek ma ten problem, że jak rozdawali empatię akurat fryz poprawiał:D
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:17:36 > Ty nie wiesz, co to jest pogarda, bo sama jesteś nijaka. Ja nikomu nie skaczę do gardła... to tylko Tobie się wydaje, co ma uzasadnienie, zważywszy na Twoją osobowość.
< księżycowa 2015.06.29; 00:14:41 > widzę że skaczesz do oczu każdemu. Dumny jesteś z tego? wiesz czym ja gardzę? Podłością Donek, podłością
< księżycowa 2015.06.29; 00:14:25 > nie sądzę że z tego że się komuś coś nie chce:) ale to twoja sprawa i twoje podejście
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:12:48 > Mówię Ci po to, żebyś wiedziała skąd się bierze pogarda i jakie są jej skutki.
< księżycowa 2015.06.29; 00:11:18 > ależ proszę bardzo tylko nie wiem po co mi to mówisz ?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:09:34 > Możesz być pewna, Księżycowa, że chętnie z tego prawa skorzystam.
< sylen 2015.06.29; 00:09:05 > Pedrysiu goń bachorzę, bo zginie w lesie i zmuszony będziesz sięgnąć po zibka, albo da vinci
< księżycowa 2015.06.29; 00:08:07 > masz pełne prawo Donek
< Tomasz32 2015.06.29; 00:07:13 > dobranoc Zacisze:))
< Sword 2015.06.29; 00:07:07 > nie żartuję. no sam by rady nie dał, ale mial wsparcie:) poza tym szantaż, że w kościele na mszy się pojawią. takie to metody:D dobra. koniec pierdzielenia, bo się nakręcam:(
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:06:43 > Księżycowa, a ja gardzę ludźmi, którym się nie chce.
< sylen 2015.06.29; 00:06:21 > Zapodawaj kochana Iwonko☺ Najlepiej coś sentymentalnego
< Cichy Don... Pedro 2015.06.29; 00:05:52 > Erwin, zawiodłeś mnie na całej linii. Pół niedzieli chciałem Ci przybliżyć problem, a Ty obwiniasz mnie o całą sytuację? Myślę, że firletka przeszacowała Twoją inteligencje po wierszu o szmacie. Zatem bywaj i nie miej do mnie żalu. Raczej do chaosu, który panuje na zaciszu, ale tego już nie wziąłeś pod uwagę. życzę sukcesów na innych forach.
< księżycowa 2015.06.29; 00:05:21 > https://www.youtube.com/watch?v=ch9lwby0XEo
< księżycowa 2015.06.29; 00:05:08 > Dobra mamy nowy dzień koniec tego cyrku, to jakaś masakra, że wam się chce? podziwiam Rysiu nuta dla ciebie
< Tomasz32 2015.06.29; 00:03:37 > ja z głupkami też nie rozmawiam nie nazywaj mnie więcej pacyną!KAPITO!
< sylen 2015.06.29; 00:00:11 > Z pacynami nie rozmawiam, tak więc Tomciu pospiesz za tatkiem, bo się zgubić, a ciemno na dworze.
< Tomasz32 2015.06.28; 23:57:22 > Sylen,czy ja odezwałem się do ciebie chamsko. kopa na zad , to ktoś powinien dać tobie i to takiego porządnego.
< PeterErwin 2015.06.28; 23:56:50 > Don Pedro, mała to strata dla mnie że nie będziesz mnie czytał, sorki. Sam namieszałeś nieźle i jesteś w moich oczach współodpowiedzialny za tak przykrą sytuację jaka powstała na zaciszu. A ponieważ stąd odchodzę to i tak niewielka strata że utracę czytelnika - przecież mnie tu nie będzie. Uzurpuję sobie prawo so samostanowienia co mi wolno a co nie. dobranoc. Nie musisz odpowiadać bo i tak nie czytam już kto tutajj pisze - dla mnie to brednie nie z tej ziemi.
< sylen 2015.06.28; 23:54:35 > Tak, tak znikają oszuści i zabieraj Tomeczka. Może kopa na zad?
< Tomasz32 2015.06.28; 23:54:05 > nie żartuj Sword, jej nie można zaszczuć.Cały portal nie dał jej rady:)
< Izabel 2015.06.28; 23:53:54 > he he Dobrej - figlarnej - nocy wszystkim życzę :)
< sylen 2015.06.28; 23:53:40 > No proszę, ale jaja jak toto, co się puszy jak indor, po całości się demaskuje. Ściągaj zibka do pomocy
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:52:19 > ocho, załamaną wyciągnęli z zamrażarki pacyn. Zatem ukłonię się grzecznie i znikam. Ja takim bagnie nie czuję się dobrze.
< Sword 2015.06.28; 23:50:59 > jasne, zaszczułeś kobietę jak to tylko ty potrafisz. jak się na kogoś uweźmiesz:)
< załamana1968 2015.06.28; 23:50:16 > i zibek!!! to tez pacyna tego klamcy!!!
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:48:28 > trochę się z nią spiąłem, ale pogodziliśmy się szybko, bo ja nie czuję długo urazy do inteligentnych ludzi.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:47:23 > ę z nią spiąłem, ale pogodziliśmy się szybko, bo ja nie czuję długo urazy do inteligentnych ludzi.
< Tomasz32 2015.06.28; 23:47:10 > Sylen się całkiem pogubił:)
< sylen 2015.06.28; 23:46:13 > Pozdrówcie da vinci
< Tomasz32 2015.06.28; 23:45:31 > ja ją znam z iinego portalu straszna wiedżma:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:43:54 > Tomasz, a to już zupełnie inna sprawa. Ja jej nie znam... tyle co z zacisza i to wieki temu.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:41:18 > Erwin, skoro nic nie odpowiadasz, lądujesz u mnie w sektorze mało godnych poetów, bo przed chwilą byłeś pod wierszem Izabel. Zatem nasze drogi się rozchodzą i staraj się mnie omijać, bo w przeciwnym razie poznasz mnie z nieco innej strony. Szkoda :(
< Tomasz32 2015.06.28; 23:40:55 > Znam trochę historię zacisza, a Quiryna to moja przyjaciółka:)
< sylen 2015.06.28; 23:39:29 > Afery to twoja domena. Przestań się już ośmieszać. TWA Krakowsko Bodeńskie, żenada.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:38:54 > Tomasz, tak tylko pomyślałem, bo gdyby to był Tomek, to on znał Quirynę, ale skoro, to nie Ty, to spoczko :)
< Tomasz32 2015.06.28; 23:37:52 > Cichy nie jestem synem Kasi:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:37:37 > Syeni bobku, to Twój żywioł... afery, prawda? Cóż więcej może się uplęgnąć w tej małej główce? hehe
< sylen 2015.06.28; 23:36:13 > Ooooo!- brzuchomówcę tu mamy, no, no, to dopiero cyrk
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:35:29 > Gaja, nie rozczarowuj mnie po raz kolejny. Nawet nie wiem kim jest Tomasz. A może to syn Kasi? Nie wiem. Czasami jesteś sprytna, ale jak dajesz się w taki kanał puszczać, to znaczy, że Ci się tylko czasami udaje :(
< Tomasz32 2015.06.28; 23:34:07 > Widocznie nie jest mądrzejsza od sylena:))
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:33:31 > Ech syleni bobku... chyba sam produkujesz te afery. Włącz Rubina i posłuchaj na jutro pogody... może się okazać, że zamiast mopa dadzą Ci miotłę? hehe
< Sword 2015.06.28; 23:32:49 > przysięgam. zresztą po co miałbym wymyślać. nie mam w zwyczaju kłamać. tak bylo. ten dureń chyba z pół strony komentarza zamieścił. serio.
< GAJA 2015.06.28; 23:32:03 > Oj, już sama nie wiem :))))))))))))))))))))))))
< sylen 2015.06.28; 23:31:45 > I on tu umoralnia zacisze paparuch spod Kielc. Witaj GAJU☺☺☺
< Tomasz32 2015.06.28; 23:31:42 > jakie głupie ,to całe towarzystwo hi hi:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:30:06 > Gaju i Ty w to wierzysz?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:29:32 > Syleni bobku, obesja zaprowadzi Cię do WC i tam wyrwie z ciebie... najpierw nitkę a potem płachtę. Weź na wszelki wypadek mopa.
< GAJA 2015.06.28; 23:29:02 > Ale wtopa >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>.........
< sylen 2015.06.28; 23:27:37 > ale się wkopał - zalogował Tomasza32, a ten zna historię Quiryny sprzed 3 lat :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:23:26 > PeterErwin, czy tak ma wyglądać Twoja decyzja?
< Tomasz32 2015.06.28; 23:18:18 > Quiryna broniła noblistki, to nieprawdopodobne:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:12:25 > Sword, proszę Cię, nie pij więcej, bo wymyślasz jakieś nieprawdopodobne historie.
< Sword 2015.06.28; 23:11:30 > tak to jest z telegramami:) dobre:)
< Izabel 2015.06.28; 23:11:14 > Wapniak to już nie dziwi nic:) ma sklerozę straszną :)!
< Izabel 2015.06.28; 23:09:58 > i tak sobie śpiewam hę popularność rośnie! dz :)
< Sword 2015.06.28; 23:09:22 > ale Cichy pojechal po noblistce:) no milo bylo patrzec jak się błaźni:D Quiryna to kawał cholery:D
< Izabel 2015.06.28; 23:09:00 > Czekam 10 min cierpliwie phi
< Izabel 2015.06.28; 23:07:32 > Miłowania głodni jak wilcy Nauczymy się w tym kraju od pierwszego dnia Słów, którymi mówią tubylcy Szabadabada szabadabada
< sylen 2015.06.28; 23:07:16 > Marynarz wysłał telegram do żony, że przyjeżdża i żeby czekała na niego na lotnisku.  Po przylocie na lotnisku żony nie ma.  - A to k...a - pomyślał marynarz - ale może nie... Może czeka na mnie przed lotniskiem.  Odbiera bagaż, wychodzi, ale przed lotniskiem żony nie ma.  - A to k...a - pomyślał marynarz - ale może nie... Może czeka na mnie w domu.  Wsiada w taksówkę jedzie do domu.  Wchodzi, a tam nie dość, że żony nie ma to jeszcze bałagan jakby tornado przeszło.  - A to k....a - pomyślał marynarz - ale może nie... Może czeka na mnie w sypialni. Wchodzi do sypialni, a tam żona urzęduje w najlepsze z dwoma facetami.  - A to k...a - pomyślał marynarz - ale może nie...może telegram nie doszedł?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:07:04 > Izabel, idź do diabła, czarownico poezji... jeszcze bezczelnie w okienku się pokazuje. Ja na Twoim miejscu, to z domu bym przez rok nie wychodził, plagiatorko
< Izabel 2015.06.28; 23:05:07 > Miłowania głodni jak wilcy Nauczymy się w tym kraju od pierwszego dnia Słów, którymi mówią tubylcy Szabadabada szabadabada
< 0smieszka01 2015.06.28; 23:04:43 > Dobranoc poeci :)
< Izabel 2015.06.28; 23:04:42 > Miłowania głodni jak wilcy Nauczymy się w tym kraju od pierwszego dnia Słów, którymi mówią tubylcy Szabadabada szabadabada
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 23:04:31 > Wy byliście chyba w dziecięcym wieku... przez konia kopnięci. Co za prymitywy. Jeden lepszy od drugiego. Masakra i miażdżąca miazga. :(
< Sword 2015.06.28; 23:02:35 > dobra. wystarczy na dzisiaj kłótni. może? kogo to obchodzi. pozytywnego coś pozytywnego:)
< sylen 2015.06.28; 23:02:19 > Ależ oczywiście, że znasz, jakże mógłbyś siebie nie znać.
< Sword 2015.06.28; 23:00:47 > tak uważasz? jestem odmiennego zdania:) bardzo spoważniał.
< Tomasz32 2015.06.28; 22:59:22 > Sylen , ja nawet nie znam tych ludzi.
< sylen 2015.06.28; 22:56:32 > Wilku- marysia do pomocy wyciągnęła z rękawa Tomusia i zacznie się punktowanie TOP listy.
< Sword 2015.06.28; 22:56:20 > nie wcisnąłem polskiej czcionki. sorki. nieważne treść chyba doszła:)
< Tomasz32 2015.06.28; 22:55:36 > Ja rozumiem,dlaczego bronisz tego sylena, ale on się robi coraz gorszy.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:52:50 > Sword, Ty jakby nie w temacie... myślę, że nieco przeciągnęła się Twoja wizyta w okienku i widać po Tobie trudy wytężonej konwersacji. Usiądź na dziobie łajby i spróbuj zanurzyć mosznę... moszna i tak i tak można :)
< Tomasz32 2015.06.28; 22:51:32 > Sword,Ty pijany jesteś,że tyle błędów narobiłeś:)
< 0smieszka01 2015.06.28; 22:51:25 > :):) Która to już runda?
< sylen 2015.06.28; 22:50:21 > Ty pedrysiu pisz do swoich dla vinciusiów i tomeczków 32 i innych nicków
< Sword 2015.06.28; 22:49:04 > pamiétam jak Cichemu kiedy Quiryna podsunéa tumaczenie wiersza ydowskie noblistki. wiersz by cudny. pojecha po nim jak ysej kobyle:) pajac. taki to z niego znafca*:D
< Tomasz32 2015.06.28; 22:48:52 > Sylen, nie jestem pacyną łajzo jedna i przstań się mnie czepiać !
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:46:45 > syleni wyskrobku, a komu Ty mógłbyś napisać wiersz i o czym, nieboraku? Chyba o rodkach do czyszenia posadzki. O żonę się nie martw. Może ona jest na zaciszu i to właśnie dla niej piszę? Strusiu o małym rozumku :)
< sylen 2015.06.28; 22:41:24 > Słuchaj ty obszczymurku ja sobie piszę sam, a ty nie chwal się tak, że piszesz do pani z Pomorza, bo jak nic, żona wystawi tobie walizkę.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:37:07 > No i nie było wiersza... Pomothrze :) Dzisiaj selekcjonerka poezji miała spore problemy z wyłuskaniem wiersza. Sama niewiele pisze ale u innych szuka, jak ogar gończy :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:32:08 > nie podnoś sobie ciśnienia, bo od niestrawności możesz spać dzisiaj razem z... nocnikiem hehe :)
< Sword 2015.06.28; 22:30:20 > i dowcipy z piaskownicy. utknąłeś w niej leszczu.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:29:14 > Za tępy jesteś, żeby to ogarnąć, Sword. Idź, bo jajecznica bez jaj Ci wystygnie na łajbie.
< Sword 2015.06.28; 22:27:52 > nie, ty nie czekasz ty ich wymagasz. wykrzykujesz w okienku, zaczeepiasz, dogadujesz. ty żadasz pochwał, fakt.
< Sword 2015.06.28; 22:25:12 > idę jeść:) later
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:24:44 > Ja nie czekam na pochwały. Jestem tutaj dla jednej osoby i dla niej piszę wiersze. Gdyby nie ona... nie byłoby mnie tutaj. Myślisz, że ja tutaj w związku z poezją siedzę, żeby czytać Twoje brednie o trawieniu pustki? cha cha
< Sword 2015.06.28; 22:24:31 > jak nie czaisz bluesa to jesteś po prostu osłem:(
< Sword 2015.06.28; 22:23:48 > twoje pojmowanie nikogo nie obchodzi poza Tobą samym
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:21:44 > W moim pojmowaniu, Mothra jest taką samą poetką, jak miliony innych w Internecie. Nie sądzę, żeby miała jakieś specjalne powody do zadzierania nosa. Wyżej od niej stawiam firletkę... no, chyba, że to jedna i ta sama osoba :)
< Sword 2015.06.28; 22:20:57 > napisz coś z sensem, będą pochwały. póki co nie ma za co.
< Sword 2015.06.28; 22:20:07 > czekasz na pochwały, ylko, że nie dajesz na nie szansy. bredzisz w wierszach zamiast się przyłożyć
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:18:04 > a czy mnie tak na tym zależy? Nie sądzę.
< Sword 2015.06.28; 22:17:15 > choćbyś się zawył w tym okienku:) zazdrośniku
< Sword 2015.06.28; 22:16:34 > no u Ciebie to nigdy nie będzie cieniolu:D
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 22:12:14 > Mothra i cooooooooooo? Jest wiersz? Wiesz, że życie nie trawi próżni... cha cha :)
< Sword 2015.06.28; 21:58:58 > to ile to rzekomo skrobnąłeś wierszy kobietom? 500 ??? wszystko za romantyczną kolację we dwoje?
< Sword 2015.06.28; 21:57:31 > wiersze to Ty piszesz, zapomniałeś? ciekawe jak Ci płacą:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 21:45:09 > może nawet wiersze Ci pisze, obrzympało... wygranie konkursu, z nikogo jeszcze poety nie zrobiło. Ale Ty, tym strusiowatym pustakiem tego nie pojmiesz, obywatelu w sweterku z serkiem.
< Sword 2015.06.28; 21:44:24 > a to to wiadomo. kopiuj wklej:)
< sylen 2015.06.28; 21:40:12 > Pedrysiu ty i ja do Mothry to jesteśmy sto lat za murzynami. Niestety dla ciebie ciućmoku, ale z radością dla mnie i z szacunkiem dla jej talentu dziewczyna wygrała konkurs ogólnopolski, tak, że lepiej dla ciebie jak zamilkniesz.
< sylen 2015.06.28; 21:36:49 > *zjedź w okienku
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 21:36:27 > zaraz będziemy wiedzieć, czy ktoś napisał dzisiaj wiersz. Mothra pracowicie buszuje... Buszmenka Poezji.
< sylen 2015.06.28; 21:35:26 > Ależ Wiku drogi- oczywiście, to menda jakich mało. Niech zacznie porządek od siebie, bo zajeżdza klonami, że aż fuj. I jeszcze jedno, a to już wisienka na torcie... wiele "swoich" uczonych wypowiedzi usilnie wyszukuje w necie i myśli, że ludzi urzeknie swoją mądrością. Już dwa razy zapodałem skąd te "uczone" słowa. Z jedź parę dni wstecz tam są linki.
< Sword 2015.06.28; 21:26:43 > sugerujesz Sylenie, że to Różowy jest naszym tajemnicczym nekrofilem, który pastwił się tyle czasu nad zwłokami rekruta???? no cóż, do niego to wysoce podobne. straszna kanalia:(
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 21:08:56 > No cóż, Twoja sprawa... tak się dzieje, kiedy gwiazdka czerwona jest ważniejsza od honoru.
< Ulitka 2015.06.28; 21:01:09 > Cichy don...Pedro dziękuję że masz takie zdanie o mnie...faktycznie chyba się nie przepoczwarzę dobrze się tak czuję.Pozdrawiam Cię serdecznie
< sylen 2015.06.28; 20:45:35 > * zakompleksiony
< sylen 2015.06.28; 20:44:41 > Ależ oczywiście, masz rację UFO, murzyni, Putin i Książ Karol za mnie piszą. Ech ty za kompleksiony ciućmoku.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 20:42:11 > Ulitko, chwalisz wiersz sylena o "trawieniu ciućm" i piszesz, że skromny Rysiu taaaakie wiersze pisze. Trzeba chyba być tak naiwną, jak Ty jesteś, żeby uwierzyć, że on to sam pisał. Ty się Ulitko już nie przepoczwarzysz w kobietę. Takie wieczne dziecko... mała dziewczynka, łatwowierna i nie zmieniająca poglądów. ech :(
< sylen 2015.06.28; 20:36:10 > Pedrysiu ty zakłamany paparuchu, najpierw zdejmij te swoje pacyny, choćby Tomasza32, czy na ten przykład da vinci i innych nicków klony, a dopiero potem umoralniaj zacisze. Obrzydzenie mnie bierze na takie coś jak ty. I twoje krakowskie towarzycho niech zrobi to samo.
< PeterErwin 2015.06.28; 20:31:30 > Don Pedro jeżeli ktoś tu wchodzi tak jak ja, i nie zajmuje się plotkami tylko poezją, to nie ma szans wiedzieć kto jest tutaj klonem, kto oszustem, a kto plagiatorem - chociaż to jedno i to samo. Ponieważ nie mam szans na rozróżnianie kto tu oszust a kto nie, utwierdza mnie to w przekonaniu że czas by stąd odejść. Taki rozpiździaj jak tutaj jest mało spotykany.
< PeterErwin 2015.06.28; 20:11:18 > Don Pedro nic o tym nie wiedziałem, ale w dzisisejszym wierszu o tym pisałem. Tu brakuje szeryfa.
< PeterErwin 2015.06.28; 20:07:51 >
< firletka. 2015.06.28; 19:55:30 > Dobrze myslisz:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:53:58 > kleptomanka
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:53:48 > kleptomanka
< PeterErwin 2015.06.28; 19:53:29 > Don Pedro nadal nie wiem czy Izabel to Izabel-Kaari
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:52:52 > Erwinie, zuza, wymienia minimu7 nicków tej oszustki. Dzisiejsza Izabek, to właśnie niegdysiejsza Kaari. To ciągle jedna i ta sama osoba i ma jeszcze kilka nicków w zanadrzu, jak powinie jej się noga, to pisze pod innym, pod którym zdążyła już zebrać grupkę czytelników, zainteresowanych wymianą punktów. A jak jej coś odbija, to sama, przy pomocy swoich pycyn wpycha się na top listę, bo jej do twarzy z kłamstwem i kanciarstwem. Taka już się widoczneie urodziła. Kłeptomanka. Jedni kradną jogurty w sklepach a inni... wiersze, ale to ciągle ta sama choroba.
< PeterErwin 2015.06.28; 19:50:06 > firletka znowu się czepiasz - jesteś zaczepialska i tyle - dlatego jesteś u mnie, myśę że nie tylko u mnie, na CL.
< DARK VEGA 2015.06.28; 19:49:44 > przepraszam za spacje i błędy
< DARK VEGA 2015.06.28; 19:49:09 > Tu nie o pozziom chodzi tylko o szacunek innych,punkty i gwiazdki nie mają tu znaczenia. Leczpomijany poziom pisanych utworów moi drodzy zaciszanie:)
< PeterErwin 2015.06.28; 19:48:18 > firletka właśnie napisałem że mi ich nie potrzeba
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:48:14 > Erwinie, nikt nie zrobi tutaj porządku, oprócz nas. Ja już dawno nie patrzę na top listy, czy gwiazdki, bo to niczego nie dowodzi. Pomiń te wszystkie irytacje na zaciszu, bo tutaj jest dosyć swawolnie, ale wolność też ma swój wymiar. Pod jej łopotem nie może być złodzieji, ani malwersantów, bo wtedy wolność pokazuje nam swoją wielką... ę.
< firletka. 2015.06.28; 19:46:59 > Osiągnij sobie dziesiąty poziom, zyczę ci tego, jesli to cię usatysfakcjonuje:)
< PeterErwin 2015.06.28; 19:46:49 > Don Pedro czy Izabel to Izabel-Kaari? nadal nie wiem.
< księżycowa 2015.06.28; 19:46:37 > Fajnie Magdo że to mówisz :)
< firletka. 2015.06.28; 19:46:00 > Plusy, to nie wszystko, drogi Erwinie:)
< firletka. 2015.06.28; 19:45:33 > Owszem, przydzielam, ale jak mi się wiersz spodoba:)
< PeterErwin 2015.06.28; 19:44:09 > firletka, Ty czytasz, szukasaz dziury w całym i dajesz negatywne komentarze oraz nie przydzielasz punktów. powiedz mi dlaczego mam to tolerować? Nie potrzebuję ani jednego ani drugiego. Poziom 10 osiągnę tak czy tak, lecz mi na tym już nie zależy- po tym co tutaj się dzieje. Nie rozumiem do dzisiaj jak to jest możliwe osięgnąć w ciągu jednego dnia za jeden wiersz 10 komentarzy ale 100 PLUS-punkcików. To jest parodia, a nikt przeciw temu nic nie robi. Teraz dochodzą jeszcze podobno jakieś plagiaty. Tu brakuje szeryfów którzy by odpowiednich delikwentów wyrzucili na zbity pysk.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:42:52 > Erwinie, ja Cię absolutnie nie szantażuję i rozumiem irytację na okoliczność grzebania w forum. Zatem uwierz mi na słowo. Izabel-Kaari, to profesjonalna plagiatorka. Poczytaj, co zuza ma do powiedzenia na jej temat i wierz mi na słowo. To absolutnie ostatni wiecheć poezji, zarówno sama Izabel-Kaari, jak i jej wiersze, bo czytając ją masz zawsze przeświadczenie, że to kolaż ze skradzionych słów od innych poetów, czy nawet żywcem z blogów, bo i takie sytuacje u niej były.
< firletka. 2015.06.28; 19:35:30 > Tu przyznam racje Peterowi. Nie każdy sledzi forum i okienko.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:33:25 > Anna z. zignorowała fakt, że komentuje pod wierszami plagiatorki Izabel-Kaari i straciła jednego czytelnika, ale to przecież w końcu żadna strata. Tym samym określła się, jak osoba bez godności, a jej wiersze, jakby podzieliły jej los. Barwy tworzymy naszą osobowścią i jeżeli jej nie mamy, to nie zbudujemy żadnej tęczy, choć byśmy zaklinali rzeczywistość najpiękniejszymi kolorami :(
< PeterErwin 2015.06.28; 19:32:57 > Don Pedro, ja znamtylko Izabell, o Kaari nic nie wiem. Ponadto nie musisz mnie szantażować, ponieważ ja pierwszy idę na barykadę jeżeli chodzi o plagiat. Jednak nie wiem nic o tym, a na to pojebane forum tutaj nie wchodzę - mój czas jest zbyt cenny na takie bzdurne dyskusje jakie się tutaj toczą. Przypadkowo zajrzałem tutaj - od lat nie napisałem tutaj więcej niż trzy zdania.
< firletka. 2015.06.28; 19:32:14 > I nadal jestem na CL. To i czytać cię juz nie będę.
< firletka. 2015.06.28; 19:29:37 > Nie odchodź:)
< firletka. 2015.06.28; 19:27:49 > To miło:)
< PeterErwin 2015.06.28; 19:26:29 > widziałem
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:24:26 > PeterErwin, wiem, że u niej bywasz, zatem może przyszła kolej na Twoją decyzję? Przemyśl, bo byłem u Ciebie parę tazy pod wierszem i myślę, że nie chciałbym się zablokwać dla Twojej poezji. Przemyśl :)
< firletka. 2015.06.28; 19:22:35 > Mam nadzieję, że ci to pochlebia:)
< firletka. 2015.06.28; 19:22:14 > Stałeś się moją inspiracją.
< firletka. 2015.06.28; 19:21:45 > Peterku, kochany, a widziałeś, że cię zacytowałam nad wierszem?
< PeterErwin 2015.06.28; 19:19:41 > Kto to jest Izabel-Kaari? Nie widzę i nic nie wiem.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:17:04 > Sword, już przestałem dawno czytać Twoje wiersze. Po Twojej ironii na mój temat, w jednym z komentarzy u kogoś tam, wszedłem pod jeden Twój wiersz i muszę Cię zapewnić, że nie wchodzę i nie czytam. Tak, że możesz spokojnie wchodzić pod wiersze Izabel-Kaari, jak i Twój przydupas, syleni bobek, u którego z uporem godnym osła... tolerujesz komentarze u Kaari. Tyle jesteś wart i tyle są warte Twoje słowa w okienku, dlatego i dla mnie jesteś też nic nie warty, ale Ty tego nie pojmiesz, wolisz sylenowi w rectum wchodzić, niż pokazać w końcu jaja. Ale, jak się ich nie ma, to co można pokazać? Twarz o tysiącu zdaniach, wysmarowaną wazeliną od ucha do ucha.
< Sword 2015.06.28; 19:10:26 > dobranoc Państwu. pora wyspać wilka:) later
< Sword 2015.06.28; 19:08:48 > Cichy, bardzo proszę, nie czytaj moich wierszy, bo zacznę zachodzić pod Izabel!
< firletka. 2015.06.28; 19:06:08 > ale tak jak mówisz, nie wszyscy wiedzą...
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:05:30 > Firletko, to się skończy... wszystkie osoby tolerujące Izabek-Kaari nie mogą nawet liczyć na to, że przeczytam ich wiersze. Tego się nie da zrobić z dnia na dzień. Niektórzy nawet nie wiedzą o haniebnej przeszłości i teraźniejszości... Izabel-Kaari. Trzeba wszystkim dać czas na decyzję. Tutaj nikt nikogo do niczego nie zmusza. Każdy ma swoją twarz i niech o nią dba.
< firletka. 2015.06.28; 19:03:24 > Rozumiem
< firletka. 2015.06.28; 19:02:37 > Tak mi odpisała pod wierszem:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 19:02:29 > Firletko, ja nikogo do niczego nie zmuszam, ani na nic nie naciskam. Osoby, które wchodzą pod wiersze Izabel-Kaari, będą przeze mnie ignorowane, jakby ich tutaj nie było. A co zrobią pozostali, to już sprawa ich sumienia i towarzystwa, z którym się utożsamiają, bądź tolerują. Mnie w takim gronie nie będzie. Zbyt sobie cenię honor i własną twarz przed lustrem, żeby tolerować podobne skandale w wykonaniu Izabel-Kaari.
< firletka. 2015.06.28; 19:02:15 > firletko nie znasz się na żartach?, pozdrawiam:) Izabel, pozdrawiam:)
< HotBoobs 2015.06.28; 18:59:01 > Na co komu tyle kont, nie lepiej miec jedno i tam trzymać swoje wiersze?
< firletka. 2015.06.28; 18:58:55 > Mówię do Cichego:)
< firletka. 2015.06.28; 18:58:25 > a jej wiersz oceniasz, tak?
< HotBoobs 2015.06.28; 18:58:16 > a Kaari już mi się przypomniała.
< firletka. 2015.06.28; 18:57:50 > Ivette też przedstawiła się Isabel:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:57:43 > Ok, potraktuj to, jak informację, na którą możesz zareagować, albo nie. To Twój wybór.
< HotBoobs 2015.06.28; 18:56:33 > rozumiem, myslę, że sama poczytam, nie chciałabym nikogo skrzywdzić słuchając osób postronnymch, dzięki :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:53:05 > Już byłaś u niej. Myślę, że powinnaś sobie przypomieć z czasów, kiedy byłaś... Wspomnieniem, ale naturalnie to są tylko moje domysły. Ta osoba, Isabel, jest autorką kilkunastu tutaj afer plagiatorskich i sam pan bóg wie, ile ma tutaj jeszcze nicków. W każdym bądź razie, wspomniana Isabel, to znana tutaj plagiatorka i możesz mi wierzyć na słowo, albo poczytać dawniejsze posty na forum.
< HotBoobs 2015.06.28; 18:49:30 > aaaa, mam już.
< HotBoobs 2015.06.28; 18:49:16 > No i gdzie ta Isabel, chciałam poczytać!....
< HotBoobs 2015.06.28; 18:47:58 > Cichy... ja nawet nie wiem kto to Kaari... Plagiatorka?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:45:43 > HotBoobs, u Ciebie, to zupełnie jest inny wymiar. Ale muszę Cię uprzedzić, że Isabel, to dawna Kaari, plagiatorka wszechczasów i wchodzenie do niej pod wiersze jest jakby nie na miejscu dla kobiety Twojej klasy. Nie jest to absolutnie żadna presja z mojej strony i myślę, że sama być nie chciała wchodzić pod wiersze ukradzione innym poetom a nawet już nieżyjącej poetce, czego dopuściła się Isabel-Kaari, ale zostawiam to Twojemu poczuciu zwykłej, ludzkiej sprawiedliwości, żeby jakichś bardziej górnolotnych słów nie używać.
< TESSA 2015.06.28; 18:45:16 > podwójny kochana, bo lepiej się całować, niż śliną bez potrzeby pluć:)
< HotBoobs 2015.06.28; 18:43:45 > buziak Tesiu
< TESSA 2015.06.28; 18:42:12 > i to jest to, moje Ty gorące:)))
< HotBoobs 2015.06.28; 18:38:39 > a jeśli chodzi o "Rubina", to mam taki tv, jest piękny, zrobiłam go sobie w stylu vintage i trzymam w nim kwiatki ;)
< HotBoobs 2015.06.28; 18:37:22 > heheheh, lepiej, baby się tak kłócą :D
< sylen 2015.06.28; 18:34:09 > Stary ramolu, ty naprawdę nie rozumiesz co do ciebie piszę. Zanim całkiem mózg ci się zlasuje, to gerontologa odwiedź. Masz złych informatorów, nie mam żadnego Rubina, ale niech ci tam, żyj w tym swoim zakłamaniu, tyle twojego paparuchu.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:33:17 > Hot, tu się nie da inaczej... musisz mi jakoś wybaczyć, ta zaciszańska karaluszarnia jest nie do wytępienia i każdy odruch normalności udupią swoim prostactwem.
< HotBoobs 2015.06.28; 18:30:00 > jak mali chłopcy... moje dzieci mniejsze i tak się nie zachowują ... MIiłego wieczoru wszystkim :)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:27:13 > Syleni bobku, wyłącz Rubina, bo takiś dzisiaj naświetlony pikselami, że oczopląsu dostaniesz i zjesz sobie serek ze sweterka haha
< Sword 2015.06.28; 18:25:11 > znafca* się znalazł. krasnali ogrodowych i żab. wiedziałem, że długo nie wytzrymasz i wyjdzie ci ta słoma z buciorów
< sylen 2015.06.28; 18:20:32 > Ech pedrysiu, czy już ci nie pisałem żebyś tu na zaciszu nie ślinił do chłopów? Pisałem. Ale biorę poprawkę, wiadomo demencja starcza u ciebie. Do ręcznej wypad ptasia nie. Won.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:16:15 > Sword, za cieńki jesteś do mnie ze swoją prostacką złośliwością a i poeta z Ciebie żaden. Pozwól, że Cię rozłączę, ok? Zatem do wioseł a potem mop i na pokład tej malezyjskiej łajby. hehe
< sylen 2015.06.28; 18:15:58 > Czy mam to uznać, za Twoje niedoinformowanie, czy po prostu jesteś tępo. Ale raczej to drugie.
< sylen 2015.06.28; 18:14:11 > Okej Wilku- niech wywewnętrznia, tyle mu pozostało ☺
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:13:27 > Sylen, nie dawaj klawiatury do pisania Swordowi... nie ze mną te numery, syleni bobku. Jest nieco lepszy od Ciebie, ale nie na tyle dobry, żebym ucinał z nim sobie pogawędkę na takie tematy. Farbowane lisy zacisza haha :)
< Sword 2015.06.28; 18:12:21 > sylen, zostaw tego aroganckiego dupka, niech dalej się wywewnętrznia, jaki to z nigo nie mózgacz.
< Sword 2015.06.28; 18:11:07 > no Ty natomiast tą swoją jedną wersją tego samego wiersza klepaną w kółko jak mantra imponujesz wszystkim:( koń by się uśmiał i te małe źrebięta. hiiiii ha:)
< sylen 2015.06.28; 18:10:36 > Zastanawiające jak ty nasz zacny kraj obronisz, oj zastanawiające odpadzie wykopany w Kieleckiej Kadzielni. Kolaborowanie z wrogiem? Hmm. Niewiarygodny jesteś. Od takich farbowanych lisów uchowaj Boże
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:09:19 > Na palcach jednej ręki mogę policzyć niezależne kobiety na zaciszu, które mogą mi zaimponować intelektem i wolnością słowa, a reszta? To zwykłe kwoki na grzędzie.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 18:04:28 > Syleni bobku, do zacnych pań na zaciszu? Ty się chyba szaleju najadłeś. Gdzie te zacne panie? Najzacnijsza, to Twoja faworyta, złodziejka wierszy i plagiatorka... taką masz właśnie etykę i godność, a w zasadzie to nie masz, bo dajesz codzieniie świadectwo swojego małego i podłego stanu. Ty masz kraj przed wrogiem obronić? Czym? Mopem? Zejdź na ziemię, anemiku intelektualny...
< sylen 2015.06.28; 17:58:54 > Ależ pedrysiu nie musisz się chwalić, że nie masz dżonderek, każdy to wie i zaprzestań ślinienia się do zacnych pań zacisza stary zbuku, lepiej sprawdź co u twojej żony. Przyznaj się, że ciebie rzuciła. Wiadomo- chłopię bez klejnotów, to i na co jej taki feler w domu. Przyznaj się, że Cię wymieniła najlepszy model. No cóż, pozostało ci tylko rękodzieło. FUJ.
< Sword 2015.06.28; 17:57:59 > he he:) ostatnie wybory zdają się temu przeczyć:D
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:55:49 > opoka narodu? To było z czasów komunistycznego ciemnogrodu. Teraz liczy się zupełnie coś innego. To co było opoką, zamieniło się teraz w bezwolną masę, popychaną i szturchaną, jak chłop na czworakach ze zmiętą czapką w dłoni i wzrokiem wbitym w ziemię.
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:50:44 > Tzn, prosty lud, opoka narodu :)))
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:49:33 > jaj nie ma... miało być
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:48:42 > Ja nawet nie chcę mieć takich uprawnień. Po co mi taka gospodarka, mleka nie ma, jak nie ma, tylko zewsząd ta wszechogarniająca prostota duszy i ciała.
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:47:19 > ale paw
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:46:55 > Brak jaj, to plaga zacisza... same wytłoczki i wydymuszki.
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:46:18 > a masz uprawnienia do tego?
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:45:36 > Ktoś musi przecież grzędy doglądać, jak kwoki kukurykują za kogutami, zamiast poetyckie jaja znosić.
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:44:50 > to było do pedrosa
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:44:03 > HE HE ale mądrala się znalazł Sołtys
< DARK VEGA 2015.06.28; 17:43:20 > I Bóg zapłać O Śmieszko za wielbicieli moich utworów , a punktów to niech biją mi na tysiące. I tak czytacie moje słowa a po nich się poznacie ze jestem poetą:)
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 17:42:16 > Chyba raczej wazeliniarki, hafciarki, Koło Gospodyń Wiejskich i Liga Kobiet pozbawiona własnego zdania. To są właśnie wielbicielki zaciszańskie. Kobiety w zapaskach i ze spadochronami. Zatem Vega, nie masz czego żałować.
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:38:15 > i wielbicielki też masz:))
< DARK VEGA 2015.06.28; 17:34:28 > A tak ogólnie mówiąc fajnie mieć wielbiciela który docenia utwory Vegi, inni tego nie dostrzegają:)
< 0smieszka01 2015.06.28; 17:07:13 > Po podróży w kosmosie wróć na ziemię. VEGA :)
< DARK VEGA 2015.06.28; 17:00:30 > No fajnie jutro idę na karuzelę i się w błękicie dwóch gwiazd wzniosę w kosmos,dziekuję wielbicielowi ale tekst najwaźniejszy i zaufanie Vega wam to mówi:)
< sylen 2015.06.28; 16:02:33 > Witaj dobra 0- Śmieszko☺
< klituśbajduś 2015.06.28; 15:59:37 > klituśbajduś jest najgrzeczniejszy....reszta to urwisy Ośmiesko więc czuję się szczególnie powitany :)))
< Sword 2015.06.28; 15:55:34 > czyli wilka też:) witaj Śmieszko. O:)
< 0smieszka01 2015.06.28; 15:31:08 > Witam wszystkich grzecznych i zakręconych poetów :))))
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 15:12:06 > Mothra, nie powiem Ci dzisiaj dzień dobry, bo jesteś... niedobra :(
< sylen 2015.06.28; 15:11:42 > Ależ, zaprawdę jeszcze raz ci przypominam, bo widać u ciebie demencja starcza, nie opowiadaj o swoich pracach ręcznych, bo mnie to nie interesuje obleśny stary dziadygo. Pisz na Berdyczów, tam wysłuchają. Może? Papatki.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 14:45:18 > Z tym Homo-waniem, to przesadzasz. Ja mam żonę, a Ty mopa... zatem o czym Ty rozmawiasz? Dłonie już masz tak żylaste od robótek ręcznych że mimo, iż masz ponad 60 lat, po dłoniach można Cię zdiagnozować na... 75. Niestety, te głupie ruchy tak kosztują.
< sylen 2015.06.28; 14:25:22 > Wybacz, ale z usług homosiów nie korzystam, więc się nie wysilaj, a swoją dobroduszność zachowaj dla tych, co ich o ile wogóle uwiedziesz, bo który zechce takie stare sypiące się próchno jak ty pedrysiu, nawet i u nich nie masz szans. Żal mi ciebie.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 13:59:11 > Mopowy, a o czym innym mogę z Tobą rozmawiać? Ciesz się w ogóle, że coś do Ciebie napisałem. Dzisiaj mam dzień dobroduszności. Zatem korzystaj, jak umiesz najlepiej.
< sylen 2015.06.28; 13:48:45 > Słuchaj homosiu don pedziu- że nim jesteś, każdy to wie, więc nie musisz się reklamować i odpowiedz mi na pytanie: czemu tak bardzo się cieszysz, że zszedłeś do poziomu mopa i tak zawzięcie konwersujesz ze mną, a kiedyś tak strasznie się tego zarzekałeś, hmm!
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 13:43:35 > cie choroba... zapomniałe o Tobie syleni bobku. Dobra, zdejmę Cię z wentylatora... Jezu, jak tutaj jedzie :( Ok, poroś teraz mopa do tańca i walcem, walcem, raz w lewo, raz w prawo...
< sylen 2015.06.28; 11:54:36 > A posprzątać, to możesz w swoim brudym wnętrzu łachudro. Jak nie masz na mopa, to ci podrzucę, a co mi tam.
< sylen 2015.06.28; 11:52:38 > A gdzie ty ptasia nie widzisz Rubina? Takowe były w latach 70- ch. Ogarnij się.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 11:49:18 > Ok, jak będziesz miał dosyć, to powiedz. Tymczasem trzymaj Rubina i kręć się. Po obiedzie odwieszę Cię od wentylatora i dostaniesz mopa w dłonie, żeby posprzątać po sobie. Szkoda, że nie zawiązałem Ci aznrkiem nogawek od spodni... cóż, będziesz miał więcej sprzątania :)
< sylen 2015.06.28; 11:42:01 > Papatki ciućmoku. Pisz na swoje włości. Tam we wsi pod Kielcami twoja żona czeka na wiadomości od ciebie homosiu. Zajmij się nią, bądź mężczyzną. To na tyle. BUJAJ się.
< Cichy Don... Pedro 2015.06.28; 11:35:36 > P-oderwać od ziemi? Nie miałbym żadnego problemu z oderwanim Cię od ziemi, możesz nawet trzymać telewizor ma-ki Rubin, lampowy, który waży więcej od Ciebie. Podniosę Cię razem z nim i zawieszę na podsufitowym wentylatorze. Powietrze dobrze Ci zrobi, tylko załóż beretkę, bo pęd może Ci do reszty puszek naczubny przetrzebić.
< sylen 2015.06.28; 11:22:02 > *podrywaj
< sy